Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Podbudowane morale

Odsłony: 2855

Finisz IV-ligowych rozgrywek jeszcze się nie rozpoczął, ale wszyscy fani czerwono-czarnych doskonale zdają sobie sprawę, jak szybko każdy kolejny tydzień będzie im upływał. Oczywiście ma to związek z aktualną sytuacją Startu w tabeli i mocno zawężającym się marginesem błędów, na które nasz zespół może sobie pozwolić. Właściwie to nie powinniśmy już żadnych potknięć notować, jeśli chcielibyśmy w dosyć spokojnych warunkach zapewnić sobie utrzymanie. Tak jednak nie będzie. Wiele bowiem wskazuje, że ulubieńcy Namysłowa do ostatniej kolejki (oby!) walczyć będą o uratowanie miejsca w najwyższej klasie rozgrywkowej Opolszczyzny. I dziś nikt nie zapewni kibica, że misja ta zakończy się powodzeniem. W każdym jednak tli się nadzieja, że tak się stanie. A nadzieję tą czerwono-czarni podbudowali w sobotę, inkasując kosztem MKS-u Gogolin 3 punkty. Nie był to łatwy mecz i każdy kolejny wcale na spacerek się nie zapowiada. Ale udało się zrealizować przedmeczowy cel, jakim było niedopuszczenie do utraty gola, a przy okazji zaskoczenie golkipera przeciwników. To były niezłe zawody, dzięki którym wciąż znajdujemy się w grze. I mamy nadzieję, że po następnych potyczkach będzie podobnie.

Zaczęło się w 3’ od ataku namysłowian. Wtedy to po raz pierwszy nasz zespół groźnie zaatakował gogolinian. Lavrinenko zdecydował się na strzał z prawej strony szesnastki, lecz zrobił to nieprecyzyjnie i futbolówka minęła bramkę Nikołajczyka o dobre 2 metry. Znajdujący się wyżej w tabeli goście zrewanżowali się po blisko kwadransie. Ściślej w 13’, gdy Kapłon w prosty sposób ograł Bilińskiego na 25 metrze, podciągnął z „kulą” parę metrów i bardzo mocno huknął na bramkę. Stasiowski w efektowny sposób zdołał jednak świetne uderzenie odbić poza linię końcową. Niedługo potem (18’) lepiej prezentujący się do tej pory MKS zagroził nam po raz kolejny. Po szybkiej akcji lewą flanką do dobrego dośrodkowania w szesnastkę doszedł Wróbel, jednak mając ok. 8 metrów do bramki fatalnie strzelił nad poprzeczką. Nielicznie zgromadzeni kibice mogli więc odetchnąć, bo gdyby nie źle ustawiony celownik zawodnika gości, niechybnie stracilibyśmy gola. Minęły raptem 2 minuty (20’), a to Start cieszyłby się z trafienia. Lavrinenko przejął zbyt krótko wybitą piłkę z tzw. „piątki” i w ten sposób znalazł się „sam na sam” z Nikołajczykiem. Szkoda, że Olek pośpieszył się z decyzją, decydując się na uderzenie z 16-tu metrów, które golkiper zdołał złapać. Bo gdyby podciągnął jeszcze parę metrów w szesnastkę, to szanse pokonania Nikołajczyka z pewnością by zwielokrotnił. A tak usłyszeliśmy jedynie z trybun szmer niezadowolenia. Za moment (21’) P.Pabiniak kapitalnie uderzył z rzutu wolnego z narożnika szesnastki (ok. 23 metry). Bramkarz jednak zachował się jeszcze lepiej, wybijając piłkę przed siebie. Żaden jednak z namysłowian nie poszedł za strzałem na tyle zdecydowanie, aby dopaść „skóry” i podjąć się poprawki. Mieliśmy na półmetku pierwszej odsłony parę dobrych okazji golowych z obu stron, lecz wciąż bezbramkowy rezultat. W 24’ namysłowianie przejęli piłkę w środku pola, uruchamiając P.Pabiniaka. Patryk postanowił uderzyć z dystansu (26 metrów), ale zabrakło mu precyzji, bowiem piłka przeleciała około metra od lewego słupka gogolinian. W 33’ rywale rozegrali piłkę w prawym sektorze boiska na tyle sprytnie, że do strzału w obrębie szesnastki doszedł Pogrzeba. Naciskany jednak mocno przez Żołnowskiego ostatecznie uderzył niecelnie. Odpowiedzieliśmy w 34’ dobrym atakiem lewą flanką Lavrinenki. Ukrainiec dośrodkował na 10-ty metr, gdzie doszedł do „skóry” Wilczyński, lecz jego próba z powietrza ledwie o pół metra minęła świątynię żółto-czarnych. Wreszcie w 36’ doczekaliśmy się – jedynej jak się później okazało – bramki sobotniego spotkania. Dodajmy bramki dosyć kuriozalnej, bo strzelonej w mocno przypadkowych okolicznościach. Wybijając piłkę spod własnej bramki, Kapłon tak niefortunnie w nią kopnął, iż nastrzelił nogę Lavrinenki. A ta odbiła się na tyle szczęśliwe, że dodatkowo przelobowała lekko wysuniętego Nikołajczyka i zatrzymała się dopiero w siatce. W kolejnych minutach namysłowianie uspokoili grę, a mimo to w 44’ znaleźli się w kolejnej dogodnej okazji. Na ścisłość znalazł się w niej P.Pabiniak, który przejął złe podanie między obrońcami, ograł próbującego interweniować rywala, a następnie zdecydował się na uderzenie lewą nogą z 16-tu metrów. Zmierzająca do siatki piłka po palcach wyciągniętego Nikołajczyka ostatecznie wylądowała jednak poza linią końcową, lecz z rzutu rożnego nie stworzyliśmy większego zagrożenia.

Pierwszy kwadrans należał do przeciwników, którzy lepiej operowali piłką. Później jednak namysłowianie zaczęli dochodzić do głosu głównie dzięki ambitnej i walecznej postawie. Na takie dictum rywale nie za bardzo potrafili znaleźć odpowiedź i w efekcie pod koniec pierwszej części dali się (przy wyraźnym własnym współudziale) zaskoczyć. Taki scenariusz był bardzo na rękę czerwono-czarnym, gdyż mając korzystny dla siebie wynik w garści, mogli zdecydować się na rozwiązanie taktyczne najbardziej im ostatnio pasujące, a związane z większą koncentracją na zadaniach defensywnych i ewentualnej możliwości gry z kontrataku.

Fot.: Jedynego, ale jakże ważnego dla namysłowian gola , zdobył Oleksandr Lavrinenko  (na zdjęciu).
[zdjęcie: Oliwer Kubus/www.nto.pl]

 

Zaraz po przerwie (47’) w następstwie szybkiego rozegrania autu do dośrodkowania w polu karnym doszedł Ptak, decydując się na uderzenie w kierunku bramki. Strzał okazał się jednak zbyt lekki i wydaje się, że lepszym rozwiązaniem byłoby w tym momencie poszukanie lepiej ustawionych partnerów. Goście podeszli pod namysłowską bramkę w 51’. Po zbyt krótkim wybiciu „kuli” przez Ciupę, piłka po błyskawicznym podaniu znalazła się pod nogami Koconia, który najpierw minął dwóch namysłowian, a następnie potężnie strzelił z 15 metrów. Stasiowski odbił bardzo groźny strzał do boku, gdzie do dobitki wystartował Kapłon. Uderzenie tego ostatniego okazało się jednak zbyt lekkie, aby wyrządzić jakąkolwiek krzywdę doświadczonemu „Stachowi”. Niemniej okazję goście mieli naprawdę dobrą. W 54’ na indywidualny atak lewym sektorem boiska zdecydował się P.Pabiniak, skąd dośrodkował w końcu w pole karne do wbiegającego Ptaka, którego defensorzy MKS-u zdołali wyprzedzić. Za chwilę (55’) akcja znów przeniosła się pod bramkę gości. Tym razem po rozegraniu rzutu wolnego strzał z 22 metrów P.Pabiniaka omal nie zaskoczył Nikołajczyka. Niestety dla nas, mocno bita futbolówka odbiła się od poprzeczki i wyszła w pole. Centymetrów zabrakło, abyśmy mogli zwiększyć bramkową przewagę, ale i komfort gry w kolejnych minutach. Tak się jednak nie stało. Namysłowianie nie zamierzali przestać kąsać grających piłką rywali. Bo trzeba wiedzieć, że po zmianie stron nasz zespół pozwolił grać gościom, tyle, że głównie na własnej połowie. Natomiast większość ataków, na które decydowali się rywale rozbijana była przez czujnie grających czerwono-czarnych. W 60’ po dobrym podaniu Sarnowskiego w dobrej okazji znalazł się P.Pabiniak. Patryk uderzył lewą nogą z lewej strony obrysu pola karnego (okolice 15-tego metra), lecz zrobił to nieczysto i futbolówka gogolińską świątynię minęła. Walki na boisku nie brakowało, choć finezji próżno było szukać. Rywale próbowali rozgrywać piłkę, a Start, jak to ostatnio ma w zwyczaju, starał się utrudniać grę przeciwnikom, czyhając na szybki atak. W 69’ po dośrodkowaniu P.Pabiniaka z wolnego (2 metry od linii bramkowej) do piłki doskoczył Ciupa, uderzając po koźle. Nikołajczyk stanął jednak na wysokości zadania i futbolówkę zatrzymał. Rywale odgryźli się w 71’, po tym jak Sarnowskiego w łatwy sposób ograł Kocoń, po czym z 8 metrów uderzył przy krótkim słupku. Golkiper Startu był jednak uważny, nieprzyjemny strzał zatrzymując tzw. nożycami. Goście nadal próbowali sforsować zasieki Startu, a ten kontratakował. W 81’ po jednym z ataków P.Pabiniak podał do Lavrinenki. Naszemu „stranieri” zabrakło jednak spokoju i wyrachowania, bo zamiast przyjmować „kulę” w polu karnym, zdecydował się na natychmiastowe uderzenie, po którym futbolówka wylądowała na bocznej siatce. W końcowych minutach oglądaliśmy dużo walki w środku pola, kilka dośrodkowań gości w namysłowskie pole karne, a także kilka wypadów NKS-u. Nie miało to jednak żadnego przełożenia na zagrożenie obu bramek i ostatecznie po ostatnim gwizdku do piłkarze Startu wznieśli ręce w geście triumfu.

Sukces z MKS-em oznaczał, że w ciągu tygodnia czerwono-czarni wzbogacili się o 5 „oczek”, nie przegrywając trzech kolejnych spotkań. W obecnej, trudnej sytuacji naszego zespołu, nie jest to pewnie bilans marzeń. Ale to z pewnością punktowy kapitał pozwalający wciąż realnie myśleć o utrzymaniu. A w warstwie psychologicznej minione 7 dni pozwoliło uwierzyć naszym zawodnikom, że jeszcze nie wszystko stracone. Że tylko od nich zależy, w jakich nastrojach udadzą się w czerwcu na odpoczynek. Póki co chłopcy wyraźnie podbudowali własne morale, z niecierpliwością oczekując kolejnych gier o wszystko. Najbliższa już w sobotę z TOR-em w Dobrzeniu Wielkim. Będzie to kolejne spotkanie z gatunku „o 6 punktów”, bo dobrzenianie także uwikłali się walkę o utrzymanie. A to oznacza tylko wielkie emocje. Póki co jednak gratulujemy drużynie zwycięstwa z Gogolinem. Dodajmy pierwszego domowego zwycięstwa z tym zespołem na poziomie IV ligi. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy