Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Zwycięski remis

Odsłony: 3743

portową wiadomością soboty w Namysłowie był bez wątpienia fakt, że piłkarze Startu zachowali status IV-ligowca. W popołudniowym pojedynku w Graczach czerwono-czarni musieli wygrać, aby nie oglądać się na mecz dwóch innych zagrożonych spadkiem drużyn. Konkretnie nasłuchiwaliśmy wieści z Dobrzenia Wielkiego, gdzie o uniknięcie spadku walczył TOR z kędzierzyńskim Chemikiem. Sprawa była jasna – każdy inny wynik niż wygrana TOR-u dawał podopiecznym Damiana Zalwerta utrzymanie. Wiadomo jednak, że stare przysłowie mówi, aby liczyć głównie na siebie. Dlatego liczyliśmy, że po czterech porażkach z rzędu i sporej dozie szczęścia, w końcu uda się wygrać. Tymczasem w ostatniej grze sezonu nie zdołaliśmy zapewnić sobie zwycięstwa, więc cały czas obóz NKS-u był pod „gorącą linią” z Dobrzeniem. Tam do ostatnich minut TOR próbował trafić do siatki broniącego się skutecznie Chemika. Ale okazało się to ponad siły naszych sąsiadów spod Opola, więc wynik w Graczach nie miał ostatecznie znaczenia. Cel namysłowianie osięgnęli więc pośrednio, gdyż utrzymali się dzięki korzystnemu wynikowi właśnie z Dobrzenia (0-0). A kibice mogli jedynie odczuwać mały niedosyt, że chłopcy nie ograli Skalnika, choć sytuacje ku temu zwłaszcza w drugiej części meczu mieli. Sprawdźmy więc, co wydarzyło się w Graczach, że zamiast wygranej wyjeżdżaliśmy z remisem 0-0. Najważniejsze, że z „remisem zwycięskim” w kontekście prolongaty występów w IV lidze opolskiej w kampanii 2017/18.

Zaczęło się dosyć spokojnie, od wzajemnego badania sił. Piłkarze gospodarzy już wcześniej zapewnili sobie byt, więc nic nie musieli. Nie zamierzali jednak ułatwiać zadania czerwono-czarnym i jak najbardziej podjęli walkę. W 6’ weteran Zygmunt Bąk otrzymał piłkę na 17 metrze i momentalnie uderzył, ale futbolówka przeleciała metr obok namysłowskiego słupka bramki strzeżonej przez Zacharskiego. W kolejnych minutach nie oglądaliśmy porywającego widowiska, a raczej walkę w środkowej strefie placu gry. Sytuacji było wówczas jak na lekarstwo. W 21’ Kamil Błach znalazł podaniem na linii szesnastki Patryka Pabiniaka, który uderzył z tzw. „szpica”, ale wprost w rękawice Stefaniaka. Stefaniaka, który w 12’ zluzował w bramce kończącego przygodę z piłką Grzegorza Bąka (trener Skalnika, chcąc go uhonorować w szczególny sposób, dał mu szansę zagrać przez kilkanaście początkowych minut). I znów przez parę minut z boiska wiało stagnacyjną nudą. W 30’ po błędzie namysłowian w środku pola Paczek znalazł się w sytuacji sam na sam z Zacharskim, na szczęście dla nas z kozłującej piłki uderzył z 16 metrów nad poprzeczką. Zrewanżowaliśmy się rywalom dobrym dośrodkowaniem P.Pabiniaka w 36’ z prawej flanki. Interweniujący Stefaniak zdjął jednak w ostatniej chwili piłkę z głowy szarżującego Smolarczyka. Skalnik nie odpuszczał. W 37’ Maryszczak uderzył z 20 metrów a futbolówka niesiona porywem wiatru, parabolicznie spadła na górną część poprzeczki. Odpowiedzieliśmy w 40’, gdy Paszkowski spróbował swoich sił uderzeniem z 25 metrów. Zbyt jednak lekko, aby zaskoczyć graczańskiego golkipera. W końcówce trochę się zadziało, bo w 42’ dla odmiany Janeczek zdecydował się strzelić z większej odległości. Ale jego próba z 23 metrów przeszła dobre kilka metrów nad czerwono-czarną świątynią. Z kolei w 43’ po krótkim rozegraniu piłki Paczek zdecydował się na próbę z 22 metrów. Piłka jednak kolejny raz poszybowała nad poprzeczką bramki gości z Namysłowa. W ostatniej akcji przed przerwą (45’) Smolarczyk dostał podanie na 16 metrze i wzorem rywali, także strzelił. Ale próba była identyczna – tzn. „kula” też poleciała nad bramką.

To nie była przekonująca w wykonaniu Startu połówka. To raczej wyrównane 45 minut z niewieloma sytuacjami podbramkowymi z obu stron. Oczywiście na bieżąco drużyna wiedziała, że w Dobrzeniu także gole nie padły i w wirtualnej tabeli to Start wciąż wyprzedzał o 2 „oczka” zespół TOR-u. Niemniej sporo z tego powodu było niepewności, bo nikt gwarancji nie dawał, że dobrzenianie nie strzelą czegoś po przerwie. Dlatego siłą rzeczy trener Zalwert zmuszony był do wstrząśnięcia szatnią, aby do minimum ograniczyć ewentualne prawdopodobieństwo spadku.

No i w drugiej części zawodów zobaczyliśmy zasadniczo inny Start. Walczący, zdeterminowany i nastawiony na ofensywę. Zaczęliśmy nękanie defensywy gospodarzy już od 50’. Wtedy to P.Pabiniak zagrał płasko z rzutu wolnego na krótki słupek. Golkiper wypluł piłkę przed siebie, jednak nie znalazł się nikt z namysłowian, kto skierowałby ją do bramki. Ostatecznie więc obrońcy Skalnika wybili „kulę” na korner. Niebawem (53’) Samborski był bliski przechwycenia górnego zagrania nad defensorami rywali. Ale jeden z nich zorientował się w porę i w ostatnim momencie wybił spod nóg naszego szarżującego atakującego. Z kolei w 61’ P.Pabiniak zagrał z lewej flanki na krótki słupek, gdzie główkujący Kamil Błach uczynił to niecelnie. Start nie rezygnował, mimo, że w Dobrzeniu także nikt do siatki wciąż nie trafił. Po godzinie gry czerwono-czarni nawet zintensyfikowali starania w zdobyciu jakże ważnego gola. W 63’ po wrzucie futbolówki z autu „Sambor” doszedł do przedłużonego zagrania i uderzył głową. Szkoda, że jednak metr obok bramki. 65’, to z kolei próba P.Pabiniaka z rzutu wolnego z odległości 23 metrów. Niestety, strzał poleciał pół metra za wysoko od celu. Żałowaliśmy też okazji z 66’, po tym jak Samborski ograł dwóch obrońców i wpadł w szesnastkę, po czym z ostrego kąta uderzył na dalszy słupek. Stefaniak był jednak czujny i końcami palców odbił piłkę do boku. Graczanie niespecjalnie kwapili się do skontrowania naszej ekipy, więc ta nadal dosyć odważnie atakowała. W 67’ po wymianie kilku podań P.Pabiniak podał krótko do Samborskiego, którego uderzenie z 7 metrów zostało zalokowane. Z kolei kilkadziesiąt sekund później (68’) P.Pabiniak nie zdołał wepchnąć futbolówki do bramki z najbliższej odległości, ale też ostrego kąta. Start atakował dalej. W 72’ po dobrej wymianie piłki Kostrzewa wymanewrował jednego z rywali i uderzył z 16 metrów. Ale uderzył nieczysto, stąd „skóra” poleciała obok słupka. Z kolei w 77’ po dośrodkowaniu z rzutu wolnego „kula” minęła już bramkarza i spadła na głowę Adriana, który uderzył na bramkę. Stojący na linii bramkowej Płaza zdołał ją intuicyjnie odbić… na poprzeczkę i ta – jak na złość – wyszła w pole. Za chwilę (77’) po kolejnej w drugiej połowie ładnej dla oka akcji (z wymianą kilku płynnych podań) Samborski strzelił z 18 metrów. Stefaniak z wielkim trudem, ale odbił „kulę” poza obrys swojej świątyni. W 80’ swoich sił próbował też Kostrzewa, tyle, że po jego uderzeniu z 18 metrów zmierzającą do siatki „skórę” zablokowali obrońcy. Miejscowi groźnie odpowiedzieli – kontratakiem – dopiero w 80’, gdy Z.Bąk z 7 metrów niecelnie strzelał. A za parę minut (86’) Sierakowski płaskim strzałem z 20 metrów pomylił się o kilkadziesiąt centymetrów. W 90+1’ namysłowianie w końcu dopięli swego, lokując piłkę w siatce, po tym jak Samborski wyszedł sam na sam z golkiperem i skutecznie go oszukał. Ale wtedy chorągiewka arbiter liniowej poszła w górę, sygnalizując ofsajd. Sztab i piłkarze Startu mocno protestowali, bo według nich o spalonym nie było mowy, ale główny decyzję podtrzymał i wciąż było 0-0. A w ostatniej akcji meczu (90+2’) po wrzutce „Sambora” na 6 metr, jeden z defensorów o mało nie wpakował piłki do własnej siatki. No, a skoro nie wpakował, to mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

Po ostatnim gwizdku radość namysłowskiej drużyny była duża i oczywiście uzasadniona. Nasi piłkarze nie cieszyli się z faktu uzyskania jednego punktu w Graczach, ale takiego samego wyniku, który napłynął z Dobrzenia Wielkiego. Bo jak już wiemy, oznaczał on dla Startu utrzymanie w IV lidze opolskiej. Nie potrafiliśmy sami przystawić decydującego stempla na IV-ligowej prolongacie, ale szczęście w końcówce rozgrywek wyjątkowo nam dopisywało i uczynili to za nas piłkarze Chemika, nie przegrywając z TOR-em. Po przerwie chłopcy zdecydowanie bardziej chcieli wygrać niż grający bez przekonania Skalnik. Ale chcieć, nie oznaczało w sobotę móc, choć sytuacji stworzyliśmy naprawdę sporo. Najważniejsze, że remis w Graczach okazał się dla nas „remisem zwycięskim”. Cała reszta jest w tym momencie kwestią na obecną chwilę drugorzędną. Na pewno jednak przed zespołem ogrom pracy przed kolejnymi rozgrywkami, w których skala trudności jeszcze wzrośnie, choć to już sezon reorganizacyjny (docelowe zmniejszenie liczby klubów w IV lidze do 16-tu i w związku z tym bezpośredni spadek dotyczyć będzie co najmniej czterech klubów, a nie trzech, jak miało to miejsce w obecnej kampanii). W dwóch ostatnich sezonach szczęście czerwono-czarnym w walce o utrzymanie zdecydowanie dopisało, więc należy zrobić wszystko, aby losu nie kusić, a konkurencji odebrać argument wyświechtanego powiedzenia „do trzech razy sztuka”. W tej chwili dziękujemy chłopakom za walkę i osiągnięcie priorytetowego celu, jakim było utrzymanie. A teraz czas na odpoczynek! [MK, KK]

P.S. W artykule autorem zdjęcia na stronie głównej jest Pan Sławomir Jakubowski [www.nto.pl]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy