Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Lekko przystopowani

Odsłony: 2091

Seria sparingowych zwycięstw namysłowskiego Startu dobiegła końca. W sobotę nasz zespół nie zdołał ograć niżej notowanego (choć wymagającego) LZS-u Gronowice, niemniej pozostał jedną z niewielu drużyn na Opolszczyźnie, która w tegorocznych zimowych sparingach pozostaje wciąż niepokonana. Remis 3-3 w Gronowicach nie jest oczywiście wynikiem, o którym będziemy mówić tygodniami. Bo to remis uzyskany w trochę pechowych okolicznościach. Faktem jest, że gospodarze postawili namysłowianom dosyć wysokie wymagania, na dosyć piaszczystym boisku prezentując się bardzo solidnie. Gdyby jednak nasz zespół wykazał się większą skutecznością pod bramką, to pewnie dziś pisalibyśmy o kolejnym testowym sukcesie. Trener Grzegorz Rosiek nie może być jednak do końca zadowolony z postawy drużyny, gdyż ta popełniła kilka wyraźnych błędów (głównie indywidualnych), efektem których były gole ambitnie grających biało-czarno-czerwonych.

Namysłowianie znakomicie weszli w mecz, już w 2’ obejmując prowadzenie. Dośrodkowanie z lewej flanki Kamila Błach przeszło obok gronowickich obrońców, po czym trafiło do zamykającego akcję Świerczyńskiego. Młody zawodnik NKS-u opanował futbolówkę i spokojnym uderzeniem lewą nogą po długim rogu pokonał doświadczonego Stodołę. W 7’ odpowiedzieli miejscowi, którzy swój atak zwieńczyli uderzeniem z linii szesnastki. Piłka odbiła się od poprzeczki i ewidentnie spadła za linię bramkową. Błąd popełnił jednak arbiter, gdyż prawidłowego gola nie uznał. Zamiast więc remisu, to czerwono-czarni nadal prowadzili. W kolejnych minutach oglądaliśmy sporo walki, ale mało w tym wszystkim było finezji czy płynności, niemiej to Start był stroną bardziej aktywną w polu. Kolejne ciekawe wydarzenie odnotowaliśmy dopiero w 26’. Dośrodkowanie z lewej strony Wolskiego na 8 metr trafiło do P.Pabiniaka. Patryk przyjął piłkę i uderzył, ale „kulę” zmierzającą do siatki w ostatniej chwili zatrzymał jeden z obrońców. Z kolei w 29’ P.Pabiniak zagrał prostopadle do Lavrinenki, który uciekł obrońcom i znalazł się sam na sam z bramkarzem. W ostatnim możliwym momencie powracający defensor LZS-u zdołał jednak wślizgiem wygarnąć piłkę Olkowi spod nóg. W 32’ mogliśmy się cieszyć z drugiego trafienia namysłowian. Jeden z obrońców Gronowic popełnił fatalny błąd, który na 5 metrze kopnął piłkę pod nogi P.Pabiniaka. Nasz snajper nie zastanawiał się ani chwili i mocnym strzałem zmusił do kapitulacji Stodołę. Niebawem Wolski (36’) doskakując do wybitej przez obronę futbolówki, uderzył z pierwszej piłki z 18 metrów, bramkarz jednak – z ogromnymi kłopotami – sparował „skórę” nad poprzeczkę. Natomiast w 39’ P.Pabiniak przyjął „kulę” ze zwodem 20 metrów od gronowickiej świątyni, wjechał w pole karne, a następnie strzelił z 12 metrów. Niestety, tuż obok słupka. Start nie rezygnował z dystansowych prób strzeleckich i w 41’ znów obejrzeliśmy takie uderzenie. Tym razem Ptak z 20 metrów strzelił zbyt lekko, aby zaskoczyć doświadczonego Stodołę. W 42’ do długiego podania za plecy namysłowskiej defensywy doszedł Jantos, który lekkim uderzeniem po ziemi zaskoczył wychodzącego z bramki Kodliuka. Rywale złapali kontakt i choćby z tego względu wiadomym było, że po zmianie stron zechcą pokusić się co najmniej o doprowadzenie do remisu.

W pierwszych 45 minutach stroną przeważającą byli goście z Namysłowa, choć gospodarzom nie można było odmówić ambicji, ale i zaciętości w grze. Piaszczysta nawierzchnia nie pozwalała na piłkarskie fajerwerki oraz płynne rozgrywanie piłki, niemniej w tych warunkach czerwono-czarni stworzyli kilka klarownych okazji, z których dwie wykorzystali. Miejscowi aż tak aktywni pod bramką nie byli, ale i oni ukłuli nas parę minut przed zejściem na przerwę, potwierdzając, że w piłkę grać potrafią.

Fot.: W zimowych sparingach niemal co mecz scenariusz jest ten sam - gola dla Startu zdobywa Patryk Pabiniak. Aktualnie
Patryk ma na koncie 7 goli, z czego regularnie do siatki trafiał w czterech ostatnich grach.

 

Kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry gospodarze dopięli swego, wyrównując stan meczu na 2-2. W 46’ po akcji prawą stroną Jantos wpadł w szesnastkę i uderzeniem po długim rogu pokonał naszego ukraińskiego goalie. Trener Rosiek słusznie się zirytował, a i sami piłkarze Startu zostali tym faktem podrażnieni. Nasz zespół próbował więc po raz kolejny ruszyć na rywali. W 48’ po dobrej akcji Świerczyński dośrodkował z prawego sektora do P.Pabiniaka, ten jednak w znakomitej sytuacji nieczysto uderzył piłkę na 5-tym metrze i pewny gol, wydawało się, przepadł. Niebawem (56’) P.Pabiniak w krótkim odstępie czasu dwukrotnie próbował uderzyć, ale w obu przypadkach rywale go zablokowali. A kilkanaście sekund później strzał z 20 metrów Wilczyńskiego nie bez kłopotów golkiper LZS-u odbił do boku. W 58’ nasz najlepszy napastnik został sfaulowany w szesnastce, więc arbiter wskazał na rzut karny. Sam poszkodowany (dla ścisłości: P.Pabiniak) podszedł do piłki, lecz uderzoną przez niego piłkę na wysokości rąk bramkarza, Stodoła ładną paradą zatrzymał. W 63’ po dorzucie z rzutu wolnego P.Pabiniaka do piłki na 8 metrze doszedł Ł.Pabiniak. Główka Łukasza była precyzyjna, ale bohater mecz – Stodoła – świetną interwencją i tę próbę skasował. W 66’ był jednak bezradny, po tym jak W.Czech po akcji prawą stroną dośrodkował na długi słupek, gdzie zamykający akcję Kamil Błach uderzył do siatki. I znów nastąpiła niezrozumiała dekoncentracja czerwono-czarnych, którzy prowadzenie stracili kilkadziesiąt sekund później. W 67’ gospodarze także zaatakowali prawą flanką, skąd płaskie dośrodkowanie trafiło na 8 metr do Woźnego, który mocnym strzałem pokonał Kodliuka. Co postanowił w takich okolicznościach nasz zespół? Ano wrócić do scenariusza już wcześniej przerabianego, czyli powalczyć o gola zwycięskiego. W 77’ płynny atak Startu uderzeniem wykończył Kostrzewa, tyle, że rykoszet minimalnie minął jeden z gronowickich słupków. Parę minut później (83’) Kostrzewa dostał piłkę na prawej stronie, złamał do środka, po czym strzelił lewą nogą. Futbolówka tym razem zatrzymała się na bocznej siatce. W 84’ Stodoła bez większych kłopotów zatrzymał piłkę po strzale z 20 metrów P.Pabiniaka, natomiast minutę później (85’) Ł.Pabiniak znalazł się w polu karnym, ale jego próba poleciała prosto w rękawice świetnie spisującego golkipera miejscowych. Ostatni atak, to ten z 88’, gdy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Drapiewskiego „kula” trafiła na głowę Adriana, który uderzył pod poprzeczkę, ale Stodoła efektowną paradą skierował ją na korner.

Po zmianie stron czerwono-czarni szybko stracili prowadzenie, które zdołali jednak za sprawą Kamila Błach odzyskać. Wynik byłby z pewnością korzystniejszy, gdyby nie świetna postawa Stodoły, który zatrzymał strzał z karnego P.Pabiniaka, a także kilka innych dobrych strzałów namysłowian. Za to spotkanie (choć tylko kontrolne) weteran opolskich boisk, który stał między gronowickimi słupkami, powinien dostać od kolegów duże piwo. Mimo niełatwych warunków boiskowych Start pokazał, że jest w drużynie potencjał i ofensywa zmierza w dobrym kierunku. Tyle, że w sobotę zawiodła postawa defensywna drużyny i w efekcie straciliśmy trzy gole. A aż trzy gole, jeśli weźmiemy pod uwagę, że rywal – choć zgłaszający spore aspiracje – występuje ligę niżej. Nad indywidualnymi błędami nasz coach z pewnością będzie z drużyną musiał popracować. Pozostaje mieć nadzieję, że mankamenty staną się czasem przeszłym w pierwszej grze o stawkę (pucharowa batalia z LZS Kup już 11 marca) i namysłowscy kibice będą mieli sporo radości z oglądania gry czerwono-czarnych. Póki co, zostaliśmy lekko przystopowani. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy