Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Plan wykonany

Odsłony: 6350

Dla czerwono-czarnych kibiców pucharowa środa zakończyła się zgodnie z planem. W spotkaniu 1/32 finału Pucharu Polski na Opolszczyźnie Start Namysłów wybrał się do Grodkowa, gdzie w walce o awans do następnej rundy potykał się z rezerwową drużyną IV-ligowego LZS-u Starowice Dolne. Dodajmy, że to aktualny beniaminek grupy III opolskiej klasy A, więc ze zrozumiałych względów faworytem byli namysłowianie. Podopieczni Grzegorza Rośka potwierdzili wyższe umiejętności na boisku, wygrywając pewnie i wysoko. Wynik 4-0 oddaje obecny układ sił, niemniej przy nieco większej skuteczności goście mogli pokusić się o rezultat jeszcze wyższy. Nie wynik był jednak sprawą nadrzędną, lecz awans do kolejnej rundy. I cel na poły rezerwowa ekipa z Namysłowa zrealizowała.

Po krótkim rozpoznaniu czerwono-czarni dosyć szybko przejęli inicjatywę w grze. W 5’na pierwszy strzał zdecydował się Drapiewski, jednak jego próba z 20 metrów poleciała wysoko nad bramką. Ku naszemu lekkiemu zaskoczeniu, miejscowi szybko się odgryźli. W 7’ Ćwiklik pomylił się jednak z 22 metrów. Za chwilę (8’) Start egzekwował rzut wolny na 20 metrze. Do piłki podszedł P.Pabiniak, uderzając mocno i w kierunku świątyni Kina, ale ten zdołał „kulę” wypiąstkować na korner. Z kolei w 10’ doszło do nietypowej zmiany. Ćwiklika zmienił Korzeniowski, gdyż temu pierwszemu… pękł but. A że nie miał innego obuwia na zmianę, to i nie mógł kontynuować gry. Wreszcie w 11’ doczekaliśmy się gola. Kozan zgrał dośrodkowaną z rzutu rożnego futbolówkę, doszedł do niej Szczygieł i strzałem przy słupku z 7 metrów pokonał bramkarza. Tym sposobem młodziutki zawodnik mógł okazać radość po pierwszym seniorskim trafieniu w czerwono-czarnych barwach. Start nie zamierzał jednak osiadać na laurach. W 15’ P.Pabiniak zagrał „skórę” nad defensorami Starowic do wychodzącego Hołuba. Ten doszedł do podania, jednak jego strzał z pierwszej piłki (16 metrów) minął bramkę rywali o metr. Tenże Hołub w 23’ dograł piłkę z prawej flanki w szesnastkę do P.Pabiniaka, którego uderzenie zablokował obrońca. Doskoczył jednak do niej na 30 metrze Ptak i huknął ile sił w nogach, a ta odbiwszy się od słupka, wylądowała w siatce. To było naprawdę piękne trafienie, bez dwóch zdań ozdoba środowego meczu! Po paru kolejnych minutach znów oglądaliśmy Start pod bramką defensywnie usposobionych rywali. W 27’ po dobrym ataku Drapiewski znalazł podaniem Hołuba, a ten wyłożył „kulę” na 20 metr do P.Pabiniaka. Patryk pomylił się jednak przy strzale o kilkadziesiąt centymetrów. Za chwilę znów zobaczyliśmy kolejną bramkową szansę NKS-u. W 29’ Drapiewski wgrał piłkę w szesnastkę do P.Pabiniaka, lecz strzał naszego snajpera obronił golkiper. Patryk przytomnie jednak odegrał odbitą „kulę” do „Drapka”, a ten z linii szesnastki uderzył minimalnie niecelnie. Po dwóch minutach (31’) Paszkowski świetnym długim podaniem uruchomił Drapiewskiego, który znalazł się „sam na sam” z Kinem. I Kin wyszedł z pojedynku zwycięsko, broniąc strzał naszego pomocnika nogami. Start wciąż naciskał. W 35’ po raz kolejny zaśmierdziało na przedpolu LZS-u. Po zablokowaniu przez rywali P.Pabiniaka futbolówka spadła pod nogi Kozana, lecz grający prezes klubu uderzył zbyt lekko i w środek bramki, aby zaskoczyć mocno już rozgrzanego Kina. Dopiero w 36’ gospodarze odpowiedzieli naszej drużynie. Z rzutu wolnego (okolice 30 metra) uderzył Sacha, lecz pomylił się o 2 metry. Ostatni ciekawy atak miał miejsce w 41’ Szczygieł otrzymał futbolówkę na prawej flance, wpadł z nią w pole karne i uderzył z ostrego kąta. Został jednak zablokowany. Szymon mógł śmiało podawać do wbiegającego na 5 metr Hołuba, który był osamotniony, ale zdecydował się na inny wybór. Po kornerze do główki doszedł jeszcze wspomniany Kamil Hołub, lecz jego uderzenie obronił golkiper.

W pierwszych 45 minutach przewaga namysłowian nie podlegała dyskusji. Nasz zespół lepiej operował piłką, starał się rozgrywać akcje, próbując przy tym rozrywać defensywnie nastawionych starowiczan. Starania te dwukrotnie przyniosły skutek, więc na przerwę zarówno zawodnicy jak i trener Rosiek schodzili zadowoleni.

Drugą część czerwono-czarni zaczęli z podobnym impetem do tego sprzed przerwy. W 51’ P.Pabiniak mocno uderzył z rzutu wolnego (35 metrów) i golkiper z trudem sparował „kulę” na korner, po którym do uderzenia głową doszedł jego kuzyn Łukasz. Niestety, strzał „Aruma” po rykoszecie o centymetry minął starowicką świątynię i wynik nadal brzmiał 2-0. Ale niedługo, bo w 55’ było już 3-0. Długie podanie z głębi pola trafiło do Hołuba, który wyprzedził obrońców i znów stanął „oko w oko” z Kinem. I ponownie golkiper LZS-u był górą, gdyż odbił uderzoną piłkę. Doskoczył jednak do niej Patryk Pabiniak i pewnie umieścił między słupkami. A dwie minuty później wynik brzmiał już 4-0! W 57’ P.Pabiniak dograł na 17 metr do Damiana Raszewskiego, który świetnym zwodem oszukał obrońcę, by za ułamek sekundy mocno strzelić pod poprzeczkę. Gol także efektowny, a radość Damiana spora, bo podobnie jak w przypadku Szczygła, także i on po raz pierwszy zdobył gola w seniorach. Podopieczni Grzegorza Rośka rzucili rywali na deski, ale paradoksalnie od tego momentu, mimo że stwarzali sobie kolejne sytuacje, wyraźnie zwolnili. Tempo gry nie było już tak intensywne, co można było odczytać jako próbę oszczędzania sił na sobotni, niezwykle ważny mecz o punkty w Głubczycach. W 61’ aktywny Hołub wygrał pojedynek z obrońcą, lecz z 17 metrów strzelił metr nad bramką Kina. Z kolei w 68’ na indywidualną akcję zdecydował się Patryk Pabiniak (jego środowa bramka była 125-tym trafieniem w czerwono-czarnym trykocie!). Patryk wymanewrował dwóch defensorów, po czym dograł idealną prostopadłą piłkę do wbiegającego w szesnastkę Hołuba. Kamil nienajlepiej ją jednak przyjął i w trudnej sytuacji został zastopowany przez bramkarza. W 75’ po błędzie namysłowskiej defensywy w sytuacji „jeden na jeden” znalazł się Śmietana. Ale nie mający do tej pory zbyt wiele pracy Zacharski nogami świetnie wybił „kulę” poza linię końcową. To była najlepsza okazja gospodarzy w całym spotkaniu. Kolejne minuty, to niemal boiskowy przestój, który dopiero w 88’ przerwał Hołub. Kamil doszedł do futbolówki na 25 metrze, odgrywając ją na bok do D.Raszewskiego, który zwrotnie „klepnął” do podającego. Kamil z 7 metrów pokonał wreszcie Kina, jednak gol nie został uznany, gdyż sędzia odgwizdał ofsajd. W ostatnim ataku (89’) po akcji tej samej dwójki – D.Raszewskiego z Hołubem – ten pierwszy doszedł do strzału na 10 metrze, jednak uderzył zbyt lekko i Kin uratował swój zespół przed stratą piątego gola. Na tym jednostronne emocje się zakończyły.

Mecz bez historii. Mecz, w którym zdecydowanym faworytem był namysłowski Start i z zadania wywiązał się należycie. Mimo kilku zmian w składzie, nasza drużyna pokazała, że drzemie w niej potencjał. Chłopcy chcą grać piłką i widać, że sprawia im to przyjemność. Teraz czekamy, aby dobra środowa gra przełożyła się na kolejne mecze, już o punkty. Dominacja NKS-u przez pierwszą godzinę nie podlegała żadnej dyskusji. Dopiero po zdobyciu czwartego gola zwolniliśmy. Nie na tyle jednak, żeby dopuścić do głosu rywali. Ostatecznie wygraliśmy pewnie i wysoko. A teraz czekamy na sobotę i dobre wieści (mamy taką nadzieję) z Głubczyc po rywalizacji z wyjątkowo trudnym przeciwnikiem. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy