Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Nadzieja umiera ostatnia

Odsłony: 1874

Przedostatni pojedynek o IV-ligowe punkty w sezonie 2016/17 nie będzie zbyt miło wspominany przez namysłowskich kibiców. Przed zawodami liczyliśmy, że Start zdoła uporać się z MKS-em Gogolin, który na nasz stadion zawitał w mocno okrojonym składzie. Podopieczni trenera Adriana Pajączkowskiego wystąpili bez siedmiu podstawowych graczy, więc zakładaliśmy, że ubytki będą na tyle duże, iż nasi chłopcy wykorzystają tą okoliczność. Tymczasem NKS zagrał bezbarwne zawody, w których nie potrafił zagrozić gościom. W efekcie defensywnie usposobieni rywale raz skutecznie wykończyli szybki atak i sięgnęli po zwycięstwo. Zwycięstwo, które dało im przede wszystkim satysfakcję i możliwość walki o 6. miejsce na mecie sezonu. Nam z kolei czwarta porażka z rzędu (!) mocno skomplikowała sytuację w walce o utrzymanie. Owszem, wciąż wszystko od czerwono-czarnych zależy i ewentualna wygrana w Graczach zapewni utrzymanie. Ale na wygraną czekaliśmy cztery ostatnie pojedynki i w każdym z nich zaliczyliśmy „zera”. Teraz jednak postawieni pod ścianą, namysłowianie nie mają wielkiego wyboru. Jeśli nie chcą nerwowo oczekiwać na wynik z Dobrzenia Wielkiego (gdzie zagrają dwa pozostałe zagrożone zespoły, TOR z Chemikiem), to powinni sięgnąć po pełną pulę. Czy stać ich w obecnej sytuacji na to? Łatwo nie będzie, ale generalnie wyboru nie mamy. Dopóki jednak piłka w grze, to wszystko jest możliwe. A my wierzymy, że zdołamy się utrzymać. W końcu „nadzieja umiera ostatnia”.

W początek środowego pojedynku lepiej weszli goście, którzy parokrotnie przedostali się pod naszą szesnastkę. Nic jednak treściwego z tego nie wynikało. Start z kolei po paru minutach próbował cierpliwie rozgrywać futbolówkę, ale robił to daleko od bramki gości i nic z tego nie wynikało. I tak upłynął pierwszy kwadrans. W 17’ nasz zespół egzekwował rzut wolny z prawej strony boiska, blisko autu. P.Pabiniak dośrodkował, ale bez żadnego efektu. W 21’ Sarnowski sprytnie pobiegł prawą stroną i zagrał piłkę przed bramkę po ziemi. Rywale wybili ją zbyt krótko, ale uderzający z 22 metrów P.Pabiniak (wcześniej oszukując jednego z obrońców) posłał piłkę parę metrów nad bramką. W odpowiedzi Krystian Błach przez kilkadziesiąt metrów gonił biegnącego naprzeciw Zacharskiemu Schichtę. I dogonił, skutecznie atak neutralizując, już przy linii końcowej. Miejscowi nadal podejmowali próby budowania ataków od tyłu, ale były one zbyt statyczne i szczelnie ustawieni gogolinianie nawet się specjalnie nie wysilali, aby je rozbijać. Sami za to próbowali parę razy rzucić dalekie piłki za naszą defensywę, tyle że też bez zagrożenia. Boiskowa mizeria trwała aż do końcowych minut pierwszej części spotkania. Wtedy to (39’) Ptak zdecydował się uderzać z 40 metrów. Stojący między słupkami Żmuda rzucił się jednak spokojnie przy słupku i pewnie piłkę pochwycił. Za chwilę (40’) namysłowianie stworzyli najciekawszą akcję przed przerwą. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Kamila Błach (spod prawego autu, około 40 metrów od linii końcowej) dochodząca piłka trafiła na głowę Ptaka, który jednak ledwie ją „liznął” i „kula” poleciała 3 metry obok bramki MKS-u. Z kolei w 42’ Ptak powalczył z obrońcą MKS-u o górną piłkę, jednak lecącą futbolówkę źle przyjął już w szesnastce Kamil Błach i Żmuda spokojnie interweniował. Rywale odpowiedzieli w 44’. Po płynnym rozegraniu akcji, z prawej strony do strzału doszedł Szydłowski. Jego mocne uderzenie po ziemi z 22 metrów Zacharski zdołał jednak pewnie złapać. Natomiast w ostatniej akcji tej części (45+1’) gogolinianie mieli wyborną szansę na gola. Wtedy to po serii błędów w namysłowskiej strefie obronnej, z lewej strony w polu karnym na raty uderzał D.Mikołajczyk. Jego pierwszy strzał został zablokowany, natomiast za drugim razem mocno uderzoną futbolówkę z 9 metrów na krótki słupek kapitalną interwencją „Zachar” odbił poza linię końcową.

Do przerwy mało się na boisku działo. Nasz zespół miał dużą przewagę w posiadaniu piłki, ale kompletnie nic z tego nie wynikało. Goście skupieni na defensywie, radzili sobie z naszymi próbami ataków bardzo sprawnie, sami skupiając się na próbach gry z kontry. W efekcie dość nudne piłkarskie szachy ofensywno-defensywne nie przyniosły choćby jednego gola. A bliżej jego zdobycia byli mimo wszystko gogolinianie.

Zaraz po zmianie stron (48’) jeden z namysłowian popełnił indywidualny błąd i pozwolił M.Mikołjaczykowi ruszyć z szybkim atakiem. Piłkarz MKS-u wpadł w pole karne, próbując pokonać Zacharskiego strzałem z 10 metrów. „Zachar” jego uderzenie odbił jednak przed siebie. Niestety, futbolówka spadła pod nogi strzelca, który poprawkę skierował już do pustej bramki. Konsternacja na trybunach publiki z Namysłowa była spora, bo to oznaczało, że zbierają się nad zespołem „czarne chmury”. Ekipa Damiana Zalwerta nie miała już w tym momencie nic do stracenia, więc siłą rzeczy próbowała nacisnąć gości. Ale problem w tym, że wciąż niespecjalnie nam się to udawało. W 54’ Samborski krótko „pyknął” piłkę do P.Pabiniaka, który jednak przy uderzeniu z 18 metrów został zablokowany. Za chwilę Kamil Błach strzelił nieoczekiwanie z 25 metrów, a „skóra” nabrała dziwnej rotacji. W porę połapał się w tym wszystkim doświadczony Żmuda, który ostatecznie zdołał zmienić balans ciała i odbić piłkę przed siebie. Start nie rezygnował i w 56’ stworzył znakomitą okazję. Z lewej strony piłkę kapitalnym „krzyżakiem” obok obrońcy Gogolina posłał w szesnastkę Kamil Błach. Tam doskoczył do niej „Sambor” i uderzył z lewej strony na dalszy słupek (z okolic 13 metra). Kibice widzieli już piłkę w siatce, tymczasem golkiper MKS-u w sobie tylko wiadomy sposób zebrał się do uderzenia i odbił ją poza obrys bramki! Start wciąż atakował. W 65’ P.Pabiniak mocno uderzył z rzutu wolnego z lewej strony pola karnego. Zmierzającą na krótki słupek piłkę odbił jednak na korner Żmuda, któremu dodatkowo przeszkadzał jeszcze Ptak. W odpowiedzi Ochmański strzelił z prawego narożnika szesnastki obok bramki. Do końca pozostawało już niewiele czasu, a niekorzystny rezultat tylko potęgował nerwowość w namysłowskim obozie. Start i owszem, wciąż grał piłką, ale niewybredne uwagi piłkarzy wobec siebie nie ułatwiały ataków. W 72’ Adrian zablokował strzał po groźnej kontrze Gajdy, a i dobitka z 16 metrów Schichty padła łupem naszego młodego stopera. A za chwilę (73’) półgórny centrostrzał z prawej flanki Gajdy wylądował w rękawicach Zacharskiego. W 74’ Start otrzymał rzut wolny w odległości 19 metrów od bramki MKS-u. Niestety, lekkie uderzenie Krystiana „Krychy” Błach wylądowało na gogolińskim murze. W 78’ trener Zalwert dokonał zmian „va bank” rzucając wszystkie ofensywne aktywa do boju. I od tej pory graliśmy już na trzech napastników (Samborski, P.Pabiniak i świeży na boisku Smolarczyk). W 80’ nadzialiśmy się na kontratak 2 na 2, zlikwidowany już w polu karnym przez szybkonogiego Świerczyńskiego. Z kolei w 83’ po dośrodkowaniu z lewej strony Kamila Błach, Samborski odegrał przed linią szesnastki do P.Pabiniaka, który z powietrza huknął z 22 metrów nad poprzeczką. A szkoda, bo można to było rozegrać o tempo spokojniej. MKS ponownie nas skontrował w 85’, ale i tym razem młodziutki Świerczyński kapitalnie popędził za jednym z gogolinian i zablokował jego podanie do kolegi. W 87’ namysłowianie przeprowadzili atak, którym mogli uratować wynik. Wtedy to Sarnowski „zrobił” akcję na prawej flance, skąd dograł do wchodzącego w szesnastkę P.Pabiniaka. Patryk zagrał wzdłuż bramki, jednak Samborski nie sięgnął piłki. Sięgnął ją za to na wysokości dalszego słupka długonogi Smolarczyk, lecz z 5 metrów nie trafił do bramki. Szkoda, bo okazja była naprawdę wyborna. Końcowe minuty, to już nerwy do potęgi n-tej. W 90+1’ mimo to Lavrinenko znalazł podaniem Świerczyńskiego, który z prawej strony pola karnego uderzył nad bramką. Start właściwie już oblegał przedpole broniących się gości. W efekcie w 90+4’ Kamil Błach z 25 metrów uderzył na bramkę, ale Żmuda odbił piłkę poza linię końcową. Nasz zespół w ciągu kilkudziesięciu sekund trzykrotnie egzekwował rzuty rożne, już z Zacharskim w polu bramkowym… Żmudy. Ale mimo przebywania tam całej namysłowskiej jedenastki, futbolówka jak na złość nie słuchała nikogo z gospodarzy. A w 90+6’ z kontrą 3 na 1 wyszli gogolinianie i powinni zamknąć wynik. Tyle, że w finalnym momencie Schichta uderzył z 12 metrów nad bramką.

Po końcowym gwizdku rezerwowy zespół Gogolina bardzo cieszył się z sukcesu, skandując radosne pieśni w stworzonym na środku kole. Czerwono-czarni padli natomiast na murawę, mając świadomość tego, że w niezwykle istotnym meczu nie popisali się. To nie był zespół walczący i zdeterminowany, jak cztery dni wcześniej w Krapkowicach. To był zespół asekuracyjnie grający w piłkę, nie podejmujący ryzyka (poza ostatnimi kilkunastoma minutami). Start był też przede wszystkim zespołem grającym za nerwowo. I gdy wydawało się, że zgasło nam już światło i nic już tylko od nas nie będzie zależało w sobotę, na stadion dotarła wiadomość, że LZS Kup w końcowych minutach wytargał remis z TOR-em, dzięki czemu dobrzenianie nie zrzucili nas na spadkową 16-tą pozycję. Po raz kolejny mamy więc furę szczęścia. Ale teraz szczęściu musimy dopomóc i sami w Graczach zapunktować, bo w innym wypadku istnieje prawdopodobieństwo pożegnania się z IV ligą. A tego całe środowisko piłkarskie w Namysłowie wolałoby zdecydowanie uniknąć. Matematyka wciąż jest po naszej stronie, więc dołóżmy te 3 „złote punkty” ze Skalnikiem i odetchnijmy głęboko przed (oby!) następnym trudnym sezonem w najwyższej lidze Opolszczyzny. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy