Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Poszli za ciosem

Odsłony: 1715

Dobre nastroje. Tak w skrócie możemy określić obecny stan emocji kibiców namysłowskiego Startu. Nasi ulubieńcy w sobotę sięgnęli po bardzo ważne punkty, wygrywając z wymagającym LZS-em Starowice Dolne 1-0. Mecz nie należał może do szczególnie atrakcyjnych, choć zawodnikom obu zespołów trudno odmówić walki. Przyzwoite IV-ligowe rzemiosło pełną satysfakcję dało rezydentom z ulicy Pułaskiego, którzy dzięki pięknemu trafieniu Rafała Samborskiego mogli cieszyć z kompletu punktów. To drugie zwycięstwo z rzędu podopiecznych Damiana Zalwerta w walce o zachowanie bytu, więc siłą rzeczy jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani. Namysłowianie poszli niejako za ciosem, wciąż utrzymując niewielki zapas punktowy nad zespołami walczącymi o wyrwanie się z „czerwonej strefy”. Za to należą się chłopakom gratulacje. A jak spotkanie wyglądało w szczegółach? Te zrelacjonowaliśmy w kolejnych zdaniach.

Mecz na dobre zaczął się w 5’, gdy po długim podaniu Żołnowskiego w pole karne do sytuacji strzeleckiej doszedł Lavrinenko. Naciskany jednak przez starowickich defensorów uderzył nieczysto i bramkowa okazja przepadła. Niedługo potem (8’) P.Pabiniak otrzymał futbolówkę na 20 metrze i od razu potężnie huknął. Szkoda, że i tym razem bez oczekiwanego efektu, bo piłka o pół metra za wysoko przeleciała nad poprzeczką świątyni stojącego między słupkami Czarneckiego. Faworyzowani goście odpowiedzieli w 11’, gdy po dośrodkowaniu z lewego sektora boiska piłka przeszła po poprzeczce bramki Zacharskiego i ostatecznie poleciała w boczny sektor boiska. Zadrżały nam wtedy przez moment serca, bo zrobiło się naprawdę groźnie. LZS zaatakował też minutę później (12’). Wtedy to po dalekim dośrodkowaniu z rzutu wolnego z 12 metrów uderzył Bajor. Na szczęście dla nas, wysoko nad bramką. Wyrównany pojedynek nie miał dużego tempa, niemniej piłkarze obu drużyn starali się sobie mocno utrudniać realizację zadań. W 19’ po dorzucie z lewej flanki Lavrinenki do strzału na 8 metrze doszedł Kostrzewa. I gdy wszyscy widzieli już piłkę w siatce, w ostatnim momencie jak spod ziemi wyrósł jeden ze starowickich defensorów i piłkę zablokował. Na trybunach kibice Startu tylko westchnęli, bo mogło być radośnie, ale ostatecznie nie było. W kolejnych kilkunastu minutach sporo było szarpanej gry, a raptem zalążki płynności, więc był to średni dla oka fragment w odbiorze. Stan ten przerwał w 32’ Sarnowski, który po wybiciu piłki przez defensorów rywali dopadł do niej na 20 metrze i momentalnie uderzył. Czarnecki z niemałymi kłopotami podołał jednak zadaniu i trudny strzał ostatecznie odbił przed siebie. Start nie rezygnował z następnych prób nękania gości i w 39’ znów znalazł się pod bramką rywali. Lavrinenko ładną indywidualną akcją ograł na lewej flance jednego z obrońców i już spod linii końcowej odegrał do wbiegającego na pozycję P.Pabiniaka. Niestety, za dużo było w podaniu niedokładności, w efekcie czego defensorzy LZS-u zagrożenie zneutralizowali. W 42’ niezwykle bramkostrzelny Łoziński szukał swojej szansy w uderzeniu z 16 metrów, ale strzelił zbyt lekko i do tego nad świątynią Zacharskiego. Dla odmiany w 44’ P.Pabiniak zdecydował się uderzyć z rzutu wolnego. Odległość była spora (około 30 metrów), a sam strzał bardzo niecelny. Emocje pierwszej odsłony zakończyli goście ze Starowic, którzy w 45’ zagrozili namysłowskiej bramce. Po dośrodkowaniu z lewego sektora boiska tuż przed polem bramkowym powstało spore zamieszanie. Ostatecznie jednak futbolówka znalazła się w rękawicach Zacharskiego i za chwilę obie drużyny arbiter zaprosił do szatni.

Do przerwy trudno było mówić o widowisku. Była to raczej typowa ligowa młócka z niewielką ilością sytuacji. Ważne, że konsekwentnie grali czerwono-czarni, w dużym stpniu neutralizując wszelkie poczynania gości i nie dając im się rozpędzić. Dlatego też w antrakcie sympatycy zgromadzeni na trybunach głośno zastanawiali się czy ich ulubieńcy zdołają skutecznie zaskoczyć przeciwników, sami unikając ewentualnych strat. Odpowiedź poznali niecałą godzinę później i trzeba przyznać, że ta „odpowiedź” była dla ludzi związanych z czerwienią i czernią bardzo satysfakcjonująca.

Już pierwszy poważniejszy atak po przerwie przyniósł na trybunach wybuch radości. Konkretnie w 52’, gdy po wyrzucie piłki z autu przez Wilczyńskiego (z prawej strony boiska), ta trafiła do Kostrzewy, który z kolei odbił „kulę” głową w kierunku Samborskiego. Powracający po półrocznej przerwie snajper zdołał piłkę przyjąć, ta odbiła się jeszcze przed nim w asyście obrońcy, po czym huknął z woleja w z narożnika pola karnego. Futbolówka otarła po drodze nogę jednego z rywali, nabrała wysokiej paraboli lotu i ostatecznie wpadła „za kołnierz” tuż pod poprzeczkę próbującego interweniować Czarneckiego (patrz materiał filmowy powyżej)! Gol był niezwykłej urody, więc radość była niejako podwójna. Kibice bardzo ucieszyli się z gola, mając jednak świadomość, że do tej pory spokojnie grający goście nie mają już nic do stracenia i zechcą zaatakować. No i zaatakowali już w 53’. Wtedy zrobiło się pod naszą bramką groźnie, gdy w zamieszaniu najwięcej przytomności umysłu wykazał Żołnowski, wybijając piłkę po „bilardzie” tuż sprzed linii bramkowej. W odpowiedzi (56’) Sarnowski uderzył z 20 metrów z rzutu wolnego nad poprzeczką. Z kolei w 58’ Samborski powinien właściwie postawić „wynikowo” pod ścianą Starowice. Wtedy bowiem z impetem ruszył na bramkę, mijając pod drodze czterech (!!!) piłkarzy LZS-u niczym treningowe pachołki! W finalnym momencie znalazł się sam na sam z Czarneckim i uderzył po ziemi w kierunku dalszego słupka. Za lekko jednak i ostatecznie golkiper rywali tę próbę zatrzymał. A szkoda, bo okazja była wyśmienita. Kolejne minuty, to coraz większy zapał do gry podopiecznych Waldemara Sierakowskiego i problem z utrzymaniem kontroli boiskowych wydarzeń przez Start. Goście wyraźnie nas nacisnęli. I w 70’ powinni doprowadzić do remisu, po tym jak dośrodkowanie z lewej flanki dotarło na długi słupek do jego adresata Bonara. Doskonale pamiętany w Namysłowie „Boni” przyłożył nogę do futbolówki, jednak na szczęście dla nas, pomylił się dosłownie o centymetry i ta w bramce się nie znalazła. Próbowaliśmy się odgryźć w 73’, lecz uderzenie P.Pabiniaka po ziemi z 16 metrów było zbyt lekkie, aby mogło zaskoczyć czujnego w tym momencie Czarneckiego. Ten sam P.Pabiniak w 80’ złamał atak z lewego sektora boiska w kierunku środka, uderzając na bramkę. Bramkarz odbił „skórę” przed siebie, a próbujący dobijać głową Samborski posłał ją nad poprzeczką. W 81’ znów nasz napastnik Patryk wystąpił w pierwszoplanowej roli. Tym razem strzelił z 20 metrów, trafiając w… Samborskiego i piłka wróciła pod jego nogi. Poprawka okazała się jednak niecelna. Ostatni groźny akcent zawodów miał miejsce w 86’. Wtedy po płaskim zagraniu wzdłuż bramki Zacharskiego nie znalazł się nikt z graczy LZS-u, który przeciąłby podanie i skierował „kulę” między słupki. Mogliśmy więc po raz kolejny odetchnąć, a za kilka kolejnych minut unieść ręce w geście radości!

Zwycięstwo w wyżej notowanymi Starowicami stało się faktem. Jak wspomnieliśmy na wstępie, po premierowym sukcesie w Kup czerwono-czarni poszli za przysłowiowym ciosem i w drugim kolejnym spotkaniu zgarnęli pełną pulę punktową. Pulę, która choć w dalszym ciągu nie gwarantuje nam spokoju, niemniej która pozwala utrzymywać ścigającą nas konkurencję na niewielki dystans. Zacięty pojedynek może i nie zaliczymy do tych z gatunku pamiętanych latami (czy choćby miesiącami), ale to kompletnie nieistotne. Wytargaliśmy starowiczanom punkty niemal z gardła, walcząc o każdy metr boiska tak, jakby od tego spotkania zależały dalsze losy NKS-u. I dobrze, bo ta determinacja nie tylko dała punkty, ale i pozwoliła chłopakom uwierzyć w to, że droga ku utrzymaniu w IV lidze opolskiej wcale nie musi być stresująca do ostatnich minut sezonu. I tego im życzymy! [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy