Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Komplikacje

Odsłony: 1995

Namysłowski Start znów wiosną rozczarował. W pojedynku przy Pułaskiego czerwono-czarni mierzyli się w sobotę z ostatnią w tabeli Pogonią Prudnik i po prawdzie kibice, którzy obejrzeli mecz w zawstydzającej liczbie 90-ciu, liczyli tylko i wyłącznie na wygraną. Oczywiście sympatycy namysłowskiej jedenastki zakładali, że sukces nie przyjdzie ani łatwo, ani przyjemnie, niemniej wierzyli, że ich pupile w końcu zanotują drugi wiosenny sukces. Ale zamiast tego musieli się po raz kolejny obejść smakiem, gdyż wcale nie grający wielkiego futbolu goście wywieźli z naszego terenu jeden punkt. Punkt, który niewiele im daje, bo sytuacja Pogoni w tabeli jest więcej niż katastrofalna i tylko cud mógłby ich uratować przed spadkiem. Niemniej, punkt ten z pewnością sporo dla nich znaczy w kontekście przerwania bessy 14-tu kolejnych wyjazdowych porażek. A Start? W praktyce zyskał punkt, przesunął się o jedno miejsce w tabeli – na pozycję 14-tą – ale konkurencja z Piotrówki zmniejszyła do nas dystans na 4 „oczka”. I musimy się naprawdę sprężyć, aby w czerwcu nie drżeć o ligowy byt. Co wydarzyło się przy Pułaskiego 5 i dlaczego padł akurat remis 1-1? O tym w dalszej części relacji.

Namysłowianie od pierwszych minut starali się przejąć inicjatywę na boisku. W 7’ dośrodkowanie Kostrzewy z prawej flanki przedłużył Lavrinenko, jednak obrońca Pogoni w ostatniej chwili zgarnął piłkę sprzed nóg Kamilowi Błach. Rywale odpowiedzieli w 12’, ale bardzo niecelną próbą Rudzkiego z 25 metrów. Nasz zespół ładnie wymienił kilka podań w 16’, po czym Kamil Błach sfinalizował atak płaskim dośrodkowaniem przed bramkę, gdzie futbolówkę przechwycił Roskosz. Natomiast za chwilę (16’) Kostrzewa wpadł z prawej strony w szesnastkę, minął jednego z defensorów i uderzył. Wracający za akcją inny obrońca Pogoni zdołał jednak dzióbnąć futbolówkę i w ten sposób Miłosza powstrzymać. Kolejne minuty upłynęły na grze w środkowej strefie boiska, gdzie jednak zdecydowanie aktywniejsi byli czerwono-czarni. 25’, to indywidualna akcja Wilczyńskiego, zakończona zablokowaniem jego uderzenia. Do odbitej piłki dopadł jednak Lavrinenko i wywalczył rzut rożny. Z niego (26’) na długi słupek dośrodkował Patryk Pabiniak, prosto na głowę stojącego na 5 metrze kuzyna Łukasza Pabiniaka. Uderzona po koźle piłka otarła się jeszcze o głowę stojącego na linii bramkowej obrońcy, ale ostatecznie wpadła do bramki i kibice mogli fetować objęcie przez Start prowadzenia. Ale w 27’ rywale momentalnie pojawili się pod bramką Kodliuka. Kisiel dostał podanie w szesnastkę, a następnie mocno uderzył z 13 metrów. Prosto jednak w naszego golkipera, który nie miał większych problemów z pochwyceniem „kuli” w rękawice. Start zrewanżował się w 29’, gdy długie podanie spadło pod nogi szarżującego w polu karnym P.Pabiniaka. Patryk opanował „skórę” klatką piersiową i momentalnie złożył do strzału. Problem w tym, że czujny obrońca zdołał go uprzedzić. Za chwilę (30’) Kostrzewa doskoczył do przejętej przez nasz zespół piłki na 26 metrze, a Start miał wówczas przewagę zawodników 4 na 2. Miłosz zdecydował się na indywidualną akcję i strzał z 18 metrów. Uderzona futbolówka po rękawicach golkipera poleciała jednak na korner. W tym okresie prudniczanie rzadko zapędzali się na przedpole miejscowych, choć w 35’ tak właśnie się stało. Z rzutu wolnego w odległości 24 metrów od bramki uderzył Rudzki. Ale prosto w mur. Weteran Pogoni zdecydował się jeszcze na dobitkę, ale i ona została przez naszych piłkarzy zastopowana. W 41’ atak lewą stroną zakończył się wstrzeleniem piłki w pole karne przez P.Pabiniaka, po którym defensorzy wybili ją na róg. Z niego Patryk ponownie dośrodkował w to samo miejsce i także do swojego kuzyna Łukasza, który także główkował na bramkę. Ale strzał po krótkim słupku w dobrym stylu zatrzymał Roskosz i mogliśmy tylko westchnąć, że kopia sytuacji z 26’ nie zakończyła się w taki sam sposób, czyli golem. Gol i owszem za chwilę padł (44’), ale dla rywali. Wtedy to po podaniu z głębi pola na bramkę szarżował Surma. Wpadł w narożnik szesnastki, gdzie zupełnie niepotrzebnie pofatygował się Kodliuk i wślizgiem „skosił” rywala. Arbiter nie miał wątpliwości, że należy się gościom w tej sytuacji rzut karny, który pewnym uderzeniem na gola remisowego zamienił Rudzki.

Jeszcze kilkadziesiąt sekund przed końcowym gwizdkiem namysłowscy kibice żałowali, że ich pupilom nie udało się podwyższyć wyniku na 2-0, tymczasem w momencie usłyszenia sygnału na przerwę, irytowali się, że nie dość, że prowadzenia Start nie podwyższył, to w głupi sposób je stracił. Owszem, zespół nieźle prezentował się w polu stwarzając parę klarownych okazji bramkowych. Powrócił jednak problem ze skutecznością i stąd outsiderzy w szatni mogli porozmawiać o taktyce, którą pozwoli im w końcu nie wracać z wyjazdu na tarczy. I tak się ostatecznie stało, ale po kolei.

Podrażnieni wynikiem namysłowianie ostro zaczęli drugą część zawodów. Już w 46’ zrobiło się niebezpiecznie w szesnastce Pogoni. Po zagraniu Kamila Błach do Raduchowskiego, ten drugi odegrał na 11 metr do P.Pabiniaka. Niestety, podanie do naszego snajpera zdołał zablokować obrońca i na dobrych intencjach się skończyło. Niebawem (52’) oglądaliśmy kolejną akcję czerwono-czarnych. Raduchowski zagrał prostopadle piłkę do Kostrzewy, który w dobrej sytuacji zdecydował się na dośrodkowanie. Niestety, bardzo nieprecyzyjne. Start nie rezygnował, choć tempo gry już nieco siadło. W 55’ z kornera ponownie dośrodkował P.Pabiniak. I znów wrzucił ją na długi słupek do Ł.Pabiniaka. Tym razem Łukasz odegrał „kulę” idealnie na 6 metr do Adriana. Nasz młody stoper strzelił głową, jednak z linii bramkowej wybił ją obrońca. To była świetna sytuacja, aby odzyskać prowadzenie, jednak tym razem goście zdołali się wybronić. Prudniczanie w 61’ sami pokusili się o zagrożenie. Otrzymawszy na 20 metrze futbolówkę, Kisiel zdecydował się momentalnie huknąć z lewej nogi. Na szczęście dla nas zdecydowanie za wysoko. Za parę minut piłka przeniosła się na przedpole rywali, gdzie (65’) P.Pabiniak z wolnego dograł „skórę” po ziemi do Sarnowskiego. Ale nasz pomocnik z 22 metrów uderzył niecelnie i okazja przepadła. Aktywny P.Pabiniak w 67’ znalazł podaniem (będąc w narożniku szesnastki) Raduchowskiego, który uderzył na bramkę opuszczoną już przez próbującego interweniować Roskosza. Niestety, gdy kibice widzieli już piłkę zmierzającą do siatki, tą w ostatniej chwili z zablokowali obrońcy. Mimo kolejnych niepowodzeń, Start nie zamierzał rezygnować z okupowania bramki gości. Tyle, że mimo posiadania piłki przy nodze, nie przekładało się to specjalnie na duże zagrożenie. W 73’ P.Pabiniak dograł piłkę z lewego sektora boiska w szesnastkę, gdzie na uderzenie z 13 metrów zdecydował się Sarnowski. Jego „szczur” został jednak zastopowany. Za moment (74’) strzał z rzutu wolnego P.Pabiniaka, po głowie stojącego w murze gracza gości, padł łupem Roskosza. Pogoń konkretnie odgryzła się nam na kwadrans przed końcem. W 75’ namysłowianie stracili piłkę w dość niefrasobliwy sposób i z 10 metrów próbował to wykorzystać Tomasz Dziwisz. Mogliśmy jednak odetchnąć, bo piłka poszybowała obok bramki. 80’, to z kolei indywidualna akcja naszego najlepszego napastnika. Patryk po przebiegnięciu kilkunastu metrów oddał strzał z 20 metrów. Nieczysty jednak i „kula” przeleciała nad poprzeczką. Za chwilę (81’) po rozegraniu autu i błędzie namysłowian, w naprawdę dobrej sytuacji znalazł się T.Dziwisz, ale uderzył tylko w boczną siatkę i nasze obawy o utratę gola okazały się bezpodstawne. Dla odmiany w 85’ zmiennik Świerczyński dorzucił z lewej strony futbolówkę do Kamila Błach, którego uderzenie – podobnie jak jego kolegów wcześniej – zostało skutecznie zablokowane. Mieliśmy jeszcze nadzieję na zwycięski finisz w 90’. Wtedy to dośrodkowanie w pole karne Kamila Błach trafiło na głowę Sarnowskiego, który z 6 metrów niewiele się pomylił, gdyż „skóra” spadła tuż za poprzeczkę, na górną siatkę bramki Roskosza. I tym podbramkowym akcentem emocje w spotkaniu Start – Pogoń znalazły swój epilog.

Remis w pojedynku z ostatnią, i mocno odstającą od reszty drużyną, to nie jest powód do dumy. Raczej do frustracji, że na własnych śmieciach nie zwiększamy swoich szans na (czy jeszcze spokojne?) utrzymanie. W przekroju 90 minut byliśmy (zwłaszcza przed przerwą) drużyną lepiej zorganizowaną, przeprowadzającą więcej akcji ofensywnych i bardziej kreatywną. Tyle, że nieskuteczną. Pogoń ograniczała się do czujnej postawy w defensywie, z rzadka atakując namysłowian. Ale parę razy nam jednak zagroziła. Po raz kolejny wiosną zawiodła w naszym zespole skuteczność. Nieźle nasza gra z boku może i wygląda, choć nie zawsze graliśmy dobre spotkania. Nie potrafimy przepędzić swojej strzeleckiej niemocy. Ostatecznie zapisujemy po stronie zysków jedynie punkt, co oznacza, że walka o utrzymanie (oby zakończona powodzeniem) w przypadku Startu Namysłów może trwać do ostatniej kolejki. Panowie piłkarze, dzwonek alarmowy zaczyna nam coraz uporczywiej nad uszami dzwonić, więc postarajcie się w najbliższych grach, aby nie był to sygnał permanentny. Wiemy, że czekające Was w ciągu najbliższego tygodnia zadania nie będą łatwe (wyjazdy pod Opole, najpierw do Czarnowąs, a trzy dni później do Kup), ale nie z gatunku „mission impossible”. Czas na wykonanie należytej boiskowej roboty. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy