Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

ARCHIWUM

Rozczarowujące pożegnanie

Odsłony: 17420

Ostatni mecz Startu w III lidze nie zakończył się po myśli namysłowskich kibiców. Najwierniejsi sympatycy czerwono-czarnej jedenastki liczyli, że po szalonych rozstrzygnięciach

dwóch ostatnich spotkań, również na zakończenie rozgrywek Start zagra mecz pełen emocji i zwrotów akcji. Tymczasem nic takiego nie miało miejsca, gdyż podopieczni Bogdana Kowalczyka ulegli młodej ekipie Podbeskidzia 0-2. A rozczarowanie wynikiem było tym większe, że na przestrzeni 90 minut różnicy w poczynaniach obu ekip absolutnie nie było widać. Więcej, to Start częściej posiadał piłkę i zapędzał się pod pole karne gości. Problem w tym, że ofensywne zapędy nie wyrządziły „Góralom” większej krzywdy. Ci natomiast byli dużo groźniejsi, inicjując kontrataki, po których zdobyli zresztą obie bramki.

Namysłowianie odważniej weszli w mecz i już w 2’ powinni objąć prowadzenie. Po prostopadłym podaniu Szpaka, zdecydowanie między stoperów wbiegł Samborski, po czym zwodem do prawej strony minął Madejskiego. Mając jednak przed sobą pustą bramkę, z 10 metrów fatalnie przestrzelił! Niestety, sytuacja ta momentalnie się na namysłowianach zemściła i po kilkudziesięciu kolejnych sekundach przegrywaliśmy już 0-1. Przy próbie powstrzymania gości, piłka trafiła pod nogi Olszowskiego, który lobem z kilkunastu metrów dał Podbeskidziu prowadzenie (3’).  W 7’ namysłowianie ponownie pojawili się pod bramką „Górali”. Samborski wygrał pojedynek z Jaroszem, lecz chwilę później został zablokowany i futbolówka powędrowała na prawą flankę, skąd dośrodkowanie Krystiana Błach trafiło na 8 metr. Tam w parze ze stoperem wyskoczył do niej Jordan, lecz przy strzale z powietrza źle w nią trafił i bielszczanie zagrożenie oddalili. Z kolei przy próbie ataku gości, Krystian Błach nieoczekiwanie odegrał piłkę do Żołnowskiego, który przy próbie wybicia został zablokowany przez dwóch rywali. Na szczęście czujny był Kuleszka i odbitą „kulę” pochwycił w rękawice.

W ciągu początkowych 10 minut uwidoczniła się przewaga namysłowian, którzy często operowali piłką na przedpolu czyhających na kontrę gości. Właśnie po jednej z nich (11’) wbiegający z lewej strony Iskrzycki zagrał spod linii końcowej do Jonkisza, ale ten na krótkim słupku został powstrzymany przez asekurującego akcję Kamila Błacha. Gospodarze grając piłką, próbowali zaskoczyć rywala centrami w szesnastkę. Brakowało im jednak dokładności. W 18’ (po rzucie rożnym) zamieszanie na linii pola karnego chciał wykorzystać Urbański, ale jego próba została w ostatniej chwili zastopowana. Za moment z lewej flanki dośrodkowanie Kamosia trafiło na głowę Samborskiego, lecz Rafał z 10 metrów uderzył zbyt lekko i Madejski nie miał żadnych kłopotów z interwencją. Bielszczanie zrewanżowali się w 21’, gdy po kornerze z lewego narożnika nasz zespół wybijał piłkę spod bramki na 3 razy. Po krótkich podaniach straciliśmy futbolówkę, którą Wentland oddał Iskrzyckiemu, a ten nieprzyjemnym strzałem z narożnika szesnastki zmusił do interwencji Kuleszkę. Kibice żywiej zareagowali w 25’, gdy Smolarczyk samotnym atakiem lewą stroną przedostał się w bezpośrednie sąsiedztwo bramki Podbeskidzia. W okolicach pola bramkowego został jednak skutecznie zneutralizowany przez goniącego go defensora. Za moment sytuacja przeniosła się pod bramkę namysłowską (26’). Najpierw Pielichowski znalazł w polu karnym Iskrzyckiego, a ten ostrym uderzeniem z 10 metrów sprawdził naszego golkipera, który odbił piłkę na rzut rożny. Po nim Wentland został z kolei zablokowany, gdy składał się do strzału po kolejnej interwencji bramkarza Startu. Po tych dwóch sytuacjach inicjatywę ponownie przejęli czerwono-czarni. Najpierw świetnie spod opieki dwóch rywali uwolnił się Smolarczyk (28’), zagrywając do prawej strony wbiegającemu w ten sektor Urbańskiemu. Ten dobrze wrzucił „ostrą piłkę” na 8 metr, lecz nadbiegający Samborski ledwie liznął ją głową. Nasz pech polegał jednak na tym, że Rafał zmienił tor lotu piłki i zamykający akcję Kamil Błach nie zdołał już jej sięgnąć. Za moment po rzucie rożnym, kolejna próba namysłowian z dystansu została zablokowana na 12-tym metrze. To jednak nie koniec ofensywnych zapędów Startu, bo niedługo potem (29’) do daleko zagranej piłki ruszył Jordan z pilnującym go przeciwnikiem. Bartek okazał się szybszy, ale w decydującym momencie nieczysto uderzył piłkę z linii szesnastki. Bielszczanie znaleźli się pod naszą bramką w 30’. Centrę z prawej strony przepuścił czyszczący przedpole Żołnowski i w ten sposób Jarosz znalazł się tuż przed Kuleszką (10-ty metr). Upadając, piłkarz Podbeskidzia zdołał uderzyć, ale futbolówka „liznęła” zewnętrzną część poprzeczki. Nawet gdyby jednak Jarosz trafił do siatki, to gol nie zostałby uznany ze względu na jego pozycję spaloną. Goście niespecjalnie angażowali się w grę ofensywną, lecz przyznać trzeba, że groźnie kontratakowali. Po jednym z takich wypadów (32’) Krystian Błach zastopował ciętą piłkę w okolicach „wapna”, a Żołnowski szybko ją przejął i zagrożenie oddalił. Zrewanżowaliśmy się gościom dobrą decyzją Smolarczyka, który mając nieco miejsca, w 36’ ostro uderzył z prawego narożnika szesnastki. Strzał był silny, lecz futbolówka poleciała w odległości 2 metrów od spojenia bramki bielszczan (Kamil uderzał na długi słupek). Kolejną kontrę grających na czerwono rywali oglądaliśmy w 42’. Wówczas Fabisiak pośpieszył się z oddaniem strzału, z 45 metrów próbując (nieudanie) lobować wysuniętego z bramki Kuleszkę. W końcówce pierwszej połowy widzieliśmy jeszcze dwa kornery w wykonaniu podopiecznych Andrzeja Wyroby oraz rzut wolny spod linii autowej Szpaka, po dośrodkowaniu którego Madejski spokojnie wypiąstkował piłkę w pole.

Mimo niekorzystnego wyniku, po pierwszych 45 minutach kibice mogli mieć nadzieję na to, że Start po przerwie odrobi jednobramkową stratę. Nasz zespół długo utrzymywał się przy piłce, sporymi fragmentami rozgrywając ją na przedpolu Podbeskidzia. Ale poza sytuacją Samborskiego z 2’, ciężko było im sforsować zasieki występujących w eksperymentalnym składzie gości. Ci nastawili się na kontrataki, które w największym stopniu zagrażały Kuleszce. I po zmarnowanej „setce” Rafała od razu nas szybkim wyjściem pokarali.

W drugą część meczu zdecydowanie lepiej weszli goście, którzy kilkukrotnie niebezpiecznie przedostali się pod namysłowską bramkę. W 47’ Iskrzycki próbował zaskoczyć Kuleszkę strzałem z 25 metrów, ale futbolówka po rykoszecie poszybowała nad bramką. Za chwilę Wentland przechwycił „skórę” na 35 metrze, po czym zdecydowanie ruszył do przodu, mijając pod drodze dwóch naszych defensorów (którzy po nieoczekiwanej stracie piłki dopiero organizowali szyki). Będąc na 17-tym metrze Wentland mocno strzelił, ale na nasze szczęście ostemplował poprzeczkę i gola nie straciliśmy. W 52’ ławka rezerwowych gości protestowała, gdy arbiter liniowy wskazał spalonego po przechwycie futbolówki i próbie szybkiego ataku (do Iskrzyckiego zagrywał Pielichowski). Za moment bardzo aktywny w całym meczu Iskrzycki próbował wykorzystać „kocioł” pod bramką Startu, ostro uderzając z okolic lewej strony pola karnego. Jego próba poleciała jednak w bezpiecznej odległości od dłuższego słupka. 54’, to z kolei kilkudziesięciometrowy rajd lewą flanką tego samego zawodnika. Iskrzycki uciekł przy linii Żołnowskiemu, lecz w asyście naciskającego go Krystiana Błacha jego strzał z 12-tu metrów złapał Kuleszka.

W 55’ Urbańskiego zmienił Łątka, który zamienił się miejscami (mowa o skrzydłach) z Jordanem (ten poszedł na prawą stronę). Niestety, kwadrans zdecydowanych zapędów pod namysłowską bramkę, skutecznym strzałem 58’  sfinalizował wspominany już kilkukrotnie Iskrzycki. Gol był formalnością po… kuriozalnym zagraniu Kamosia. Nasz defensor mając futbolówkę pod nogami, chciał rozegrać ją na 10 metrze z Żołnowskim. Zagrał mu jednak na prawą stronę nieprecyzyjnie. W efekcie przejął ją Iskrzycki i bez większych problemów skierował do bramki (ta odbiła się jeszcze od wewnętrznej części słupka i zatrzymała się w siatce). W tym momencie przegrywaliśmy 0-2, a bardziej zorientowani kibice (mając w pamięci, że w dwóch poprzednich mecz Start dwubramkową stratę odrobił) z przekąsem komentowali, że mecz zaczyna się właśnie teraz.

Próba ataku Startu w 60’ zakończyła się dorzutem piłki Szpaka do Samborskiego i natychmiastowym oddaniem jej do wbiegającego prawą stroną Jordana. W momencie podania Bartek był jednak na spalonym i szansa przepadła. Zdecydowanie groźniej zrobiło się w 62’, gdy po dośrodkowaniu z prawego kornera Szpaka, nabiegającego na krótki słupek Samborskiego zablokował na 6-tym metrze jeden z rywali. Kilkanaście sekund później mogliśmy już jednak przegrywać 0-3. Po szybkim (a jakże) wypadzie z własnego przedpola, znajdujący się na wysokości pola karnego Pielichowski świetnie wymanewrował dwóch naszych obrońców i podał do wbiegającego z jego prawej strony Iskrzyckiego, który w tym momencie miał przed sobą tylko Kuleszkę. Niewysoki i wszędobylski Iskrzycki uderzył po długim słupku (tam miał sporo wolnej przestrzeni), ale futbolówka – ku jego złości – o centymetry minęła pionowy element bramki. „Setka” nie została więc przez rywali wykorzystana.

Mimo kilku groźnych sytuacji gości, 20 minut po przerwie miało wyrównany przebieg. Nasz zespół nadal chciał prowadzić grę, ale stopowany był na 40-tym metrze. Natomiast gdy tylko do piłki dochodzili rywale, momentalnie wyprowadzali szybkie ataki, w których bardzo dobrze się czuli. W 65’ Wentlanda poniosła nieco fantazja, gdy zdecydował się na bezpośrednie uderzenie z rzutu wolnego (z 40 metrów). Strzał i owszem był silny, ale bardzo niecelny. W 66’ odpowiedzieli namysłowianie. Lewą stroną popędził Smolarczyk, sprytnie uwalniając się spod opieki Łaciaka. Mając pozycję do strzału, „Smolar” z niej skorzystał, ale w momencie uderzenia został zablokowany na 12-tym metrze. Kamil nie stracił jednak rezonu i gdy piłka wróciła mu pod nogi, zdecydował się zagrać do Samborskiego. Naszego najlepszego snajpera zablokował jednak w polu bramkowym Nagi. W 70’ kibice obejrzeli kąśliwy strzał Wentlanda z lewego narożnika pola karnego. Piłkarz gości uderzył „po krótkim słupku”, jednak Kuleszka był na posterunku. W 71’ Smolarczyk niepotrzebnie próbował uderzać z 20 metrów, gdyż obok siebie miał lepiej ustawionego Samborskiego. Dodajmy, że próba – jak wiele innych naszych piłkarzy – po raz kolejny została zablokowana. Przechwyconą futbolówkę ostro wgrał jeszcze z prawego sektora Bonar, ale czujny Nagi wślizgiem przeciął tor jej lotu, posyłając „kulę” na róg. Dwie minuty później (73’) Kamil Błach fatalnie uderzył z 30 metrów, po tym, jak odegrał mu Zajączkowski.

Po okresie lekkiego zastoju, w 81’ z zamieszania na namysłowskim przedpolu próbował skorzystał Iskrzycki (podawał Olszowski). Jego uderzenie z 16-tki w środek bramki zatrzymał jednak Kuleszka. Minutę później na strzał z daleka zdecydował się Gajda, ale i tym razem nasz golkiper był górą. W 82’ w bezpiecznej odległości od bramki gospodarzy Zajączkowski wyprostowaną nogą bezpardonowo potraktował Łaciaka. Nasz atakujący zobaczył za to przewinienie żółty kartonik, a zawodnik gości zmuszony był opuścić plan gry (w jego miejsce pojawił się Gladus). A już w przedłużonym czasie gry (90+2’) zaatakowaliśmy po raz ostatni. Po dośrodkowaniu z prawej flanki Bonara, piłkę krótko rozegrali Szpak ze Smolarczykiem, gdzie przy próbie strzału „Smolar” został… zablokowany.

W drugiej połowie przewaga naszych piłkarzy w polu nie była już tak duża, lecz to oni nadal częściej znajdowali się przy piłce. Problem w tym, że ponownie zabrakło nam „armat”, a dodatkowo mieliśmy spory problem, aby zaskoczyć bielszczan szybkim rozegraniem z pierwszej piłki. Goście wyciągnęli wnioski sprzed przerwy i w ostatniej meczowej połowie sezonu podchodzili już wyżej pod operujących futbolówką namysłowian. W ten sposób już w zarodku niwelowali potencjalne zagrożenie. Owszem, czerwono-czarni parę razy przedostali się w bezpośrednie sąsiedztwo świątyni Madejskiego, ale bez wymiernego efektu. Zdecydowanie groźniejsze było w swych zapędach Podbeskidzie, którego gracze nie prowadzili gry, ale bardzo groźnie kontratakowali.

Długie utrzymywanie się przy piłce nie gwarantuje sukcesu, o czym mogliśmy się w sobotę naocznie przekonać. Liczy się to, co w sieci, a w tym aspekcie lepszy był team spod Klimczoka. Zdecydowanie korzystniej Podbeskidzie wyglądało też w liczbie i jakości podbramkowych sytuacji, stąd ich końcowy sukces 2-0. Po meczu przebieg gry trafnie spuentował jeden z namysłowskich kibiców, mówiąc, że „Gospodarze grali, a goście strzelali”. Żadne to jednak dla nas pocieszenie, skoro zostaliśmy z niczym.

Nieprzerwaną, 3-letnią grę w III lidze kończymy porażką z faworyzowaną ekipą rezerw Podbeskidzia. O rozczarowującym pożegnaniu szybko jednak zapomnimy, bo przecież za nieco ponad dwa miesiące czekać nas będzie nowe wyzwanie – występy w IV lidze opolskiej. Z jakim skutkiem? Na dziś to spora niewiadoma. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
1 Komentarze | Dodaj własne