Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

ARCHIWUM

Szalony mecz!

Odsłony: 19238

Wychodząc ze stadionu, jeden z namysłowskich kibiców z sukcesu Startu zadowolony był bardzo. Swierdził jednak, że: - Tego się nikt nie spodziewał. Rzeczywiście 90 minut spędzone

w sobotnie popołudnie na Stadionie Sportowym, pod względem dramaturgii i zaskakujących zmian scenariusza zaskoczyło niejednego sympatyka „kopanej”. W przedmeczowej zapowiedzi wspominaliśmy jednak, że życzylibyśmy sobie meczu z dużą liczbą goli i końcowym zwycięstwem Startu. Ale nawet nas redakcyjny nos zawiódł, bo ośmiu bramek nie wzięlibyśmy pod uwagę w najbardziej optymistycznych prognozach. Tymczasem czerwono-czarni przedwczoraj potwierdzili, że są nieobliczalni. Jak plastycznie ujął to trener Kowalczyk: - Byliśmy jak mocno poobijany bokser, który wyprowadził kilka nokautujących ciosów. Te ciosy spadły wczoraj na wodzisławian, którzy ulegli Startowi w Namysłowie 3-5. A jak to się stało, skoro po godzinie gry wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że wygrają goście? O tym przeczytacie w kolejnych akapitach.

Początek był spokojny i wyrównany. Dopiero w 7’ oglądaliśmy akcję pod jedną z bramek, gdy po rajdzie lewą flanką, Kamil Błach uderzając z boku, został zablokowany przez bocznego defensora (a piłka poleciała na korner). W kolejnych minutach żadnej z drużyn nie udało się przedostać w bezpośrednią strefę zagrożenia. Taka sytuacja mogła mieć miejsce w 13’, lecz Żołnowski wślizgiem uprzedził wybiegającego naprzeciw Węglarskiemu Balcera, wybijając mu futbolówkę spod nóg. Po tym zdarzeniu znów oglądaliśmy kilka minut wyrównanej walki, głównie w środkowej strefie boiska. W 17’ długa piłka z głębi pola zagrana została do Samborskiego, który ruszył lewą stroną i po minięciu obrońcy, już spod linii końcowej wystawił ją na 5-ty metr. Problem w tym, że żaden z namysłowian nie zamykał akcji i futbolówka padła łupem wodzisławian. Za moment, po wysokim zagraniu piłki z linii środkowej, Krupa przejmując ją, zrobił to nieprecyzyjnie i ta odbiła mu się od ręki. Otrzymaliśmy więc rzut wolny w odległości 17 metrów od bramki. Do piłki podszedł Samborski (19’) i mocno uderzył. Futbolówka odbiła się jednak od jednego ze stojących w murze rywali, po czym spadła w kierunku wbiegającego w szesnastkę Jordana. „Dżordan” technicznym muśnięciem futbolówki (zewnętrzną częścią stopy) podbił „kulę” nad próbującym powstrzymać go defensorem, po czym – nie dając piłce opaść na ziemię – po raz kolejny dołożył nogę, półgórnym strzałem posyłając ją w długi róg bramki próbującego interweniować Mrozka! Gol ten wyraźnie ożywił miejscowych, bowiem 4 minuty później (21’) była szansa, aby prowadzenie podwyższyć. Z lewej strony pola karnego Jordan w kapitalny sposób wymanewrował trzech (!) obrońców Odry, po czym odegrał na środek do wbiegającego Bonara. Łukasz źle jednak uderzył, lecz mimo to futbolówka trafiła do Samborskiego, który z 12 metrów umieścił ją w bramce. Problem w tym, że w momencie „strzału” kruczoczarnego pomocnika Startu, jego blondwłosy kolega był na spalonym. Niedługo potem Start zaatakował po raz kolejny. Tym razem (23’) po nieprecyzyjnie rozegranym kornerze przez Odrę, „kulę” przejęli namysłowianie. Samborski zagrał ze środka daleką piłkę na lewo do Jordana, a ten zacentrował na 9-ty metr, skąd Zajączkowski główkował obok bramki. Z kolei w 25’ po wybronieniu ataku gości, nasz zespół ponownie ruszył z szybką akcją. Zajączkowski zrewanżował się podaniem Samborskiemu, a ten w asyście obrońcy wpadł z futbolówką z lewej strony w szesnastkę i zdołał oddać kąśliwy strzał (okolice 9 metra). Mrozek „skórę” odbił, a asystujący „Samborowi” defensor profilaktycznie wyekspediował ją poza linię końcową. W tym okresie czerwono-czarni wyglądali na aktywniejszych, mimo że podopieczni Grzegorza Jakosza podejmowali próby przedarcia się przez naszą defensywę.

Niestety, w 26’ zaczęło się nieszczęście Startu, gdy po czystym odbiorze piłki przez Żołnowskiego (Gać w tym samym momencie przyłożył nogę do na półwślizgu, jednak „Żołi” go zablokował), arbiter podyktował rzut wolny w okolicach prawego narożnika pola karnego. Do piłki podszedł Sobik (27’). Uderzył nisko przy ziemi po długim rogu, a Węglarski, mimo że miał piłkę na rękawicy, nie zdołał jej zatrzymać. Z niczego tracimy prowadzenie. Inna sprawa, że duży błąd przy tej interwencji popełnił nasz golkiper, który nie dość, że ustawił skromny mur (2 ludzi), to jeszcze zostawił zbyt dużo miejsca w tej części bramki, w której „kula” wylądowała. Od momentu strzelenia wyrównującej bramki, wodzisławianie złapali wyraźny „wiatr w żagle” i praktycznie do końca pierwszej części spotkania zagrażali naszej świątyni. W 29’ poszedł szybki atak prawą flanką Odry, jednak w finalnym momencie Węglarski uprzedził na 6-tym metrze nabiegającego Sobika (spod linii końcowej podawał mu Balcer). Za chwilę (30’) Gać z podobnego miejsca zagrał na krótki słupek do Krupy, który z 6 metrów uderzył… w zewnętrzną część słupka! Nie minęło kilkadziesiąt sekund (31’) a piłkę w środku pola stracił Bonar. Ta trafiła do Sobika, którego już w półkolu szesnastki (na wysokości 17-tu metrów) nieprzepisowo zatrzymał Krystian Błach. Do stojącej „kuli” ponownie podszedł Sobik (32’). Odczekał chwilę, uderzył po ziemi w lewy róg bramki Węglarskiego i ta zatrzymała się dopiero w siatce! Niestety, ponownie nie bez winy okazał się w tej sytuacji nasz młody bramkarz, który w momencie strzału zamarkował ruch w swoją prawą stronę, podczas gdy Sobik uderzył w przeciwną, gdzie zresztą miał miejsce do oddania uderzenia (mur nie był ustawiony dostatecznie precyzyjnie). W 33’ odetchnęliśmy nieco, bo po zagraniu za nasza defensywę, w sytuacji 1 na 1 z rudowłosym bramkarzem Startu znalazł się Balcer. Tym razem Grzegorz stanął na wysokości zadania i jego strzał z 13-tu metrów obronił.

Od momentu utraty pierwszej bramki, namysłowianie wyglądali na mocno zagubionych. A drugi gol dla Odry jeszcze bardziej chłopaków oszołomił. W 35’ na przedpolu Startu powstał kilkunastosekundowy kocioł. Kilka prób wstrzelenia piłki nasi zawodnicy powstrzymali. Wreszcie Sobik dograł z lewej strony dobrą piłkę po ziemi, lecz dwaj zamykający akcję wodzisławianie solidarnie nie sięgnęli futbolówki i ta poleciała na aut bramkowy. Trzy minuty później (38’) Kamoś w ostatniej chwili wślizgiem wybił „skórę” spod nóg Sobika, czym skasował kontrę 2 na 1. Za moment rywale przeprowadzili kolejny szybki atak prawym sektorem boiska, z którego poszło dośrodkowanie na 13-ty metr. Przeciął je Żołnowski i zagrożenie oddalił, a goście ostro protestowali, że „Żołi” pomógł sobie ręką. Arbiter był jednak przy całej sytuacji dosyć blisko i nakazał kontynuować grę. Po tej sytuacji oddaliliśmy na parę minut zagrożenie. To powróciło dopiero w 44’, gdy po stracie piłki na środku boiska przez Kamila Błacha, z szybką kontrą ruszyli goście. Sobik znalazł się „sam na sam” z Węglarskim, lecz nie zdołał go pokonać. Nawet jednak gdyby to uczynił, gol nie zostałby uznany, gdyż w momencie podania autor dwóch wcześniejszych trafień był już na pozycji spalonej. Czerwono-czarni odpowiedzieli dopiero w 45’. Wtedy po akcji prawą flanką, Krystian Błach zdecydował się na daleki cross. Na długim słupku doszedł do piłki Samborski, lecz jego główka z 8 metrów poleciała 2 metry obok bramki. Chwilę później (45+1’) z rzutu wolnego (bliżej prawej linii autowej) dośrodkowywał Kamil Błach. Jego długą piłkę głową wyekspediował jeden ze stoperów, a poprawkę po ziemi Szpaka (z 35 metrów) bez trudu zatrzymał Mrozek.

Pierwszą część spotkania można podzielić na dwie fazy. Do 20 minuty oglądaliśmy wyrównany pojedynek, z tą jednak różnicą, że nasz zespół spokojniej oraz z większym rozmysłem starał się rozgrywać futbolówkę. Start częściej też pojawiał się pod bramką rywali, próbując zaskoczyć defensywę Odry. I to się ostatecznie udało. Niestety, od momentu utraty gola nasz zespół wyglądał na zagubiony, co skrzętnie wykorzystali wodzisławianie, raz za razem inicjując ataki skrzydłami. Efektem tego były dwa trafienia Sobika z rzutów wolnych, przy których nie popisał się Węglarski. Start wyglądał wówczas na zwierzynę bezsilnie szarpiącą się w zastawionych sidłach. I pewnie mało kto spodziewał się, że po przerwie boiskowe wydarzenia zmienią się o 180 stopni.

Nim rozpoczęło się drugie 45 minut, poruszenie na trybunach wywołał przyjazd w przerwie kilkudziesięcioosobowej grupy kibiców Odry. Ci umieszczeni zostali w popularnej „klatce”, co zwiastowało emocje na trybunach. W pierwszej połowie najaktywniejsi fani Startu głośno wspierali swoich ulubieńców. No, ale jeśli po drugiej stronie pojawia się konkurencja, to i wsparcie na dwa głosy na obu stronach wymusza jeszcze większe zaangażowanie. Tak rzeczywiście było. A z takiego obrotu sprawy najbardziej zadowoleni byli gospodarze, których doping poniósł do… efektownego rozstrzygnięcia. Po zmianie stron naprawdę wiele się działo.

Namysłowianie tą część spotkania zaczęli w zmienionym składzie. Trener Kowalczyk w miejsce Węglarskiego i Zajączkowskiego postanowił wprowadzić Kuleszkę i Smolarczyka. W 47’ dawno nie widziany na boisku bramkarz Startu źle trafił nogą (przy interwencji) w piłkę i w efekcie przejął ją Hanzel. Ostatecznie jednak z pomocą pośpieszyli mu nasi defensorzy i sytuację udało się opanować. Namysłowianie zrewanżowali się dobrą akcją, po której Szpak ze środka „dziubnął” piłkę do wbiegającego w szesnastkę Bonara. Ten efektownym uderzeniem z powietrza ulokował ją w przeciwległym rogu bramki, lecz gol nie został uznany, gdyż „Boni” znalazł się na ofsajdzie. Niestety, w 49’ sytuacja Startu stała się dramatyczna, po tym jak przecinający dośrodkowanie rywali z prawej strony Kamoś (dodatkowo naciskany przez Zygułę) z 8 metrów umieścił ją we własnej bramce. Zrobiło się 1-3, a przed oczami kibiców Startu pojawił się scenariusz z dwóch wcześniejszych gier. W nich też jako pierwsi wychodziliśmy na prowadzenie, a potem rywale solidarnie aplikowali nam po 5 goli…

W 51’ Hanzel przed naszym polem karnym poszukał Sobika, jednak nasz zespół tylko na chwilę opanował sytuację, bo po chwili Szpak nieprzepisowo Sobika zatrzymał. Sam poszkodowany podszedł do piłki, lecz jego uderzenie z linii 16-tu metrów trafiło w mur. Start próbował odpowiedzieć w 53’, ale strzał z daleka Bonara wylądował w rękawicach Mrozka. W tej samej minucie zaatakowali wodzisławianie i po dośrodkowaniu z prawego sektora Balcer uderzył z bliska prosto w Kuleszkę. Natomiast przy próbie dobitki, futbolówka – po otarciu się od nogi Żołnowskiego – wylądowała poza linią końcową. znów więc było groźnie. W drugiej połowie goście, kontynuując grę sprzed przerwy, wyraźnie lepiej operowali piłką. Mieli pomysł na szybkie wyprowadzanie ataków, gdzie Zaguła umiejętnie rozdzielał przed naszym polem karnym piłki.

We wspomnianej 53’ Odra ponownie znalazła się z „kulą” pod namysłowską bramką. Strzał znajdującego się na spalonym Hanzela Kuleszka obronił, a za uderzenie piłki po gwizdku Balcer zobaczył żółty kartonik. Następnie gra przeniosła się na drugą stronę, gdzie walczących o piłkę na 8 metrze Sławika i Jordana, uprzedził bramkarz Odry, w ostatniej chwili wybijając „kulę” w aut. 58’, to kolejny groźny atak gości. Gwiaździński podał do Sobika, który z linii szesnastki kąśliwie uderzył. Kuleszka zdołał trudną piłkę odbić do boku, a mający praktycznie pustą bramkę Gać z 9 metrów uderzył nad bramką! Nasz zespół miał spory problem z szybkimi i groźniejszymi, ofensywnymi zapędami rywali.

Po godzinie gry czerwono-czarni wreszcie się zaczęli się budzić. W 61’ Bonar dobrze wszedł między defensorów Odry, po czym z lewej flanki podjął próbę dorzucenia piłki do kolegów zamykających akcję. Mrozek był jednak na posterunku i górne podanie przeciął. Za moment (62’) oglądaliśmy małe zamieszanie na przedpolu gości. Najpierw futbolówkę po dwóch wrzutkach rywale zdołali wybić, natomiast przy ataku Żołnowskiego liniowy pokazał pozycję spaloną. W 65’ podopieczni Grzegorza Jakosza wyszli z kontratakiem. Z lewej strony Sobik znalazł podaniem Hanzela, ale ten w chwili strzału z 14 metrów został zablokowany. W 67’ na kilkudziesięciometrowy rajd zdecydował się Kamil Błach. Zastopowali go przy próbie strzału przeciwnicy. Piłka trafiła jednak na lewo do Jordana, który z dosyć dużego kąta zdecydował się na mocny strzał po ziemi. Ta musnęła jeszcze nogę jednego ze stoperów, jednak wpadła po długim słupku do siatki! Start strzelił bramkę kontaktową i wrócił do gry.

W 69’ mogliśmy jednak zostać trafieni po raz czwarty, po tym jak atak lewym sektorem boiska wyprowadzili wodzisławianie. Sobik znalazł w polu karnym Zygułę, a ten z 13-tu metrów mocno strzelił. Kuleszka wzniósł się jednak na wyżyny umiejętności i bardzo trudną piłkę obronił. Tymczasem w 71’ stanęliśmy przed szansą na doprowadzenie do wyrównania. Odwrócony w polu karnym Samborski miał wybiegać poza jego obręb, gdy po kontakcie ze Sławikiem padł na murawę, a arbiter wskazał na „wapno”! Z perspektywy trybun można było mieć pewne wątpliwości, co do decyzji arbitra, z którą nie zgadzał się też winowajca. No, ale kibice Startu nie mieli prawa narzekać. Po przepychance o piłkę, ostatecznie przejął ją sam poszkodowany. Rafał wytrzymał próbę nerwów i mocnym strzałem pod poprzeczkę doprowadził do wyniku 3-3! W 71’ Smolarczyk przejął piłkę adresowaną do Samborskiego, jednak przegrał pojedynek z dwoma naciskającymi go obrońcami. A szkoda, bo z tej „mąki mógł być chleb”. W odpowiedzi (74’) do zacentrowanej z prawej strony futbolówki doszedł Zyguła, jednak jego groźną główkę wybił sprzed bramki Żołnowski. Więcej, po przejęciu jej (75’) namysłowianie ruszyli z szybkim atakiem lewą stroną. Z boku świetnie przed bramkę zagrał Smolarczyk, a na 6-tym metrze nieczysto uderzył ją Samborski. Na szczęście futbolówka nie zmieniła toru lotu i zamykający akcję Urbański z 6 metrów (przy długim słupku) dopełnił formalności! W ciągu 8 minut z wyniku 1-3 nasz zespół skorygował go do własnego prowadzenia 4-3!!! W szeregi zszokowanych przebiegiem ostatnich minut gości wkradła się spora nerwowość. W efekcie w 82’ po brutalnym faulu na Szpaku w okolicach ławki rezerwowych Startu, arbiter odesłał do szatni Gojnego.

W 84’ kilkudziesięciometrowy cross Krystiana Błacha trafił na głowę Samborskiego, który z 9 metrów chybił naprawdę niewiele. Tymczasem nerwy na murawie są coraz większe (Hanzel uderzył Kamosia, czego nie zauważył arbiter). Trzy minuty później (87’) Start miał szansę, aby pognębić gości. Do długiej piłki ruszyli Mrozek i Samborski. Ku zaskoczeniu tego pierwszego, „Sambor” z prawej strony (w polu karnym) zdołał mu futbolówkę wyłuskać. Bramkarz Odry zaczął cofać się do swojej świątyni, a Rafał zdecydował się go przerzucić. Jego lob wylądował jednak tuż za poprzeczką. W 88’ Szpak wypatrzył atakującego lewą flanką Smolarczyka, któremu z próby ostrego dośrodkowania wyszło niezamierzone uderzenie na krótki słupek. Mrozek z tą piłką nie miał jednak większych problemów. W 89’ kibice cieszyli się, że 3 punkty zostaną w Namysłowie, po tym jak drugą żółtą kartkę (i automatycznie czerwoną) zobaczył Gwiaździński. Innej opcji jak zwycięstwo, przy jednobramkowym prowadzeniu i przewadze dwóch piłkarzy w polu, nikt pod uwagę już w tym momencie nie brał. Sukces Startu przypieczętował Smolarczyk, w przedłużonym czasie gry (90+2’) zdobywając bramkę po kapitalnej akcji indywidualnej! Tuż za linią środkową, a blisko prawej linii autowej, Kamil otrzymał długie podanie od Żołnowskiego. W asyście obrońcy obrócił się z piłką, po czym ruszył w stronę bramki (kierując się w strefę środkową). Kilkoma zwodami zdołał „odkleić się” od rywala, a będąc już w polu karnym zwiódł jeszcze bramkarza i z zimną krwią kopnął do bramki! Kilkudziesięciometrowy rajd na dużym spokoju oraz jego finalizacja, były niesamowitym widokiem. W taki sposób gole kilka lat temu zdobywał francuski snajper Thierry Henry i nie będzie przesadą, jeśli napiszemy, że „Smolar” jego styl dosłownie skopiował. Ręce same składały się do oklasków, a euforia na trybunach była wielka. Start prowadził 5-3 a do końca meczu pozostawały sekundy! Ba, wynik mógłby być jeszcze wyższy, lecz w ostatniej akcji meczu (90+4’), po kontrze 2 na 2, Samborski zdecydował się na akcję indywidualną. W polu karnym minął jednego z defensorów, lecz szybszy okazał się Mrozek i rzutem pod nogi wyłuskał mu futbolówkę. Szkoda, że Rafał nie zagrywał do biegnącego z nim do kontry lewą stroną Smolarczyka, który miał sporo miejsca i odkrytą przez wychodzącego golkipera bramkę. Chwilę później arbiter zakończył mecz, po którym piłkarze Startu padli sobie w ramiona, a gracze Odry totalnie oszołomieni udali się z przeprosinami pod sektor swoich kibiców.

Druga połowa była najbardziej szaloną w historii III-ligowych występów Startu Namysłów! W niej przez pierwszy kwadrans lepiej prezentowali się goście, którzy nie tylko podwyższyli swoje prowadzenie (3-1), ale też w kilku innych sytuacjach poważnie nam zagrozili. Impuls przyszedł jednak w najmniej spodziewanym momencie. Po kontaktowym trafieniu Jordana czerwono-czarni poszli za ciosem, stawiając wszystko na jedną kartkę. Przy dużym ryzyku zaatakowali i to się opłaciło. W ciągu kilku następnych minut dołożyli 2 gole i nieoczekiwanie wyszli na prowadzenie 4-3! Od tego momentu w pełni kontrolowali już sytuację na boisku, a podenerwowany rywal szarpał się jak ryba w sieci. Niepotrzebna nerwowość (a raczej złość na samych siebie i sędziego) poskutkowała dwoma „czerwonymi” upomnieniami i Odra kończyła mecz w 9-tkę. Nim jednak usłyszeliśmy ostatni gwizdek arbitra, Start dobił gości piątym golem po fenomenalnym rajdzie Smolarczyka. Radość z sukcesu była w naszym środowisku uzasadniona, bo przecież chłopcy w niezwykle efektowny sposób przerwali serię 9 kolejnych porażek. Ślązacy najwięcej pretensji kierowali po meczu pod adresem sędziego, który ich zdaniem po przerwie stracił kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Rzeczywiście w kilku sytuacjach arbiter podjął niezrozumiałe dla wielu decyzje, tyle, że na niekorzyść obu stron. A 13 kartek uniesionych nad głowami piłkarzy (w tym 11 po przerwie), to efekt próby zapanowania nad mocno zagęszczoną atmosferą na murawie.

Goście z Wodzisławia przegrali mecz, którego teoretycznie przegrać nie powinni. Mamy na myśli przebieg meczu do 60 minuty, bo wtedy Odra prowadziła na dwóch płaszczyznach – wynikowo oraz grę. Namysłowianie zaskoczyli jednak przeciwników totalnie i w ciągu 8 minut całkowicie odwrócili losy meczu, strzelając 3 bramki! Taka sytuacja nigdy wcześniej nam się w III lidze nie przydarzyła, podobnie jak zdobycie 5 goli w jednym meczu. Co intrygujące, w ciągu tych ośmiu zabójczych dla gości minut, Ci nadal groźnie atakowali. To wynik podjętego przez nasz zespół ryzyka. Ale opłaciło się. W ostatnim kwadransie namysłowianie w pełni kontrolowali już sytuację na murawie i po kilku tygodniach posuchy, wreszcie mogliśmy sobie dopisać 3 punkty do skromnego ligowego dorobku. Zwycięstwo w żaden sposób nie poprawiło naszej sytuacji w tabeli, po przecież już dawno zostaliśmy zdegradowani. Ale przed ostatnimi meczami naszym walecznym piłkarzom z pewnością pozwoli uwierzyć w siebie i powalczyć o godne pożegnanie III ligi. Gier z tyloma golami oraz zmianą nastrojów na boisku i trybunach chcielibyśmy oglądać więcej! To był świetny thriller z kapitalnym dla nas zakończeniem! Nie mamy nic przeciw, aby równie szalony mecz Start Namysłów rozegrał w środowe popołudnie z LKS-em Czaniec. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy