Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

ARCHIWUM

Solidni "Górale"

Odsłony: 18017

Seria porażek namysłowskiego Startu trwa. W sobotę nasz zespół podejmował przy Pułaskiego ekipę LKS-u Czaniec, z którą w dwóch wcześniejszych spotkaniach przegrał.

Bynajmniej jednak nie z tego powodu faworytami byli goście spod Beskidu Andrychowskiego. Powód był prozaiczny – przed tym spotkaniem nasz przeciwnik liderował spadkowej grupie C z dorobkiem 40 punktów, natomiast namysłowianie okupowali przedostatnią (siódmą) lokatę z zaledwie 16 „oczkami”. „Górale” podołali roli, wygrywając 2-0. W długą podróż powrotną udali się więc w znakomitych nastrojach. A czerwono-czarni? Patrząc przez pryzmat ostatnich tygodni, podopieczni Bogdana Kowalczyka rozegrali przyzwoite zawody. Zabrakło nam jednak atutów w grze ofensywnej, co w największym stopniu przełożyło się na siódmą z rzędu przegraną.

Pierwszy kwadrans, to sporo walki, ale głównie nerwowej i szarpanej. Gospodarze próbowali gry długą piłką, natomiast piłkarze LKS-u poczynania ofensywne starali się kreować w bocznych sektorach boiska. Tyle, że przy grze kontaktowej z obu stron, szybko tracili piłkę. Co istotne, namysłowianie nie pozwalali ekipie Mariusza Wójcika na grę środkiem pola, zagęszczając ten właśnie obszar. Pierwszą ciekawą akcję obejrzeliśmy dopiero w 14’. Po kornerze i krótkim rozegraniu, z prawego narożnika szesnastki wysoko nad bramką huknął Hałat. Dwie minuty później goście zagrali kombinacyjną piłkę przed naszą szesnastką, jednak prostopadłe zagranie Praciaka przechwycił Węglarski. Start pod bramką rywali pojawił się w 21’. Wtedy to przy linii autowej Urbański odebrał „skórę” Mrozkowi, odegrał ją do Kamila Błacha, a ten – na lewo – podał do Samborskiego. Rafał w asyście dobiegającego do niego defensora zdołał mocno uderzyć, lecz futbolówka z 16 metrów przeleciała obok prawego słupka bramki strzeżonej przez Zielińskiego. W 23’ zapachniało golem dla gości. Otrzymawszy dobre podanie na 20-tym metrze, Marek zdecydował się na mocny strzał. Interweniujący Węglarski zdołał „kulę” podbić do góry, a asekurujący akcję Lizak zdążył ją dogonić i wybić z linii bramkowej w aut. Dla odmiany, w 26’ czerwono-czarni wykonywali rzut wolny spod lewej linii autowej. Dalekie dośrodkowanie Szpaka spadło na 7 metr. Tam jednak postawny Mrozek interweniując głową, skasował zagrożenie. Niestety, w 28’ goście objęli prowadzenie. Dograna na lewo, ze środka pola, piłka trafiła do Hałata, który zdecydowanie ruszył do przodu. Popędził za nim lekko spóźniony Krystian Błach. Przy narożniku szesnastki Hałat zwiódł jednak zwodem naszego prawego obrońcę, po czym precyzyjnie dośrodkował na 7 metr. Futbolówka poszybowała dokładnie na głowę Praciaka, który nie miał żadnych problemów z umieszczeniem jej w bramce. Rozochoceni prowadzeniem goście w 30’ przeprowadzili kolejny atak. Po dwukrotnej przebitce pod namysłowskim polem karnym sytuację wyjaśnił Konacki, uderzając z 16-tu metrów nad poprzeczką. Nasz zespół próbował odgryźć się minutę później, gdy górną piłkę zebrał Zajączkowski, po czym krótko wystawił Urbańskiemu. Ale próba Kamila z linii pola karnego została zablokowana przez stopera LKS-u.

Po strzeleniu bramki goście zaczęli swobodniej operować piłką na małej przestrzeni. Widać też było, że solidna defensywa rywali odrobiła zadanie domowe i każde dalekie podanie Startu na przedpole Czańca było przez obrońców przejmowane.

W 38’ „Górale” wykonywali rzut rożny. Hałat zacentrował piłkę na bliższy słupek, gdzie Żak z 6 metrów dzióbnął ją w kierunku bramki. Na linii strzału stali jednak nasi defensorzy i futbolówkę zablokowali. Niedługo potem (40’) Zalwert stracił „kulę” na rzecz Konackiego, który holował ją do prawego narożnika szesnastki, skąd – mimo asysty Żołnowskiego – strzelił mocno po ziemi. Odetchnęliśmy jednak, gdyż Węglarski interweniując efektownym szpagatem, odbił nogą „kulę” zmierzającą w światło bramki. To jednak nie był koniec emocji, bo za moment (41’) LKS przeprowadził atak prawą flanką. Konacki dośrodkował na nasze przedpole, a naciskany przez stopera Gołuch uderzył głową obok lewego słupka świątyni rudowłosego golkipera czerwono-czarnych.

Namysłowianie próbowali odgryzać się „Góralom”. Mieli jednak duże problemy z przedostaniem się pod bramkę gości. Inna sprawa, że raziliśmy w tym fragmencie niedokładnością, napędzając w ten sposób grę podopiecznym Mariusza Wójcika. Z tego też powodu w 43’ LKS wyprowadził szybki kontratak. W akcji 3 na 2, Praciak znalazł w polu karnym Konackiego, który z 12-tu metrów uderzył obok słupka. W ostatniej minucie I połowy Gołuch, walcząc o piłkę z Zalwertem, uderzył go ręką w głowę. Arbiter tej sytuacji nie zauważył, nakazując kontynuację gry. W efekcie zawodnik gości dobiegł do linii pola karnego i strzelił. Na szczęście dla nas w środek bramki, z czym Węglarski spokojnie sobie poradził.

W pierwszej połowie żadna z drużyn nie zyskała nad przeciwnikiem przewagi w polu. Premierowe pół godziny było zacięte i wyrównane. Goście z Czańca nieco swobodniej zaczęli operować piłką dopiero po uzyskaniu prowadzenia. Z kilku dobrych sytuacji jedną należycie sfinalizował Praciak i na przerwę to on i jego koledzy schodzili w lepszych humorach. Czerwono-czarni prezentowali się w tej partii całkiem solidnie. Największy problem mieli jednak w grze ofensywnej, gdzie poza sytuacją Samborskiego z 21’, nie stworzyli sobie żadnej, niosącej znamiona realnego zagrożenia, sytuacji.

Na drugą część „Chłopcy z Pułaskiego” wyszli naładowani i tuż po gwizdku zaczęli się żwawo poruszać się po murawie. Ale to piłkarze Czańca znów pierwsi pojawili się pod naszą bramką. W 50’ Marek zagrał z lewej strony do Sieńkowskiego. Ten minął naszego prawego defensora i wstrzelił futbolówkę przed bramkę. Węglarski wyszedł do piłki, lecz uprzedził go Żołnowski, wyjaśniając sytuację. Trzy minuty później (53’) rywale wykonywali wrzut z autu (z lewej strony, tuż przy oznaczeniu kornera). Otrzymawszy piłkę, jeden z atakujących „Górali” wycofał ją na 16-ty metr do wbiegającego Gołucha. Piłkarz z numerem 2 oddał mocny, ale niecelny strzał. Kilkanaście sekund później w świetnej sytuacji znalazł się Konacki, który z 8 metrów uderzył przy słupku bramki Węglarskiego. Golkiper Startu popisał się jednak dobrym refleksem i zmierzającą do siatki piłkę odbił poza linię końcową. Namysłowianie pojawili się pod bramką LKS-u w 54’ i niewiele zabrakło, a doprowadziliby do remisu. Z lewej flanki na krótki słupek zagrał Zalwert, a naciskany przez stopera Samborski z 8 metrów uderzył tuż obok pionowego obrysu bramki! Za chwilę akcja przeniosła się na drugą stronę (56’), gdzie w finalnym momencie Gołuch niecelnie uderzał po ziemi. Futbolówka leciała dosyć wolno, jednak na wszelki wypadek jeden z naszych defensorów odkopnął ją poza linię końcową. W 59’ szczęściu zawdzięczamy fakt, że nie straciliśmy drugiego gola. Po klepce Marka z Praciakiem, ten pierwszy znalazł się na 10-tym metrze i uderzył w kierunku dalszego słupka, trafiając w jego wewnętrzną część! Węglarski połapał się w tym wszystkim i szybko piłkę pochwycił.

Goście mieli świadomość, że jednobramkowe prowadzenie nigdy pewnym wynikiem nie jest, dlatego starali się Start atakować jak najwyżej. W 61’ Praciak przechwycił piłkę na 45 metrze i momentalnie odegrał na prawo do Gołucha. Gołuch na szybkości minął Krystiana Błacha, jednak nie zdołał do zagranej samemu sobie piłki dojść i Krystian ostatecznie zdołał wybić ją na róg. Za moment (62’) pod bramką NKS-u znów zrobiło się bardzo gorąco, gdy po dośrodkowaniu z kornera, Gola z 3 metrów trafił w stojącego na linii bramkowej Zalwerta! Po kolejnym rzucie rożnym „skórę” na raty złapał jednak Węglarski i mogliśmy na kilka minut oddalić zagrożenie od własnej bramki, sami próbując ukłuć przeciwnika. Z tym był jednak spory problem, gdyż nasze zapędy z reguły kończyły się na 30-tym metrze przedpola LKS-u.

68’, to kolejna próba strzelecka aktywnego Gołucha (z 30 metrów), zablokowana… plecami przez Żołnowskiego. Czerwono-czarni odpowiedzieli dobrym przechwytem Drapiewskiego w środku pola, który znalazł startującego w szesnastkę Samborskiego. Niestety, w momencie podania Rafał znajdował się na pozycji spalonej, co skrzętnie wychwycił arbiter liniowy.

Wzorem środowego spotkania, po wejściu na murawę Smolarczyka (56’) nasza drużyna przeszła na grę z dwoma napastnikami. Nasze akcje w ofensywie zaczęły się zazębiać w momencie, gdy Start próbował gry po ziemi. Każda piłka zagrywana górą (kolejne próby Szpaka w 72’ i Drapiewskiego w 74’) , konsekwentnie bowiem padały łupem gości. W 75’ groźny kontratak LKS-u zastopował Żołnowski, który przeczytał intencje Praciaka, próbującego zagrywać na 8 metr do Frąckowiaka.

Nie mający nic do stracenia namysłowianie podejmowali kolejne próby przechytrzenia defensywy rywali. W 77’ po szybkiej wymianie podań, centrowana z prawej strony futbolówka trafiła przed szesnastkę do Zalwerta. Natychmiastowe odegranie do kolegi wbiegającego z boku okazało się jednak… niecelnym strzałem naszego „uniwersalnego żołnierza”. W 79’ Włoszczyk zmienił Lizaka, co oznaczało przejście na grę systemem 1-3-5-2. Jak się później okazało, był to dobry manewr, gdyż dynamiczny junior Startu kilkukrotnie dobrze wsparł z przodu swoich starszych kolegów.

W 80’ Krystian Błach „złożył” przy linii końcowej Frąckowiaka. Mieliśmy więc rzut wolny, po którym Gołuch z 8 metrów uderzył zbyt lekko (81’) i został zablokowany. W 82’ goście przechwycili „skórę” w środku pola. Karcz zagrał na lewo do Frąckowiaka, a ten miał sporo czasu na oddanie strzału. Uderzył jednak w środek bramki i nasz golkiper piłkę złapał.  Odpowiedzieliśmy „Góralom” w 84’, gdy po rzucie wolnym z narożnika boiska (dośrodkowującym oczywiście Szpak), Praciak w ostatniej chwili zdjął piłkę z głowy składającemu się do strzału Żołnowskiemu (8 metr). Niestety, po niepotrzebnej stracie na własnej połowie, w 85’ Marek prostopadle wypuścił Frąckowiaka, a ten już w polu karnym dzióbnął „kulę” nad bramkarzem i ta wtoczyła się do siatki. Wynik 0-2 na kilka minut przed końcem w praktyce kończył emocje sobotniego popołudnia przy Pułaskiego. Tymczasem namysłowianie zerwali się do ataku, chcąc chociaż pokusić się o gola kontaktowego. I trzeba przyznać, że byli tego naprawdę bliscy. W 87’ szybka wymiana podań między Włoszczykiem, Samborskim i Zajączkowskim spowodowała, że ten ostatni znalazł się na linii pola karnego. „Zając” dwoma zwodami zwiódł jeszcze stopera, lecz mając przed sobą tylko Zielińskiego, z 14-tu metrów huknął nad poprzeczką! Szkoda, że nasz atakujący włożył w strzał dużo siły, bo przy innym rozwiązaniu powinien umieścić piłkę w bramce. Za chwilę (88’) znajdujący się po lewej stronie (środek boiska) Włoszczyk, zagrał poprzeczną piłkę do Krystiana Błacha. Bliźniak posłał z kolei długie podanie w kierunku Samborskiego, który znalazł się w polu karnym, gdzie wziął na zamach obrońcę i z ostrego kąta mocno uderzył w światło bramki. Zieliński wykazał się jednak sporym refleksem, trudną piłkę odbijając poza linię końcową. Z rzutu rożnego (89’) dalekie dośrodkowanie trafiło pod nogi Włoszczyka, który z lewej flanki zacentrował na 10-ty metr do Zajączkowskiego. Marcin główkował jednak zbyt słabo, aby zaskoczyć bramkarza górali. W przedłużonym czasie gry (90+2’) ruchliwy Włoszczyk odszukał jeszcze w szesnastce Samborskiego, zagrywając mu pod nogi. Rafała wzięli jednak w kleszcze środkowi obrońcy i odebrali piłkę. „Sambor” padł na murawę, ale o faulu nie mogło być mowy. Z kolei w 90+3’ na środku boiska piłkę na rzecz Jarosia stracił Zalwert. Jaroś momentalnie zagrał do wbiegającego w pole karne Frąckowiaka, który znalazł się sam na sam z Węglarskim. Zmiennik Konackiego z 10 metrów uderzył jednak obok słupka i po chwili arbiter zakończył mecz.

W drugiej połowie nadal oglądaliśmy zacięte i raczej wyrównane zawody. Trudno mówić, że goście z Czańca osiągnęli przewagę, bo tak nie było. Na pewno jednak podbeskidzki zespół grał bardzo konsekwentnie. Mamy na myśli konsekwencję w grze defensywnej, bo w grze do przodu rywal nie imponował rozmachem. Mimo to potrafił stworzyć sobie kilka naprawdę klarownych sytuacji, z których dwie wykorzystał. Czerwono-czarni rozegrali bardzo przyzwoite, jak na obecne możliwości, zawody, tyle, że przyzwoitość ta nie przełożyła się na zdobycz punktową. O ile w defensywie radziliśmy sobie całkiem sprawnie, o tyle w ataku – szczególnie przed przerwą – wyglądało to słabo. Po przerwie nasz zespół wypracował sobie kilka okazji strzeleckich, lecz miały one miejsce w końcówce meczu, gdy przegrywaliśmy już dwoma golami (wcześniej w dogodnej okazji znalazł się tylko w 54’ Samborski). A czy wynikały one z rozluźnienia w szeregach rywali, czy naszej zmiany sposobu gry w ataku (granie po ziemi, a nie długimi piłkami), to już inna sprawa. Drużyna z Czańca potwierdziła w sobotę, że w destrukcji jest jedną z najsolidniejszych ekip w III-ligowej stawce. A że potrafi też skutecznie rywala ukłuć, to i nie powinno dziwić, że dziś LKS jest w spadkowej grupie C najbliżej utrzymania. Podsumowując: goście nie zagrali błyskotliwie, ale po sukces sięgnęli zasłużenie.

Przed namysłowskim Startem tydzień pracy na treningach i nadzieja, że z dalekiego wyjazdu w najbliższą sobotę do Bielska-Białej, uda się wreszcie przywieźć korzystny wynik. Walki i determinacji w grze z Czańcem nie brakowało. Zabrakło jednak goli, o które trzeba z rezerwami Podbeskidzia mocno się postarać. Nawet, jeśli mecz ten rozegramy na sztucznej murawie. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy