Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

ARCHIWUM

Praca arbitra przesłoniła porażkę

Odsłony: 17745

Jak dotychczas, wyprawa do Bielska-Białej była dla namysłowskich piłkarzy najdalszą w kończącym się sezonie. Jadąc pod Klimczok, nasi piłkarze z niepokojem spoglądali za szybę

autobusu. Od rana intensywnie padało, ale mecz ani przez chwilę nie był zagrożony, gdyż na obiekcie przy Młyńskiej sztuczna murawa posiada drenaż. Na tyle wydajny, że po wejściu na płytę wszyscy o (wciąż siąpiącym) deszczu zapomnieli. Większość sympatyków Startu po cichu liczyła, że z rezerwowym teamem Podbeskidzia nasi chłopcy zdołają powalczyć choćby o remis. Remis, który w aspekcie walki o utrzymanie i tak nic już nie dawał, bo nasza degradacja do IV ligi stała się faktem już wcześniej. Zdecydowanie bardziej chodziło o przełamanie fatalnej serii porażek, którą nasz zespół śrubuje. Niestety, mimo szczerych chęci i dobrej (ale tylko w I połowie) gry, do Namysłowa po raz kolejny wracaliśmy z pustymi rękami. Porażka 2-5 nie odzwierciedla jednak faktycznej różnicy między obiema jedenastkami. Owszem, gospodarze po 3 punkty sięgnęli zasłużenie, jednak ten mecz do końca mógł trzymać w napięciu, gdyby nie… głupio tracone przez Start gole. Osobną kwestią też postawa arbitra głównego. Ten swoimi decyzjami po przerwie wprowadził potworną nerwowość na murawie, przy okazji skutecznie odbierając ochotę do gry podopiecznym Bogdana Kowalczyka.

Już pierwsza akcja pokazała, że namysłowianie nie zamierzają kurczowo trzymać się własnego przedpola. W 1’ atakujący bielskiego bramkarza Smolarczyk zdołał go przy wybijaniu piłki zablokować, lecz dobiegającego do niej z lewej strony Jordana skutecznie przepchnął obrońca. Rywale odpowiedzieli w 5’, gdy po akcji ze środka pola „kula” trafiła na prawo do Lebedyńskiego, który z 15 metrów huknął obok bramki. Za moment Wentland posłał dobrą piłkę spod linii końcowej (lewa strona), ale jeszcze lepiej zachował się Łątka, ściągając z głowy atakującemu piłkę napastnikowi gospodarzy. W 9’ Urbański rzucił „kulę” z autu do Zajączkowskiego, który o pozycję strzałową siłował się z Jaroszem i ostatecznie ją przegrał. Golem dla Podbeskidzia zapachniało w 11’, gdy ostro bity korner przez Wentlanda trafił idealnie na głowę wysoko skaczącego do główki Lebedyńskiego. Zawodnik ekstraklasowej kadry bielszczan z 4 metrów uderzył jednak kilka centymetrów za wysoko i piłka przeleciała nad poprzeczką.

Minuta 12-ta, to niepozornie wyglądające starcie Wojtasika ze Szpakiem, w wyniku którego nasz kapitan doznał urazu nosa (podejrzenie jego złamania) i przez 3 minuty znajdował się poza boiskiem. Ostatecznie namysłowski „maser”, Pan Marek Gąska, uporał się z krwawiącą raną i „Szpaku” – już z opatrunkiem – wrócił na boisko. Chwilę później (16’) oglądaliśmy kolejny rzut rożny dla Podbeskidzia. Wentland posłał „skórę” na krótki słupek, gdzie czyhający Wojtasik próbował skierować ją do bramki. Węglarski był jednak na posterunku i kąśliwą piłkę odbił poza linię końcową. Bielszczanie w tym okresie prezentowali grę z pierwszej piłki, przerzucając futbolówkę to na lewą, to znów na prawą flankę. W 19’ po przejęciu, „Szpaku” posłał piłkę pod linię końcową do Smolarczyka. Ten zdołał wycofać ją do nadbiegającego Jordana, a Bartek z ostrego kąta zdecydował się uderzyć. Strzelił w światło bramki, lecz Mrzyk skutecznie zagrodził piłce drogę do siatki. Po kolejnym podaniu z głębi pola, w 23’ Zajączkowski kapitalnie oszukał Jarosza, lecz przed polem karnym nie dał już rady atakującym go stoperom. Akcja „Zająca” ugruntowywała pozycję NKS-u na boisku, który od kilku minut atakował miejscowych zdecydowanie wyżej. W 24’ za sprawą Szpaka namysłowianie wykonywali dwa rzuty rożne, które nie przyniosły efektów. Ale za moment (25’) Łukasz wystąpił w roli głównej, gdy po drugim kornerze przejął piłkę i ruszył z lewej strony w pole karne. Już w szesnastce został „trafiony” przez Szymanka i arbiter bez wahania wskazał na wapno! Do piłki podszedł Żołnowski i pewnym uderzeniem (26’) z jedenastu metrów dał namysłowianom prowadzenie (uderzył w lewy róg, podczas gdy Mrzyk poszybował w prawą stronę)! Niestety, nie nacieszyliśmy się nim dłużej, niż trwa chwila głębokiego oddechu, bo już w 27’ (minęło ok. 30 sekund) było 1-1. Tuż po wznowieniu gry piłka trafiła do Zajączkowskiego, który za słabo odegrał ją przed nasze przedpole. Z prezentu (bo namysłowianie ustawieni byli do gry ofensywnej) skorzystał Pielichowski, momentalnie piłkę przejmując. Prostopadle zagrał Wojtasikowi, a ten w sytuacji „sam na sam” nie dał szans Węglarskiemu. Radość namysłowskiej ławki rezerwowych nie trwała więc długo. W 28’ mogliśmy jednak pokusić się o kolejnego gola. Wtedy to z okolic koła środkowego, z rzutu wolnego zacentrował Szpak. Piłka spadła do stojącego na 8 metrze „Zająca”, który mógł się szybko za wpadkę zrehabilitować. Nasz atakujący w dobrej sytuacji główkował jednak nad poprzeczką. 3 minuty później Zajączkowski efektowną „ruletą” na środku pola oszukał rywala, po czym prostopadle wypuścił Smolarczyka. Niestety, choć nasz młody napastnik znalazł się w dogodnej pozycji, to jednak niewiele z niej mogło wyniknąć, gdyż arbiter liniowy wychwycił pozycję spaloną.

Gospodarze zdołali uszczelnić szyki w 33’, wyprowadzając atak prawą stroną. Dograna z tej strefy piłka trafiła pod nogi Lebedyńskiego, który miał sporo czasu na oddanie strzału. Na szczęście jego bombę efektowną paradą Węglarski zdołał odbić do boku. Za moment Pielichowski szybkim wrzutem z autu stworzył bramkową okazję Nagiemu. Jego bomba z ostrego kąta (7 metrów) otarła się o zewnętrzną stronę siatki i poleciała w „łapacza”. Dodatkowo sędzia boczny uniósł chorągiewkę w górę i grę mogliśmy rozpocząć z rzutu wolnego.

Oglądaliśmy dobry, rozgrywany w niezłym tempie mecz. W 41’ Lizak posłuchał krzyczącego do niego Węglarskiego, aby zostawił mu piłkę. Tymczasem nasz bramkarz w ostatniej chwili wycofał się z pomysłu i futbolówkę przechwycili rywale. Dobrze, że Wentland z 20 metrów uderzył wysoko nad bramką, bo gdyby ta wpadła do siatki, to Grzegorz dostałby pewnie sporą burę od kolegów. Czerwono-czarni odpowiedzieli akcją po obwodzie, na przedpolu Podbeskidzia. W decydującym momencie Lizakowi nie wyszło dośrodkowanie, ale Mrzyk i tak musiał bacznie obserwować lot piłki, która spadła tuż za poprzeczką. W 44’ arbiter odgwizdał wątpliwy faul Lizaka na Lebedyńskim i miejscowi otrzymali rzut wolny na 23 metrze. Dośrodkował z niego Wentland, lecz spadającą za linię obrony „kulę” nie sięgnęli ani Mravec, ani Kareta. Z kolei w przedłużonym czasie gry (45+2’), z lewej flanki Lebedyński podał do Wojtasika, a ten dograł „skórę” do Olszowskiego. Kapitan gospodarzy główkował jednak z 10 metrów nad bramką.

Mimo banalnej straty gola, po pierwszej połowie nasi zawodnicy mogli być z siebie zadowoleni. Właściwie tylko w pierwszym kwadransie gospodarze częściej posiadali piłkę, próbując narzucić własne warunki gry. Podbeskidzie dobrze rozrzucało piłkę do boków, ale zbyt wielu groźnych wrzutek w bezpośrednią strefę pracy Węglarskiego nie oglądaliśmy. Później, gdy Start wyżej wyszedł pod przeciwnika, gra się wyrównała. A były też momenty, że to właśnie podopieczni Bogdana Kowalczyka prowadzili grę. Dlatego remis 1-1 nie krzywdził żadnej ze stron. Co krzepiące, chłopcy rozgrywali niezłe zawody w dosyć eksperymentalnym składzie. Chcąc sprawdzić dotychczas rezerwowych w meczu o stawkę, trener Kowalczyk posadził na ławce Samborskiego, Bonara oraz Kamilów Błacha i Bilińskiego. I trzeba przyznać, że eksperyment w premierowej odsłonie wypadł obiecująco. Niestety, dobre wrażenie chłopcy zaprzepaścili po zmianie stron, kiedy w niespełna kwadrans dali sobie wbić 3 bramki i było „po herbacie”.

Na drugą połowę gospodarze wyszli… 5 minut przed końcem pauzy. Intensywnie rozgrzewali się przy siąpiącym deszczu, chcąc jak najszybciej wznowić grę. Tę jednak arbiter rozpoczął zgodnie z planem. Już 11 sekund po wznowieniu, Jordan w środkowej strefie krótko holował piłkę, po czym strzelił z 40 metrów. Zauważył daleko wysuniętego Mrzyka, ale krzywdy mu nie zrobił, gdyż piłka spadła tuż za poprzeczką. W 48’ oglądaliśmy przebitkę w namysłowskiej 16-tce, po której futbolówka ostatecznie trafiła w rękawice Węglarskiego. Za moment (49’) mocno dośrodkowaną z lewego sektora piłkę, z głowy atakującemu w polu bramkowym Olszowskiemu ściągnął interweniujący Zalwert. A po kolejnych kilkudziesięciu sekundach (50’) gospodarze stworzyli sobie okazję bramkową. Po szybkim rozegraniu rzutu wolnego w środkowej strefie, prostopadła piłka trafiła do Nagiego, który wbiegając w szesnastkę, odbił nieco do prawej i z 11 metrów uderzył po długim słupku. Na szczęście dla nas, „kula” poszybowała tuż obok słupka. Zepchnięci do defensywy namysłowianie nie wyglądali jednak na broniących się panicznie. W 52’ Zalwert dobrze przeciął podanie do Nagiego, które w pole karne posłał Pielichowski. Zagrożenie w tym fragmencie stwarzał też silny Lebedyński, z którym o górne piłki przepychał się Żołnowski. W 54’ na 21 metrze sfaulowany przez Lizaka został Nagi. Do piłki podszedł Wentland, mocno uderzając z rzutu wolnego (56’). Podbita głową przez jednego ze stojących w murze namysłowian spadła na 6-ty metr, gdzie wyskoczył do niej Węglarski. Niestety, próbując łapać piłkę nasz golkiper (w asyście naciskającego go Lebedyńskiego) popełnił błąd. W efekcie futbolówka wypadła mu z rękawic, odbiła się od głowy stojącego tyłem do bramki Lebedyńskiego i wylądowała tuż przy słupku, ale już w bramce. Stracony gol wyraźnie wytrącił z równowagi gości, którzy nie bardzo mieli pomysł na odgryzienie się rywalom. W 60’ bielszczanie spokojnie rozegrali piłkę przed naszym polem karnym, gdzie w finalnym momencie Mravec zdecydował się podać do Nagiego. Czujny był jednak Bonar, wybijając futbolówkę spod nóg przeciwnika. Ta jednak szybko została przez Podbeskidzie przechwycona i po kilkunastu sekundach patrzyliśmy, jak po ziemi z 35 metrów strzelił Olszowski. Węglarski połapał się w zamiarach zawodnika miejscowych i kąśliwy strzał zatrzymał.

Kolejny atak (63’) grających na niebiesko gospodarzy przyniósł już jednak wymierne dla nich korzyści. Z lewego narożnika szesnastki mocny strzał oddał Lebedyński. Węglarski zdołał odbić piłkę do boku, ale tam znalazł się Mravec i pewnym uderzeniem przy prawym słupku podwyższył wynik na 3-1 dla TS-u. Ten gol był pokłosiem oddania pola przeciwnikowi, który mając więcej miejsca na naszym przedpolu, starał się z tego faktu skwapliwie korzystać.

Niedługo potem (64’) na rajd zdecydował się Pielichowski, finalizując go niecelnym uderzeniem z linii pola karnego. A w 67’ na murawie zaczęła się nerwówka i niepotrzebne przepychanki, po tym, jak na środku boiska wyprostowaną nogą w Zalwerta wpadł jeden z gospodarzy. Wtedy też zaczęły się kłopoty arbitra, który pogubił się w podejmowanych decyzjach. A każdy kolejny błąd próbował naprawiać... błędem lub kartkami dla naszych piłkarzy. Nerwowość udzieliła się też Lizakowi, który w 69’ zachował się jak trampkarz. Nasz stoper mając piłkę na nodze, za długo zwlekał z oddaniem jej jednemu z kolegów i zabrał mu ją Wentland. A że sytuacja miała miejsce na linii pola karnego, to i młody gracz Podbeskidzia nie kalkulował, decydując się na uderzenie. Dodajmy uderzenie precyzyjne i piękne, bo piłka wylądowała w okienku namysłowskiej świątyni. Tym sposobem na przestrzeni 14 minut straciliśmy 3 gole i jakiekolwiek nadzieje na korzystne rozstrzygnięcie. W 71’ zagranie z lewej strony trafiło na do Nagiego, który mocno uderzył przy słupku. Dobrze, że na linii strzału stał Łątka, gdyż futbolówka odbiła się od niego i zagrożenie minęło.

Namysłowski Start skutecznie odpowiedział w 72’. Znajdujący się w środku pola Bonar zagrał na lewo do Kamila Błacha, który dośrodkował na 6-ty metr. Z futbolówką minęli się dwaj stoperzy, ale nie Samborski, który zamykając akcję, spokojnie umieścił ją w siatce. Jako ciekawostkę dodajmy, że drugiego gola dla naszej drużyny w komplecie wypracowali… rezerwowi. Wracając do punktu środkowego w kole, nasi chłopcy mocno się mobilizowali w walce o kolejne trafienie. Problem jednak w tym, że za chwilę stracili piątego gola… Nim to nastąpiło, w 73’ z rzutu wolnego (lewy narożnik pola karnego) Wojtasik posłał „skórę” wysoko nad bramką. W 75’ było już jednak 5-2 dla gospodarzy, po tym, jak precyzyjnie karnego wykonał sam poszkodowany, Mravec. Problem w tym, że „wapno” podyktowane zostało z powietrza i faktem tym zdziwieni byli nawet gospodarze. Kontaktu rzekomo faulującego Szpaka z Mravcem już dawno nie było, gdy Słowak, wybiegając z szesnastki, przewrócił się na murawę. Arbiter widział to jednak inaczej, czym namysłowską ekipę do reszty rozsierdził. Chłopcy mieli spore pretensje do arbitra, który jak już wspomnieliśmy, kolejne błędy próbował naprawiać błędami. I ta spirala nerwowości spowodowała, że od tej chwili do końcowego gwizdka piłkarze Startu obejrzeli aż 8 kartek (7 żółtych i jedną czerwoną, którą w przedłużonym czasie gry zobaczył Bonar za bezceremonialny komentarz skierowany pod adresem arbitra o jego fatalnej pracy)!

W 76’ próba dośrodkowania z prawej flanki Smolarczyka zamieniła się w lot piłki pod poprzeczkę, którą Mrzyk ostatecznie przechwycił. Dwie minuty później (78’) spod prawej linii końcowej dorzucił „kulę” Mravec, a tę z 6 metrów na długim słupku odbił głową Nagi. Węglarski poszedł jednak za akcją i strzał wybronił.

W ostatniej półgodzinie głównymi kołami napędowymi Podbeskidzia była czwórka: Mravec, Nagi, Lebedyński i Pielichowski. I to z ich strony nadchodziło największe zagrożenie. W 84’ na 18-tym metrze ewidentnie faulowany był Samborski, jedna gwizdek też już podenerwowanego sędziego milczał. Z kolei w 88’ szybkim rozegraniem na lewej flance, Łątka, Bonar i Kamil Błach oszukali walczących z nimi obrońców. Kamil ruszył z piłką blisko linii końcowej i oddał ostry strzał, ale został zablokowany i otrzymaliśmy korner. Po raz kolejny zagotowało się w 90+1’, gdy Lebedyński bezpardonowo potraktował na środku boiska Szpaka. Arbiter tego jednak (?!) nie widział. Minutę później (90+2’) kombinacyjna akcja namysłowian („klepali” Samborski, Bonar i Zajączkowski) zakończyła się wybiciem piłki z szesnastki przez bielskiego stopera. Ostatnim zdarzeniem meczu było podeptanie Nagiego przez Zajączkowskiego, po którym piłkarze obu ekip znów skoczyli sobie do gardeł. Sędzia Grabara przeciągnął ten mecz o 5 minut, po czym wreszcie go zakończył.

Po przerwie nasz zespół dobrze wyglądał do utraty drugiego gola. Niefortunne okoliczności jego utraty spowodowały, że w grę Startu wkradła się apatia, którą gospodarze boleśnie wykorzystali, aplikując nam łącznie 4 bramki. Rezerwom Podbeskidzia końcowy sukces przypadł zasłużenie, choć pierwsze 45 minut wcale tego nie zapowiadało. Niestety, po raz kolejny seriami tracimy niepotrzebne bramki i po raz kolejny notujemy porażkę. Nasz szczególnie martwi świadomość, że był to ósmy z kolei mecz, w którym przegrywamy. Niebezpiecznie zbliżamy się do anty-rekordu, który czerwono-czarni ustanowili jesienią ubiegłego roku (9 kolejnych porażek). Na osobny komentarz zasługuje jednak postawa arbitra głównego z Sosnowca, który po przerwie dał popis nieudolności. Pan Grabara odgwizdywał bardzo dziwne faule, a na nerwowe reakcje namysłowian, wlepiał im kolejne kartkowe upomnienia. Panie sędzio, apelujemy do Pana, bo mamy świadomość, że Pan to przeczyta. Bez dwóch zdań jest Pan bardzo kulturalnym arbitrem, bo mimo tego, że się Pan totalnie pogubił, do końca trzymał Pan fason używając słów „Pan”, „Panowie”, „proszę”, etc. W dzisiejszych czasach to rzadkie nawet u rozjemców. Ale paradoksalnie właśnie przez nadmierną grzeczność (i oczywiście przez dziwne decyzje) z piłkarskiego meczu wytworzył Pan piłkarski wulkan. Na boisku wrzało, co już w zarodku powinien Pan ukrócić, wzywając do siebie kapitanów i zdecydowanie ostrzec ich, że żadnej pobłażliwości z Pana strony nie będzie. Nie zrobił Pan tego, a dalej to już poszło. Czy o to chodzi? Chyba nie. Nie chcemy Pana „flekować”, bo nie w tym rzecz. Ale prosimy o rachunek sumienia i więcej zdecydowania podczas prowadzenia kolejnych zawodów. A jak ma Pan kłopot z oceną sytuacji (zdarza się czegoś nie zauważyć), to zawsze może Pan liczyć na podpowiedź kolegów z linii, do których zarzutów nie mamy, a z informacji których korzystał Pan incydentalnie. Żeby była jasność, absolutnie nie mamy do Pana żalu o porażkę, bo ta wpisana jest w każdy sport. Po przerwie Podbeskidzie było od Startu lepsze. Wolimy jednak po meczu analizować przyczyny porażki, niż denerwować się na faceta w czerni, który przed następnym meczem perfekcyjnie nas wykartkował. A chyba nie o to chodzi… [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy