Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Szczęście w nieszczęściu

Odsłony: 3871

Piłkarze namysłowskiego Startu nie mają ostatnio dobrej serii. Po tym jak przejął ich w połowie maja trener Damian Zalwert, chłopcy uwierzyli w siebie na tyle, że dwa mecze niejako z rozpędu wygrali. W kolejnych trzech grach też specjalnie nie odstawali od rywali, niemniej już tak radośnie nie było. Pojedynek w Krapkowicach był niezwykle istotny z punktu widzenia ewentualnego zapewnienia sobie bardzo dobrej wyjściowej sytuacji pod kątem walki o utrzymanie. Zamiast jednak głębokiego oddechu, czerwono-czarnych… mocno przytkało. Przegraliśmy bowiem 0-1 z KS-em i była to trzecia ligowa porażka Startu z rzędu. W tym smutnym ostatnio czasie jedynym promykiem na lepsze jutro (czytaj: utrzymanie) jest fakt, że walcząca o ucieczkę ze strefy spadkowej konkurencja goni nas tempem żółwia. W efekcie na dwie kolejki przed końcem sezonu to piłkarze Startu nadal mają wszystko w swoich nogach i tylko od nich zależy czy szansę wykorzystają. Na razie nie muszą patrzeć na wyniki konkurencji z „czerwonej strefy”, ale jeśli w kolejnych meczach nie zapunktują, to może okazać się, że wylądują na peryferiach krajowego futbolu. Walki w Krapkowicach nie zabrakło, ale ewidentnie zabrakło skuteczności. A o szczegółach piszemy w kolejnych akapitach.

Od początku spotkania namysłowianie pokazywali, że nie przyjechali się do Krapkowic bronić. A że i pewny już swego KS także podjął otwartą walkę, kibice ostrzyli sobie zęby na interesujące widowisko. W 2’ po indywidualnej akcji lewą flanką Kamila Błach i podaniu na 20 metr, do strzału doszedł Sarnowski. Obrońcy gospodarzy byli jednak czujni i próbę zablokowali. Niebawem (7’) w wyniku ładnie rozegranej kombinacji piłka trafiła do wspomnianego Kamila bliźniaka, który zdecydował się na mocny strzał z narożnika szesnastki. Stojący między słupkami Cyganik zdołał się jednak połapać w zamiarach naszego skrzydłowego i choć z trudem, to ostatecznie odbił piłkę na korner. Miejscowi zaatakowali w 9’. Wtedy to Karwot przedarł się z lewej strony do środka pola, a jego strzał z 20 metrów poszybował kilka dobrych metrów nad świątynią Zacharskiego. Dalej jednak też się sporo działo. W 11’ dośrodkowanie z lewego sektora boiska na dalszy słupek zamykał Dahms. Mogliśmy jednak odetchnąć, bowiem zawodnik KS-u główkował minimalnie niecelnie (w boczną siatkę tuż za słupkiem). Za chwilę (14’) po akcji środkowym sektorem boiska do strzału na 16 metrze doszedł ponownie Dahms, jednak jego uderzenie (tym razem nogą) Zacharski – choć ze sporymi kłopotami – odbił przed siebie. Parę minut później (18’) aktywny Kamil Błach przebił się lewą flanką i wpadł w szesnastkę, gdzie znalazł się sam na sam z Cyganikiem. Kamil za daleko jednak wypuścił sobie futbolówkę i golkiper KS-u na raty, ale niebezpieczeństwo zażegnał. No to w odpowiedzi (19’) po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Karwot główkował z 12 metrów. I tym razem zawodnik z nietypowym numerem 94 pomylił się, uderzając nad bramką. Z kolei w 24’ po błędzie Krystiana Błach, w dobrej okazji znalazł się Dahms, lecz po jego uderzeniu futbolówka po nodze Adriana ostatecznie minimalnie minęła namysłowską świątynię. Przyznać trzeba, że dopisało nam wtedy szczęście. Start jednak nie zamierzał nawet na moment ustępować. W 25’ po kontrataku Smolarczyk minął jednego z defensorów, choć w decydującym momencie źle zabrał się z futbolówką. I zamiast wyjść oko w oko z Cyganikiem, stracił ją spod nóg. Niebawem (27’) po kolejnej ładnej dla oka akcji Lavrinenko dograł na 25 metr do Sarnowskiego. Paweł od razu bardzo mocno uderzył, ale piłka po drodze ocierając jeszcze nogę obrońcy, przeleciała tuż nad okienkiem krapkowickiej świątyni. Start miał ciekawy okres w ofensywie, bo w 29’ zaatakował po raz kolejny. Znów w roli głównej wystąpił „Sarna”. I choć odległość strzałowa była mniejsza (16 metrów), to efekt finalny również nieprecyzyjny. W 35’ po dośrodkowaniu Kamila Błach akcję zamykał Lavrinenko. Szkoda, że Olkowi zabrakło dosłownie centymetrów aby sięgnąć „kulę” i wepchnąć ją do bramki. Namysłowianie wciąż byli zespołem aktywniejszym w ofensywie i efekt tego widzieliśmy także w 35’. Wtedy to nasz zespół wychodził z kontratakiem 3 na 2. Kamil Błach zagrał piłkę do Sarnowskiego. Nie w tempo jednak i dlatego zaprzepaściliśmy doskonałą sytuację. Z kolei minutę później (43’) Lavrinenko tzw. „centrostrzałem” z 35 metrów omal nie zaskoczył Cyganika, który z kłopotami przepchnął „kulę” nad poprzeczką.

Do przerwy gra namysłowian wyglądała całkiem obiecująco. Nasz zespół dosyć spokojnie trzymał gardę, ale i odważnie atakował, przy okazji walcząc na całej szerokości boiska. Rywale chyba takim obrotem sprawy byli lekko zaskoczeni, niemniej trzeba im przyznać, że nóg nie odstawiali i też parę razy groźnie zapuścili się na nasze przedpole. Obu drużynom zabrakło jednak precyzji albo ostatniego podania, więc na przerwę schodziły przy wyniku bezbramkowym. Liczyliśmy, że ten stan rzeczy uda się nam utrzymać co najmniej do końcowego gwizdka, jednak jeden niefortunny moment zadecydował o tym, że do Namysłowa wracaliśmy z pustymi rękami.

Druga część zaczęła się również od ataku czerwono-czarnych. W 51’ Smolarczyk przedarł się lewą flanką i wycofał piłkę na 16 metr do Ptaka. Ten uderzył po ziemi, a interweniujący Cyganik „wypluł” ją przed siebie. Szkoda, że w tej sytuacji P.Pabiniakowi zabrakło centymetrów, aby futbolówkę sięgnąć… W 54’ dogranie z rzutu wolnego Krystiana Błach trafiło do P.Pabiniaka, który na 8 metrze opanował „kulę” klatką piersiową i momentalnie huknął z obrotu po tzw. krótkim rogu. I gdy widzieliśmy już piłkę w sieci, ta odbiła się od słupka i wyszła w pole! Żal niewykorzystanej okazji, która zasadniczo mogła odmienić losy meczu. Start może już tak aktywny z przodu nie był, niemniej w 61’ znów znalazł się pod krapkowicką świątynią. Tym razem P.Pabiniak strzelił po indywidualnej szarży z 20 metrów, a golkiper KS-u z trudem sparował piłkę przed siebie. A za chwilę (62’) dośrodkowanie Wilczyńskiego z prawego sektora boiska zamykał na przeciwległej flance Kamil Błach. Szkoda, że bliźniak uderzył z powietrza tuż nad poprzeczką. Żółto-niebiescy odpowiedzieli dopiero w 67’, ale za to niezwykle groźnie. Wtedy rezerwowy Wośko doszedł do prostopadłego podania i wyszedł sam na sam z Zacharskim. Atakujący gospodarzy zdołał minąć naszego młodego bramkarza i uderzyć, ale wtedy fenomenalną interwencją powracający „Zachar” bardzo poważne niebezpieczeństwo zażegnał. To była bez dwóch zdań interwencja spotkania. Niestety, w 73’ straciliśmy gola. Wówczas po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Soboty piłkę mocno przypadkowo zagrał ręką odwrócony Ptak i arbiter wskazał na wapno. Do „kuli” podszedł doświadczony Rychlewicz i pewnym uderzeniem dał prowadzenie swojej drużynie. Podłamani namysłowianie od tego momentu właściwie już ani razu poważnie nie zagrozili gospodarzom. Ci z kolei w 84’ zagrożenie stworzyli. Sobota minął w szesnastce jednego z naszych obrońców i strzelił na bliższy słupek. Na szczęście trafił w boczną siatkę. Start jeszcze nieśmiało próbował ataków, ale zadowoleni ze skromnego prowadzenia przeciwnicy nie dali sobie zrobić żadnej krzywdy i po ostatnim gwizdku to oni mieli powody do radości.

Po przerwie czerwono-czarni nadal próbowali szukać okazji do zdobycia gola, lecz nie atakowali już z takim zdecydowaniem jak w pierwszej części. Inna sprawa, że gospodarze wyciągnęli w szatni wnioski i ograniczyli nam na murawie pole manewru. Szkoda, że jeszcze przy stanie 0-0 kapitalnej okazji nie wykorzystał nasz super-snajper P.Pabiniak, bo wtedy zasadniczo wzrosłyby nasze szanse na punkt(-y). Tymczasem nieco później Rychlewicz pewnie wykorzystanym rzutem karnym potwierdził starą maksymę, że niewykorzystane okazje (a mieliśmy ich w tym meczu kilka) lubią się mścić. No i się zemściły.

Wracamy do Namysłowa z pustymi rękami. I po prawdzie choć nasza obecna sytuacja wciąż jest trudna, to także się znacząco nie pogorszyła. Bo z jednej strony spadliśmy o dwie lokaty, ale za to nad strefą spadkową utrzymaliśmy dystans 3 punktów zapasu. Można więc powiedzieć, że w sobotę mieliśmy wynikowe szczęście w nieszczęściu. Teraz jednak nie ma już miejsca na popełnienie kolejnego błędu i porażkę, bo ta może okazać się brzemienna w skutkach. W środę trzeba na boisku przy Pułaskiego zrobić wszystko, aby tylko z MKS-em Gogolin nie przegrać. Ewentualna bowiem wpadka może nas (choć nie musi) sprowadzić jedną nogą do okręgówki. Z kolei potencjalne 3 punkty oznaczać mogą (choć także nie muszą) zapewnienie sobie utrzymania w IV lidze na jedną kolejkę przed końcem sezonu. Jest więc o co walczyć i w tę walkę (oby skuteczną!) czerwono-czarnych wierzymy. [MK, KK]

P.S. W materiale na stronie głównej wykorzystaliśmy zdjęcie Pana Mirosława Szozdy.

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy