Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Remis ze wskazaniem

Odsłony: 8815

Podopieczni Grzegorza Rośka przywieźli w sobotę punkt z wyjazdowej eskapady do Dobrzenia Wielkiego. W meczu z miejscowym TOR-em, który w obecnym sezonie nie zachwyca, czerwono-czarni zaprezentowali ciekawy i na wskroś ofensywny futbol, jednak nie wystarczyło to do odniesienia sukcesu. W przekroju 90 minut namysłowianie pokazali, że mimo niskiej lokaty w tabeli, nie zamierzają długo tam przebywać. Po raz kolejny zabrakło jednak chłodnych głów (i trochę szczęścia) pod bramką przeciwnika, aby cieszyć się z kompletu punktów. Postronni obserwatorzy potwierdzili, że goście z Namysłowa bliżej byli przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść, tyle, że podbramkowe okazje, to jeszcze nie gole. Najważniejsze jednak, że po dwóch porażkach poza obiektem przy Pułaskiego, z trzeciej delegacji w końcu przywozimy jakąkolwiek zdobycz. Remis ze wskazaniem nie jest pewnie szczytem marzeń (biorąc pod uwagę przebieg zawodów) naszych piłkarzy, niemniej należy go szanować, bo w Dobrzeniu nigdy nie grało nam się łatwo. Chłopcy ogólnie grają nieźle, ale martwi inny fakt – zbyt rzadko trafiają do siatki. Oby więc w kolejnych spotkaniach najważniejsza statystyka futbolowa zmieniła się w obozie czerwono-czarnych na zdecydowany plus.

Po kilkuminutowym rozpoznaniu, jako pierwsi ciekawą akcję przeprowadzili gracze NKS-u. W 5’ Ptak wrzucił piłkę z autu za plecy obrońców do Samborskiego. Rafał wpadł z nią w szesnastkę, wykładając na 15 metr do P.Pabiniaka. Patryk z kolei strzałem z pierwszej piłki przeniósł ją metr nad poprzeczką. Walki na murawie od początku nie brakowało, ale przez kilkanaście kolejnych minut nie przekładało się to w żaden sposób na większe podbramkowe zagrożenie. Dopiero w 19’ P.Pabiniak postanowił to zmienić, z 25 metrów odgrywając po rzucie wolnym „kulę” do Kamila Błach. Jeden z bliźniaków skopiował uderzenie Patryka z początkowych minut, ale i on się pomylił – konkretnie o pół metra. Jak jednak mówi przysłowie, do trzech razy sztuka… W 21’ Samborski odzyskał futbolówkę na 30 metrze, podciągnął z nią kilka metrów i ogrywając obrońcę, wpadł z nią w szesnastkę, skąd mocnym uderzeniem z 14 metrów przy krótkim słupku pokonał Grabowskiego. Podrażnieni gospodarze pierwsze zagrożenie stworzyli dopiero po półgodzinie. Wtedy to doświadczony Sieńczewski z okolic 25 metra strzelił ze stojącej piłki kilkadziesiąt centymetrów nad poprzeczką. Start szybko jednak wrócił do swojej gry. W 33’ po rozegraniu kornera Żołnowski odegrał piłkę na 26 metr do Paszkowskiego, ale Sławek strzelił zbyt lekko, aby zaskoczyć bramkarza. Z kolei dwie minuty później (35’) z rzutu rożnego dośrodkował P.Pabiniak. „Skóra” dotarła na długi słupek do Żołnowskiego, który z 9 metrów miał okazję do podwyższenia wyniku lecz niewiele się pomylił. W 37’ Start ponownie wystąpił w roli głównej. Po kontraktu Samborski wraz z Wilczyńskim wyszli „2 na 2” z rywalami. „Sambor” sprytnie wypuścił prostopadłym podaniem „Wila”, którego jednak w ostatniej chwili uprzedził wślizgiem obrońca. W innym wypadku nasz atletycznie zbudowany pomocnik wyszedłby naprzeciw Grabowskiemu. Za moment (39’) groźnie zrobiło się na naszym przedpolu po niepewnej interwencji na 16 metrze Kodliuka. Na szczęście Ivan naprawił swój błąd i niebezpieczeństwo zażegnał. Niestety, ostrzeżenie nie zostało należycie przez naszego golkipera zinterpretowane i w 41’ było już 1-1. Tym razem po dośrodkowaniu na krótki słupek Pawlusa, z 8 metrów do siatki niepewnie interweniującego Kodliuka trafił Karabin. Strzał nie był zbyt mocny i Ivan mógł się – z perspektywy trybun – zachować zdecydowanie pewniej. Mimo to na przerwę mogliśmy zejść przy prowadzeniu, jednak w 45+2’ zaprzepaściliśmy wyśmienitą sytuację. P.Pabiniak zagrał znakomitą prostopadłą piłkę do Samborskiego, ale Rafał – mając przed sobą tylko golkipera – z ostrego kąta uderzył niecelnie.

Do przerwy wynik był remisowy i co ciekawe, to gospodarze wyglądali na mniej pewnych swoich boiskowych działań. Start zagrał mądrze przed przerwą i to nasi chłopcy powinni „trzymać” wynik. Tymczasem mający niewiele z gry miejscowi parę minut przed gwizdkiem doprowadzili do wyrównania, w czym niemały udział miał ukraiński golkiper Startu. Mimo to liczyliśmy, że jeśli chłopcy zaprezentują się w drugiej części na podobny poziomie, to zdołają zgarnąć komplet punktów. Nie zdołali, niemniej swoją grą dali czerwono-czarnym kibicom nadzieję na lepsze, najbliższe jutro.

Fot.: Wobec dobrej postawy czerwono-czarnych, gracze TOR-u (na zdjęciu) nie przebierali w środkach, aby wywalczyć choć
jeden punkt. I to im się ostatecznie udało. [zdjęcie: www.twitter.com/TORDobrzen]

 

Drugą połowę goście zaczęli w podobny sposób do tej pierwszej. Namysłowianie nadal chcieli grać w piłkę i stwarzając zagrożenie przedpola TOR-u, pokusić się o gola dającego zwycięstwo. W 47’ Szczygieł doszedł do futbolówki na lewej flance, po czym odegrał ją na 24 metr do P.Pabiniaka. Patryk strzelił jednak nieczysto i nie trafił w światło bramki. Niebawem (51’) dobry atak Start zainicjował na swojej połowie i przez Wilczyńskiego „skóra” trafiła do znajdującego się w środku pola Patryka. Nasz „setnik” (ponad 100 goli w czerwono-czarnych barwach) prostopadłym zagraniem wypuścił w szesnastce Szczygła, którego uderzenie lewą nogą z ostrego kąta wylądowało na bocznej siatce świątyni strzeżonej przez Grabowskiego. Odpowiedź TOR-u? W 54’ Strząbała z 18 metrów strzelił z rzutu wolnego prosto w namysłowski mur. A i Start nie rezygnował. W 56’ Wilczyński przebiegł z futbolówką przy nodze dobre 40 metrów, następnie ograł jednego z rywali i wjechał w szesnastkę. Ale zbyt długo zwlekał z podaniem do partnera i ostatecznie defensorzy miejscowych wybili mu piłkę spod nóg na rzut rożny. W 60’ zaskoczeni przebiegiem gry kibice TOR-u obejrzeli kolejną ofensywną akcję NKS-u. Tym razem lewą stroną pomknął Szczygieł, mijając po drodze obrońcę, a następnie uderzył z kąta, lecz futbolówka po rykoszecie znalazła się poza linią końcową. Po rozegraniu kornera piłkę otrzymał jeszcze Paszkowski, uderzając z 16 metrów wolejem pod poprzeczkę. Grabowski był jednak czujny i kąśliwe uderzenie odbił ponownie na róg. W 67’ do rzutu wolnego podszedł P.Pabiniak, i mocno huknął z 22 metrów. Zmierzającą pod poprzeczkę „kulę” mocno rozgrzany Grabowski wypiąstkował na korner, z którego Żołnowskiemu niewiele brakło, aby dojść do dobrego podania (ostatecznie uprzedził go jeden z rywali). Start Namysłów lepiej operował piłką, nadal też będąc bardziej kreatywnym w ofensywie. W 71’ Kamil Błach popisał się dobrym atakiem lewą stroną, po którym wpadł w pole karne, próbując płasko dośrodkować do Samborskiego. W ostatniej chwili szybszy był jednak golkiper i futbolówkę zatrzymał. Miejscowi wysłali nam ostrzeżenie w 80’ za sprawą Dymińczuka, który na lewej stronie ograł najpierw Krystiana Błach, a następnie wpadł w pole karne i chytrze strzelił przy bliższym słupku. Kodliuk pewnie jednak mocną piłkę wyłapał bramkarskim chwytem. A Start odpowiedział w 86’, znów za sprawą aktywnego P.Pabiniaka, który na 25 metrze ograł obrońcę, podciągnął z piłką przy nodze parę metrów i z 20 metrów strzelił. Mocno strzelił, ale w środek bramki i Grabowski nie miał większych kłopotów z jej złapaniem. Ostatnia godna odnotowania sytuacja miała natomiast miejsce w 88’ i znów przeprowadzili ją czerwono-czarni. Tym razem P.Pabiniak silnie strzelił z 23 metrów, bramkarz wypluł piłkę przed siebie i doszedł do niej Wilczyński. Z 14 metrów jednak w trudnej sytuacji uderzył w przysłowiowe chmury.

Ostatni gwizdek z ulgą przyjęli gospodarze, którzy przed meczem zakładali tylko i wyłącznie wygraną, natomiast po meczu mogli z zadowoleniem pogadać w szatni o tym, że mają na koncie choć jeden punkt. Namysłowianie potwierdzili, że wysoka wpadka w Głubczycach była efektem bardziej fatalnych błędów indywidualnych, niż boiskowej niemocy. W sobotę nasza gra wyglądała bardzo obiecująco, choć zabrakło nam przysłowiowej kropki nad „i”, aby do domu wracać w radosnych nastrojach. Punkt nie tyle cieszy, co przyjmujemy go z szacunkiem, bo piłka niejedno ma oblicze. Faktem jednak jest, że po przerwie przy nieco większej precyzji Start nie tyle mógł, co powinien jedną z kilku klarownych okazji zamienić na gola. A wtedy tabela i nasze miejsce w niej wyglądałoby dużo przyjemniej niż w tej chwili. Cieszy, że kreujemy sobie sytuacje bramkowe, choć nieco martwi, że rzadko je wykorzystujemy. Jeśli jednak do pełni formy wrócą Raduchowski, Hołub i Smolarczyk, to Samborski (także nie będący jeszcze w fizycznym „szczycie”) i P.Pabiniak przy ich wsparciu pokażą wreszcie na co Start faktycznie w ataku stać. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy