Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Święto bez rozstrzygnięcia

Odsłony: 5174

Hit wiosny w IV lidze opolskiej za nami. W niedzielę doszło w Namysłowie do pojedynku, na który ostrzyli sobie zęby głównie wielbiciele dopingu i opraw kibiców. Przyczyną takiego stanu rzeczy był oczywiście pojedynek namysłowskiego Startu z Chemikiem Kędzierzyn-Koźle, a więc dwóch klubów posiadających aktywnie udzielających się fanatyków. Licznie zgromadzona publiczność (blisko sześć setek na trybunach!) została usatysfakcjonowana, gdyż walka na boisku miała zupełnie inny odbiór przy głośnych, żyjących trybunach. Czerwono-czarni fani pokazali, że należą do absolutnego topu województwa w rankingu opraw i głośnego dopingu. A i „Chemiczni” fani, którzy na stadionie pojawili się tuż po przerwie, kilkukrotnie wyraźnie zaznaczyli swoją obecność. Mieliśmy więc bitwę na głosy i tylko żal, że takich meczów nie rozgrywamy co tydzień. Trybuny, trybunami, jednak wszystko, co z piłkarskiego punktu widzenia najważniejsze, odbyło się na boisku. Tu nie doszło do rozstrzygnięcia, gdyż obie jedenastki pogodził remis 1-1. Czy sprawiedliwy? Patrząc na przebieg boiskowych wydarzeń, więcej z gry mieli gospodarze. Nasz zespół częściej też szarżował bramkę kędzierzynian. Niemniej to rywale mieli parę ważnych piłek, które w przypadku lepszego wykończenia, mogły znaleźć się w siatce. Remis uznajemy więc za sprawiedliwy, choć po prawdzie żadna ze stron nie jest z tego powodu w pełni zadowolona. Start i Chemik znajdują się bowiem w dolnej części tabeli i tak naprawdę obie ekipy przede wszystkim potrzebują zwycięstw. Sprawdźmy tymczasem, jak przebiegała niedzielna rywalizacja przy Pułaskiego.

Namysłowianie mocno zaczęli spotkanie, w pierwszych kilku minutach przebywając na połowie „Chemików”. Już w 30 sekundzie Kostrzewa wywalczył rzut rożny, po którym powstało zamieszanie, wyjaśnione strzałem z 27 metrów Kamila Błach. Lekkim, więc nie mógł on zrobić krzywdy stojącemu między słupkami Rybce. Chłopcy niepotrzebnie zagrywali dłuższe piłki, zamiast rozgrywać dołem i w efekcie mecz zrobił się nieco szarpany. Goście z Kędzierzyna odpowiedzieli dopiero w 14’. Po akcji prawą stroną Paczulla dośrodkował przed bramkę, gdzie po przebitce, z 25 metrów mocno ale obok bramki uderzył Nowak. Start odgryzł się minutę później (15’). Wówczas Sarnowski wydłubał piłkę stoperowi, dzióbnął ją lekko na prawo, ale próbującego oddać już w szesnastce strzał P.Pabiniaka zdołał zablokować inny defensor. W 22’ Kamil Błach świetnie z lewej flanki dośrodkował „kulę” na 8 metr, gdzie jednak w powietrznej walce lepsi okazali się „Chemicy”. Za chwilę (23’) Paszkowski uruchomił na prawej stronie P.Pabiniaka, który dokładnym podaniem w okolice lewego narożnika szesnastki znalazł Hołuba. Kamil jednak przy próbie uderzenia z 17 metrów został zablokowany. W 25’ nasz zespół przeprowadził składny atak. P.Pabiniak zagrał na prawo do Kostrzewy, a ten dośrodkował na środek szesnastki. Piłka trafiła do Sarnowskiego, który mógł tylko dołożyć nogę i zapachniałoby golem. Paweł tymczasem chciał chyba w efektowny sposób uderzyć wolejem i tracąc równowagę, zdołał ją ledwie kopnąć lekko i w środek bramki. Za chwilę ponowiliśmy atak prawym sektorem boiska, gdzie w finalnym momencie uderzającego z powietrza P.Pabiniaka (jakieś 15 metrów od bramki) zdołał zastopować obrońca, a futbolówka wytracając impet, spadła lobem bramkarzowi w koszyczek. Niestety, w 27’ straciliśmy gola. Z narożnika boiska (prawa strona) dośrodkował z wolnego Dyczek. Futbolówka zbita została głową pod nogi Paczulli, który kontrującym wolejem umieścił ją z narożnika pola bramkowego w siatce (uderzając po długim rogu). W namysłowskim obozie zapanowała konsternacja, bo nie tak scenariusz miał z naszej perspektywy wyglądać. Tymczasem postawieni zostaliśmy przez rywali w trudnym położeniu. W 33’ była szansa na wyrównanie. Po akcji środkiem pola Raduchowski oddał piłkę na lewo Kamilowi Błach, który pociągnął z nią pod linię końcową i delikatnym dośrodkowaniem przerzucił stojącego na krótkim słupku golkipera. Akcję na drugim słupku domykał P.Pabiniak, lecz nie zdołał wyskokiem sięgnąć „kuli” (brakło dosłownie centymetrów) i ta ostatecznie przeleciała wzdłuż bramki. Za chwilę (34’) głębokie dośrodkowanie z prawej strony spadło pod nogi Hołuba, który zwiódł w szesnastce dwóch rywali, ale na trzecim się zatrzymał. Mało brakło, a w 39’ przegrywalibyśmy już 0-2. Tym razem Sadowski znalazł podaniem Sadyka, który zagrał na krótki słupek do Paczulli. Atakujący Chemika z 6 metrów uderzył jednak tuż obok bramki i mogliśmy odetchnąć. Zrewanżowaliśmy się indywidualną akcją środkiem boiska Sarnowskiego, który z 17 metrów kropnął nad bramką. W 41’ fani Startu zaczęli świetną oprawę z użyciem machajek i pirotechniki, która trwała jeszcze chwilę po tym, jak piłkarze zeszli do szatni. Wcześniej jednak (41’) aktywny tego dnia Kostrzewa zagrał do wchodzącego w pole karne P.Pabiniaka, jednak nasz snajper z 14 metrów uderzył obok bramki. A szkoda, bo mógł z tej sytuacji wycisnąć zdecydowanie więcej.

Przed przerwą na boisku działo się tyle, co mniej więcej w każdym IV-ligowym tygodniu. Mecz nie porywał tempem czy błyskotliwymi akcjami, niemniej parę sytuacji mogło się podobać. Rywale objęli prowadzenie za sprawą Paczulli, choć wcale nie zamierzali przejmować inicjatywy na boisku. Raczej wyczekiwali na to, co zrobią namysłowianie. Wyczekiwali także kibice na… fanów z Kędzierzyna-Koźla, którzy nie zobaczyli ani minuty tej części gry. Nie usłyszeli więc gromkiego dopingu dla Startu, jak i wspomnianej oprawy.

Na drugą część namysłowianie wyszli jeszcze bardziej zdeterminowani. Ale to nie dziwiło, gdyż to nasz zespół zmuszony był gonić wynik. W 47’ dośrodkowanie z lewej strony zamknął w prawym narożniku szesnastki Wilczyński, tyle, że huknął mocno, ale niecelnie. W 48’ trybuny przy Pułaskiego ożywiły się, bo na obiekcie wreszcie pojawili się fani Chemika (którzy wchodzili na sektor do 59’ włącznie). Za moment (49’) Kostrzewa na lewej stronie znalazł podaniem w polu karnym P.Pabiniaka, który pilnowany, odegrał „skórę” przed linię 16-tki do Sarnowskiego. Paweł przymierzył po ziemi, lecz Rybka zagrożenie zneutralizował. Start nie rezygnował z ofensywy. W 50’ Wilczyński mocno dośrodkował z wolnego spod linii środkowej, ale obrońcy zdołali uprzedzić naszych atakujących i po główce jednego z nich zyskaliśmy korner. A po nim żaden z namysłowian nie trafił w dobrze bitą futbolówkę. Gra do przodu obarczona była ryzykiem szybkiego wypadu kędzierzynian, z którego Ci skorzystali w 54’ Wtedy po szybkiej akcji Dyczek wpadł w pole karne i z bliska (z lewej strony) chciał zaskoczyć Zacharskiego, który jednak bardzo przytomną interwencją zapobiegł utracie gola. Niebawem (57’) z kolejnego dalekiego rzutu wolnego zacentrował Wilczyński. Tym razem jednak Raduchowski z Hołubem minęli się kilkanaście metrów od bramki z piłką. Dziesięć minut później (67’) dosyć niespodziewanie arbiter odgwizdał karnego. Konkretnie po ostrym dośrodkowaniu z prawej strony Kostrzewy, który nabił rękę stojącego obok niego J.Krauzego. Rywale ostro protestowali przeciw podyktowaniu wapna, bo ich zdaniem zawodnik Chemika nie był w stanie nawet zareagować, ale decyzja arbitra była nieodwołalna. Do karnego podszedł P.Pabiniak i pewnym górnym uderzeniem pokonał Rybkę. Mieliśmy więc 1-1 i… chrapkę na więcej. I niewiele brakło, a w 76’ nastąpiłaby namysłowska pełnia szczęścia. Świetnie z lewej flanki dorzucił piłkę zmiennik Świerczyński. Ta spadła na głowę P.Pabiniaka, który z 12 metrów strzelił jednak tuż nad poprzeczką. Za chwilę (78’) akcja przeniosła się na przedpole namysłowian, gdzie po wrzutce z lewej strony Dyczka namysłowski golkiper nie zdołał złapać piłki. Powstało zamieszanie, ale najważniejsze, że bez poważniejszych dla nas konsekwencji. Chemik przez chwilę przycisnął. W 79’ Wilczyńskiemu zawdzięczamy fakt, że nie zrobiło się nam nieprzyjemnie. „Wilu” podbił wówczas głową dośrodkowaną spod prawej linii piłkę przez Sadyka, uprzedzając stojącego za nim gracza gości. A za chwilę po dalekim wrzucie z autu (tym razem z lewej strony) Zacharski zdołał w gąszczu nóg nakryć piłkę ciałem. Namysłowianie chcieli, ale nie bardzo im wychodziło. W 85’ P.Pabiniak kolejny raz znalazł się w polu karnym rywali. Tym razem z lewej strony zwiódł dwóch obrońców, po czym mocno z 14 metrów uderzył. Niestety, niewiele, ale jednak nad bramką. W jego ślady za moment poszedł Paszkowski (86’), ale i jego próba z odległości dwukrotnie większej nie przyniosła rezultatu. Niebawem Lavrinenko ruszył prawym sektorem boiska, a już na wysokości szesnastki wrzucił piłkę do Kamila Błach. Obrońcy jednak zdołali naszego bliźniaka uprzedzić, wybijając piłkę na róg. W 90+1’ wróciliśmy z dalekiej podróży. Na szczęście dla nas Sadowski źle przymierzył z 11 metrów i piłka poleciała całkiem do prawego boku boiska. Zacharski niepotrzebnie za nią ruszył, bo przed nim był już gracz Chemika, który szybko dośrodkował. Tym razem po koźle strzelił z kilkunastu metrów P.Krauze, a wracający „Zachar” w ostatniej chwili odbił „kulę” poza linię końcową. Po nim młody golkiper Startu wybił piłkę za krótko, jednak Sadowski w niezłej sytuacji huknął nad bramką. Ostatnie słowo także należało do rywali. W 90+3’ po faulu na Łysku arbiter podyktował wolnego w odległości 24 metrów od bramki. Dyczek mocno przymierzył, ale trafił w głowę wyskakującego w murze Sarnowskiego, który padł na murawę niczym rażony piorunem. Ale w końcu uspokoiliśmy się, bo po kilkudziesięciu sekundach Paweł podniósł się i arbiter mógł spokojnie zakończyć spotkanie.

Po przerwie procentowe posiadanie piłki przez namysłowian było jeszcze wyraźniejsze niż w pierwszych 45 minutach. Start częściej też decydował się na próby zaskoczenia Rybki. Długi czas nie przynosiło to jednak należytego efektu, aż w końcu trafiliśmy z karnego. Chemik nadal wyczekiwał na ofensywę namysłowian i trzeba przyznać, że jak już decydował się naszą bramkę atakować, to robił to niebezpiecznie. Efekt końcowy, to jednak podział punktów, który tak naprawdę tylko częściowo każdą ze stron satysfakcjonował. Obie drużyny liczyły na pełną pulę, ale żadnej ze stron nie udało się tego przeforsować na murawie.

Podziękowania należą się nie tylko piłkarzom, ale i fanom obu ekip. Gościom za dotarcie na zawody i wsparcie swojej drużyny, a namysłowianom za świetny doping przez 90 minut oraz kapitalną oprawę. I tylko smuci fakt, że w końcówce meczu na sektor zajmowany przez czerwono-czarnych wkroczyła policja, której nie spodobał się repertuar serwowany przez fanów. Rozumiemy, że wulgarne przyśpiewki nie podobają się stróżom prawa, niemniej skoro organizator meczu nie wnioskował o interwencję, a zagrożenia dla zdrowia pozostałych widzów żadnego nie było, aspekt demonstracji siły można było sobie mimo wszystko darować. Wyszło jednak jak wyszło, co szeroko komentowali tuż po spotkaniu nawet postronni obserwatorzy. Podsumowując, święto futbolu na Opolszczyźnie za nami i na kolejne musimy zaczekać. Oby jak najkrócej. [KK]

P.S. Autorem zdjęcia na stronie głównej jest Pan Mateusz Porzucek.

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy