Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Waleczni i skuteczni

Odsłony: 7512

W przedmeczowych rozmowach między kibicami czerwono-czarnych – co do ewentualnego rozstrzygnięcia rywalizacji z OKS-em Olesno – panował umiarkowany optymizm. Sympatycy Startu liczyli na wyrównany, ale mimo wszystko zwycięski w wykonaniu swoich pupili mecz z oleśnianami. Dlatego po ostatnim gwizdku nie można się było dziwić szczególnie zadowolonym minom tych, którzy postanowili obejrzeć spotkanie na żywo. Cztery gole zdobyte, żadnych strat i bardzo dobra skuteczność, poparta częstymi akcjami ofensywnymi. Tak grający NKS chcielibyśmy oglądać częściej – strzelający bramki i sprawiający radość kibicom. Podopieczni Grzegorza Rośka podtrzymali „małą twierdzę Namysłów” w sposób nie budzący dyskusji, po raz kolejny wysyłając konkurencji sygnał, że potencjał naszej ekipy jest spory. W ostatnich trzech meczach nasi piłkarze wykazali się niesamowitą skutecznością (aż 10 goli zdobytych!), choć na ich koncie znalazło się nie 9, a 6 „tylko” punktów. Dlatego wypada mieć nadzieję, że jeśli chłopcy swoją ofensywną postawę poprą szczelnością z tyłu, to mają szansę na naprawdę regularne punktowanie nie tylko na własnych śmieciach. A co wydarzyło się w potyczce czerwono-czarnych z OKS-em? O tym w kolejnych akapitach.

Lepiej zaczęli gospodarze, którzy na przedpole oleśnian zawędrowali już w 3’. Wtedy to P.Pabiniak przejął zgraną przed Ptaka futbolówkę, wyprzedził obrońcę i wyszedł jeden na jeden z golkiperem OKS-u z lewej strony szesnastki. Niestety, Patryk w dobrej sytuacji uderzył prosto w wychodzącego mu naprzeciw Kościelnego. Rywale równie groźnie odpowiedzieli w 7’ po błędzie Żołnowskiego, który stracił piłkę przy jej wyprowadzaniu. Przejął ją momentalnie Meryk, minął Kozana, i uderzył po ziemi. Młody bramkarz Startu poradził sobie jednak z jego próbą i nadal było 0-0. Nasi chłopcy zrewanżowali się natychmiast, a konkretnie w 8’. P.Pabiniak doskoczył do wybitej na 16 metr przede defensorów „kuli” i uderzył potężnie z powietrza. Ale zmierzająca nieuchronnie do siatki piłka odbiła się od pleców stopera i tylko dzięki temu przypadkowi nie padł gol. Nasz zespół był stroną aktywniejszą, co potwierdził także w 16’. Po zamieszaniu w szesnastce „skóra” znalazła się pod nogami P.Pabiniaka, który momentalnie strzelił – ponownie jednak jego strzał został zablokowany. Przez 20 kolejnych minut czerwono-czarni spokojnie rozgrywali piłkę, podczas gdy nie mający specjalnego planu na to spotkanie oleśnianie próbowali przede wszystkich wybijać nas z rytmu. Kibice oglądali więc nieco „klinczowane” widowisko. Lekko uśpieni takim obrotem sprawy gospodarze w 35’ popełnili niewymuszony błąd. W wyniku nieporozumienia Kamila Błach z Zacharskim, którzy zderzyli się ze sobą, do sytuacji strzeleckiej doszedł Kowalczyk. Na szczęście jego próbę zablokował grający prezes Kozan. Podrażniło to namysłowian na tyle, że w 36’ sami ruszyli do przodu. Samborski urwał się rywalom i wpadł w pole karne, jednak w trudnej pozycji został zastopowany przez strzegącego świątyni Kościelnego. Ostatnią ciekawą akcją przed przerwą (których nomen omen było jak na lekarstwo) była ta z 42’. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego na długi słupek do futbolówki doszedł Ł.Pabiniak, lecz jego strzał minął bramkę i skończyło się jedynie na lekkim stresie w oleśnieńskim obozie.

Pierwsza połowa, mimo optycznej przewagi Startu, niespecjalnie porwała kibiców. Namysłowianie może i chcieli, ale niespecjalnie potrafili dobrać się do skóry OKS-owi. A i skupieni na defensywie goście (poza dwoma atakami wynikającymi z indywidualnych błędów graczy NKS-u) nie mieli zbyt wielu czysto piłkarskich argumentów w rękach do tego, by zagrozić naszej bramce. Mecz bardziej więc przypominał przeciąganie liny, niż zawody mogące porwać publikę oczekującą na gole. Te padły w drugiej połowie i jak się okazało, od 55’ rozwiązał się z nimi całkiem pokaźny worek.

W 49’ po rozegraniu rzutu wolnego P.Pabiniak dostał piłkę na 17 metrze, obrócił się z nią i zdecydował na strzał. Po raz kolejny w tym meczu został jednak zablokowany. W 55’ mogliśmy się wreszcie cieszyć z bramki. Ptak zagrał futbolówkę ponad obrońcami OKS-u do P.Pabiniaka, który przyjął ją, a następnie uderzeniem po długim rogu dał Startowi prowadzenie. W rewanżu (56’) Bienias zdecydował się bezpośrednio strzelać z rzutu wolnego wykonywanego z narożnika szesnastki. Jego uderzenie minęło jednak bliższy słupek o metr. Z kolei w 66’ ten sam zawodnik (Bienias) po otrzymaniu podania mocno strzelił z 25 metrów. Futbolówkę po rykoszecie pewnie jednak przechwycił Zacharski. Niebawem (69’) Samborski wjechał w pole karne, minął dwóch obrońców oraz golkipera, który złapał go za nogi. Ewidentnego rzutu karnego jednak nie było, gdyż arbiter zinterpretował tą sytuację w niezrozumiały dla kibiców sposób. Po chwili Wilczyński wymanewrował czterech (!) defensorów, lecz jego uderzenie po ziemi minimalnie minęło słupek. Chwila podbramkowego zastoju przerwana została w 78’ i ponownie zaatakowali namysłowianie. Piłkę na 25 metrze dostał P.Pabiniak i ogrywając rywala, podprowadził ją pod szesnastkę, po czym uderzył po ziemi. Kościelny odbił futbolówkę do boku, gdzie dopadł jej Kamil Błach i umieścił w pustej bramce. Kolejny groźny atak Start przeprowadził w 84’ i ku radości kibiców, znów zakończony został umieszczeniem „kuli” w siatce. P.Pabiniak zagrał piłkę za plecy defensywy OKS-u do Raduchowskiego, który wpadł w szesnastkę, minął obrońcę i strzelił po krótkim słupku. Golkiper odbił piłkę, a błyskawiczna poprawka Raduchowskiego wylądowała na poprzeczce! Jęk zawodu kibiców za kolejną chwilę przerodził się jednak w uzasadnioną radość, bowiem odbita „kula” spadła pod nogi Wilczyńskiego, który z 14 metrów pięknym uderzeniem pod poprzeczkę dał czerwono-czarnym trzeciego gola. Podłamani oleśnianie wiedzieli w tym momencie, że punktowo niczego już w Namysłowie nie wskórają. A że rozpędzony Start nie zamierzał zwalniać, to i w 87’ obejrzeliśmy gola nr 4. Nasz zespół otrzymał rzut wolny na linii pola karnego, do którego podszedł P.Pabiniak. Namysłowski super-snajper uderzył po ziemi i mimo próby interwencji Kościelnego (któremu futbolówka przeleciała po rękawicach) umieścił „skórę” tuż przy słupku. Po prawdzie gola być nie powinno, bo tuż przed faulem liniowy sygnalizował głównemu ewidentnego spalonego, jednak prowadzący zawody – nie wiedzieć czemu – na jego słuszne wskazanie nie zareagował. W końcówce niewiele już działo się na murawie, choć trzeba przyznać, że OKS mógł postarać się o trafienie honorowe. W 90+1’ po rzucie wolnym do główki doszedł Pawelec, lecz uderzył tuż obok lewego słupka bramki strzeżonej przez Zacharskiego. Natomiast minutę potem (90+2’) Kowalczyk wpadł w pole karne, minął Zacharskiego i spod linii końcowej dograł na 5 metr. Tam jednak czujny Ł.Pabiniak wyjaśnił sytuację i zagrożenie skasował.

Wynik 4-0 mocno ucieszył kibiców, jak i samych piłkarzy Startu. Niedawno narzekaliśmy na brak skuteczności czerwono-czarnych, tymczasem zespół odblokował się na dobre i oby ten trend kontynuował. Może nie był to mecz, który oglądało się z wypiekami na twarzy, niemniej chęć gry, determinacja i waleczność – oraz skuteczność – ze strony gospodarzy mogły się zgromadzonym na trybunach podobać. Start nie kalkulował i grał do przodu, czego nie do końca można napisać o oleśnianach. Rywale nie są złym zespołem, więc tym bardziej zaskoczyła przy Pułaskiego ich postawa. Zagrali bowiem niemrawo i bez przekonania. To jednak zmartwienie trenera Krawczyka – jego zespół na wyjeździe prezentuje się w obecnych rozgrywkach kiepsko, w pięciu grach ani razu nie trafiając do siatki.

Cieszy nie tylko zwycięstwo, ale i historyczny gol Wojciecha Wilczyńskiego, który otrzymał numer 500 w historii gier Startu Namysłów na poziomie IV ligi opolskiej. Do tego był to najwyższy rezultat w meczach między tymi zespołami, odkąd Start i OKS rywalizują ze sobą w najwyższej lidze Opolszczyzny (a był to już mecz nr 19). Miejmy nadzieję, że sobotnia wygrana wzmocni moralne w drużynie po ostatniej wpadce z Piotrówką i w kolejnej grze w Prudniku nasz Start wreszcie przełamie się poza swoim stadionem. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy