Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Pierwszy letni remis

Odsłony: 9818

Namysłowski Start nie przestaje pozytywnie zaskakiwać swoich kibiców. Po dwóch sukcesach w grach kontrolnych (5-2 z Pogonią Trębaczów oraz 2-1 z LZS-em Kup) fani liczyli, że seria ta także w kolejnym spotkaniu zostanie podtrzymana. Wiedzieliśmy jednak, że o wygraną łatwo nie będzie, bo naprzeciw naszej jedenastki wybiegli naprawdę wymagający goście z Oleśnicy. Pogoń, to aktualnie 4. zespół IV ligi dolnośląskiej, który w najbliższym sezonie poważnie myśli o powrocie do III ligi. Niejako więc w podświadomości zagościł nam fakt, kto w tym spotkaniu pełnił będzie rolę faworyta. Oleśnicka drużyna Marcina Jurasika potwierdziła w Namysłowie krążące o niej opinie. To rzeczywiście zespół dobrze i mądrze grający w piłkę, lubiący kontrolować boiskowe wydarzenia. I to biało-niebiesko-amarantowi na przestrzeni 90 minut częściej byli w posiadaniu futbolówki, stwarzając sobie kilka dobrych okazji. Ale czerwono-czarnym niczego ujmować nie możemy, bo nasz zespół dobrze zorganizował się w grze defensywnej, równie intuicyjnie dostosowując się do taktyki rywali. Przede wszystkim jednak to kibice Startu mogli mieć po spotkaniu uczucie większego niedosytu, bo to ich pupile stworzyli więcej klarownych sytuacji od Pogoni. Skończyło się polubownie – remisem.

Ci z kibiców, którzy na mecz dotarli parę minut po pierwszym gwizdku, spotkały dwie niespodzianki. Pierwsza pozytywna – nasz zespół już w 2’ objął prowadzenie. A druga mniej sympatyczna – gola ze zrozumiałych względów nie zobaczyli. W pierwszej akcji czerwono-czarnych Wilczyński przejął futbolówkę na 20 metrze, wpadł z nią w pole karne, po czym plasowanym strzałem ulokował w siatce. Wydawało się, że gol może tylko dodać rumieńców meczowi, tymczasem w kolejnym kwadransie boiskowa rywalizacja skupiła się głównie w strefie środkowej. I dopiero w 17’ widzieliśmy następne zagrożenie. Znów stworzyli je namysłowianie, a konkretnie P.Pabiniak, który dostał „kulę” w szesnastce, obrócił się z nią i fantastycznie uderzył z 15 metrów w okienko bramki Pogoni. Fenomenalnie jednak zachował się Kubiszyn, który w sobie tylko wiadomy sposób uchronił gości przed stratą drugiego gola. W 22’ długa piłka przeszła nad głową Krystiana Błach i dopadł jej jeden z przeciwników. Mogliśmy jednak odetchnąć, bowiem w sytuacji sam na sam z Kodliukiem nie zdołał trafić w światło bramki. Niebawem (25’) wspomniany Krystian Błach skiksował w szesnastce, czego o mało nie wykorzystał naciskający go rywal. Przytomnie zachował się jednak Kodliuk, zapobiegając niebezpieczeństwu. Dla odmiany w 30’ długi przerzut Lavrinenki trafił pod nogi Kostrzewy. Ten na lewej flance wycofał ją na 16 metr do P.Pabiniaka, lecz nasz snajper nieczysto w „kulę” trafił, nie trafiając też w obrys oleśnickiej świątyni. Na tym emocje przed przerwą właściwie się zakończyły.

Skromne prowadzenie cieszyło, tym bardziej, że Start dosyć szybko dostosował się do częściej utrzymujących się przy piłce gości. Oleśniczanie sygnalizowali w paru sytuacjach duży potencjał, lecz nie potrafili skutecznie sforsować namysłowskiej defensywy, która z rzadka dopuszczała ich na swoje przedpole. Wiedzieliśmy jednak, że po zmianie stron jeszcze może być ciekawie, bo obie jedenastki wykazywały chęć do gry, a nie jej pozorowanie.

Zmiana połówek nie zmieniła specjalnie obrazu gry. Nadal goście częściej utrzymywali się przy piłce, choć czujnie grający miejscowi niespecjalnie dawali się zmuszać do błędów.

W 48’ bardzo dobrze z wolnego uderzył jeden z oleśniczan (23 metry), jednak mocny strzał w dolny róg bramki Zacharski kapitalnie sparował na korner. W 52’ ładnie dla oka piłkę rozegrali piłkę namysłowianie, gdzie w finalnym momencie Smolarczyk oddał ją na prawo Lavrinence. Ten dośrodkował na krótki słupek na wbiegającego „Smolara”, którego strzał minął „okienko” bramki rywali o kilkadziesiąt centymetrów. Groźnie pod bramką gości zrobiło się także w 55’, gdy po dorzucie Smolarczyka zakotłowało się w polu bramkowym. Ostatecznie jeden z rywali profilaktycznie wyekspediował piłkę na rzut rożny. Po jego rozegraniu (56’) „kula” trafiła do Paszkowskiego, który uderzył czysto i mocno. Dobrze spisał się jednak golkiper Pogoni, a dobitka P.Pabiniaka okazała się nieprecyzyjna. W 58’ czerwono-czarni przeprowadzili kolejny groźny atak. P.Pabiniak wyszedł jeden na jeden z bramkarzem i próbował go minąć. Piłkarz w rękawicach nie dał się jednak przechytrzyć, blokując naszego atakującego. Start nie rezygnował w tym okresie z prób podwyższenia wyniku i w 60’ znalazł się pod bramką gości po raz kolejny. Ptak przechwycił wówczas „skórę” wślizgiem i ta trafiła do P.Pabiniaka. Jego uderzenie z linii szesnastki zostało jednak zablokowane. Po kilku minutach przestoju, w 71’ Zacharskiego próbowali sprawdzić oleśniczanie, jednak uderzenie z 30 metrów przeszło 2 metry nad bramką. Podobnie było w 81’, z tą jednak różnicą, że nasz młody golkiper piękną paradą mocno lecącą z dystansu piłkę odbił do boku. W 83’ biało-niebiesko-amarantowi doprowadzili do wyrównania. Z rzutu wolnego precyzyjnym strzałem przy słupku popisał się Koselski i zrobiło się 1-1. Start próbował odgryźć się w 88’, gdy długa piłka trafiła do Samborskiego, który wyszedł sam na sam z bramkarzem. Futbolówka uciekła mu jednak do boku. Sytuację próbował jeszcze ratować Kamil Błach, zagrywając ją z powrotem do „Sambora”, ale tym razem powracający po długiej rekonwalescencji napastnik został przy strzale zablokowany. Ostatnim akordem był atak w 89’ Startu. Z lewej strony szarżował Włoszczyk, wykładając „skórę” na 15 metr do Samborskiego. Rafał dobrze uderzył, ale jego płaskie uderzenie nogami zdołał odbić bramkarz.

Remis, to w środę najbardziej adekwatny wynik do tego, co działo się na boisku. Nasi chłopcy po raz pierwszy latem napotkali rywala godnego siebie, który dodatkowo częściej utrzymywał się przy piłce. Ale brak futbolówki przy nodze nie powodował, że drużyna miała problemy, a w jej grę wkradała się bezradność. Tak nie było. Nasz zespół mądrze budował ataki, do tego parę razy zaatakował kąśliwie flankami, co przełożyło się na większą liczbę okazji do strzelenia bramki. To jednak mało istotne, bo obrany kierunek – mimo chwilowej (miejmy nadzieję) nieskuteczności – jest właściwy. Jeśli potrafimy zastopować drużynę wykazującą się graniem w piłkę, to nie mamy prawa marudzić. Dlatego w oczekiwaniu na początek ligi i mecz w Nysie, czeka nas jeszcze ostatni sprawdzian w Trębaczowie. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy