Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Widowisko

Odsłony: 4936

Mniej zorientowani kibice mogliby się lekko zdziwić niedzielnym, tętniącym życiem stadionem przy Pułaskiego 5. 300 osób na trybunach, to frekwencja, której dawno

u nas nie było. Do tego rozliczne atrakcje przed i w trakcie spotkania. Bardziej zorientowani fani wiedzieli jednak, że mecz Startu z paczkowską Spartą był wyczekiwaną kulminacją całodziennej kwesty na rzecz chorej Oli z Idzikowic. I trzeba przyznać, że najistotniejszy akcent sportowy dnia wypadł bardzo efektownie. Kibice, którzy zasiedli na trybunach obejrzeli sporo goli, dużo walki, a przede wszystkim szybki i płynny mecz, zakończony pewnym zwycięstwem czerwono-czarnych. Ci, którzy pojawili się na meczu piłkarskim po raz pierwszy, mają całkiem sporą szansę na to, aby futbolem zainteresować się bliżej. Trafili bowiem na naprawdę przyjemne dla oka widowisko.

Lepiej w mecz weszli goście, którzy w 2’ zaatakowali lewą flanką. Olszewski dośrodkował w okolice pola bramkowego, gdzie Sypka niepewnie uprzedził Stasiowski, a poprawka z dystansu Szwargi okazała się niecelna. Za chwilę Ptak przeciął zagranie w środku pola i momentalnie uruchomił Samborskiego. Rafał ostro ruszył w pole karne, gdzie w ostatniej chwili piłkę spod nóg wybił mu Gucwa. 6’, to dobry cross Krystiana Błacha ze środka. Piłka trafiła na prawo do P.Pabiniaka, który w okolicach pola bramkowego został zablokowany przez Bogdanowicza. Patryk poprawił podaniem na 10-ty metr do Sarnowskiego, ale młody pomocnik z woleja huknął nad bramką. W 9’ do wysokiego podania na lewą stronę ruszyli Osuchowski z Żołnowskim. Nasz środkowy defensor „machnął się” przy próbie interwencji, jednak kąśliwe dośrodkowanie zawodnika Sparty zdołał zneutralizować Tistek. W 11’ na namysłowskim obiekcie zapanowała radość. Drapiewski posłał ze środka pola półgórną piłkę do P.Pabiniaka, a Patryk wolejem z 11 metrów umieścił ją pod poprzeczką bramki próbującego interweniować Czarneckiego! Efektowny gol dodał namysłowianom animuszu, ale i dodatkowej pewności siebie, bowiem w kolejnych minutach nasz zespół wcale nie zwalniał tempa. Trzy minuty po golu (14’) Start otrzymał rzut wolny w odległości 35 metrów od bramki Sparty. Z niewielkiego rozbiegu bardzo mocno uderzył P.Pabiniak, lecz „skóra” poszybowała metr nad poprzeczką świątyni gości. W odpowiedzi (16’) ze stojącej piłki dośrodkowywał na dwa razy (z lewej strony) Niziołek. Oba dośrodkowania na krótki słupek wyjaśnił jednak głową Tistek. Za chwilę (17’) atak prawym sektorem boiska przeprowadzili rywale. W decydującym momencie Bobiński wycofał piłkę do Fludera, który strzelił po ziemi obok słupka. Ciekawie zapowiadał się atak z 21’. Wówczas dalekim zagraniem na prawą flankę popisał się Krystian Błach, podając do brata Kamila. Będąc w szesnastce, Kamil obrócił się z futbolówką i mimo, że Samborski był obok, zdecydował się strzelić. Jedynym wymiernym efektem tej akcji był korner dla Startu, po którym (z dośrodkowania P.Pabiniaka) Biliński, zamykając dorzut, główkował obok bramki. W 22’ goście mogli pokusić się o gola, po tym jak Bobiński sprytnie zagrał w uliczkę do Fludera, a ten z 10 metrów ostro uderzył tuż nad bramką. Rewanż namysłowian był równie groźny. W 24’ z prawej flanki dośrodkował Krystian Błach, lecz główkującego z 8 metrów P.Pabiniaka z trudem – ale jednak – powstrzymał Czarnecki. Kibicom dotychczasowy przebieg spotkania mógł się podobać, bowiem było ono szybkie i otwarte. Sparta nie zamierzała chować się za podwójną gardą, gdyż na ataki namysłowian śmiało odpowiadała swoimi. W 29’ Olszewski dobrze zagrał w szesnastkę z rzutu wolnego, ale jeszcze przytomniej zachował się Żołnowski, który futbolówkę wybił. Za moment (30’) rywale nas skontrowali, choć wjeżdżającego w szesnastkę Fludera zdołał uprzedzić Stasiowski. W 34’ dalekim podaniem z głębi pola popisał się Żołnowski. Piłka trafiła do szarżującego Samborskiego, który nieco z prawej strony (w asyście naciskającego Olszewskiego) strzelił z 10 metrów w chmury. Ale co się odwlecze… Minutę później (35’) rajd prawą stroną przeprowadził Krystian Błach. Przebiegając z piłką kilkadziesiąt metrów, znalazł się z boku pola bramkowego, skąd próbował zaskoczyć Czarneckiego. Golkiper Sparty zdołał odbić piłkę po kąśliwym uderzeniu, ale miał pecha, bo ta trafiła pod nogi Sarnowskiego, który z 6 metrów zmieścił ją w siatce między nogami próbujących reagować obrońców. Wynik 2-0 dawał nam spory komfort w kontekście kolejnych minut meczu, dlatego też całkiem zasadnie kibice ostrzyli sobie zęby na kolejne trafienia. Chwilę po golu namysłowianie ponownie pojawili się na paczkowskim przedpolu. Po akcji prawą stroną „skóra” trafiła na środek (20-ty metr) do Ptaka, który miał dużo miejsca na oddanie strzału. Adrian uderzył jednak zbyt słabo, a poza tym nad bramką. Z kolei w 40’ obejrzeliśmy kombinacyjną akcję na jeden kontakt. Na małej przestrzeni wymieniali piłkę bracia bliźniacy Błach oraz Sarnowski, a na koniec ta trafiła do P.Pabiniaka, którego próba z 12 metrów została zablokowana przez obrońców. Niebawem (42’) Drapiewski strzelił z 16 metrów prosto w stojącego między słupkami Czarneckiego. Odbitą piłkę przyjął jeszcze P.Pabiniak, „przełożył” próbującego interweniować obrońcę, po czym oddał piłkę do strzelca sprzed chwili, czyli Drapiewskiego. Tym razem jednak „Drapek” uderzył obok bramki. W przedłużonym czasie gry namysłowianie zaatakowali jeszcze dwa razy. Najpierw (45+2’) zagranie z lewej flanki P.Pabiniaka trafiło do Samborskiego, który z prawej strony szesnastki ostro huknął pół metra od słupka, trafiając w boczną siatkę. A za moment w podobnym miejscu znalazł się po akcji indywidualnej Krystian Błach, uderzając w to samo miejsce, co Rafał – w boczną siatkę.

Żywe pierwsze 45 minut mogło zadowolić najwybredniejszych koneserów futbolu, nawet tych, którzy na co dzień oglądają zmagania piłkarzy na znacznie wyższym poziomie. Czerwono-czarni imponowali determinacją w kolejnych atakach, na które nierzadko odpowiadali paczkowanie. Różnica dotyczyła jednak jakości w stwarzaniu zagrożenia, wyraźnie lepszej ze strony namysłowian. Inna sprawa, że Sparta pozostawiała nad wyraz sporo wolnej przestrzeni we własnej strefie obronnej, co dla szybkiego Samborskiego i jego kolegów było wodą na młyn.

Fot.: Żywe i otwarte spotkanie Startu Namysłów ze Spartą Paczków (4-2) mogło się spodobać nawet najwybredniejszym koneserom futbolu.
[zdjęcie: Artur Musiał/StartNamyslow.pl]

Druga połowa zaczęła się od nieprecyzyjnego strzału z dystansu Sypka (47’) oraz niecelnego uderzenia po przeciwnej stronie (z 14 metrów) Samborskiego. Niestety, w 51’ straciliśmy gola, po tym jak z prawej strony piłkę dośrodkował Gucwa, a główkujący z 7 metrów Sypek zmieścił „kulę” w bramce. Nieoczekiwany „kontakt” wyzwolił w paczkowianach dodatkową determinację, bowiem wyczuli oni okazję do wywiezienia korzystnego wyniku z Namysłowa. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo Start niebawem wziął sprawy w swoje ręce i mocno przycisnął rywala. W 57’ Drapiewski próbował wykorzystać dalekie wyjście na przedpole paczkowskiego bramkarza, ale jego próba z 45 metrów okazała się niezbyt celna. Za chwilę Ptak (w niedzielę bardzo dobrze wykonał swoją „czarną robotę”) uruchomił na prawej stronie Drapiewskiego, który kilkoma zwodami wymanewrował pilnujących go przeciwników, a następnie świetnie po ziemi wystawił futbolówkę P.Pabiniakowi. Legendarny snajper NKS-u fatalnie się jednak pomylił, gdyż strzał z 7 metrów (na pierwszym słupku) wylądował na aucie bramkowym. Mimo niepowodzenia, czerwono-czarni nie zwalniali tempa. W 60’ P.Pabiniak dośrodkował z prawego kornera, lecz główkujący na krótkim słupku Sarnowski z 8 metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 62’ aktywny w tym dniu P.Pabiniak przeprowadził niezwykle widowiskowy atak. Z piłką przy nodze ruszył z lewego narożnika szesnastki. Na małej przestrzeni oszukał trzech (!) rywali, ale będąc 7 metrów od bramki nieczysto uderzył piłkę i golkiper zdołał jej nogami zagrodzić drogę do siatki. Kocioł pod paczkowską bramką nie ustał, bo za chwilę Drapiewski wgrał „kulę” z prawej strony przed bramkę gości, gdzie jak spod ziemi wyrósł Kamil Błach. Będąc jednak na wysokości bliższego słupka, z metra (!) nie trafił do siatki. O zaprzepaszczonej okazji bliźniaka kibice szybko jednak zapomnieli, gdyż minutę później (63’) padł w końcu gol dla NKS-u. Po świetnym podaniu P.Pabiniaka na prawą stronę, Samborski błyskawicznie ruszył na spotkanie z Czarneckim. Rafał uciekł goniącym go defensorom, sukcesywnie zbiegając po skosie. A będąc już w polu karnym, minął jednego z obrońców, oszukał bramkarza i z zimną krwią wcisnął „kulę” z bliska do siatki! Nasza radość nie trwała jednak długo, gdyż w 66’ arbiter podyktował absurdalny rzut karny dla Sparty! Do wysokiego dośrodkowania w naszą szesnastkę wyskoczył Stasiowski i piąstkując piłkę, wybił ją daleko w pole. Ale podczas „lądowania” wpadł na Michaliszyna, który akurat ułamek sekundy wcześniej wbiegł „pod” naszego golkipera. Ten nie mając innej możliwości, zwyczajnie spadł na piłkarza Sparty, a arbiter zinterpretował to jako… faul. Namysłowianie „zagotowali się” i przez chwilę mocno na arbitra utyskiwali. Ten jednak zdania nie zmienił i po chwili Sypek pewnym strzałem w róg bramki ponownie dał „kontakt” Sparcie. Za chwilę (67’) na linii pola karnego faulowany był Włoszczyk, jednak ze stałego fragmentu w dobrej lokalizacji nie wynikło nic. Z kolei w 70’ Włoszczyk próbował wykończyć wybicie piłki przez obrońców Sparty po dośrodkowaniu z kornera P.Pabiniaka. Wolej Szymona z 22 metrów był efektowny, ale precyzja strzału już nie. Goście zrewanżowali się próbą z lewej strony Gucwy (71’), jednak po kilkunastu kolejnych sekundach zaliczyli nokdaun… od sędziego. Za kopnięcie w głowę Tistka Fluder zobaczył czerwony kartonik, choć z perspektywy trybun piłkarz Sparty naszym zdaniem na taką karę nie zasłużył. Zagranie nie nosiło znamion złośliwego, a wynikało tylko i wyłącznie z walki obu piłkarzy o przejęcie futbolówki. Żółty kartonik byłby tu zdecydowanie odpowiedniejszy. Surowa kara nie podcięła jednak skrzydeł gościom, którzy w kolejnych minutach jeszcze parę razy zaatakowali Start. W 75’ półgórna piłka w szesnastkę miała trafić do Samborskiego, lecz na 13-tym metrze Rafała uprzedził bramkarz. Niebawem (76’) po rzucie rożnym z prawej strony strzałem po ziemi popisał się z 18 metrów Niziołek, który nasz golkiper odbił za bramkę. Po kolejnym kornerze było już jednak dużo groźniej, gdyż tylko przytomności umysłu Stasiowskiego zawdzięczaliśmy fakt, że groźny strzał pod poprzeczkę „Stachu” zdołał wypchnąć poza obrys bramki. W 77’ z rzutu wolnego dograł piłkę Niziołek (z lewej strony). Ta trafiła pod nogi Bobińskiego, który jednak źle przymierzył z 13 metrów. Groźnie pod namysłowską bramką zrobiło się też w 78’, gdy Michaliszyn zacentrował z prawego kornera, a Podobiński główkował z 9 metrów nad bramką. W tym momencie namysłowscy fanatycy zaprezentowali efektowną oprawę w stylu lat 90-tych, co piłkarzy Startu zmobilizowało na tyle, że już do końca meczu nie pozwolili rywalowi na zagrożenie bramki Stasiowskiego. A efekt? Ten bramkowy przyszedł już w 81’, gdy po kontrze prawą stroną popędził Samborski. Na wysokości pola karnego Rafał podał do wbiegającego środkiem Sarnowskiego, a ten „odbił” do zamykającego akcję przy lewym słupku P.Pabiniaka, który z 2 metrów kopnął do pustej bramki. Za niedługą chwilę (83’) Biliński próbował zaskoczyć Czarneckiego uderzeniem z rzutu wolnego. Tyle, że jego próba z 30 metrów poszybowała metr nad poprzeczką. 87’, to dwójkowa akcja Samborski – Kostrzewa i mocny strzał z lewej strony tego pierwszego z 15 metrów, który Czarnecki zdołał przy słupku zatrzymać. Minutę później Start egzekwował rzut wolny z 18 metrów po naciąganym faulu na Dempniaku, po którym piłka poleciała zdecydowanie za wysoko. Mecz „zamknął” Włoszczyk, egzekwując wolnego z 20 metrów po faulu na nim samym. Szymon uderzył lekko nad murem, ale też i obok prawego słupka.

W drugiej części kibice zobaczyli aż 4 bramki, więc siłą rzeczy nikt na nudę narzekać nie mógł. Spotkanie nadal było żywe, a dodatkowych emocji dostarczali nam paczkowanie, którzy dwukrotnie zmniejszali dystans do Startu na odległość jednego gola. Czerwono-czarni nie chcieli jednak doprowadzić do nerwowej końcówki, dążąc do ponownego odskoczenia od „Spartan”. Ta sztuka udała im się w 81’ i od tego momentu w pełni kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń. Zresztą po czwartym golu z gości uszło powietrze, którzy po prawdzie nie mieli większych szans na odrobienie dwubramkowej straty przy grze w osłabieniu. Po ostatnim gwizdku na murawie zaczęły się tańce radości. Piłkarze Startu podeszli też pod trybunę najwierniejszych fanów, z którymi przez kilka minut wspólnie świętowali zasłużony sukces. Trzy punkty jak najbardziej zasłużenie pozostały w Namysłowie. Gości należy jednak pochwalić za chęć do otwartej gry, bo właśnie dzięki takiemu podejściu kibice zobaczyli mecz z dużą liczbą sytuacji podbramkowych. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy