Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Wypadek przy pracy

Odsłony: 5624

Już przed prudnickim pojedynkiem wiadomo było, że batalia Startu z tamtejszą Pogonią nie będzie należała do łatwych. Bo mimo faktu, że przed spotkaniem biało-niebiescy zamykali tabelę, rywale zbierali niezłe recenzje za grę. Właściwie sytuacja Pogoni do złudzenia przypominała tą Startu dokładnie sprzed roku, gdy nasz zespół także prezentował się co najmniej przyzwoicie, ale rzadko kiedy przekładało się to na zdobycz punktową. Prudniczanie przystąpili więc do meczu z przysłowiowym nożem na gardle, bowiem każda kolejna strata punktów coraz bardziej ich pogrąża. Tym razem gospodarze złapali głębszy oddech, kosztem NKS-u inkasując komplet punktów po zwycięstwie 2-0. O tym czy miejscowi zasłużyli na zwycięstwo, nie zamierzamy nawet dyskutować. Skoro bowiem dwukrotnie umieścili piłkę w siatce bez odpowiedzi z naszej strony, to punkty im się należały. A że w polu to namysłowianie prezentowali więcej walorów ofensywnych? Któż o tym będzie pamiętał za kilka tygodni? Dla nich ważne jest, że podwoili swój dorobek i uciekli z pozycji „czerwonej latarni”. Podopieczni Grzegorza Rośka mogą jedynie żałować, że z kilku bardzo dobrych okazji bramkowych żadnej nie wykorzystali i po trzech meczach, w których bramkowo swoich kibiców rozpieścili, tym razem mało sympatycznie zaskoczyli. Taki jest jednak futbol, że nic nie jest nikomu dane raz na zawsze. Przyszedł słabszy dzień pod bramką przeciwnika, który w destrukcji nie popełnił błędu, a sam zaprezentował niemal 100% skuteczność. Tak czasem bywa. Dlatego zamiast narzekać na porażkę z niżej notowanym rywalem, lepiej skupić się na pozytywach. A te dotyczyły przede wszystkim rozgrywania piłki, jak i częstotliwości jej posiadania. Kierunek drużyna obrała dobry, a jego doszlifowanie, to już nic innego jak wypracowanie regularności i powtarzalności.

Pierwsi pod bramkę rywala zapędzili się goście z Namysłowa. Już w 1’ egzekwowaliśmy rzut wolny. Dośrodkowanie Patryka Pabiniaka spadło na głowę jego kuzyna Łukasza, który z 14 metrów strzelił w bramkę. Strzał był jednak zbyt lekki, do tego w środek bramki, więc Roskosza absolutnie nie mógł zaskoczyć. Pogoń odpowiedziała w 4’... golem. A ściślej trafieniem samobójczym Kozana, który po wrzutce z wolnego jednego z prudniczan tak niefortunnie powalczył o górną piłkę, że głową skierował ją do własnej siatki. Ten mecz zaczął się dla nas źle. W 8’ kibice obejrzeli kolejny stały fragment gry. Tym razem P.Pabiniak huknął z odległości 35 metrów, ale odbita od jednego z przeciwników piłka ostatecznie o pół metra minęła bramkę biało-niebieskich. W 11’ dążący do odrobienia strat namysłowianie zaatakowali po raz kolejny. Tym razem aktywny P.Pabiniak minął rywala w środku pola i mocno uderzył z 20 metrów. Golkiper Pogoni pokazał jednak, że zna swój fach, pewnie łapiąc futbolówkę. Pierwszy kwadrans zamknęła sytuacja (15’) Cajznera, który próbował swoich sił uderzeniem z 30 metrów. Ale mimo niewielkiego doświadczenia w futbolu seniorskim, Zacharski bez żadnych problemów piłkę zatrzymał. Kolejne 20 minut upłynęło pod znakiem walki głównie w środkowym sektorze boiska, stąd i ataków było jak na lekarstwo. Ten kiepski w odbiorze dla kibiców stan przerwał dopiero w 38’ Surma, z woleja uderzając nad bramką. Wspomniany Surma minutę później (39’) zagroził nam już dużo poważniej. Otrzymawszy prostopadłą piłkę zawodnik z numerem 8 wyszedł „sam na sam” z Zacharskim, jednak w bardzo dobrej sytuacji uderzył obok bramki. Na tym emocje pierwszej części zakończyły się.

Przed przerwą zawody nie miały może wielkiego tempa, niemniej były dla kibiców całkiem interesujące. Przebieg rywalizacji w dużym stopniu ustawił szybko zdobyty przez prudniczan gol, dzięki czemu Ci mogli skupić się na rozbijaniu ewentualnych ofensywnych zapędów gości z Namysłowa. Start i owszem, częściej znajdował się przy piłce, podejmując też więcej szarż w ofensywie. Tyle, że niewiele z tego wynikało, gdyż miejscowi byli dobrze zorganizowani na własnym przedpolu.

Niestety, druga część spotkania zaczęła się dla Startu równie niefortunnie jak pierwsza. W 50’ doświadczony Rudzki dograł z lewej strony futbolówkę do Formy, a ten wygrał pojedynek z Kamilem Błach i z bliska – uderzeniem lewą nogą – pokonał bramkarza czerwono-czarnych. Znaleźliśmy się więc w krytycznym położeniu, choć nadzieja w naszym zespole wcale nie zgasła, co pokazały kolejne minuty. W 53’ P.Pabiniak dobrze strzelił z wolnego a Roskosz z wielkim trudem sparował „kulę” na korner. Niebawem (57’) namysłowianie po raz kolejny pojawili się na prudnickim przedpolu. Tym razem po dośrodkowaniu ze stojącej piłki naszego super-snajpera futbolówka prześlizgnęła się po głowie próbującego uderzać Ptaka i przeleciała obok bramki. Z kolei w 63’ Kamil Błach dośrodkował z głębi pola w szesnastkę, gdzie w narożniku pola bramkowego doszedł do „skóry” Samborski. Rafał uderzył głową po długim rogu lecz ta odbiła się od słupka i wyszła w pole. Mogliśmy tylko westchnąć, że „kula” nie wpadła do siatki, ale szczęście było przy Roskoszu. Rywale odgryźli się dopiero w 65’ gdy jeden z nich zagrał piłkę na oślep, a ta wysokim lobem spadła na… poprzeczkę bramki strzeżonej przez Zacharskiego! W 70’ po dobrym i płynnym rozegraniu w środku pola do strzału na 20 metrze doszedł Paszkowski, tyle że uderzył po ziemi nieprecyzyjnie i prudniczanie mogli swoje szeregi uporządkować. Tenże Paszkowski w 75’ zagrał długą piłkę do Samborskiego, który wygrał pojedynek biegowy z defensorem i uderzył lewą nogą w kierunku bramki. Niestety, znów skończyło się tylko na nadziejach, bowiem futbolówka po nodze rywala ostatecznie wyszła na rzut rożny. A kolejny kwadrans, to powtórka podbramkowej mizerii z pierwszych 45 minut i walki o każdą piędź ziemi, ale między szesnastkami. Mimo przewagi w posiadaniu piłki, czerwono-czarni długo nie mogli się przebić przez prudnicki mur. Uczynili to dopiero w przedłużonym czasie gry i gdyby nie brak szczęścia przy wykończeniu, mogli pokusić się nawet o doprowadzenie do remisu. W 90+2’ po dośrodkowaniu z lewej flanki Kamila Błach zamykający akcję na dalszym słupku Świerczyński uderzył z sytuacyjnej piłki. Roskosz zdołał się jednak w tym wszystkim połapać i z trudem odbił piłkę poza linię końcową. Z kolei 90+3’ Żołnowski z rzutu wolnego precyzyjnie dorzucił „kulę” do wbiegającego na długi słupek Ł.Pabiniaka, który mocno strzelił pod poprzeczkę. Wydawało się, że będzie to gol honorowy dla Startu, tymczasem Roskosz fenomenalną paradą w sobie tylko wiadomy sposób wybił piłkę nad poprzeczkę i sędzia zakończył mecz.

Po przerwie namysłowianie próbowali odrobić straty, jednak szybko dostali drugi cios i znaleźli się w krytycznym wynikowo położeniu. Mimo to nasz zespół należy pochwalić za to, że nie podłamał się i do końca meczu podejmował próby grania piłką i zagrażania bramce Pogoni. Chłopcy stworzyli kilka świetnych okazji bramkowych, jednak tym razem skuteczność nie była ich sprzymierzeńcem. Inna sprawa, że w bramce znakomicie spisywał się Roskosz, który został cichym ojcem sukcesu gospodarzy. Podopiecznym trenera Rośka należy podziękować za walkę i granie „swojego” do ostatniego gwizdka. Bo nasz zespół nie zagrał źle, widać było, że chłopcy chcieli grać w piłkę, mając też swój na grę pomysł. Tym razem punkty zgarnęli rywale, ale jeśli Start prezentować się będzie równie konsekwentnie (i skutecznie jak w trzech poprzednich grach), to nie powinien mieć kłopotów z dalszym zbieraniem punktów w ramach piłkarskiej akcji „jesień Anno Domini 2016”. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy