Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Ciężko, ale zwycięsko

Odsłony: 6350

Środowe popołudnie piłkarze Startu Namysłów spędzili na murawie. Nie odbyli jednak kolejnego cotygodniowego treningu, lecz stoczyli ważny pojedynek w południowej części województwa. Z Czarnymi Otmuchów jeszcze w poprzednim sezonie rywalizowaliśmy o punkty w IV lidze opolskiej, jednak po spadku rywali takiej okazji w najbliższym czasie mieć nie będziemy. Oba zespoły zmierzyły się jednak w meczu jak najbardziej oficjalnym, bo w ramach rozgrywek wojewódzkiego Pucharu Polski. Rywalizację zwycięsko zakończyli czerwono-czarni, awansując tym samym do 1/8 finału. Ale wbrew pozorom (Czarni źle weszli w sezon i faworytem byli średnio spisujący się klasę wyżej goście), nie był to mecz, który przyniósł nam pewne zwycięstwo. Wręcz przeciwnie, namysłowianie musieli się sporo natrudzić, aby ostatecznie wykazać minimalną wyższość nad przeciwnikiem. I gratulacje za sukces przekazujemy im tym większe, że ten odniesiony został w naprawdę trudnych okolicznościach.

Zaczęło się dosyć spokojnie, zarówno bowiem miejscowi jak i gracze Startu niespecjalnie kwapili się ze zdecydowanymi atakami. Choć akurat nieco asekuracyjnej postawie otmuchowian trudno było się dziwić. W 9’ Paszkowski zagrał górną piłkę za plecy obrońców, a futbolówkę już w szesnastce opanował D.Raszewski. Z 10 metrów uderzył wprawdzie po krótkim słupku, jednak Białkowski pewnie interweniował. Czarni odpowiedzieli w 18’ po niepewnym zagraniu Kozana przed własnym polem karnym. Naszemu grającemu prezesowi piłkę odebrał Ilasz, po czym z narożnika szesnastki uderzył metr nad bramką Zacharskiego. Zrobiło się przez moment nieprzyjemnie. Niestety, w 29’ gospodarze objęli prowadzenie po rzucie karnym. Zanim jednak doszło do jego wyegzekwowania, powstało spore zamieszanie. Ale od początku. Zaczęło się od zbyt słabego odegrania piłki przez Kozana do Zacharskiego, który ruszył do niej wraz z szarżującym napastnikiem Czarnych. Patryk zdołał ubiec przeciwnika, jednak zahaczył go i arbiter wskazał na punkt oddalony od bramki o 11 metrów. Nasi zawodnicy nie mieli pretensji o podyktowanie „wapna”, ale o dodatkowe ukaranie czerwoną kartką młodego golkipera, bo w ten sposób pokrzywdzeni zostali podwójnie, co akurat niezgodne jest z aktualnymi wytycznymi przepisów gry w piłkę nożną. Tak czy inaczej Ilasz rzut karny zamienił na gola, pokonując świeżo wprowadzonego Kodliuka (w ramach zmiany taktycznej zluzował na murawie D.Raszewskiego). W kolejnych minutach niewiele się na boisku działo. Owszem, Start próbował akcji zaczepnych, a goście odpowiadali tym samym. Tyle, że więcej było w tym wszystkim kopaniny niż rzeczywistego futbolu. Miejscowi wyczuli swoją szansę na ewentualny sukces i w 38’ znów zagrozili świątyni czerwono-czarnych. Najpierw po zbyt krótkim wybiciu „kuli” z obrony Kozan zdołał zablokować strzał z 16 metrów, a po chwili futbolówka po rykoszecie poszybowała po kolejnej próbie pół metra nad poprzeczką bramki Kodliuka. Start przed przerwą zdołał odgryźć się sensownym atakiem z 43’. Wtedy to po dośrodkowaniu Drapiewskiego z rzutu wolnego do piłki doszedł na 8 metrze Kozan, lecz główkował za wysoko.

Do przerwy niżej notowani Czarni prowadzili jedną bramką, którą zdobyli z rzutu karnego, a wokół którego zrobiło się duże zamieszanie (czytaj: pretensje namysłowian o dodatkowe, bezpodstawne wyrzucenie z murawy Zacharskiego). I prawdę mówiąc, na boisku nie widać było, który zespół na co dzień występuje klasę wyżej. Otmuchowanie dosyć umiejętnie stopowali ofensywne zapędy Startu, podczas gdy ten niespecjalnie był temu skutecznie zaradzić. Gorzej, że w perspektywie drugiej części meczu nasz zespół miał jednego zawodnika mniej na murawie i niekorzystny wynik, który należało gonić. Jak się okazało, po zmianie stron i dwóch kolejnych zmianach czerwono-czarni pokazali się z bardzo dobrej strony. Nie tyle jednak pod względem czysto piłkarskim, co ogromnego charakteru, determinacji i woli walki, która przyniosła oczekiwany skutek.

Na drugą część trener Grzegorz Rosiek zdecydował się dokonać dwóch korekt w składzie, w miejsce Lavrinenki i Kozana wprowadzając Krystiana Błacha i Patryka Pabiniaka. Te roszady okazały się zbawienne, bo drużyna dostała nowy impuls, prezentując się lepiej. W 55’ P.Pabiniak zasygnalizował, że spróbuje napsuć krwi stojącemu między słupkami Białkowskiemu, z 25 metrów oddając mocne uderzenie. Golkiper Czarnych z kłopotami, ale futbolówkę zatrzymał. 7 minut później cieszyliśmy się już z remisu. W 62’ Kamil Błach przeprowadził dobrą akcję lewą stroną, przedzierając się przez obrońców i dośrodkowując na 5 metr. Tam do „skóry” najszybciej doskoczył P.Pabiniak i pewną główką skierował piłkę do siatki. Podrażnieni tym faktem miejscowi w 66’ mogli bardzo szybko odpowiedzieć, ale zabrakło im szczęścia. Wtedy do Rak otrzymał piłkę w polu karnym i uderzył po długim słupku. „Kula” odbiła się jednak od pionowego elementu bramki i wróciła do rękawic Kodliuka. Mogliśmy odetchnąć. Start próbował przechytrzyć defensywę Czarnych, lecz w kolejnych minutach nie mógł się przedrzeć w bezpośrednie sąsiedztwo bramki gospodarzy. Dopiero w ostatnim kwadransie zagroziliśmy rywalom kilka razy. W 77’ dośrodkowanie Drapiewskiego z wolnego w szesnastkę spadło pod nogi zaskoczonego tym faktem Adriana, który uderzył zbyt lekko i bramkarz piłkę zatrzymał. Z kolei w 79’ obejrzeliśmy dobrą wymianę piłki między P.Pabiniakiem i Raduchowskim. W efekcie drugi z wymienionych mając przed sobą tylko bramkarza z ostrego kąta uderzył obok słupka. Szkoda, bo powinniśmy w tym momencie prowadzić. Ale co się odwlecze… W 81’ padł wreszcie gol dla zdeterminowanego Startu. I to jaki gol – istne stadiony świata! W role główne ponownie wcielili się piłkarze, którzy wypracowali pierwsze trafienie. Kamil Błach dograł górną piłkę na 20 metr do P.Pabiniaka, który poczekał na odbicie się futbolówki od ziemi, po czym z powietrza (z pierwszej piłki) efektownie kropnął. A „kula” odbiła się jeszcze od słupka i z impetem zatrzymała w siatce! Usatysfakcjonowani wynikiem namysłowianie, ale i mocno podmęczeni grą w osłabieniu, po objęciu prowadzenia spuścili nieco z tonu. To spowodowało, że w 84’ zrobiło się zamieszanie na naszym przedpolu. Kodliuk wybiegł z bramki do atakującego napastnika, lecz ten go uprzedził i uderzył piłkę lobem. Mieliśmy jednak sporo szczęścia, bowiem futbolówka spadła na boczną siatkę i do doprowadzenia przez Czarnych do remisu (i ewentualnej dogrywki) zabrakło niewiele. To był jednak ostatni poważny akcent środowego widowiska i w trzeciej minucie doliczonego czasu gry gracze NKS-u mogli wznieść ręce w geście triumfu.

Fot.: Patryk Pabiniak (na zdjęciu z prawej) po raz n-ty pokazał, że wyniki Startu Namysłów w ogromnym stopniu zależą od jego
dyspozycji. [zdjęcie: Damian Wolak/www.brzeg24.pl]

 

Sukces osiągnięty w Otmuchowie smakuje wyjątkowo. Bo można się zżymać, że rywal był słabszy, można narzekać na poziom meczu, ale już na dramaturgię absolutnie nie. Sukces niejednokrotnie rodzi się w bólach i namysłowski Start pokazał, że potrafi wyjść nawet z poważnych opałów obronną ręką. Nigdy nie jest łatwo stracić zawodnika i bramkę w jednym momencie, a następnie odrobić starty i przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. A tego właśnie dokonali w środę nasi ulubieńcy i należy im się szacunek. Kto wie, może właśnie mecz z otmuchowaniami będzie początkiem zdrapywania patyny z charakteru i determinacji, z której do niedawna słynęliśmy? Po prawdzie zespół obie cechy prezentuje w każdym meczu, ale być może od najbliższego pokaże nam go w sposób tak wyraźny, jak miało to miejsce w ostatniej potyczce. Oby IV-ligowi rywale znów mieli ból głowy, gdy przyjdzie im rywalizować z namysłowskimi „walczakami”! [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy