Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Wartościowy sparing

Odsłony: 7093

Kolejnym, trzecim już sparingpartnerem namysłowskiego Startu w ramach cyklu przygotowań do jesiennej rundy rozgrywek była oleśnicka Pogoń. Drużyna z Oleśnicy, jako

beniaminek IV ligi dolnośląskiej, przedstawiana jako najbardziej wymagający przeciwnik czerwono-czarnych w dotychczasowych test-meczach, potwierdziła na stadionie przy Pułaskiego, że jest zespołem wymagającym i trudnym (na tym poziomie) dla podopiecznych Damiana Zalwerta.

Od pierwszego gwizdka sędziego środowy rywal Startu ruszył z atakiem na bramkę strzeżoną przez Wojciecha Zająca. Na szczęście strzał oddany z ok. 25 m skierowany został w środek bramki namysłowskiego golkipera, a ten nie miał problemu z jego obroną. Namysłowianie od razu odpowiedzieli od wznowienia gry przez bramkarza, kiedy to Sarnowski uruchomił na prawej flance szybkiego Smolarczyka. Jednak tym razem obrońcy Pogoni nie dali się wymanewrować rosłemu napastnikowi czerwono-czarnych, wybijając piłkę w okolice środkowej strefy boiska. Niewiele jednak sekund upłynęło, a z kolejnym atakiem ruszyli gospodarze. Obsłużony przez kolegów Adrian Ptak mógł oddać groźny strzał z dystansu na bramkę Witaszka, ale ostatecznie pomylił się nieznacznie, gdyż piłka o metr minęła prawy słupek. W 4’ to piłkarze Pogoni o mały włos nie wykorzystali nieporozumienia naszego bramkarza z kolegami z linii obrony, kiedy to nie wiedzieć czemu, prostego podania po ziemi obrońcy nie wyłapał Zając, stwarzając przy tym niepotrzebne zamieszanie w naszym polu karnym. Na szczęście w porę interweniowali obaj stoperzy wybijając piłkę daleko w głąb boiska. Oleśniczanie, jakby czując niepewność w naszych szeregach, za chwilę próbowali za sprawa czarnoskórego Conde ponownie zaskoczyć namysłowską defensywę, ale na wysokości zadania stanął nasz junior Jakub Adrian, okazując się lepszym w sytuacji „jeden na jednego” z napastnikiem rodem z Gwinei. Napór na bramkę piłkarzy gości trwał nadal (8’) jednak namysłowscy defensorzy umiejętnie kierowani przez swego trenera Damiana Zalwerta nie pozwolili na oddanie celnego strzału napastnikowi Pogoni. Tempo meczu ani na moment nie osłabło. W 9’ tym razem Samborski próbował zaskoczyć strzałem bramkarza przyjezdnych, ale uderzenie naszego atakującego znów nieznacznie minęło prawy słupek świątyni Witaszka. Za moment akcję Włoszczyka mógł sfinalizować Smolarczyk, ale w ostatniej chwili nie opanował futbolówki tuż przed bramką Pogoni. Ale co się odwlecze… W 12’ ładne dogranie piłki z głębi pola od wszędobylskiego Sarnowskiego przejął szybki Samborski, przedryblował przy tym dwóch rywali i strzelił silnie po ziemi w lewy róg bramki przeciwnika. To była ładna akcja i piękna bramka. Mecz mógł się do tego momentu naprawdę podobać. W 15’ to rywal próbował zmienić wynik, lecz strzał z dystansu Lansany Conde nasz bramkarz z trudem wybił na rzut różny. W tym sparingu co i rusz, to jedna, to druga drużyna próbowały zaskoczyć rywala jakimś zagraniem. Obie jedenastki prowadziły szybkie tempo gry, starając się w niekonwencjonalny sposób przeprowadzić skuteczną akcję. Mecz był twardy, czasami nazbyt ostry, ale mógł się podobać.

Trenerzy przed meczem ustalili, że zespoły rozegrają po trzy tercje, każda po 30 minut, i tego planu się trzymali. Na boisku, nie patrząc się na wynik, wcale nie było wyraźnie widać kto jest tak naprawdę lepszy. Nasi rywale nie chcieli ustępować ani na moment, starając się grać piłką po ziemi. A czerwono-czarni próbowali ataku pozycyjnego, co już wkrótce dało kolejny wymierny efekt. W 37’ na odważny, szybki rajd prawą strona boiska zdecydował się Samborski. Rafał był nie do zatrzymania i co ważne, potrafił tak dokładnie dograć piłkę w środkową część boiska tuż przed polem karnym oleśniczan, że Smolarczykowi pozostało tylko skutecznie wykończyć dogranie kolegi, uderzając silnie do siatki. Zrobiło się 2-0. Choć przeciwnik wcale nie odstawiał nogi, to my cieszyliśmy się ze skuteczności naszych pupili i nic tak naprawdę nie wróżyło, że Start może coś przykrego spotkać. W obronie pewnie grali obaj stoperzy Zalwert i Adrian. W środku pola ciekawe akcje przeprowadzali, i co ważne walczyli, Sarnowski i Wilczyński wspierani Damianem Raszewskim. A Samborski i Smolarczyk straszyli przeciwnika pod bramką. Nawet sytuacja z 39’, kiedy to na środku boiska przypadkowo piłkę stracił popularny „Wilu” i ta padła łupem Pogoni, a za chwilę po uderzeniu przeciwnika problemy z interwencją miał Zając (ale znów skutecznie interweniowali namysłowscy obrońcy). Nie zanosiło się więc na zmianę obrazu meczu. Niemniej powoli przewagę w polu zaczęli zdobywać podopieczni Ryszarda Pietraszewskiego. W 44’ po groźnym ataku rywali Zając zdołał uchronić Start przed stratą bramki. Kilka minut przestoju czerwono-czarnych zaczęło budzić niepokój na trybunach. Co prawda Samborski próbował jeszcze w 45’ wejść odważnie w pole bramkowe oko w oko z golkiperem, jednak ten wybił mu futbolówkę spod nóg. Z kolei w 50’ duet Sarnowski – Samborski próbował wykończyć swój atak, ale obrońcy Pogoni w ostatniej chwili udaremnili zamiar czerwono-czarnych. A w kolejnych minutach namysłowskie atuty zaczęły się na murawie wyczerpywać… W 52’ znów ładną paradą popisał się Zając, dwukrotnie broniąc Start przed stratą gola. Z kolei koledzy Wojtka w polu nie potrafili równie konkretnie zagrozić biało-niebiesko-amarantowym. W 57’ nieporozumienie, a raczej niezdecydowanie z rodzaju tych, co zrobić: czy już uderzać czy nie na bramkę przeciwnika, nie dało nam atutu w postaci gola (Drapiewski, Biliński). A i zbyt lekki strzał Smolarczyka z 58’ mógł namysłowskich kibiców zniesmaczyć. To goście doszli do głosu. W 59’ oglądaliśmy szybki rajd Miodka prawym skrzydłem, gdy wymanewrował kilku naszych graczy i uderzył piłkę z narożnika boiska, omal nie zaskakując Zająca. Na szczęście „skóra” poszybowała tuż nad poprzeczką. Było to też ostatnie ostrzeżenie dla NKS-u.

Wraz z początkiem III tercji meczu zbyt długo i niepotrzebnie kiwał się z przeciwnikiem Drapiewski, żeby coś z akcji mogło wyjść. Niebawem niecelnie z dystansu uderzył na bramkę Biliński, co też w żaden sposób nie zmieniło obrazu gry. W 62’ akcja prawą flanką młodego Bartusiaka oraz dokładna centra na głowę Adriana Miodka przyniosła przyjezdnym kontaktowego gola. Błąd naszej defensywy zadecydował o utracie bramki, gdyż przy oddawaniu strzału przez rywala nikt go tak naprawdę nie krył. Przy wyniku 2-1 ponownie Drapiewski (63’) po kontrze naszego zespołu powinien był pokusić się o trzeciego gola dla Startu, ale tego nie zrobił, gdyż tylko w wiadomy sobie sposób spudłował w sytuacji  sam na sam z golkiperem. A kilkadziesiąt sekund później Zając znów musiał wykazać się skuteczną interwencją po uderzeniu rywala, jak i wybić piłkę po rzucie wolnym Pogoni (66’), gdy inicjatywę przejęli goście. W szeregach czerwono-czarnych można było zauważyć pewną nerwowość i chyba też zmęczenie wysokim tempem sparingu. Mimo to Kostrzewa odważnie próbował inicjować ataki zaczepne NKS-u, oddając nawet strzał z ostrego kąta z lewej strony boiska (68’). W odpowiedzi rozpaczliwie interweniował Zieliński, wybijając przeciwnikowi „kulę” spod nóg w sytuacji sam na sam przed namysłowską szesnastką. Odnotować jeszcze należy próbę Samborskiego (70’), po której minimalnie szybszy okazał się od niego Kubiszyn, wybijając „stykową” piłkę poza obręb murawy. A goście? Rozważnie i cierpliwie minuta po minucie, dręczyli naszą obronę (75’ - strzał po stałym fragmencie gry z rzutu rożnego tuż obok prawego słupka naszej bramki; 78’ - uderzenie z dystansu rywala z trudem wybił w boczny sektor boiska Zając). Wreszcie nadeszła 85’, kiedy to pod namysłowską bramką Kamil Błach sfaulował Miodka. Arbiter bez wahania wskazał na „wapno”, które bez większego problemu wykorzystał sam poszkodowany. Mieliśmy remis 2-2, ale za chwilę goście próbowali pójść za ciosem, żeby pognębić namysłowian. Tyle, że do końca zawodów rezultat nie uległ już zmianie.

Końcowy wynik namysłowski kibic przyjąć musi z uczuciem pewnego niedosytu, bo przecież po godzinie gry Start pewnie prowadził 2-0. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że środowy rywal tak naprawdę nie był wcale zespołem słabszym, ani też mnie zdeterminowanym w uzyskaniu korzystnego rezultatu. Dlatego końcowe rozstrzygnięcie można śmiało uznać za sprawiedliwe. Owszem, w naszym zespole zabrakło choćby Żołnowskiego, kuzynów Łukasza i Patryka Pabiniaków, testowanego Kożuchowskiego, Krystiana Błacha czy Tistka. Gdyby nie te absencje, być może wynik i przebieg gry mógłby wyglądać inaczej. Ale sprawiedliwie oddajmy gościom, że i oni w większości wystawili dosyć młody skład. Nas cieszyło, że obie jedenastki stworzyły wczoraj ciekawe i na dużej intensywności widowisko sparingowe. [MS]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy