Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Hokej w Piotrówce

Odsłony: 7119

Przed spotkaniem w Piotrówce do namysłowskiego obozu docierały wieści o kadrowych problemach LZS-u. Drużyna rządzona twardą ręką przez prezesa Strychacza tydzień wcześniej pojawiła się w Głubczycach „gołą” jedenastką, natomiast tuż przed rozpoczęciem sobotniej gry na jej ławce pojawiło się raptem dwóch rezerwowych. Nasz zespół mógł więc mieć nadzieje na to, że zdoła wykorzystać chwilowe zawirowania spadkowicza i wreszcie na trudnym terenie zapunktuje. Tymczasem w praktyce okazało się, że problemy tylko wyzwalają dodatkowe pokłady determinacji, czego przykładem postawa gospodarzy. Ci zagrali z zębem i determinacją, pokazując bardzo duże możliwości w grze ofensywnej. Efekt? Nasz młody golkiper aż 5-krotnie musiał sięgać do siatki i wracaliśmy do Namysłowa z pustymi rękami. Zauważyć trzeba dobrą skuteczność czerwono-czarnych, którzy zdobyli 3 gole, jednak nijak ma się to do zdobyczy punktowej, bo tej nie było. Stratę 5-ciu bramek nie możemy tłumaczyć tylko i wyłącznie klasą Takesure Chinyamy. Autor hat-tricka wykorzystał bowiem nadarzające się okazje, będące pokłosiem błędów popełnionych w obronie. Tym samym w ciągu trzech dni duże zadowolenie zniknęło z twarzy kibiców, przybierając markotne miny. No, ale trzy bramki strzelone Małejpanwi i również trzy Piotrówce mają zupełnie inny wydźwięk.

Mecz zaczął się od ataku namysłowian. W 2’ Lavrinenko przechwycił piłkę w środku pola, podciągnął z nią lewą stroną i dośrodkował do wbiegającego Samborskiego. Niestety, minimalnie z wysoko. A za chwilę Wilczyński zdołał dojść do strzału, lecz jego próbę po ziemi zatrzymał stojący między słupkami Fesser. Niebawem (5’) P.Pabiniak zagrał precyzyjnie na lewą flankę do Kamila Błach, który wpadł z futbolówką w szesnastkę. Tam jednak zbyt daleko wypuścił ją sobie i jeden z obrońców wślizgiem go zastopował. Gospodarze odpowiedzieli w 12’. Wtedy to groźnie zrobiło się pod naszym polem karnym po dośrodkowaniu z prawej strony Simpore. „Kula” spadła na 5-ty metr, gdzie o mało nie doszedł do niej Konieczny. Na szczęście dla nas mokra „skóra” prześlizgnęła mu się po nodze i wyleciała poza linię końcową. Miejscowi próbowali częściej operować piłką, jednak namysłowianie wcale nie zamierzali się temu przyglądać, także próbując szukać ciekawych rozwiązań w przedostaniu się na przedpole LZS-u. W 14’ potężnie z dystansu (35 metrów) kropnął Wilczyński, lecz zmierzającą do siatki piłkę golkiper rywali końcami palców zdołał wypchnąć na korner. Wreszcie nadeszła 20’, w której objęliśmy prowadzenie. Długie podanie Kamila Błach za plecy obrońców spadło pod nogi Lavrinenki, który na 20 metrze wygrał pojedynek z wychodzącym mu naprzeciw bramkarzem i strzałem z lewej strony szesnastki umieścił ją w opuszczonej już świątyni. Gracze Piotrówki poirytowali się okolicznościami poprzedzającymi trafienie, gdyż uważali, że namysłowianie zaraz po oddaniu im piłki zachowali się nie fair, od razu inicjując atak. Gol jednak był faktem, z którym arbiter dyskutować nie zamierzał. Za parę minut (24’) Fesser z trudem złapał futbolówkę po strzale z 17 metrów Samborskiego. Czerwono-czarni dosyć aktywnie po objęciu prowadzenia nękali przedpole przeciwników. W 25’ Samborski po dośrodkowaniu z rożnego P.Pabiniaka główkował z 5 metrów, jednak instynktowna obrona bramkarza Piotrówki zapobiegła stracie bramki. A szkoda, bo była to wyśmienita sytuacja. A za moment (26’) Kamil Błach dorzucił piłkę na 7 metr do Lavrinenki, który jednak z pierwszej piłki uderzył nad poprzeczką. Start nie zwalniał. W 29’ Kostrzewa dograł „kulę” za linię obrony LZS-u do Lavrinenki, który jednak nie opanował piłki będąc tylko przed Fesserem. W 31’ znów ławka rezerwowych z Namysłowa złapała się za głowy po niewykorzystanej okazji. Samborski dostał dobre długie podanie od Kamila Błach, wygrał pojedynek biegowy z obrońcą, ograł kolejnego z próbujących odebrać mu piłkę rywali i strzelił z 12 metrów po długim słupku. Lecącą po ziemi futbolówkę Fesser ofiarną interwencją jednak zastopował, ratując w ten sposób Piotrówkę przed kolejną bramkową stratą. Rywale nie zamierzali bezczynnie przyglądać się zakusom NKS-u na kolejne trafienie i sami ruszyli do przodu. W 39’ Chinyama doszedł do piłki na linii pola karnego i w zamieszaniu oddał płaski, ale mocny strzał przy lewym słupku, po którym Zacharski nie miał nic do powiedzenia i zrobiło się 1-1. Idąc za ciosem, za chwilę (42’) Chinyama ponownie znalazł się przy piłce i z 18 metrów potężnie uderzył, jednak pół metra od słupka. Zdołaliśmy przed przerwą odpowiedzieć (44’) próbą Kamila Błach z 30 metrów, ale lecąca z lewej strony futbolówka o dobre 2 metry minęła świątynię LZS-u.

Do przerwy podopieczni Grzegorza Rośka zaprezentowali się z niezłej strony. Stworzyli kilka naprawdę dobrych sytuacji, ale tylko jedną wykorzystali. Być może scenariusz meczu potoczyłby się zupełnie inaczej, gdyby przy prowadzeniu 1-0 Start zdołał dołożyć następną (następne) bramkę. Tymczasem w końcówce groźni i wymagający gospodarze doprowadzili do remisu i po zmianie stron mecz w praktyce zaczynał się od początku.

Fot.: Mimo naszych ostrzeżeń Takeusre Chinyama (na zdjęciu) wbił czerwono-czarnym hat-tricka. [zdjęcie: www.lzspiotrowka.pl]

 

Pierwsi po gwizdku ruszyli do ataku gospodarze. Akcję lewą flanką przeprowadził Karim Mathieu, dogrywając na 14 metr do Chinyamy, który strzelił minimalnie niecelnie (piłka otarła o boczną siatkę). Wyraźne ostrzeżenie wysłane w naszym kierunku nie poskutkowało i minutę później (47’) przegrywaliśmy 1-2. Chinyama dostał piłkę na 26 metrze, po czym strzelił mocno po koźle, a futbolówka tuż przy słupku wylądowała w namysłowskiej bramce. Podrażniony NKS odpowiedział w 54’, jednak po dośrodkowaniu z kornera strzelający Kostrzewa uczynił to zbyt lekko i Fesser jego próbę zatrzymał. Niedługo potem (56’) Wilczyński prostopadłą piłką uruchomił Samborskiego, który minął golkipera, ale z ostrego kąta przeniósł „kulę” nad bramką. Start nie rezygnował i w 57’ wywalczył rzut wolny pośredni na 25 metrze. Po krótkim rozegraniu P.Pabiniaka huknął potężnie, lecz jego strzał został zablokowany. Z kolei po rzucie rożnym i mocnym dośrodkowaniu Żołnowski przeciął dorzut, trafiając piłką w słupek. A w 61’ co nie udało się Startowi, udało LZS-owi. Karim Mathieu przedarł się prawą stroną w szesnastkę i uderzeniem po długim rogu pokonał próbującego interweniować Zacharskiego. Wydawało się, że znaleźliśmy się w krytycznym położeniu, tymczasem 2 minuty potem czerwono-czarni „złapali kontakt”, po tym jak Samborski przyjął „skórę” na 20 metrze, wpadł z nią w szesnastkę i także strzałem na dalszy słupek doprowadził do kapitulacji Fessera. Odpowiedź miejscowych była bardzo groźna. W 63’ Karim Mathieu silnie strzelił z 18 metrów, ale fantastyczna interwencja Zacharskiego zapobiegła kolejnej stracie. Niestety, za moment było już jednak 2-4. W 69’ Zacharski odbił przed siebie strzał po kornerze, z czego skwapliwie skorzystał Górniak, z bliska pakując futbolówkę do siatki. Nasz zespół otrząsnął się w 72’. Wtedy P.Pabiniak zagrał do „Sambora”, który opanował wprawdzie „kulę”, lecz z 14 metrów strzelił w boczną siatkę. Za parę chwil (76’) Drapiewski prostopadle uruchomił wbiegającego w pole karne P.Pabiniaka, którego jednak strzał po ziemi wylądował prosto w rękawicach bramkarza. Ale co się odwlecze… Nadeszła 82’, w której Drapiewski dobrze dorzucił piłkę na głowę Smolarczyka. „Smolar” miał jednak pecha, bo główkował w poprzeczkę. Czujny był jednak Samborski, który także główką z 8 metrów skierował już piłkę do siatki. Start ponownie złapał kontakt z gospodarzami, więc siłą rzeczy zaczął grać jeszcze bardziej odważnie. W 83’ Kamil Błach znalazł w szesnastce podaniem Smolarczyka, który przyjął „kulę” i uderzył lewą nogą. Zmierzającą do siatki piłkę w ostatniej chwili jeden z defensorów zdołał jednak wybić w pole i skończyło się na zawodzie. Sprawę definitywnie załatwił natomiast w 85’ Chinyama, kompletując przy okazji hat-tricka. Wówczas po serii błędów naszej defensywy „skórę” przejął w szesnastce były król strzelców polskiej ekstraklasy, minął Zacharskiego i z najbliższej odległości umieścił bez kłopotów w namysłowskiej bramce. I niecodzienny wynik 3-5 (na niekorzyść czerwono-czarnych) mimo kilku niemrawych prób już się nie zmienił.

Po pierwszej, obiecującej w naszym wykonaniu połowie, namysłowski Start w drugich 45 minutach zawiódł. Bo tak trzeba nazwać utratę kontroli nad spotkaniem i błędy, w wyniku których straciliśmy aż 4 bramki. Marnym pocieszeniem są tu dwa trafienia Rafała Samborskiego, którego forma wciąż zwyżkuje. Problem pojawił się w tyłach, dlatego też mimo trzech goli po stronie zysków mecz ostatecznie przegrywamy. Mamy nadzieję, że bolesna lekcja odebrana w Piotrówce zaprocentuje w meczach kolejnych. Po miesiącu gry co kilka dni, trener Rosiek i jego armada będą mieli wreszcie pełny tydzień na organiczną pracę treningową. A skoro tak, to wydaje się pewnym, że zespół w pierwszej kolejności popracować musi nad wypracowaniem automatyzmu zachowań przed własnym polem karnym. Jeśli bowiem chcemy spokojnie walczyć o środkowe rewiry tabeli, to nie mogą nam się przydarzać po sobie tak diametralne mecze, jakich byliśmy świadkami w środę i ostatnią sobotę. Zobaczymy, jaki chleb z tej „przetrenowanej” w tygodniu mąki nasi chłopcy wypieką w domowej konfrontacji z OKS-em Olesno. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy