Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

"Wygrywamy i przegrywamy razem"

Odsłony: 4425

Adrian PAJĄCZKOWSKI (trener MKS-u Gogolin): - Spodziewaliśmy się bardzo trudnego meczu. Przed spotkaniem zebrałem informacje na temat gry Startu i wnioski były dosyć jednoznaczne, że obecna pozycja w tabeli nie oddaje

potencjału i siły drużyny z Namysłowa. Miałem pewne obawy związane z dzisiejszym meczem, tym bardziej, że wcześniej zanotowaliśmy dwie porażki. I potwierdziło się: mecz okazał się trudny. Źle zaczęliśmy, później wszystko na boisku dobrze się ułożyło, ale druga połowa była w naszym wykonaniu katastrofalna. Popełnialiśmy proste błędy, napędzaliśmy zespół Startu, a że ma on w swoich szeregach kilku bardzo dobrych zawodników, to wykorzystali to i mieliśmy nerwówkę do ostatnich sekund meczu. Cieszymy się ze zwycięstwa, choć wciąż przed nami sporo pracy, aby wyeliminować błędy popełniane w czasie gry. A jeśli chodzi o Start, to jestem przekonany, że ten zespół dźwignie się w tabeli, bo potrafi grać w piłkę i na ostatnią pozycję nie zasługuje.

StartNamyslow.pl: - MKS zagrał dwie zupełnie różne połowy. W pierwszej wypunktowaliście namysłowską drużynę, wypracowując trzy bramki przewagi. Co się więc stało w szatni, że po przerwie gospodarze grali nieprzekonująco i bojaźliwie?

- Może skoryguję Pana wypowiedź. Nie tyle zaczęliśmy słabiej grać, co w ogóle przestaliśmy grać w piłkę. Trudno mi ocenić, co się stało. Przestrzegałem chłopaków w szatni, że druga połowa będzie dużo trudniejsza, że przeciwnik pewnie mocno ruszy, żeby spróbować złapać z nami kontakt. Przyczyn takiego stanu rzeczy mogło być kilka. Przede wszystkim w ostatnim czasie nie miałem na treningach wszystkich zawodników, a w dwóch ostatnich meczach nie mogłem skorzystać z pięciu istotnych piłkarzy. Kolejna sprawa, to nie mam w drużynie doświadczonego zawodnika, jakim jest w Namysłowie choćby Rafał Samborski, który w trudnych momentach pomoże zespołowi. Kiedy przestało nam iść, zabrakło kogoś, kto wziąłby tych młodych zawodników w garść. Nie jest to jednak regułą w naszej drużynie, bo na przykład tydzień wcześniej zagraliśmy kiepską pierwszą połowę, a rewelacyjnie wyglądaliśmy po przerwie. Myślę, że w największym stopniu o słabym występie w drugiej połowie zadecydowały względy psychologiczne.

- Jak na beniaminka, spisujecie się w rozgrywkach naprawdę nieźle, z 13 punktami zajmując miejsce w górnej połówce tabeli. Jaki jest cel MKS-u w bieżącym sezonie?

- Celem jest tylko i wyłącznie utrzymanie. Jesteśmy świadomi tego, jaki mamy zespół i jak jest zorganizowany nasz klub. Bo trzeba wiedzieć, że w MKS-ie żaden zawodnik nie otrzymuje za występy gratyfikacji finansowych, czy to w formie premii czy stypendiów. Gramy całkowicie za darmo i skupiamy się przede wszystkim na szkoleniu swoich piłkarzy. Jeśli będzie stać drużynę pod względem umiejętności na grę w IV lidze, to będziemy w niej grać. A jeśli nie, to wtedy będziemy musieli pogodzić się ze spadkiem. Na pewno jednak będziemy walczyć o jak najlepsze wyniki. Taką mamy filozofię budowy klubu i ona w najbliższym czasie się nie zmieni. Osobiście jestem przekonany, że utrzymamy się w IV lidze, choć wiem, że będzie to też dla nas bardzo trudny sezon. Na razie nasze występy można określić jako obiecujący początek. Ale z pewnością trafią nam się też w ciągu rozgrywek słabsze momenty. Mamy młody zespół, który potrzebuje doświadczenia, a w przypadku młodości wahania formy są nieuniknione. [rozmawiał KK]

Bartosz MEDYK (szkoleniowiec Startu Namysłów): - Po meczu w Gogolinie mam mieszane uczucia. Przede wszystkim przegraliśmy zawody i to nie podlega dyskusji. Ale z drugiej strony widziałem przed meczem u chłopców nadzieję, że z nowym trenerem uda się przełamać impas. Trzymam się jednej z piłkarskich prawd, która mówi, że jeśli się strzela jedną bramkę na wyjeździe i ma się poukładany zespół, to trudno przegrać mecz. My strzeliliśmy trzy bramki, a mecz przegraliśmy. To mówi samo za siebie. Tak nie powinno być. Zagraliśmy z niezłym przeciwnikiem, niemniej uważam, że przegraliśmy na własne życzenie. Przed meczem wiedziałem, że miejscowi lubią grać u siebie ofensywnie i grają skutecznie, co się potwierdziło. Ale uczciwie mówiąc, Gogolin zagrał naprawdę dobrze kwadrans po strzeleniu trzeciego gola. Wcześniej mecz był wyrównany, gospodarze nie stworzyli żadnej sytuacji z gry, a strzelili trzy bramki. Bolączką naszej drużyny jest nerwowość w grze, która pewnie wynika z braku wyników. Musimy szybko opanować ten stres, bo inaczej ciężko będzie o jakikolwiek sukces. Zabrakło nam doświadczenia, ale nie wynikającego z umiejętności. Zbyt łatwo straciliśmy bramki. Musimy grać spokojniej, a nie wybijać piłki na oślep. Nerwowość przysłania umiejętności, które są w tym zespole. Nad tym będę musiał z zespołem popracować, bo na pierwszym treningu w praktyce drużynę poznałem. Inna sprawa, że będziemy musieli się zastanowić nad formą treningów, gdyż w piątek po pół godzinie ćwiczeń zrobiło się ciemno. A pół godziny dziennie, to jednak zbyt mało, abym mógł realnie wpłynąć na zmianę gry drużyny. Zespół musi zrozumieć, że na boisku trzeba pokazywać umiejętności, a nie tylko walczyć i biegać po murawie. Bo to w piłce już nie wystarcza. Uważam, że musimy zrównoważyć umiejętności z ambicją i wolą walki. Wtedy możemy odnieść sukces. Musimy stawiać na ludzi, którzy mają umiejętności i nie boją się grać w piłkę nożną.

StartNamyslow.pl: - Przegraliśmy mecz, choć strzeliliśmy trzy gole. To musi boleć. Kibice Startu mają jednak nadzieję, że te trzy bramki, a przede wszystkim dobra gra po przerwie, w końcu dadzą nadzieję lepszą grę i regularne zbieranie punktów. Nie mamy więc chyba aż tak kiepskiej drużyny, jak to wynika z naszej sytuacji w tabeli?

- To jest trudne pytanie, a odpowiedź bardzo krótka: tabela wszystko Ci powie. W pierwszej połowie każda z akcji bramkowych rywali tak naprawdę nie powinna mieć miejsca. Popełniliśmy przy nich sporo błędów, do tego doszedł boiskowy chaos. Lewa strona rywali bardzo dobrze funkcjonowała, o czym wiedzieliśmy wcześniej. Mieliśmy w związku z tym pewne zadania do realizacji, ale nie do końca się to udało. W pierwszych 45 minutach gospodarze pokazali większą kulturę gry, prowadzili grę, ale wynik tej części jest mimo wszystko mylny, zdecydowanie za wysoki. Bo mecz był wtedy wyrównany. My też mieliśmy wtedy swoje sytuacje. Strzeliliśmy gola, do tego Samborski trafił w poprzeczkę, a Sarnowski nie trafił w pustą bramkę. Po przerwie to my prowadziliśmy grę. Szybko strzeliliśmy dwie bramki i pojawił się problem, bo wtedy rywal stanął na 16-tym metrze i twardo się bronił. Wtedy trzeba grać piłką po ziemi, nie można się spieszyć, należy próbować wejść w pole karne bokiem. My graliśmy jednak zbyt chaotycznie. Druga połowa rzeczywiście była dla nas, co jednak z tego, że mając pół godziny na wyrównanie, nie potrafiliśmy do remisu doprowadzić. Oczywiście muszę pochwalić drużynę, że strzeliła trzy bramki i akcje w ofensywie się zazębiały. Ale jak widać, cała praca idzie na marne, jeśli popełnia się bardzo poważne błędy w grze defensywnej i mam tu na myśli całą drużynę. Wygrywamy i przegrywamy całym zespołem. [rozmawiał KK]

P.S. Zdjęcie trenera Adriana Pajączkowskiego wykorzystaliśmy z portalu www.mksgogolin.futbolowo.pl, natomiast fotografię trenera Bartosza Medyka wykorzytsaliśmy z witryny www.jardersport.pl

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy