Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

"Mecz walki i determinacji"

Odsłony: 7704

StartNamyslow.pl: - Biorąc pod uwagę dramaturgię spotkania, myślę, że przeżyliśmy dziś swoiste deja vu. Mam tu na myśli jesienny meczu obu zespołów.

Andrzej SERMAK (trener

Szczakowianki Jaworzno): - Fatalnie układają nam się spotkania. Przez 20 minut obserwuję fajną grę z naszej strony. Strzelamy nawet bramkę. Później koszamrna decyzja bramkarza sprawiła, że przez kolejne 25 minut było w naszych poczynaniach sporo bałaganu, w efekcie czego straciliśmy drugą bramkę. W drugiej połowie prezentowaliśmy się już lepiej. Na pewno korzystniej niż przeciwnik. Zdołaliśmy wyrównać, ale sama końcówka pozbawiła nas złudzeń. Obrońca spowodował rzut karny, który przesądził o naszej przegranej. Po drugiej stronie defensor też podjął ryzykowną decyzję. Wiedział, że otrzyma czerwoną kartkę, ale dzięki temu prawdopodobnie uratował dla zespołu zwycięstwo.

- Czy 81 minuta, podczas której nie wykorzystaliście trzech „setek”, nie zemściła się czasem na Was?

- Skoro nie wykorzystuje się trzech stuprocentowych okazji, to trzeba się liczyć z konsekwencjami. Decyzja sędziego o rzucie karnym i koniec tematu.

- Sytuację w tabeli, podobnie jak namysłowski Start, macie bardzo trudną. Walki w Waszym wykonaniu było jednak dzisiaj co nie miara. Kibice powinni to docenić.

- Piłka nożna jest grą błędów. Zawodnicy walczą, ale też mylą się, co niekiedy skutkuje porażką. Chcieliśmy w przerwie zimowej oprzeć skład na zawodnikach z Jaworzna. Mamy w kadrze 14 wychowanków i to nas mobilizuje do pracy. Zdajemy sobie sprawę, że na skutek reorganizacji opuścimy III ligę. Zresztą, myślę, że pomysł o podziale rozgrywek na dwie grupy był nietrafiony. Zwróćmy uwagę, że w drugiej grupie wycofały się dwa zespoły i reszta drużyn ma trzy punkty za darmo.

- Co powie Pan piłkarzom po tym meczu w szatni?

- Powiem, że wykonali kawał porządnej roboty. O niepowodzeniu zadecydowały piłkarskie niuanse. Błędy zdarzają się i będą się zdarzać. Myślę jednak, że pomyłka bramkarza podcięła nam skrzydła. Dlatego też zdecydowałem się na zmianę między słupkami. [rozmawiał KK]

StartNamyslow.pl: - Gratuluję ciężko wywalczonego zwycięstwa na zawsze wymagającym terenie. Myślę, że dzisiejszy sukces potrzebny był tak piłkarzom, jak i całemu środowisku skupionemu wokół Startu. Po jesieni wszyscy mieliśmy bowiem mocno nietęgie miny.

Bogdan KOWALCZYK (trener Startu Namysłów): - Osiągnęliśmy pozytywny wynik, który – mam nadzieję – da nam dodatkowego kopa do pracy. Liczę, że oczywiście na tym jednym zwycięstwie nie spoczniemy. Od meczu minęło już trochę czasu, a do tej pory mam wypieki, że o zdartym głosie nie wspomnę. Co do przebiegu gry, to w pierwszej połowie mogliśmy się pokusić o to, żeby zamknąć ją wynikiem 3-1, a nawet 4-1. Tak się nie stało, choć mieliśmy ku temu okazje. Po przerwie, na skutek fauli popełnianych na własnym przedpolu, napędziliśmy grę przeciwnikowi. Stałe fragmenty gry plus kilka jeden wyraźny błąd w defensywie spowodowały, że rywal mógł nas pokarać. Pod koniec spotkania Szczakowianka w ciągu kilkudziesięciu sekund zmarnowała trzy sytuacje bramkowe, więc piłkarze gospodarzy pretensje o to, że nie wygrali, mogą mieć tylko do siebie. W międzyczasie straciliśmy gola na 2-2, jednak nie traciliśmy nadziei na osiągnięcie korzystniejszego wyniku niż remis. W decydującej akcji super podanie posłał do Rafała [Samborskiego – przyp. aut.] Łukasz Szpak. Rafał ostro ruszył, przyjmując piłkę w światło bramki. Obrońca za nim nie zdążył, sfaulował, dostał czerwoną kartkę, a sędzia podyktował jak najbardziej słuszny rzut karny. Rafał dodatkowo wytrzymał ciśnienie związane z rzutem karnym, gdyż postanowił sam go wykonać. Bramkarz wyczuł wprawdzie jego intencje, ale piłka i tak znalazła się w siatce. Tym sposobem osiągnęliśmy cenne zwycięstwo, choć nie zachowaliśmy zimnej głowy do końca. Po golu na 3-2 w 87 minucie mieliśmy przewagę jednego zawodnika w polu, ale mecz skończyliśmy w dziewiątkę. Rywale nie mieli nic do stracenia, my jednak końcówkę rozegraliśmy niewłaściwie. Najpierw z boiska zejść musiał Łukasz Szpak, za przekombinowany rzut rożny. Dostał wtedy drugą żółtą kartkę. Z pierwszym upomnieniem jednak się nie zgadzam. Natomiast w czwartej minucie doliczonego czasu tylko przytomności Witka Kamosia zawdzięczamy to, że zdołaliśmy wynik 3-2 utrzymać. Przy wyprowadzaniu piłki straciliśmy ją, poszła kontra i Witek taktycznie sfaulował przeciwnika przed linią pola karnego, za co musiał dostać czerwień. Ostatnie kilkadziesiąt sekund drżeliśmy o to, żeby pozytywny wynik dowieźć do końca, co się udało. Chwała chłopakom, że podjęli rzuconą przez rywala rękawicę. Był to mecz walki i determinacji, w którym losy meczu różnie się układały. Problemem dla nas był stan murawy, daleko odbiegający od III-ligowej normy. W takich warunkach prowadzenie gry jest niezwykle trudne i o futbolu kombinacyjnym można zapomnieć. Należy wówczas grać prostymi środkami, co staraliśmy się zresztą robić. Chłopcy zostawili na boisku dużo zdrowia, ale opłaciło się. Przełamaliśmy fatalną serię z jesieni, co dodało nam wiary, że jeszcze nie wszystko stracone.

- Siedząc dwa piętra wyżej, rozumiałem rozgoryczenie kibiców po zakończeniu meczu. Twierdzili, że świetnie się ten mecz oglądało, było bardzo dużo walki, nikt nie odpuszczał i nie odstawiał nogi. Gra Szczakowianki też im się podobała, ale nie podobał im się wynik. Z mojej perspektywy gospodarze częściej byli w posiadaniu piłki, a po przerwie grali nieco płynniej od Startu i z większym rozmachem. My natomiast bardzo solidnie wyglądaliśmy w grze defensywnej, w większości przypadków kontrolując to, co działo się na naszej połowie. Nawiązując do jednego z tytułów filmowych, Start wyglądał na boisku jak „przyczajony tygrys, ukryty smok”. I to zdało egzamin.

- Moim zdaniem w pierwszej połowie były momenty, że graliśmy lepiej od przeciwnika. szczególnie po golu wyrównującym, gdzie prezentowaliśmy się solidniej, grając też spokojniej niż gospodarze. Wtedy właśnie stworzyliśmy sobie kilka okazji, które w przerwie mogły postawić Szczakowiankę pod ścianą. A w drugiej części za dużo było z naszej strony niepotrzebnych fauli, co przeciwnika napędzało. Po golu wyrównującym drużyna z Jaworzna złapała wiatr w żagle, ale to w piłce normalne, że rozpędzony rywal chce Ci szybko zadać kolejny cios. Gdybyśmy rzadziej grali do tyłu, a częściej do przodu, to może nie bylibyśmy narażeni na powstające w okolicach naszego przedpola, śmierdzące sytuacje.

- W żaden sposób nie zamierzam odbierać zespołowi uzasadnionej radości z wygranej. Niemniej czy trener zgodzi się, że futbol jest wyjątkowo przewrotny? Tydzień temu dobrze wyglądamy w polu, kreujemy grę, tymczasem solidnie zorganizowany Chemik wypunktował nas 3-0. Dziś gramy z przeciwnikiem grającym klasę wyżej niż kędzierzynianie, pozwalamy mu częściej prowadzić grę, a mimo to stwarzamy sobie sporo sytuacji, z których aż trzy wykorzystujemy i wracamy do domu z kompletem punktów. Dodatkowo mecz ten scenariuszem i dramaturgią przypominał najlepsze filmy Hitchcocka (uśmiech).

- Taka właśnie jest piłka i jej uroki. W szatni chłopcy poszli nawet dalej, mówiąc, że jeśli na meczu pojawiłby się jakiś reżyser z Hollywood, to miałby gotowy materiał na scenariusz do filmu godnego „Oscara” (uśmiech). Wola i zaangażowanie były w obu ekipach maksymalne. Natomiast ciężko te cechy zobaczyć, gdy zespół jest w posiadaniu piłki. W tym momencie gra się w piłkę i tak to wyglądało w meczu pucharowym. Ciężko więc wymagać wtedy od zespołu, żeby walczył, gryzł trawę i jeździł na tyłkach, skoro… prowadzi grę. Można wówczas mówić o jakości gry ofensywnej i podjętych w danym momencie przez zespół rozwiązaniach. A nie o cechach typowo wolicjonalnych, wynikających z bronienia się przed rywalem. Jak przeciwnik gra piłką, to wtedy za tą piłką zespół broniący musi się nabiegać.

W Jaworznie rzeczywiście urok meczu był taki, że obie jedenastki zaciekle walczyły. Przeciwnikowi nie można bowiem odmówić tego, że nie zostawił zdrowia i potu na boisku. Zostawił i to sporo. Mecze układają się różnie. Najważniejsze, żeby bez względu na przebieg gry, z każdego spotkania wychodzić „z tarczą”, a nie „na tarczy”. Trzeba jednak pamiętać, że nie zawsze się wygrywa. W III lidze ciężko jest nam zdominować przeciwnika. Jeśli jednak nadarza się ku temu okazja, to takiej gry próbujemy. Wspomnę choćby poprzedni sezon, gdzie o Starcie Namysłów mówiło się dobrze nie tylko ze względu na zaangażowanie, ale też pozytywną grę. Wiemy, że jesteśmy postrzegani jako drużyna „walczaków”. Ale chcemy też tworzyć dobre widowiska i to nam się w Jaworznie udało. [rozmawiał KK]         

P.S. Fotografię trenera Andrzeja Sermaka wykorzystaliśmy z portalu http://www.szczakowianka.pl.

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy