Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

"Ciągle nam czegoś brakuje"

Odsłony: 8179

StartNamyslow.pl: - Okazał się Pan osobą, która – wchodząc z ławki – odmieniła w końcówce nieskuteczne oblicze rezerw Piasta.

Kamil GROBORZ (napastnik Piasta II Gliwice): - W pierwszej połowie

nie stworzyliśmy sobie żadnej dogodnej sytuacji. Zespół z Namysłowa postawił nam bardzo trudne warunki gry. W drugiej połowie pokazaliśmy jednak, na co nas stać. Zagraliśmy wówczas na dwóch napastników, a nie na dwóch defensywnych pomocników. To przyniosło oczekiwany rezultat. W dzisiejszym meczu bramkę dającą nam remis mogłem strzelić już wcześniej, jednak ta sztuka nie udała mi się [w 57’ Groborz nie wykorzystał rzutu karnego – przyp. aut.]. Pod koniec meczu strzeliłem jednak bramkę, a później poszliśmy za ciosem. Cieszymy się ze zwycięstwa i oby tak było dalej.

- Wspomniał Pan o radości związanej ze zwycięstwa zespołu, ale i skutecznej korekcie, na którą w przerwie zdecydował się trener. Zakładam jednak, że nie do końca może być Pan zadowolony ze swojej obecnej sytuacji, bo przecież do Gliwic nie przychodził Pan, aby występować tylko w drużynie rezerw.

- Życie jest brutalne i nie zawsze układa się tak, jak można oczekiwać. Inna sprawa, że w klubie jest na tyle duża konkurencja, że drużynę rezerw nierzadko wzmacniają gracze występujący w pierwszym zespole, również na mojej pozycji. Dziś wchodząc z ławki strzeliłem bramkę. Myślę, że w następnym meczu trener da mi już szansę gry od pierwszej minuty i pokażę wówczas, na co mnie stać.

- A kiedy swoje umiejętności pokaże Pan kibicom w meczach Ekstraklasy?

- To wszystko zależy od trenerów, a nie ode mnie. Oczywiście bardzo chciałbym mieć możliwość gry w pierwszej drużynie, ale na razie nie otrzymałem takiej możliwości. Póki co, muszę codziennie ciężko trenować i liczyć na to, że kiedyś nadejdzie taki dzień, w którym dostanę swoją szansę i ją wykorzystam.

- Przyszedł Pan do Gliwic z nadzieją wywalczenia placu w Ekstraklasie. Tymczasem wiosną może się okazać, że nadal będzie Pan grał w III lidze, podczas gdy klub, który Pan niedawno opuścił – Skra Częstochowa – zagra w II lidze. Jak Pan patrzy na tą sytuację?

- Do Skry mogę wrócić zawsze, drzwi mam tam cały czas otwarte. Na pewno nie będę narzekał na swój obecny status, bo cel zmiany barw był jasny – chcę zagrać właśnie w Ekstraklasie, a nie w II lidze.

- Czuje Pan, że w Piaście się rozwija?

- Oczywiście, w końcu pracuję pod okiem trenerów na co dzień trenujących zespół Ekstraklasy. Poza tym, gdybym się nie rozwijał, to pewnie nikt nie proponowałby mi pozostania w klubie. W Skrze miałem bowiem pozostać na zasadzie transferu definitywnego. Na takie rozwiązanie nie zgodził się jednak trener Brosz i dlatego wróciłem do Gliwic.

- Życzę więc Panu szybkiego debiutu w najlepszej lidze Polski.

- Dziękuję bardzo. [rozmawiał KK]

StartNamyslow.pl: - Zgodzisz się z tym, że gospodarze wygrali dziś w bardzo szczęśliwych okolicznościach? Moim zdaniem z przebiegu gry Start Namysłów nie zasłużył na porażkę.

Łukasz BONAR (pomocnik Startu Namysłów): - Drużyna z Gliwic wyszła na boisko przestraszona. Zresztą na boisku słychać było, jak mówili między sobą, że wyszli „jak na ścięcie”. Rzeczywiście stworzyliśmy sobie dużo więcej sytuacji bramkowych od rywala, zwłaszcza w pierwszej połowie. Wówczas za bardzo nie dopuszczaliśmy do głosu drużyny Piasta. Udało nam się wtedy strzelić bramkę, jednak żałujemy, że goli nie było więcej. Tym bardziej, że jak wspomniałem, okazje ku temu były. Gdybyśmy do przerwy prowadzili co najmniej 2-0, to tego meczu na pewno nie przegralibyśmy.

- Znowu zagraliście dobry mecz, ale po raz kolejny zostajecie bez punktów. Ale jak wspomniałeś, przyczyną dzisiejszej porażki był brak skuteczności Startu pod bramką Piasta.

- Porównując ostatnie nasze występy, dziś stworzyliśmy sobie – jak na nasze warunki – mnóstwo sytuacji stuprocentowych. Dlatego tym bardziej boli nas końcowe rozstrzygnięcie oraz to, że poza jednym golem, nic więcej do siatki nie wpadło.

- Razem z Łukaszem Szpakiem, który wrócił na starą pozycję, trzymaliście dziś w ryzach środek pola. A jednak znów nie udało się przełamać. Czego według Ciebie brakuje Startowi, aby wreszcie fatalną serię przerwać? Mamy jeden z bardziej walecznych zespołów w lidze, ale punktów nam z tego tytułu od dłuższego czasu nie przybywa.

- Gdybyśmy każdy mecz rozgrywali po 70 minut, to punktów mielibyśmy zdecydowanie więcej. Nie pamiętam dokładnie statystyki, ale mniej więcej do tego czasu w większości meczów utrzymywaliśmy korzystny dla siebie wynik. Niestety, zaczyna nam wtedy brakować sił. Brakuje nam też zmian, które mogłyby wnieść jakiś zdecydowany impuls do gry. Ale jak wiadomo, klub jest obecnie na takim etapie, że ciągle nam czegoś brakuje. Brakuje nam ludzi do gry, co przekłada się na to, że brakuje nam później umiejętności. Mam nadzieję, że w zimie coś się jednak w tej materii zmieni i wiosną wreszcie zaskoczymy, grając już mecze po 90 minut.

- Zakładam, że masz na myśli również „rozruch” organizacyjny, bo jak wiadomo, w klubie nie dzieje się najlepiej.

- Jak w klubie sprawy organizacyjne zostaną poukładane, to pewnie pojawią się też zawodnicy do grania. Tak bynajmniej wyglądają te zależności w klubach poukładanych.

- Wrócę na chwilę do tematu, który wywołałeś. Chodzi o fakt, że drużyna gra do 70 minuty. Tak się składa, że chwilę wcześniej przedstawiłem w tej materii statystykę trenerowi Kowalczykowi. Mam rozumieć, że nie ma przypadku w tym, że w tym sezonie aż 11 goli na 29 ogółem, straciliśmy w ostatnim kwadransie?

- Jak wspomniałem, brakuje nam siły na grę przez pełne 90 minut. Zresztą nie mamy też za bardzo gdzie trenować, bo od jakiegoś czasu trenujemy na „Orliku”. Poza tym trenuje nas niewielu, co właściwie od kilku tygodni podkreśla w rozmowach każdy z nas. Fakty są dla nas takie, a nie inne. Mało trenujemy, frekwencja na treningach jest mizerna. Później wychodzi to w czasie gry o punkty. W efekcie czegoś brakuje tym, co wychodzą w podstawowym składzie, jak i tym, którzy wchodzą na zmiany.

- Jak Twoim zdaniem może wyglądać końcówka jesieni w wykonaniu namysłowskiego Startu?

- Mam nadzieję, że mimo nienajlepszej sytuacji, przede wszystkim w Namysłowie uda nam się zdobyć kilka punktów i nie zakończymy tej rundy z 10 punktami na koncie. Powalczymy o dobre wyniki również po to, aby trochę podgonić konkurencję i nie skończyć roku na przedostatnim miejscu. [rozmawiał KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy