Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Sądny dzień

Odsłony: 5671

Przed kluczową potyczką z LZS Kup, nastroje w obozie czerwono-czarnych były bojowe. Nasi chłopcy doskonale wiedzieli, w jakim położeniu się znajdują i co muszą zrobić, aby przed ostatnią serią meczów mieć sporo do powiedzenia. Warunkiem podstawowym i jedynym było odniesienie zwycięstwa, które w praktyce do ostatniej kolejki dawałoby nam możliwość walki o bezpieczną 13. pozycję. Tymczasem spotkał nas duży zawód, bo za taki uznać musimy podział punktów z drużyną z Kup. Alle chyba bardziej zawiedliśmy się kiepską postawa drużyny po przerwie. Dodajmy w grze przeciw ekipie, która również walczyła o uniknięcie degradacji. W pierwszej połowie namysłowianie lekko przeważali, choć mieli trudności ze sforsowaniem nastawionego na grę defensywą przeciwnika. Udało się jednak wyjść na prowadzenie. Niestety, misternie nakreślony plan runął jak domek z kart, bo w drugiej połowie nasz zespół wyszedł na boisko dziwnie bojaźliwy, co przy ofensywie Kup musiało źle się skończyć. Rywale odwrócili losy meczu i to oni w 78’ mogli się cieszyć z prowadzenia. Start stać jeszcze było na zryw w przedłużonym czasie gry i wyciągnięcie remisu, który jednak niewiele dawał. I mniejsze znaczenie ma tu fakt, że w 8 minucie dodatkowego czasu rywale zmarnowali karnego. To dla nich nie miało znaczenia, bo remis zagwarantował im pewne utrzymanie. Nas z kolei, przy rozstrzygnięciach z innych boisk, rezultat 2-2 zepchnął na 16. pozycję, co oznacza, że sportowo zostaliśmy zdegradowani, a walka o 14. miejsce (teoretycznie jeszcze mogące dać za parę tygodni utrzymanie) będzie niezwykle trudna. Niewiele już bowiem od nas zależy. Musimy wygrać w Lewinie Brzeskim i liczyć, że punkty pogubią Śląsk Łubniany oraz Sparta Paczków. O tym jednak w innym materiale, a póki co sprawdźmy, co w środę działo się przy Pułaskiego 5.

Mecz atakiem zaczęli goście, którzy w 2’ za sprawą Bojara przetestowali Stasiowskiego. Strzał z 25 metrów był jednak za słaby, aby sprawić kłopoty naszemu doświadczonemu golkiperowi. Start świetną akcję przeprowadził minutę później (3’). Po rozegraniu kilku podań, z prawej strony wpadł w szesnastkę Wilczyński, podciągnął do linii, po czym zagrał płaską piłkę wzdłuż bramki. Połapał się jednak w ostatniej chwili jeden z obrońców Śląska, wybijając „kulę” spod nóg P.Pabiniaka. Za chwilę (5’) po zbyt krótkim wybiciu piłki z własnego przedpola, jeden z rywali uderzył naprawdę w niewielkiej odległości od namysłowskiej świątyni. Z kolei w 11’ po rozegraniu autu przez Śląsk, piłka trafiła do Marcinowa, którego uderzenie z 25 metrów minęło naszą bramkę o kilkadziesiąt centymetrów. Obie drużyny miały trochę problemów z rozwinięciem skrzydeł, choć widać było, że bardziej zaangażowani w grę ofensywną są czerwono-czarni. W 13’ po składnym ataku Startu Krystian Błach uruchomił długim podaniem Lavrinenkę, który odegrał na lewo do P.Pabiniaka. Patryk z kolei wrzucił dobrze futbolówkę na 6 metr do Sarnowskiego, który w asyście naciskającego go obrońcy uderzył zbyt lekko. 18’, to rzut wolny dla gości z odległości 20 metrów. Ale strzał Bojara nie dość, że był niezbyt mocny, to dodatkowo niecelny. Podopieczni Bartosza Medyka zrewanżowali się rywalom w 23’ kolejną dobrze zapowiadającą się akcją lewą flanką. Lavrinenko wyłożył piłkę po ziemi na 14 metr P.Pabiniakowi, ale Patryk strzelił lewą nogą zdecydowanie za wysoko. Niebawem (28’) Sarnowski zagrał świetnie piętą w szesnastkę do P.Pabiniaka, ten „złamał” atak pod swoją lewą kończynę, uderzając przy bliższym słupku. Czujny Wnuk zdołał jednak odbić piłkę poza obrys bramki. Start nie rezygnował w ofensywie i w 34’ znów było ciekawie. Otrzymawszy piłkę w szesnastce, P.Pabiniak obrócił się z obrońcą na plecach, lecz w decydującym momencie przy strzale został zablokowany. Natomiast w 36’ Kamil Błach dośrodkował „skórę” na 5 metr, gdzie do główki doszedł Lavrinenko. Problem w tym, że zamiast radości, było słychać wśród kibiców jęk rozczarowania, bo Ukrainiec zbyt głęboko wszedł pod piłkę i przestrzelił. W 41’ doczekaliśmy się wreszcie upragnionego trafienia. Namysłowianie świetnie zaatakowali prawym sektorem boiska. Sarnowski dograł „kulę” P.Pabiniakowi, a ten dośrodkował płasko na linię pola bramkowego. Jeden z gości zdołał odbić piłkę przed siebie, do której na 13 metrze doskoczył Wilczyński i płaskim strzałem dał czerwono-czarnym prowadzenie. A w 44’ powinno być już 2-0 dla NKS-u, po tym jak Lavrinenko otrzymał świetne podanie od Sarnowskiego. Olek mógł wyjść „sam na sam” z bramkarzem, lecz w kluczowym momencie zbyt mocno wypuścił sobie futbolówkę i uprzedził go obrońca z Łubnian.

Do przerwy skupieni na obronie goście niewiele zdziałali w ataku. Widać było, że interesuje ich przede wszystkim niedopuszczenie do utraty bramki. To im się jednak nie udało, gdyż krótko przed zejściem do szatni gola dla namysłowian uzyskał Wilczyński. Nasz zespół nie stworzył sobie może wielu okazji bramkowych, niemniej z perspektywy boiskowych poczynań na gola zasłużył, bo bardziej się starał w grze do przodu. Kibice byli bardzo zadowoleni z takiego obrotu sprawy, bo w równoległych spotkaniach wyniki układały się „pod” nasz zespół. Druga połowa brutalnie jednak zweryfikowała ten optymizm…

Fot.: Już na początku sezonu rywale rzucili nas na kolana, z których - jak się w środę okazało - już się nie podnieśliśmy...
[zdjęcie: Agnieszka Michalska]

 

Do drugiej części gry Start wyszedł jakiś taki niemrawy. Nasza drużyna nagle przestała atakować, pozostawiając sporo miejsca do gry gościom. A Ci zdecydowanie z tego faktu zaczęli korzystać, raz po raz szarżując namysłowskie przedpole. Nie mieli zresztą innego wyboru, chcąc wykaraskać się z kłopotów. W 53’ po dośrodkowaniu z lewej strony Stasiowski wypuścił piłkę z rękawic, ale na szczęście na raty niebezpieczeństwo zażegnali nasi defensorzy. A w 58’ było już 1-1. Strata piłki w środku pola przez Lavrinenkę spowodowała, że rywale zagrali długim podaniem na lewą stronę, skąd dorzucono ją na 20 metr. Tam kapitalnym uderzeniem z pierwszej piłki w okienko popisał się Bojar i nasze miny mocno zrzedły. NKS mógł się odgryźć w 67’. Lavrinenko przedarł się prawą flanką i oddał strzał po ziemi z 7 metrów. Piłka toczyła się wolno w kierunku bramki, ale ostatecznie odbiła się od słupka i wróciła na 5 metr, gdzie nie zdołał do niej doskoczył P.Pabiniak uprzedzony przez defensorów. To była wyśmienita okazja na ponowne prowadzenie. Z kolei w 70’ świetny strzał zza szesnastki oddał Pudełko, lecz „kula” o centymetry minęła bramkę „Stacha”. Za chwilę (71’) po zbyt krótkim wybiciu piłki Pudełko znów uderzył z dystansu, lecz tym raz namysłowski „goalie” pewnie ją zatrzymał. Start odkuł się dośrodkowaniem w 75’ Ptaka przed bramkę LZS-u. Było ono jednak odrobinę za wysokie i w efekcie P.Pabiniak uderzył niecelnie. W 78’ powstało w namysłowskim polu karnym zamieszanie, w wyniku którego do odbitej od Stasiowskiego i jednego z obrońców futbolówki doskoczył Bojar i z 3 metrów pewnie wcisnął ją do siatki. Wynik 1-2 był dla kibiców szokiem, nie mniejszym pewnie jak dla czerwono-czarnych piłkarzy. Start szybko się z krytycznej sytuacji próbował otrząsnąć, bo już w 80’ zaatakował. P.Pabiniak przedarł się prawą stroną, wpadając w pole karne. Ale jego strzał trafił tylko w boczną siatkę. Minuty upływały i robiła się coraz większa nerwówka. W 86’ P.Pabiniak ponownie uderzał. Tym razem z 30 metrów z rzutu wolnego, ale prosto w rękawice Wnuka. W 90+1’ namysłowianie posłali długie podanie w szesnastkę gości, gdzie na 16-tce Kozan zgrał głową piłkę jednego ze swoich kolegów. Próbujący interweniować Wnuk minął się z futbolówką, więc doskoczył do niej Drapiewski i główką pokonał wysuniętego golkipera gości. Zrobiło się 2-2! Za moment strzał z wolnego z 22 metrów w wykonaniu Sobczaka Stasiowski z wielkim trudem odbił na rzut rożny. A to nie koniec emocji, gdyż w 90+3’ zagranie Kozana do Kostrzewy spowodowało, że Miłosz uderzył z pierwszej piłki (z powietrza) i tylko rykoszet (po którym piłka wylądowała na bramkowym aucie) zapobiegł radości na namysłowskich trybunach. Nerwów było w przedłużonym czasie gry naprawdę sporo, a ich kulminacja nastąpiła w 90+7’. Po dośrodkowaniu z kornera golkiper zdjął piłkę z głowy próbującego strzelać Kozana, a chwilę później żaden z czerwono-czarnych nie zdołał przeciąć wybitej przez niego „kuli”. Goście ruszyli więc z szybką kontrą, po której wpadającego w szesnastkę Szymkowa nieprzepisowo powstrzymał Sarnowski. Arbiter bez wahania wskazał na wapno. Do futbolówki podszedł Moschner i uderzył mocno. „Stachu” odbił jednak jego próbę przed siebie, a także próbę dobitki! Goście złapali się za głowy, choć zmiana wyniku i tak niewiele w ich sytuacji zmieniała, bo remis dawał utrzymanie. I to po kilkunastu kolejnych sekundach stało się udziałem piłkarzu LZS Kup.

Drugą połowę nasi zawodnicy całkowicie położyli. Zagrali źle, bojaźliwie, bez zadziorności, którą imponowali w meczach wcześniejszych oraz uwagi i konsekwencji, którą prezentowali przed przerwą. Zostawiliśmy dużo miejsca dobrze spisującym się w ofensywie rywalom, którzy za sprawą Bojara znaleźli się w piłkarskim raju. Bo tak trzeba określić stawkę meczu i ostateczne – korzystne dla drużyny z Kup – rozstrzygnięcie. Nam pozostał żal i duży zawód, bo Start Namysłów został zdegradowany. Nadszedł sądny dzień, którego się obawialiśmy - po 14 latach ponownie znaleźliśmy się w klasie okręgowej, a to dla takiego klubu jak nasz, spore sportowe rozdroże, a nawet zakręt. Na podsumowanie i analizę przyjdzie jeszcze czas. Dziś trzeba się skupić na sobocie i godnym zamknięciu sezonu 2015/16. Zwycięstwo z Olimpią może spowodować, że przy wyjątkowym zbiegu okoliczności otrzymamy jeszcze możliwość gry w IV lidze. To już będzie jednak naprawdę szczęśliwa opcja (choć wcale niewykluczona). Czekamy zatem na sobotę i finisz sezonu. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy