Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Brakuje skuteczności

Odsłony: 7376

Do meczu 5. kolejki IV ligi opolskiej piłkarze Startu Namysłów i Małejpanwi Ozimek przystępowali z różnymi problemami. Gospodarze zawodów liczyli przede wszystkim na przerwanie

czarnej serii porażek i wywalczenie pierwszych punktów w sezonie. Natomiast goście z Ozimka, którzy w czerwcu spadli z III ligi, niejako na nowo zmuszeni byli ustawiać zespół z uwagi na poważną kontuzję nowego nabytku Michaela Komora, ale i absencji kilku graczy z bloku defensywnego. Mimo to faworytem spotkania była ekipa przyjezdnych.

Jako pierwsi sygnał do ataku na bramkę przeciwnika dali podopieczni Dariusza Kaniuki. W 1. minucie meczu, po rajdzie prawą stroną boiska i centrze w szesnastkę Startu, przytomnie zachował się Bartosz Kurzawa, wybijając głową piłkę skierowaną do napastnika gości. Od początku widać było, że obie jedenastki są dobrze przygotowane do zawodów pod względem motorycznym. Zarówno bowiem czerwono-czarni, jak i Małapanew, akcje zaczepne przeprowadzali głównie skrzydłami. Nic jednak z tego konkretnego nie wynikało. Duża w tym zasługa naszych środkowych pomocników, którzy w zarodku starali się przerywać konstruowanie ataku pozycyjnego gości. Nie brakowało walki i ostrzejszych wejść pod rywala, co niekoniecznie musiało się podobać oglądającym spotkanie widzom. W 16’ po raz pierwszy do większego wysiłku zmuszony został golkiper Startu Wojciech Stasiowski, pewnie wyłapując mocny strzał sprzed szesnastki, oddany przez Dominika Franka. Dla odmiany w 20’ Patryk Pabiniak wrzucił „kulę” z lewej strony w pole karne gości, jednak nikt z jego kolegów nie potrafił przyjąć podania. Minutę później (21’) pomarańczowo-czarni po raz kolejny próbowali rozmontować namysłowski szyki obronne. Dorzucona na 5-ty metr piłka padła jednak łupem pewnie interweniującego Stasiowskiego, który uprzedził szarżującego napastnika Małejpanwi. Od tego momentu zaczęła się nieznacznie zarysowywać przewaga w polu gości. Nasi defensorzy umiejętnie wybijali jednak piłkę, nie dopuszczając do zagrożenia własnej bramki. Namysłowianie nie chcieli pozwolić na zbyt wiele dobrze wyszkolonym technicznie podopiecznym Dariusza Kaniuki, stosując pressing od strefy środkowej boiska. I w 38’ to gospodarze mogli objąć prowadzenie, kiedy to pogubili się w swoim polu karnym goście. Doszło wówczas do zamieszania pod bramką Krzysztofa Stodoły, ale dwa oddane strzały przez namysłowian zamiast do siatki, trafiły najpierw w nogi defensorów z Ozimka, a następnie skuteczna interwencją popisał się już bramkarz gości. W odpowiedzi (39’) po kornerze wykonanym przez Franka do strzału głową na przedpolu bramki Stasiowskiego doszedł Kamiński. I tutaj znów nasz golkiper popisał się świetną interwencją, instynktownie wybijając piłkę w pole, zdawało się niechybnie zmierzającą do siatki. W 41’ strzał głową Żołnowskiego minął poprzeczkę świątyni strzeżonej przez Stodołę, po niezłej centrze z prawej flanki P.Pabiniaka. Goście jeszcze dwukrotnie próbowali się odgryźć, w 43’ oddając dwa mocne uderzenia na bramkę Startu. Ale najpierw świetnie bronił Stasiowski, a chwilę później obrońcy NKS-u skutecznie wybili futbolówkę daleko w pole. Gdy wydawało się, że nic więcej na boisku w tej części gry już się nie wydarzy, chwilowe przyśniecie defensywy Startu spowodowało, że przyjezdni doczekali się szansy ze stałego fragmentu, gdy sędzia zawodów dopatrzył się faulu naszego obrońcy tuż linią wyznaczającą obrys pola karnego. Soczyście wykonany strzał z rzutu wolnego minął jednak poprzeczkę bramki czerwono-czarnych. W doliczonym czasie gry pierwszej odsłony jeszcze raz prawą stroną po skrzydle zaatakowali goście (w osobie Steinhofa), lecz jego precyzyjnie dośrodkowanie nie znalazło konkretnego autora i można było odetchnąć z ulgą.

Jakie wnioski z gry naszych ulubieńców można było wysnuć po pierwszej części? Otóż pomimo toczonej topornej walki i zaangażowania w grę całego zespołu Startu, uwidocznił się szczególny brak ataków skrzydłami oraz dokładnych podań do Rafała Samborskiego czy Patryka Pabiniaka. Obaj wspomniani często musieli wracać do środka boiska po piłkę i rozgrywać ją, próbując stworzyć zalążek jakiekolwiek akcji ofensywnej. Ambicji w grze naszym zawodnikom odmówić nie można było, tak jak i poprawnej gry w obronie. Brakowało jednak tej iskry w ataku i skutecznego wykorzystania nadarzającej się okazji.

Po zmianie stron to Start rozpoczął ofensywę. W 47’ z rzutu wolnego ładnie i mocno uderzył P.Pabiniak lecz piłkę zmierzającą pod poprzeczkę bramki pomarańczowo-czarnych wyłapał doświadczony Stodoła. W tym okresie gry nasi dosłownie usiedli na przeciwnika, stosując wysoki pressing już na połowie rywala oraz próbując „rozklepać” niepewnie grającą obronę Małejpanwi. Można też było odnieść wrażenie, że również sędzia zbyt nieprzychylnie traktował postawę naszych zawodników w grze ofensywnej pod bramką rywala. A już kontrowersyjna sytuacja z ręką w polu karnym gości w 50’ po akcji i strzale Samborskiego mocno zachwiała obiektywnością arbitra, nie przyznającą Startowi należnego rzutu karnego. W 53’ chyba jedyny błąd w całym meczu naszego golkipera o mały włos nie zakończył się utratą gola. Po egzekwowanym rzucie rożnym przez przyjezdnych z prawej strony boiska i dośrodkowaniu w pole karne nasz bramkarz źle ocenił lot futbolówki, mijając się z centrą gracza gości. Do piłki dopadł napastnik, jednak zamiast do siatki, z kilku metrów posłał „skórę” obok prawego słupka bramki Startu. 6 minut później (59’) za tę pomyłkę popularny „Stachu” już się zrehabilitował, efektownie i pewnie broniąc mocny strzał oddany przez rywala. Później znów do głosu zaczęli dochodzić podopieczni Damiana Zalwerta. W 65’ aktywny tego dnia Patryk Pabiniak oddal ponownie ładny i mocny strzał na bramkę Stodoły, który nie bez problemów wybił piłkę przed siebie. W 70’ po zagraniu z rzutu rożnego przez namysłowian, golkiper gości znów musiał popisać się skuteczną interwencją. Ten okres gry przewagi w polu NKS-u goście jakoś przetrwali, by ponownie zainicjować swoje ataki. Co prawda doprowadzili do poważniejszego zagrożenia bramki Stasiowskiego, ale ich strzały były zbyt anemiczne, żeby mogły przynieść powodzenie. W obu takich przypadkach (71’, 76’) na miejscu był golkiper miejscowych. Wreszcie akcję meczu w 80’ miał kapitan Startu Rafał Samborski. Po błędzie defensywy Ozimka, piłka znalazła się pod jego nogami, Rafał miał przed sobą tylko bramkarza i właściwie mógł go zapytać, jak ma mu strzelić bramkę. Tymczasem oddał płaski strzał po ziemi, który minąwszy Stodołę, zamiast do siatki rywala przeleciał minimalnie tuż obok prawego słupka. Na widowni słychać było głośny jęk zawodu. W 82’ do piłki posłanej na przedpole bramki gości znów najwyżej skoczył Samborski, ale oddal strzał nad poprzeczką. Już do końca meczu, pomimo ataków z obu stron, nie doszło do zbyt poważnego zagrożenia i mecz zakończył się bezbramkowo. Było to spotkanie z gatunku twardej walki o punkty. Były momenty przewagi raz jednej, raz drugiej drużyny i obie jedenastki miały swoje sytuacje, które powinny zakończyć się zdobyciem gola. Tak jednak się nie stało. Remis należy więc przyjąć z umiarkowanym zadowoleniem.

Namysłowianom nadal brakuje skuteczności. A bez niej zdobywanie dalszych punktów będzie niezwykle ciężkie (jeśli nic się w tej kwestii nie zmieni). Poza tym, choć wiadomo było, że przeciwnik należał ekip z wyższej IV-ligowej półki, mieliśmy wielkie problemy ze stworzeniem sobie sytuacji do zdobycia bramki. I to w tej chwili najbardziej jest widoczne w poczynaniach ekipy Damiana Zalwerta. Gdyby goście byli bardziej skuteczni, to ten mecz równie dobrze przegralibyśmy. Małapanew widać też ma problemy, zwłaszcza z ustawieniem linii defensywnej. Natomiast nie ma żadnych ze stworzeniem sobie sytuacji bramkowych. [MS]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy