Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Start rozhartował Stal

Odsłony: 3913

Dwa ostatnie mecze o IV-ligowe punkty w żaden sposób nie mogły zadowolić kibiców i przede wszystkim piłkarzy namysłowskiego Startu. To jednak zrozumiałe, gdy mierzy się z rywalami o porównywalnym potencjale, do tego z sąsiadami w tabeli, a na koniec pozostaje się bez choćby jednego punktu. Żal i złość mogły być jednak w pewien sposób osłodzone, ale warunkiem było uzyskanie korzystnego rezultatu w ostatniej batalii roku. Ta zapowiadała się jako niezwykle prestiżowa i trudna, takie małe piłkarskie święto. W sobotę NKS podejmował niedawnego rywala ligowego, a od pół roku rewelację III ligi. Stal Brzeg, bo o niej mowa, już choćby z tego powodu postrzegana była jako wyjątkowy pewniak dla grających w zakłady bukmacherskie. I nie zmieniał tego fakt, że wokół żółto-niebieskich od kilku tygodni jest spore zamieszanie związane z rezygnacją z pracy trenera Sebastiana Sobczaka oraz sobotnią decyzją jego tymczasowego zmiennika (nominalnego drugiego trenera, wciąż aktywnego piłkarsko Marcina Nowackiego zastępował na ławce dyrektor sportowy Janusz Dziura) o wystawieniu eksperymentalnego składu (szansę gry w Namysłowie otrzymało kilku graczy młodzieżowych oraz tych, którzy w lidze nie mieli zbyt wielu okazji do występów). Skład, który wystąpił przeciw czerwono-czarnym, zagrał jako Stal Brzeg, a nie rezerwy, więc w żaden sposób nie umniejsza to końcowemu sukcesowi namysłowian. A nasi chłopcy zagrali naprawdę dobre zawody, mądrze prezentując się w destrukcji, ale też nie unikając walki w ofensywie. Stal zawiodła nieco kibiców, bo Ci liczyli, że zobaczą ze strony gości zdecydowanie więcej płynności i czystych umiejętności piłkarskich. To jednak problem brzeżan, że teoria rozminęła się z boiskową praktyką. W praniu okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Efekt? Podopieczni Grzegorza Rośka wygrali 2-1 zasłużenie i w nagrodę wystąpią w ćwierćfinale wojewódzkiego Pucharu Polski na szczeblu Opolszczyzny.

Po początkowym, wzajemnym badaniu możliwości, jako pierwsi pod bramkę rywali zawitali namysłowianie. W 5’ Lavrinenko podał nad obrońcami do P.Pabiniaka i strzelił po długim słupku. Piłka znalazła się w siatce, ale nasza radość była przedwczesna, bowiem w momencie doskoczenia do futbolówki przez Patryka liniowy wyraźnie zasygnalizował mu ofsajd. Niebawem (7’) po akcji czerwono-czarnych prawą stroną oraz dośrodkowaniu w pole karne, do piłki doszedł Lavrinenko. W trudnej sytuacji uderzył jednak na poprzeczką. Stal odpowiedziała dopiero w 18’. Wówczas to Żegleń ruszył z piłką wzdłuż linii szesnastki, po czym zostawił piłkę Gajdzie. Ten huknął tyleż mocno, co niecelnie. W początkowej półgodzinie sporo było gry destrukcyjnej, czyli takiej, gdzie priorytetem z obu stron było przede wszystkim zabezpieczenie dostępu do własnej bramki. Mimo to już widać było, że dobrze zorganizowani namysłowianie nie pozwalali na zbyt wiele w środku pola gościom. Faworyt miał też problem z dokładnością rozegrania piłki. W 33’ po zamieszaniu w polu karnym strzał z 14 metrów oddał aktywny tego dnia Żegleń. Futbolówka jednak po rykoszecie opuściła plac gry i Kodliuk nie miał podstaw do interwencji. Za moment (35’) Lavrinenko przejął „kulę” na prawej flance, podciągnął z nią parę dobrych metrów w szesnastkę, po czym już spod linii końcowej wyłożył do Ptaka. Adrian momentalnie uderzył, ale prosto w nogi interweniującego obrońcy. W kolejnych 10 minutach ponownie nastąpiła podbramkowa posucha, którą w 45’ przerwali gospodarze. Tyle, że zagrozili sami sobie. Po podaniu Paszkowskiego do Kodliuka, ten ostatni zbyt długo zwlekał z wybiciem „skóry” i trafił w szarżującego na niego Bonara. Po odbiciu się „kuli” od byłego gracza Startu mieliśmy szczęcie, bowiem ta wylądowała na bocznej siatce bramki. I gdy wydawało się, że nic więcej ciekawego nie wydarzy się do przerwy, w przedłużonym czasie gry w sektorze namysłowian wybuchła radość. W 45+1’ Kamil Błach zagrał górną piłkę do P.Pabiniaka, który wygrał pojedynek z Józefkiewiczem (pamiętacie „Józka” z gry w Starcie? To ten sam) po czym wyszedł przed bramkarza i potężnie huknął. A futbolówka, odbiwszy się jeszcze od górnej części słupka, zatrzepotała w brzeskiej bramce! Tym sposobem na przerwę prowadziliśmy przy niespodziewanym dla fachowców od opolskiej piłki wyniku.

Do przerwy nie było wielu dogodnych okazji bramkowych, ale kibice nie mogli się specjalnie nudzić. Namysłowianie podjęli otwartą grę z brzeżanami i wcale na tym źle nie wyszli. Po pierwsze skutecznie rozbijali ich w strefie środkowej, niwelując ewentualne zagrożenie w zarodku. A po drugie, sami w końcowym fragmencie pokusili się o efektownego gola, który zasadniczo zmieniał obraz ewentualnego przebiegu zawodów po przerwie. Okazało się jednak, że teoria nie przełożyła się na murawę, bo także w drugiej odsłonie Stal nie miał zbyt wielu pomysłów (i argumentów) w tym, aby wpędzić w kłopoty czerwono-czarnych.

Fot.: Rafał Samborski (z prawej) po raz kolejny został jednym z bohaterów meczu z udziałem Startu.
[zdjęcie: Oliwer Kubus/www.nto.pl]

 

W 46’ podanie Hołuba trafiło do P.Pabiniaka, który zdecydował się uderzyć z pierwszej piłki. Jego próba z 16 metrów poleciała jednak wysoko nad bramką. A nim wszyscy kibice zdążyli ponownie zająć swoje miejsca, na boisku wydarzyła się istotna rzecz. Otóż w 48’ niezadowolony z decyzji arbitra Kiełbasa „nawrzucał” mu w niewybredny sposób. Główny rozjemca nie zamierzał tolerować takiego zachowania i gracz Stali w trybie przyspieszonym (po obejrzeniu czerwieni) udał się pod prysznic. Nieodpowiedzialne zachowanie zawodnika w praktyce tylko pogorszyło i tak niewesołą do tego momentu sytuację naszych przeciwników. Grać jednak trzeba było, a konsekwencje występku Kiełbasy rywale szybko odczuli. W 55’ P.Pabiniak otrzymał dobre długie podanie od Samborskiego, wpadł z nią w pole karne, gdzie zakręcił obrońcą i uderzył. Inny z defensorów zdołał jednak jego próbę zablokować. Start egzekwował korner, po którym w szesnastce popychany był Ptak, więc główny wskazał na rzut karny. Do piłki (już w 56’) podszedł Samborski – nasz etatowy wykonawca tego typu stałych fragmentów – i mocno uderzył na niewielkiej wysokości. Stitou wyczuł jednak intencje Sambora i odbił piłkę przed siebie, ale wobec dobitki okazał się już bezradny. Rafał więc ze swoimi kolegami mogli cieszyć się z dwubramkowego prowadzenia. To był już kapitał naprawdę uprawniający nas do myślenia o wyrzuceniu z pucharów Stali, choć czasu do końca meczu było jeszcze sporo. Za chwilę (58’) Lavrinenko złamał akcję z piłką przy nodze do środka, by uderzyć z 20 metrów. Piłka minęła jednak brzeską świątynię o 2 metry. Start nie zamierzał odpuszczać. W 61’ po dalekim wrzucie z autu Krystiana Błach futbolówka trafiła do P.Pabiniaka, który chciał zaskoczyć pilnującego go obrońcę. Nie udało się, podobnie jak poprawka w wykonaniu Wilczyńskiego, który strzelił prosto w rękawice bramkarza. Nie mający nic do stracenia goście odgryźli się w 63’, gdy po prostopadłym podaniu Żegleń znalazł się sam przed Kodliukiem. Ivan dobrze skrócił mu jednak kąt i ostatecznie napastnik Stali uderzył w jego nogi. Odpowiedzieliśmy w 68’. P.Pabiniak znalazł podaniem Samborskiego, który popędził w pole karne i z 15 metrów zdecydował się na strzał (z lewej strony). Kibice poderwali się z miejsc, gdy piłka zmierzała w górną część bramki. Ostatecznie jednak usłyszeliśmy w ich ustach jęk zawodu, bowiem „skóra” odbiła się od poprzeczki i wyszła poza boisko. Szkoda tej akcji, bo Rafał mógł śmiało podawać do nieobstawionego przed opuszczoną już bramką Lavrinenki. Wybrał jednak inną decyzję. W następnych minutach namysłowianie bez większych problemów klinczowali zalążki ataków gości, sami już niespecjalnie angażując się w ofensywę. Dlatego też ciekawą sytuację zobaczyliśmy dopiero w 80’, a była nią… kontra NKS-u. P.Pabiniak dograł do Samborskiego, ten wjechał w szesnastkę i odegrał zwrotnie na 16 metr do Patryka, który spróbował technicznego uderzenia, które zostało zablokowane. Rywale momentalnie nas zripostowali – także kontrą – lecz w decydującym momencie najpierw Bonar nieczysto uderzył z 5 metrów w piłkę, a za moment Dychus będąc w idealnej pozycji niecelnie podawał. NKS odpowiedział w 85’, gdy po kornerze Wilczyński głową pomylił się naprawdę niewiele. Mogło być po zawodach, ale gol nie padł. A Stal? Ta w 86’ też miała rzut rożny. Szpak (tak, tak, to Łukasz grający całkiem niedawno w Starcie) dobrze dośrodkował „kulę”, która ostatecznie trafiła do młodego Kota, a ten pokonał Kodliuka. Zrobiło się 2-1 i kibice Stali nagle uwierzyli, że scenariusz meczu może się jeszcze odwrócić. Tymczasem w 87’ po akcji Startu „Sambor” znów zagrywał do P.Pabiniaka, który na 11 metrze został kolejny raz zastopowany. Natomiast w ostatniej godnej odnotowania akcji (89’) po kontrze NKS-u Samborski idealnie znalazł podaniem Drapiewskiego, ale ten źle zabrał się z piłką i zamiast wyjść sam na sam, lekko uderzył z 20 metrów. Oczywiście bez pożądanego przez strzelca efektu.

Namysłowski Start zameldował się w ćwierćfinale opolskiego pucharu, eliminując czołową ekipę województwa. To z pewnością powód do sporej radości i równoczesna nadzieja, że ostatni mecz roku będzie jednocześnie motywatorem do pracy zimą. Źle zakończyliśmy ligę, ale chłopcy dali kibicom sygnał, że nie jest z nimi tak kiepsko, jakby się niektórym wydawało. Owszem, brakuje nam regularności i czasem też konsekwencji w grze, ale to zawsze elementy do wyeliminowania. Gorzej, gdyby drużynie brakowało umiejętności. Tak jednak do końca nie jest, bo potencjał w drużynie drzemie. Stal została w Namysłowie rozhartowana i dziś niesmak jest u sąsiadów. Nic to, że eksperymentowali ze składem. To w końcu nie jest powód, aby umniejszać sukcesowi czerwono-czarnych, którzy na wygraną jak najbardziej zasłużyli. Duet P.Pabiniak – Samborski po raz kolejny potwierdzili, że są absolutnie kluczową formacją napadu na Opolszczyźnie i bez nich siła rażenia Startu byłaby zasadniczo inna. Ciesząc się wygraną, spokojnie oczekujemy na losowanie ćwierćfinałów, do którego dojdzie w przyszłym tygodniu. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, to byłoby pięknie pokonać i kolejny szczebel. Do tego jednak droga jeszcze daleka, bo na kolejny mecz zaczekamy do 2017 roku. Dziś dziękując piłkarzom za chwilę sobotniej radości z wyeliminowania wyżej notowanego rywala, życzymy im spokojnego odpoczynku w najbliższych dniach i koncentracji przed ciężką pracą w pierwszym kwartale kolejnego roku. Jak widać futbol, to gra nierzadko nieprzewidywalna i bywa, że – tak jak w naszej meczowej zapowiedzi – Dawid pokonuje Goliata. Oby nasz Dawid z Pułaskiego rósł w siłę i w wiosennych potyczkach swoją pozycję tylko umacniał. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy