Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

ARCHIWUM

Zdemolowani

Odsłony: 19180

W dniu obchodów 223. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja (najstarszej na Starym Kontynencie), namysłowskiemu Startowi przyszło zmierzyć się z drugim zespołem Górnika

Zabrze. Potyczka przy Pułaskiego 5 była jednocześnie premierową grą obu zespołów w finałowej rundzie spadkowej (grupa C). Niestety, wyżej notowany przeciwnik świąteczny nastrój zepsuł nam do cna, podobnie jak dwójce czerwono-czarnych bliźniaków, którzy tego dnia obchodzili 21. urodziny (mowa o Kamilu i Krystianie Błachach – przyp. aut.). Górnicy brutalnie sprowadzili nas do parteru, górując nad Startem w każdym elemencie gry.

Przed spotkaniem sztab szkoleniowy namysłowian liczył po cichu, że w związku z odbywającymi się dzień później, prestiżowymi „Wielkimi Derbami Śląska” (klasyk, w którym od lat Górnik rywalizuje z chorzowskim Ruchem), trener Dariusz Koseła nie będzie miał do dyspozycji zbyt wielu piłkarzy mających na co dzień okazję do gry w Ekstraklasie. Tak się jednak nie stało, co w dużym stopniu spowodowane było tegoroczną formułą rozgrywek i mimo wszystko, brakiem pewności udziału zespołu rezerw w III-ligowym sezonie 2014/15. Zabrzanie o utrzymanie muszą jeszcze powalczyć i dlatego na żadną taryfę ulgową nie mogliśmy liczyć. Szkoleniowiec gości przywiózł do Namysłowa bardzo mocny, pod względem umiejętności i siły fizycznej, zespół, który młodych i poważnie osłabionych gospodarzy dosłownie rozniósł w pył.

Ślązacy inicjatywę na murawie przejęli od pierwszego gwizdka arbitra, raz po raz nękając graczy NKS-u. Momentalnie uwidoczniło się ich wielkie zaangażowanie w grę oraz klarowniejszy pomysł w rozgrywaniu nieszablonowych akcji. Widać też było luz w poczynaniach pewnych siebie gości. Co ciekawe, namysłowianie pod względem wolicjonalnym weszli w mecz dużo lepiej, niż tydzień wcześniej w Strzelcach Opolskich. Różnica w potencjale obu ekip była jednak tak duża, że nie wróżyło nam to zbyt dobrze na kolejne minuty.

Pierwszą groźną akcję Górnika oglądaliśmy w 7’. W prostej sytuacji nie atakowany przez nikogo Lizak źle trafił w piłkę, którą chciał wybić w pole. W efekcie ta znalazła się pod nogami jednego z zabrzan, który od razu wypuścił prawą flanką Cupriaka. Ten z kolei wbiegł w 16-tkę i po krótkim zwodzie uderzył pół metra obok dalszego słupka. W 10’ Szpak w środku pola minął jednego z rywali, lecz nadział się na drugiego, który prostopadłym podaniem uruchomił Łuczaka, znajdującego się z boku pola karnego. Na szczęście Węglarski w sytuacji „1 na 1” uratował naszemu kapitanowi skórę. W 17’ kolejny błąd popełnił Lizak. Otrzymawszy piłkę z prawej strony, nasz stoper chciał odegrać ją do bramkarza. Zrobił to jednak na tyle słabo, że przejął ją R.Wolsztyński, znajdując się tym samym naprzeciw Węglarskiego. Nasz golkiper i tym razem pokazał swój kunszt, ubiegając zabrzańskiego atakującego. Ale co się odwlecze... W 20’ przegrywaliśmy 0-1, po tym, jak po podłączeniu się prawym skrzydłem, piłkę otrzymał Mańka i wstrzelił ją mocno na 4-ty metr. Na futbolówkę nabiegało trzech górników w asyście trzech naszych obrońców. Najszybszy okazał się jednak R.Wolsztyński, z bliska pakując ją do namysłowskiej siatki. Tym samym Górnik dopiął swego dokładnie po 20 minutach.

W 23’ Steuer mądrze wbiegł w pole karne Startu, gdzie otrzymał idealne podanie od Łuczaka. Jego główka okazała się jednak niecelna. 3 minuty później (26’) czerwono-czarni przegrywali już dwoma golami, po tym jak „Trójkolorowi” wyprowadzili kontratak. Piłkę przy kole środkowym otrzymał Łuczak, który najpierw przebiegł z nią 20 metrów, a następnie lekko złamał atak do środka i precyzyjnie uderzył na bramkę. Przy tym trafieniu Węglarski mógł jedynie odprowadzić piłkę wzrokiem. Trzeba też przyznać, że gol z dalszej odległości był przepięknej urody. Gorzej, że po kolejnych 5 minutach (31’) wynik brzmiał już 0-3! Tym razem błąd popełnił Biliński, który przez nikogo nieatakowany zagrywał do boku do Kamila Błacha. Zrobił to jednak na tyle słabo, że futbolówkę od razu przejął jeden z górników i od razu uruchomił ruszającego Łuczaka. Ten dobiegł z „kulą” do linii końcowej, a następnie precyzyjnie zagrał wzdłuż trzeciego metra, gdzie R.Wolsztyński przyłożył nogę i bez problemów trafił do siatki. Po półgodzinie namysłowianie leżeli na przysłowiowych deskach, tymczasem do zakończenia meczu było bardzo dużo czasu. Pogrom wisiał w powietrzu...

Tuż przed przerwą namysłowianie stracili czwartą bramkę (44’). Naciskany przez rywali (po lewej stronie) Żołnowski wycofał futbolówkę do Węglarskiego. Ten jednak zamiast wybić ją daleko w pole, zastosował identyczny manewr, jak w meczu z Polonią Łaziska Górne, gdy nieudanie podcinał piłkę nad jednym z atakujących rywali. W efekcie przejął ją Łuczak, zastawił się, po czym potężnie uderzył w miejsce, gdzie stał nasz bramkarz. Golkiperzy takie uderzenia nazywają strzałem „między oczy”. No i z tą bombą Grzegorz sobie nie poradził. Na przerwę schodziliśmy więc z rekordowym bagażem goli straconych w pierwszych 45 minutach, który nasz zespół ustanowił… tydzień wcześniej w Strzelcach Opolskich.

Start wyglądał na zespół rozbity. Po chłopcach widać było, że z każdą kolejną stratą morale w drużynie spadało. Tymczasem rozpędzony Górnik nie zamierzał zwalniać narzuconego tempa. Zabrzanie złapali duży luz w grze, a piłka wędrowała między nimi jak po sznurku. Do tego inicjowali też niebezpieczne ataki obiema flankami. Ponadto wygrywali praktycznie każdy pojedynek biegowy, czy też walkę ramię w ramię. Potencjał zabrzan był w tym spotkaniu ogromny. Fakty te naszemu zespołowi w dalszych minutach nie wróżyły wcale dobrze.

Po zmianie stron czerwono-czarni próbowali się zmobilizować do waleczniejszej gry i pierwsze 7 minut przetrwaliśmy bez strat. Widać jednak było, że zabrzanie posiadają pełną kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Nie forsowali jednak tempa, czyhając raczej na błędy podopiecznych Bogdana Kowalczyka. I w 52’ doczekali się go ze strony doświadczonego Żołnowskiego, który najpierw przejął futbolówkę na 23 metrze, by za chwilę zawahać się i stracić ją na rzecz R.Wolsztyńskiego. Mający na koncie 2 bramki napastnik zbliżył się na odległość 18-tu metrów od bramki, a następnie huknął jak z armaty po długim rogu. Zdobył w ten sposób piątego gola dla swojego zespołu, przy okazji kompletując hat-tricka. Takich goli absolutnie nie można tracić. Fakt ten był tym bardziej kibiców irytujący, że mimo wyraźniej przewagi górników był to jednocześnie trzeci gol po wyraźnym błędzie drużyny. 5 minut później (57’) goście z Zabrza trafili Start po raz szósty! Rozegrana po obwodzie futbolówka (od lewej strony do prawej) trafiła do skrzydłowego, który dynamicznie wbiegł w pole karne. W finalnym momencie rywal zagrał „skórę” wzdłuż 3 metra, a zamykający akcję na dalszym słupku R.Wolsztyński dostawił tylko nogę, zdobywając w ten sposób swojego czwartego gola! Nie był to jednak jego ostatni gol w meczu, gdyż takowego zdobył po kolejnych 2 minutach (59’). Wtedy to zabawił się w 16-tce z naszymi defensorami, łapiąc ich najpierw na dwa zamachy, a po chwili precyzyjnie lokując piłkę w siatce. Za moment Rafał Wolsztyński opuścił boisko, a w jego miejsce na murawie pojawił się brat-bliźniak Łukasz. Tymczasem namysłowscy kibice byli kompletnie zdruzgotani, bo do zakończenia meczu pozostawało pół godziny, a Start przegrywał już 0-7! Widmo klęski w rozmiarach dwucyfrowych realnie zaglądało nam w oczy...

Na szczęście (choć słowo „szczęście” dziwnie w tym kontekście brzmi) namysłowianie zdołali się pozbierać po trzech ciosach z pierwszego kwadransa II połowy, przetrzymując napór gości bez kolejnych strat. Następne zagrożenie oglądaliśmy dopiero w 72’, gdy jeden z górników potężnie uderzył zza pola karnego. Odetchnęliśmy, bo swoista „bomba” poszybowała obok słupka. Czerwono-czarni pierwszą poważną akcję przeprowadzili dopiero w 76’. Wówczas wyprowadziliśmy kontratak, w którym Smolarczyk przebiegł z piłką 15 metrów, a następnie odegrał piłkę na 20-ty metr do Zajączkowskiego. „Zając” odegrał ją z kolei do wbiegającego prawą stroną Urbańskiego, który zdecydował się na natychmiastowy strzał zza szesnastki. Niestety, jego próbie zabrakło pół metra, aby „kula” wylądowała w okienku bramki strzeżonej przez Loskę. Szkoda sytuacji, bo w ten sposób mogliśmy się pokusić choćby o trafienie honorowe. Ale w tym meczu ostatecznie nie było nam to dane. W 84’ otrzymaliśmy jeszcze na 18-tym metrze rzut wolny. Do piłki podszedł Szpak, który uderzył obok muru. „Kula” poleciała w środek bramki i z drugiej bramkowej okazji nic nie wynikło, gdyż Loska nie miał najmniejszych kłopotów ze złapaniem jej w rękawice.

Goście z Zabrza stempel na efektownym pogromie przyłożyli w 89’. Tym razem na listę strzelców wpisał się Cupriak, ustalając końcowy wynik (0-8). Zawodnik „Trójkolorowych” dopełnił formalności po szybkiej kontrze swoich kolegów. Ten sam piłkarz przed golową szansą stanął też w 90’, gdy w sytuacyjnej okazji wykazał się przytomnością, uderzając z 16-tu metrów. Węglarski zdołał jednak odbić piłkę przed siebie, a przed dobitką uchronił nas jeden ze stoperów, ekspediując ją daleko w pole. Chwilę później arbiter zakończył mecz, a namysłowianie z mocno opuszczonymi głowami skierowali się do szatni.

Chyba nikt nie przypuszczał, że pola laniu zafundowanym nam przed tygodniem w Strzelcach Opolskich (0-4), przyjdzie nam przełknąć upokorzenie dwukrotnie wyższe (0-8). Uczciwie trzeba przyznać, że w konfrontacji z rezerwami 14-krotnych Mistrzów Polski, w sobotę namysłowski Start nie miał najmniejszych szans. Tak dobrze grającego i dominującego nad nami zespołu w tym sezonie przy Pułaskiego nie oglądaliśmy. Żadna to jednak dla nas pociecha, że górnicy zaprezentowali kapitalną piłkę. Bo ich świetny futbol okazał się dla nas wynikową katastrofą. Zostaliśmy stłamszeni, upokorzeni i totalnie zdemolowani. Przegrać można z każdym. Niedopuszczalna jest jednak niefrasobliwość pod własną bramką i seriami tracone gole. W praktyce po trzecim golu kibice zastanawiali się już tylko nad tym, na jakiej cyfrze zatrzyma się licznik z golami. Jak wiadomo, zatrzymał się na ośmiu, co nawet nie wymaga komentarza.

Tymczasem piłkarska karuzela kręci się coraz szybciej. Okazję do rehabilitacji czerwono-czarni będą mieć już w najbliższą środę, gdzie w Wodzisławiu zmierzą się z zawodzącą swoich kibiców Odrą. Pozostaje wierzyć, że pomeczowa, kilkudziesięciominutowa rozmowa w szatni piłkarzy z trenerem i prezesem odniesie oczekiwany skutek i zespół wróci na tory z początku wiosny. Jeśli bowiem drużyna nie weźmie się w garść, a przede wszystkim nie wymaże z pamięci ostatnich dwóch spotkań, to wieści z Wodzisławia oczekiwać będziemy z duszą na ramieniu. Piłkarzom rezerw zabrzańskiego Górnika pogratulować trzeba kapitalnego spotkania. Patrząc w sobotę na grę Ślązaków, aż dziw bierze, że Ci nie rywalizują dziś w grupie walczącej o III-ligowe mistrzostwo. My o takich rozterkach możemy jedynie pomarzyć... [G, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy