Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Przewrotność futbolu

Odsłony: 6651

Nad okolicznościami sobotniej porażki Startu Namysłów z dobrzeńskim TOR-em trudno przejść do porządku dziennego. Siódma przegrana w bieżących rozgrywkach

spowodowała, że nasz zespół znalazł się w ekstremalnie trudnej sytuacji. No, ale trudno o choćby minimalne powody do zadowolenia, jeśli zespół w 9-ciu meczach uzbierał zaledwie 2 „oczka”. A przecież nie sposób zapomnieć o fatalnej końcówce poprzedniego, w którym regres się zaczął. Dziś legitymujemy się koszmarną serią 15 meczów bez zwycięstwa (licząc z pucharową klęską w Kolonowskim), z czego 13 spotkań przegraliśmy. Kiedy namysłowska bessa znajdzie swoje zakończenie? Po cichu liczyliśmy, że dojdzie do tego w ostatni weekend. I trzeba przyznać, że zespół prowadzony przez Bartosza Medyka zaprezentował się z przyzwoitej strony. Cóż jednak z tego, skoro na koniec znów zostaliśmy z pustymi rękami? Rzadko kiedy narzekamy na sędziów, ale akurat w sobotę trójka arbitrów nie miała – delikatnie pisząc – najlepszego dnia. Panowie w czerni popełnili kilka wyraźnych błędów, z których dwa zadecydowały o końcowym, niekorzystnym dla nas wyniku. A co takiego wydarzyło się na pustym namysłowskim stadionie? O tym w kolejnych akapitach.

Początek spotkania wskazywał, że namysłowianie zrobią wiele, aby w końcu zakończyć fatalną bessę. W 3’ nasz zespół rozegrał akcję lewym sektorem boiska, finalizowaną strzałem z narożnika szesnastki Krystiana Błach. Szybująca w środek bramki futbolówka pewnie padła łupem Szmielaka. Niebawem (8’) Wilczyński dośrodkował „kulę” z prawego kornera, jednak główkujący na 10 metrze Żołnowski nie zdołał zaskoczyć bramkarza, uderzając w miejsce, w którym ten stał. W odpowiedzi (9’) kapitan rywali Sieńczewski strzelił z 20 metrów obok bramki Stasiowskiego, a za chwilę (10’) W.Morka oraz Luptak zostali zablokowani przy próbach strzałów z pola karnego. W 11’ goście mieli wyborną okazję do objęcia prowadzenia. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Sieńczewskiego (z prawej strony) dopadł do piłki Wolniaczyk. Jego główka z 6 metrów zmierzała pod poprzeczkę, ale bardzo przytomnie zachował się Stasiowski, który (nieco intuicyjnie) odbił „skórę” nad bramkę. Inna sprawa, że stały fragment gry został przez sędziego podyktowany zbyt pochopnie, bo faulu przy aucie nie było. Czerwono-czarni częściej przebywali na połowie solidnego TOR-u, prowadząc grę oraz podejmując próby sforsowania zasieków rywala. W 18’ Start wykonywał rzut wolny na lewej flance. Wilczyński zagrał po linii do Samborskiego, a ten wycofał piłkę na 25-ty metr, skąd Drapiewski zdecydował się na strzał z powietrza. „Drapek” nieczysto uderzył w piłkę, lecz ta trafiła jeszcze na głowę Kamila Błach, który z 10 metrów uderzył w kierunku bramki. Szmielak był jednak czujny i nie miał większych problemów z interwencją. W 21’ namysłowianie przeprowadzili kolejny ciekawy atak. Po zagraniu z głębi pola Samborski zabrał się z „kulą” na prawej stronie, a będąc już w szesnastce, wycofał ją do Sarnowskiego, który z prawego narożnika tego obszaru boiska źle złożył się do strzału i „kula” poszybowała na aut bramkowy. Goście z Dobrzenia rzadko w tym okresie przedostawali się pod naszą świątynię. Uczynili to jednak w 26’, gdzie po wyrzucie „skóry” z autu (po lewej stronie) jeden z dobrzenian przedłużył ją głową, a Fluder z 11 metrów nieczysto uderzył nad bramką. Natomiast kolejna akcja Startu dała mu prowadzenie. W 27’ Drapiewski zagrał ze środka do Sarnowskiego. Ten podbił piłkę nad atakującym go defensorem, zagrywając do wychodzącego na pozycję Samborskiego. „Sambor” z kolei na 13-tym metrze „dzióbnął” futbolówkę nad wybiegającym z bramki Szmielakiem i ta po koźle zatrzymała się dopiero w siatce, przy prawym słupku bramki TOR-u. Radość gospodarzy z trafienia była całkowicie zrozumiała. Tym bardziej, że w bieżącym sezonie nasz zespół nie ma zbyt wielu okazji do takich chwil. To był bardzo odczuwalny cios dla gości, bo Ci momentalnie się obudzili. I w 29’ zaatakowali. Po akcji prawym sektorem boiska z dośrodkowania w szesnastkę nie skorzystał jednak Sieńczewski, którego strzał (na leżąco) namysłowianie zdołali zablokować. Za chwilę (30’) Komor krótko rozgrywał z partnerami z ataku, po czym piłka znalazła się pod nogami Sieńczewskiego, który z 27 metrów huknął obok słupka. Goście z Dobrzenia wyraźnie zerwali się do aktywniejszej gry i to oni do końca pierwszej połowy częściej przebywali na namysłowskim przedpolu. Mogliśmy jednak pognębić przeciwnika, bowiem w 34’ łokieć Balewicza wylądował na głowie Samborskiego i sędzia podyktował rzut karny. Zanim do jego wykonania doszło (w 35’) na murawie powstało spore zamieszanie. Do siedzącego na boisku Samborskiego podszedł arbiter i zapytał czy Rafał potrzebuje pomocy masażysty (co zainteresowany potwierdził nam po spotkaniu). Nasz napastnik odmówił wsparcia medycznego, ale niezależnie od tego zdarzenia na płycie pojawił się namysłowski masażysta. W tym momencie w jego kierunku zaczął krzyczeć Stasiowski, w zdecydowany sposób wyjaśniając mu, że nie miał prawa na murawę wchodzić. Doszło do wymiany zdań między arbitrami i główny... zdecydował, że Samborski, jako poszkodowany, musi boisko opuścić! To absurdalna decyzja, gdyż przepisy gry mówią wyraźnie o obowiązku skierowania pytania o pomoc przez arbitra w stronę poszkodowanego zawodnika i dopiero wtedy podjęciu decyzji o przywołaniu masażysty. W efekcie sędzia odebrał szansę wykonania jedenastki Rafałowi, mimo, że ten był do niej wyznaczony. W zastępstwie podszedł do „wapna” Żołnowski i w nerwowej atmosferze uderzył w prawy dolny róg bramki TOR-u. A że w tym samym kierunku poszybował Szmielak, to i piłkę odbił. Ta spadła jeszcze pod nogi „Żołiego”, jednak ten poślizgnął się i dobitki nie wykonał. Mogliśmy dobrzenian postawić w ekstremalnie trudnej sytuacji, tymczasem zaprzepaszczoną jedenastką daliśmy im drugie życie. W 36’ Wilczyński ponownie w tym meczu zacentrował z kornera na głowę Żołnowskiego, ale nasz stoper z 11 metrów główkował prosto w rękawice Szmielaka. Z kolei w 37’ po zamieszaniu w namysłowskiej szesnastce Sarnowski w ostatniej chwili ubiegł składającego się do strzału Wolniaczyka. W ostatnich 5-ciu minutach TOR egzekwował kilka rzutów rożnych, lecz Stasiowski do spółki z defensorami radził sobie z zagrożeniem.

Do przerwy czerwono-czarni skromnie prowadzili, choć mimo wszystko odczuwaliśmy z tego powodu niedosyt. Mogło być bowiem 2-0 dla NKS-u i nóż przyłożony do gardła gości. Błąd arbitra z prawidłową interpretacją (nie)dopuszczenia Samborskiego do wykonania karnego spowodował, że w zbyt dużym napięciu pomylił się Żołnowski. Dlatego wynik wciąż był sprawą otwartą.

Po przerwie dobrzenianie kontynuowali odważniejszą grę, podejmując próby doprowadzenia do remisu. W 47’ wyrzucony z lewej strony aut przez rywali trafił na głowę Wolniaczyka, który z 7 metrów lobem uderzył nad poprzeczką. Namysłowianie szybko odpowiedzieli. W 49’ piłka krążyła po linii szesnastki, od lewej do prawej strony. W finalnym momencie Sarnowski zagrał do wbiegającego Drapiewskiego, który z 14-tu metrów uderzył wolejem nad bramką. Co zrobili goście? W 51’ Sieńczewski na trzy razy próbował oddać celny strzał z okolic 23 metra. Dwie jego próby czerwono-czarni zablokowali, natomiast przy trzeciej futbolówka poleciała w aut bramkowy. Groźnie pod naszą bramką zrobiło się w 52’, gdy po zagraniu ze środka Markiewicza piłkę na 18-tym metrze klatką piersiową przyjął Komor, po czym ostro huknął z 18 metrów, a Stasiowski wybił tę kąśliwą próbę nad poprzeczkę. Zamarliśmy natomiast w 54’, gdy krosowa piłka z lewej flanki ponownie trafiła do Komora, a ten z linii szesnastki uderzył tuż obok długiego słupka. Start odgryzł się w 58’, gdy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego (z lewej strony) Wilczyńskiego, golkiper TOR-u piąstkował – po plecach Samborskiego – piłkę jak najdalej od własnej świątyni. Niestety, w 60’ oglądaliśmy dużą kontrowersję nr 2. Tym razem po strzale w na bramkę gości, do odbitej piłki ruszyli bramkarz Szmielak i Samborski. Rafał wyprzedził dobrzeńskiego golkipera, lecz w momencie doskakiwania do „kuli” (z lewego boku pola bramkowego) został draśnięty przez wspomnianego Szmielaka i wyłożył się jak długi. Z perspektywy pustych trybun (na których siedzieliśmy z racji obowiązków reporterskich) był to wyraźny faul na naszym snajperze. Odmienne zdanie miał jednak stojący zdecydowanie bliżej arbiter, przerywając grę z uwagi na próbę wymuszenia karnego przez naszego snajpera. Rafał zobaczył żółtą kartkę. Największy kłopot był jednak w tym, że było to jego drugie żółtko (pierwsze zobaczył, jako kapitan, po próbie kulturalnego zwrócenia uwagi sędziemu na bezpardonowy atak rywala na nogi Wilczyńskiego w środku pola…), to został odesłany pod prysznic! Krótko mówiąc, farsa! Od tego momentu wiadomo było, że goniący wynik goście zaczną w jeszcze bardziej zdecydowany sposób atakować. I to się sprawdziło, bo z małymi wyjątkami, nasz zespół już do końca spotkania głównie się bronił. Jeszcze w tej samej 60’ po dobrym rozegraniu piłki Sieńczewski otrzymał piłkę w lewym narożniku szesnastki, po czym zwodem oszukał stopera. Przy strzale został już jednak w naprawdę dobrej sytuacji zastopowany przez wyjątkowo spokojnego Adriana. W 66’ było już 1-1. Z lewego kornera precyzyjnie dośrodkował Sieńczewski, a główkujący z 6 metrów Komor pewnie główkował pod poprzeczkę. Start odgryzł się w 73’, po tym jak Sarnowski z rzutu wolnego zagrał piłkę do wbiegającego lewą stroną Krystiana Błacha, którego dogranie przed bramkę zdołali wybić obrońcy. W 74’ przed namysłowianami pojawiła się szansa na odskoczenie od naciskającego przeciwnika. Rozgrywaną po obwodzie futbolówkę Żołnowski dostarczył Ł.Pabiniakowi, który zupełnie nie atakowany z 14-tu metrów uderzył po ziemi. Zbyt lekko jednak, żeby zaskoczyć Szmielaka. Gracze TOR-u nie rezygnowali z przedostania się w bezpośrednie sąsiedztwo Stasiowskiego. Zaciekle atakowali, choć momentami robili to nieco zbyt nerwowo i chaotycznie. W 79’ Komor przedarł się wreszcie na linię szesnastki, skąd mógł uderzać. Zdecydował się jednak podawać na lewo do wbiegającego partnera, lecz trafił w nogi... Adriana. Sieńczewski dwoił się i troił przy stałych fragmentach gry (wolne i rożne), ale długo nie przynosiło to rezultatu. W 86’ Żołnowski z 45 metrów dobrze zagrał z wolnego do Kamila Błacha, a ten głową uderzył obok krótkiego słupka. Chwilę wcześniej liniowy pokazał jednak spalonego. Za moment (87’) grający w osłabieniu Start przeprowadził dobrze zapowiadający się atak prawą flanką. Stamtąd dośrodkował przed bramkę Kostrzewa, gdzie nieco po prawej stronie doskoczył do niej Sarnowski. Paweł przy próbie opanowania piłki oraz możliwości oddania strzału pogubił się i szansa na zagrożenie przepadła. W 88’ z prawego rożnego dogrywał Sieńczewski, ale domknięcie stałego fragmentu W.Morce nie wyszło. W identycznej sytuacji (dośrodkowanie Sieńczewskiego) W.Morka w 89’ już się nie pomylił. Uderzył z woleja i piłka, po koźle, znalazła drogę do bramki. Radość w szeregach TOR-u była, co zupełnie zrozumiałe, ogromna. Jeszcze w 90’ Kamil Błach dośrodkował z rożnego w boczną siatkę, a w 90+3’ strzał po ziemi tego samego zawodnika z lewego narożnika pola karnego bramkarz gości zdołał zatrzymać.

W pierwszym kwadransie po przerwie czerwono-czarni toczyli wyrównany bój z gośćmi na tzw. wymianę ciosów. TOR nie miał nic do stracenia, więc kontynuował podjęte przed końcem pierwszej części ataki. A namysłowianom taka gra odpowiadała, gdyż dzięki zaangażowaniu przez dobrzenian większych sił w ofensywę, pojawiała się przed nimi szansa na dobicie przeciwnika. Ale zasadniczo oczekiwany scenariusz jedną decyzją (de facto drugą, licząc z tą sprzed przerwy) zburzył arbiter. Wyrzucenie z boiska Rafała Samborskiego spowodowało, że TOR jeszcze bardziej zdecydowanie nacisnął gospodarzy, podczas gdy podopieczni Bartosza Medyka skoncentrowali przede wszystkim na zaryglowaniu dostępu do własnej bramki. Nie udało się wybronić, gdyż po dwóch precyzyjnych dośrodkowaniach z kornera Sieńczewskiego jego koledzy kierowali piłkę do bramki. I w ten sposób tak oczekiwane w Namysłowie zwycięstwo przeszło nam po raz kolejny koło nosa. Niestety, nie pierwszy raz na własnej skórze przekonaliśmy się o przewortności futbolu. Szkoda tylko, że rękę do porażki swoimi decyzjami (a kontrowersyjnych było kilka) przyłożył arbiter.

Sytuacja Startu w tabeli jest katastrofalna. Mocno szorujemy IV-ligowe dno i na dziś szansa na wydostanie się ze strefy spadkowej jawi się w kategoriach science fiction. Dla zespołu z nowym impulsem na ławce priorytetem na najbliższe spotkania jest rozegranie dwóch równych pod względem piłkarskich połówek oraz pozbycie się nerwowości. Jeśli te warunki będą spełnione, to misja uratowania IV ligi będzie jeszcze możliwa. Najpierw jednak musimy wygrać pierwszy mecz w sezonie... [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy