Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

"Twierdza Namysłów" zdobyta

Odsłony: 3884

Miał to być mecz walki o trzy punkty. Mecz zwycięski w myślach fanów Startu, w którym czerwono-czarni mieli zmyć ostatnie złe wrażenie po przegranej batalii w Prudniku. Już od pierwszych minut spotkania widać było jednak swojego rodzaju przemęczenie podopiecznych Grzegorza Rośka. A także brak chęci i zmysłu do ustawienia sobie rywala, jak to do tej pory na namysłowskim obiekcie bywało. Mecz nie był ciekawym widowiskiem, obie jedenastki dostroiły się do słabego tempa prowadzonej przez siebie rywalizacji, więc z boiska – nomen omen – wiało nudą. W 11’ w środkowej części placu gry, ale przy jego linii bocznej, w walce o górną piłkę zderzyli się głowami Adrian Ptak oraz jego imiennik Koczanowski. Sędzia nakazał na dobre kilka minut przerwać spotkanie, gdyż u obu piłkarzy podejrzewano poważniejszy uraz (wstrząśnienie mózgu). Wezwano więc karetkę Pogotowia Ratunkowego i poszkodowanych graczy odwieziono do szpitala. W 16’ jako pierwszy próbował bramce rywali zagrozić Wilczyński, lecz jego próba była daleka od ideału (silne uderzenie z 25 metrów tylko postraszyło ptaki siedzące na gałęziach drzew okalających murawę). Pięć minut później Samborski – najbardziej aktywny w ekipie gospodarzy – próbował w swoim stylu wykończyć dośrodkowanie z rzutu rożnego P.Pabiniaka, lecz jego główkę instynktownie przed siebie odbił golkiper LZS-u i zagrożenie minęło. Z kolei w 28’ po raz pierwszy do głosu doszli goście, choć po akcji prawą stroną boiska Szymków strzelił niezbyt precyzyjnie i piłka minęła lewy słupek bramki Zacharskiego. Rafał Samborski próbował męczyć przeciwnika swoimi slalomami, ale z reguły osamotniony w swoich poczynaniach nie potrafił znaleźć skutecznej recepty na defensywę Kup, bądź też brakowało mu decyzji, jak choćby w 37’ gdy został zablokowany w szesnastce przeciwników. Start przycisnął nieco gości i za moment na strzał zdecydował się Wilczyński, ale znów niecelnie. W 40’ wspomniany „Wilu”, mając z boku lepiej ustawionego Samborskiego, postanowił sam próbować zaskoczyć Żurawskiego, jednak po jego uderzeniu z 10 metrów „kula” przeleciała tuż nad poprzeczką. A w odpowiedzi mogło być 0-1, po tym jak rywale skorzystali z niskiego pressingu NKS-u, szarżując lewą stroną murawy. Wtedy to mocny i soczysty strzał z 35 metrów w wykonaniu Szypuły o centymetry minął namysłowskie spojenie słupka z poprzeczką bramki. W rewanżu Raduchowski nieprecyzyjnie postraszył uderzeniem Żurawskiego, a po chwili jego wyczyn skopiował Paszkowski. W doliczonym czasie pierwszej połowy na kolejny atak zdecydował się duet Sobczak-Szymków. Przy biernej postawie czerwono-czarnej defensywy obaj zawodnicy wpadli w pole karne, gdzie pierwszy z wymienionych nie miał żadnych kłopotów z pokonaniem Zacharskiego. W ten sposób rywale pokarali nas za zupełne odpuszczenie ich ataku. A chwilę później arbiter zakończył pierwszą, generalnie nieciekawą połowę zawodów.

Po zmianie stron jako pierwsi do ataku ruszyli namysłowianie. Samborski do spółki z P.Pabiniakiem postraszyli przeciwnika dwójkową akcją i grający z numerem 13 na koszulce Patryk uderzył w prawy róg świątyni Żurawskiego. Kibice tylko westchnęli, bo nasz snajper minimalnie, ale jednak chybił celu. Piłkarze z Kup widząc nieporadność w ofensywie czerwono-czarnych, wkrótce podwyższyli prowadzenie. W 50’ ładny raj prawą flanką przeprowadził Szymków, idealnie dograł na lewą stronę do niepilnowanego Marcinowa, który z powietrza precyzyjnie przymierzył i skóra, odbijając się jeszcze od słupka, wpadła do bramki Zacharskiego. Było jeszcze sporo czasu, aby odgryźć się rywalom i faktycznie Start przejął inicjatywę na murawie. Zabrakło jednak szczęścia i tzw. zimnej krwi w polu karnym gości. W 54’ Żołnowski popisał się niezłym rajdem w szesnastce gości i niczym wytrawny skrzydłowy dograł świetną piłkę na 14 metr Ł.Pabiniakowi, który w finalnym momencie nieczysto strzelił i szansa na gola bezpowrotnie przepadła. Z kolei w 60’ Samborski uderzył głową, ale zbyt słabo, aby pokonać czujnego między słupkami Żurawskiego. W końcu Start – w 63’ – w wyniku nieco niezamierzonych zdarzeń i kiksów obrońców oraz nieudolnej próbie interwencji golkipera, ostatecznie wywalczył rzut karny. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Samborski i wróciliśmy do gry. Niestety, sobotniego popołudnia to było wszystko, na co było stać czerwono-czarnych. Sporadyczne i nieskuteczne próby P.Pabiniaka, Samborskiego czy Kamila Błach nie przyniosły bowiem zmiany rezultatu. Goście mądrze się bronili i wykorzystali chyba także nienajlepszy dzień arbitra liniowego, który swoimi dosyć kontrowersyjnymi decyzjami czterokrotnie wzbudził niezadowolenie piłkarzy i kibiców Startu, sygnalizując pozycję spaloną i zatrzymując w ten sposób ataki gospodarzy.

Ostatecznie minimalnie, ale jednak przegraliśmy potyczkę z LZS-em Kup 1-2, tracąc miano niepokonanych przy Pułaskiego w bieżącym sezonie. „Twierdza Namysłów” ostatecznie została zdobyta, choć kibice żałowali, że po meczu, który nikogo na kolana nie rzucił, do tego z rywalem prezentującym się i owszem, bardzo solidnie, ale nie grającym wcale piłki rewelacyjnej. Przegraliśmy, ale trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że czerwono-czarni zaprezentowali się – zwłaszcza przed przerwą – wyraźnie słabiej, niż w swoich poprzednich domowych występach. Naszemu zespołowi zabrakło argumentów pod bramką czujnych rywali, ale i większej determinacji oraz mobilizacji w swoich poczynaniach. Porażka smuci, ale trzeba szybko wziąć się w garść, bo dwie ostatnie porażki zepchnęły Start w tabeli, w potencjalnie mało bezpieczne rejony. A mając jeszcze w pamięci „przygody” z poprzedniej IV-ligowej kampanii, wypadałoby jak najszybciej zapunktować, aby wspomniane zmory nie powróciły. [MS]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy