Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Wstajemy z kolan?

Odsłony: 6474

Choć na zwycięstwo swoich pupili namysłowscy kibice czekają już ponad 100 dni, to weekend w wykonaniu Startu należy uznać za zadowalający. Podopieczni Damiana Zalwerta gościli

na niewygodnym terenie w Głubczycach, gdzie o punkty każdemu z reguły trudno. W ostatnich latach nasze wspomnienia związane z grą na obiekcie Polonii też nie były zbyt sympatyczne, tymczasem znajdujący się w kryzysie czerwono-czarni zdołali zapunktować. Nasz zespół wywalczył punkt po remisie 1-1. Dodajmy punkt wywalczony w sposób zasłużony. Chłopcy nie przełamali wprawdzie serii meczów bez porażek (licząc z poprzednim sezonem, nie potrafimy wygrać od 11-tu meczów), niemniej dali nam nadzieję, że w następnych tygodniach zaczną wreszcie odbijać się od dna tabeli. Żeby tak się stało, potrzebne są zwycięstwa. Mimo cennego remisu u aktualnego wicemistrza IV ligi, nadal zamykamy tabelę. Patrząc jednak na postawę drużyny w Głubczycach, jest spora nadzieja, że niebawem wstaniemy z kolan.

W początkowych minutach lepsze wrażenie sprawiali miejscowi, jednak pierwszy strzał w meczu zobaczyliśmy dopiero w 10’, gdy z 20 metrów uderzył Czarnecki. Piłka o 2 metry minęła jednak słupek namysłowskiej bramki. Miejscowym szybko (12’) odpowiedział P.Pabiniak, ale i jego próba z rzutu wolnego (25 metrów) nie była na tyle precyzyjna, aby Czerwiński zmuszony został do interwencji. Niestety, w 15’ mieliśmy deja vu z meczu przeciw OKS-owi Olesno. Tym razem po kiksie w szesnastce Żołnowskiego, piłkę złapał Stasiowski, a arbiter zinterpretował to jako celowe zagranie do golkipera, dyktując rzut wolny pośredni z 5 metrów. Po krótkim rozegraniu Wiciak pewnie strzelił pod poprzeczkę i poloniści mogli cieszyć się z prowadzenia. Podrażnieni goście w 17’ przeprowadzili lewą flanką dobrze zapowiadający się atak. P.Pabiniak znalazł podaniem w polu karnym Kamila Błacha, który płasko dośrodkował w stronę wbiegającego w linię strzału Samborskiego. W ostatniej chwili połapał się jednak jeden z defensorów Polonii i wybił „kulę” poza linię końcową. Z kolei w 18’ po błędzie B.Kurzawy, groźnie (bo metr od bramki) z prawej strony uderzył Lenartowicz. Namysłowianie – za sprawą P.Pabiniaka – zrewanżowali się 3 minuty później. Patryk przeprowadził indywidualny atak środkiem boiska, ale jego uderzenie z 20 metrów w środek bramki nie mogło wyrządzić żadnej krzywdy golkiperowi z Głubczyc. W 24’ miejscowi zagrali długą (kolejną w tym meczu) piłkę na namysłowskie przedpole. Nieporozumienia Żołnowskiego ze Stasiowskim nie zdołał jednak wykorzystać Bawoł, którego główka nad Stasiowskim o metr minęła też naszą świątynię. W 29’ nienajlepiej w tym okresie dysponowany Żołnowski pomylił się po raz kolejny, umożliwiając dojście do sytuacji Bawołowi. Ten bardzo mocno uderzył z 20 metrów pod poprzeczkę, ale Stasiowski pokazał że zna swój fach, z trudem wybijając piłkę na korner. Następny atak namysłowian przyniósł im gola. Po świetnym rozegraniu w środku pola przez Sarnowskiego, futbolówka trafiła do Bilińskiego, który prostopadłym podaniem znalazł wbiegającego w szesnastkę P.Pabiniaka. Nasz snajper płaskim uderzeniem z prawej strony, z okolic 15-tego metra pokonał Czerwińskiego, a na ławce rezerwowych gości zapanowała spora radość. Namysłowianie przeprowadzili też ostatni godny odnotowania atak przed przerwą. W 37’ po akcji lewą flanką Kamila Błacha z B.Kurzawą, ten drugi dośrodkował „skórę” na głubczyckie przedpole, gdzie w zamieszaniu atakującemu P.Pabiniakowi zabrakło centymetrów, aby do niej doskoczyć.

Po połówce otwierającej mecz mogliśmy być względnie zadowoleni. O ile w pierwszym kwadransie lepiej prezentowali się poloniści (finalizując przewagę golem w 17’), o tyle w kolejnych minutach ambitnie grający Start był zdeterminowany, aby odwrócić niekorzystny bieg zdarzeń. To się zespołowi udało w 35’ za sprawą P.Pabiniaka. Mogła dziwić na wskroś defensywna taktyka głubczyczan, którzy przede wszystkim skupiali się na grze długimi podaniami z pominięciem drugiej linii. Ci jednak widocznie dobrze czują się w takiej rywalizacji, więc trudno to kontestować. Ważne, że namysłowianie starali się rozgrywać piłkę, próbując zdobywać teren. Owszem, ciężko było przebić się w bezpośrednią okolicę bramki Czerwińskiego, niemniej w paru sytuacjach golkiper Polonii mógł się poczuć zagrożony.

Zaraz po przerwie (47’) oglądaliśmy ładną dla oka akcję braci bliźniaków. Dośrodkowanie z lewej strony Kamila Błacha spadło pod nogi jego brata Krystiana, który z prawej flanki akcję zamykał. Ten oddał celny strzał, jednak piłka została zablokowana metr przed linią bramkową. Golem zapachniało, ale musieliśmy się tylko obejść smakiem. Dopiero po kilkunastu minutach zobaczyliśmy kolejne zagrożenie. W 58’ na strzał z 20 metrów zdecydował się niepilnowany Bawoł, lecz to uderzenie zostało w porę zablokowane i „kula” poleciała poza linię końcową. Kolejne minuty, to znów rywalizacja o przejęcie inicjatywy i trzeba powiedzieć, że lepiej w organizacji gry wyglądali namysłowianie. W 67’ kolejna długa piłka posłana została do Lenartowicza, którego uderzenie z ostrego kąta pewnie pochwycił Stasiowski. Za chwilę (68’) dobrze zapowiadającą się akcję przeprowadzili czerwono-czarni. Biliński, otrzymawszy piłkę w środku pola, zagrał ją na lewo do Samborskiego, a ten „złamał” atak do środka, po czym uderzył na bramkę. Futbolówka po rykoszecie opuściła jednak boisko. Za chwilę Kamil Błach posłał dalekie podanie do Samborskiego (69’). Rafał nie zdołał jednak na tyle poprawnie opanować spadającej piłki w szesnastce, aby wypracować sobie pozycję strzałową. Gospodarze groźnie skontrowali Start w 74’. Wówczas to strzelający Bawoł został zablokowany przez Żołnowskiego, natomiast zbyt lekką dobitkę Złoczowskiego złapał Stasiowski. W 81’ niezwykle groźnie z 25 metrów uderzył Krywko, bowiem „kula” dosłownie o centymetry minęła namysłowską świątynię. A po kilkudziesięciu sekundach odetchnęliśmy jeszcze głębiej, gdy główkujący z 2 metrów Krywko nieznacznie się pomylił (to powinien być gol). IV-ligowemu wicemistrzowi odgryźliśmy się dopiero w 88’, po tym jak Ptak uruchomił podaniem Smolarczyka, który w naprawdę dobrej sytuacji lobował wychodzącego z bramki Czerwińskiego. Niestety dla Startu, lobował nieskutecznie. Za chwilę (89’) dośrodkowanie z wolnego Włoszczyka spadło na głowę Samborskiego. „Samborowi” także niewiele brakło, aby ulokować piłkę w siatce. Niewykorzystane w końcówce przez gości okazje mogły się srogo zemścić w 90+2’, gdy po sporym zamieszaniu na namysłowskim przedpolu do piłki doskoczył Bawoł i mierzonym uderzeniem z 10 metrów trafił… w słupek!

Po przerwie gospodarze nadal preferowali grę długimi podaniami w kierunku swoich atakujących, a Start skupiał się na rozgrywaniu piłki po ziemi. Obie drużyny stworzyły sobie po parę sytuacji, z których mogły pokusić się o przechylenie szali zwycięstwa na swoją stronę. W decydujących momentach zabrakło jednak precyzji i skuteczności. Ostatecznie mecz zakończył się remisem, z którego na pewno bardziej zadowoleni byli czerwono-czarni.

Jeszcze nie wygrywamy, niemniej dwa remisy z rzędu, w obliczu niedawnych wyników, są dla kibiców promykiem nadziei na lepsze jutro. Chcemy wierzyć, że o tytułowym wstawaniu z kolan z pytajnikiem, za kilkadziesiąt dni nikt już nie będzie pamiętał. Potrzebne jest jednak pełne przełamanie w postaci zwycięstwa. Miejmy nadzieję, że w meczu o punkty nastąpi ono już w sobotę. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy