Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Osłabieni, ale zadowoleni

Odsłony: 4333

Głównym celem sobotniej wyprawy do Źlinic było zmazanie plamy po zaskakującej wpadce z Racławią (1-2). W poprzedni weekend czerwono-czarni właśnie na racławiczanach

zakończyli serię 7 meczów bez porażki. Przegrana była o tyle zaskakująca, że wyższość wykazał nad nami zespół z dołu tabeli, do tego kompletnie rozbity kadrowo. Są jednak takie mecze, w których nic nie wychodzi. Start cisnął przeciwnika niemiłosiernie, a jednak z wielu sytuacji wykorzystał tylko jedną. A że zdecydowanie lepszą skutecznością popisali goście z południa województwa, to i sensacyjnie wywieźli z Pułaskiego 3 punkty. Rehabilitacja musiała nastąpić jak najszybciej i to się w sobotę drużynie udało. Źlinice zostały zdobyte po sukcesie uzyskanym w najskromniejszych rozmiarach. Podołaliśmy roli faworyta, choć przed meczem przestrzegaliśmy, że zawody do łatwych mogą nie należeć. Gospodarze znajdują się co prawda w strefie spadkowej i ich sytuacja z każdym kolejnym spotkaniem staje się coraz bardziej dramatyczna. Ale właśnie ze względu na determinację rywala, należało wykazać dalece posuniętą ostrożność. Namysłowianie cel osiągnęli i to jest najważniejsza wiadomość po 28. serii gier. Równie istotna jest jednak informacja, że nasi ulubieńcy wystąpili w Źlinicach poważnie osłabieni. Ze względu na uraz stawu kolanowego (w trakcie meczu z Racławią) wykluczony był występ trenera Damiana Zalwerta. Poza tym ze względów osobistych zabrakło na murawie będącego w gazie Patryka Pabiniaka. Natomiast tuż przed rozpoczęciem meczu niedyspozycję zgłosił Rafał Żołnowski, któremu odnowił się uraz stopy (będący pokłosiem występu w Brzegu). Kontuzjowany coach nie miał wielkiego wyboru, w jego miejsce wstawiając Kamila Bilińskiego. Zespół stanął więc przed ważnym testem występu bez swoich kluczowych zawodników. I zadaniu podołał, co w kontekście przyszłorocznych występów w IV lidze opolskiej ma równie istotne znaczenie, co… powrót wyżej wymienionej trójki do składu. W Źlinicach zagraliśmy osłabieni, ale po meczu wyjeżdżaliśmy stamtąd zadowoleni.

Spotkanie zaczęło się od dosyć zdecydowanych ataków czerwono-czarnych. W 4’ Dempniak zagrał dobrą piłkę do Samborskiego, który jednak źle się z nią zabrał i Koczwański nie miał żadnych problemów z interwencją. Za chwilę (6’) strzał z prawej strony oddał Kamil Błach, ale jego próba poszybowała obok bramki. Rywale zrewanżowali się kąśliwym uderzeniem Wernera (8’), które o pół metra minęło świątynię strzeżoną przez Stasiowskiego. Wreszcie nadeszła 10’, w której na ławce rezerwowych Startu zapanowała duża radość. Prostopadłe zagranie Dempniaka dotarło do Samborskiego, który momentalnie urwał się obrońcom i z 5 metrów pewnie pokonał Koczwańskiego. Po zdobyciu bramki czerwono-czarni nie forsowali już tempa. Nasz zespół starał się raczej rozgrywać futbolówkę między sobą. Z kolei rywale próbowali akcji zaczepnych, jednak wobec skromnego potencjału w ofensywie, niewiele im wychodziło. W 27’ do dobrej wrzutki Kamila Błacha ruszył Dempniak z pilnującym go rywalem. Nasz pomocnik był o ułamek sekundy szybszy, ale ostatecznie i tak „skóry” nie sięgnął i ta przeleciała metr od słupka „prostokąta” Orła. Kolejne minuty, to znów głównie gra w środku pola, gdzie – jak to w IV lidze – walki nie brakowało. Z obu stron nie oglądaliśmy jednak większego zagrożenia. Zmienić to mógł Czajkowski, który w 44’ otrzymał płaskie podanie od zagrywającego z prawej strony Dworaka. Problem w tym, że strzał Czajkowskiego z 10 metrów był bardzo niecelny i w odległości 5 metrów od bramki poszybował za linię końcową. Namysłowianie zdążyli odpowiedzieć w przedłużonym czasie gry (45+2’), choć strzał „Sambora” z 16-tu metrów – po rykoszecie – ostatecznie też wylądował za bramką.

Na przerwę czerwono-czarni schodzili przy satysfakcjonującym ich wyniku. Wprawdzie skromne prowadzenie nigdy nie jest wynikiem bezpiecznym, niemniej z przebiegu gry Start jak najbardziej na nie zasłużył. Zakładaliśmy jednak, że po zmianie stron zarówno Start, jak i Orzeł, będą starały się o gole, które w przypadku Startu uspokoiłyby dalszy przebieg meczu, a źliniczanom mogłyby dać punkty.

W drugiej części to NKS znów jako pierwszy zagroził bramce przeciwnika. W 53’ Ł.Pabiniak sprytnym zagraniem uruchomił Samborskiego, którego mocny strzał z 10 metrów z trudem sparował Koczwański. Za moment(54’) dośrodkowanie w pole karne posłał z flanki Kamil Błach. Futbolówka trafiła do Dempniaka, który przyjął ją na 7 metrze i groźnie uderzył. Bramkarz Orła spisał się jednak znakomicie i wynik nadal się nie zmienił. Kolejny dobry atak miał miejsce w 65’. Aktywny na boku Kamil Błach idealnie zagrał do Samborskiego, który wybiegał na pozycję „sam na sam” z Koczwańskim. Arbiter liniowy ocenił jednak, że w momencie podania Rafał znajdował się na pozycji spalonej, więc główny akcję przerwał. Namysłowianie mocno się tym faktem poirytowali, bowiem z ich perspektywy o ofsajdzie nie było mowy. Niebawem (67’) Kamil Błach popisał się dobrą wrzutką na 8 metr. Tam jednak czujny był jeden z defensorów gospodarzy, wybijając „kulę” poza pole karne. Niezwykle ciekawa sytuacja miała natomiast miejsce w 70’. Wtedy to Ł.Pabiniak został przez arbitra ukarany żółtą kartką za dyskusję. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że sędzia naszego defensora napomniał… słownie, gdyż zapomniał z szatni kartoników! Tak czy inaczej, gra toczyła się dalej. 73’, to dobre podanie Krystiana Błacha do Samborskiego, który świetnie strzelił z 26 metrów, jednak Koczwański był dobrze ustawiony i piłkę złapał. Trzy minuty później (76’) piłkę na prawej flance rozegrali Ł.Panbiniak z Kamilem Błachem, w wyniku czego drugi z wymienionych w odpowiednim momencie dośrodkował w szesnastkę. Futbolówka trafiła do „Sambora”, a ten z 11 metrów efektownym wolejem przeniósł piłkę wysoko nad bramką. Rafał próbował szczęścia również w 83’ z nieco bliższej odległości. Tym razem jednak uderzenie z 20 metrów poleciało prosto w rękawice Koczwańskiego. Emocje nieoczekiwanie pojawiły się w końcówce, po tym jak za faul drugie żółtko (i w efekcie czerwień) zobaczył Ł.Pabiniak. Źliniczanie zerwali się jeszcze do ataków, lecz nie mieli zbyt wiele czasu na odwrócenie losów meczu. Poza tym podopieczni Damiana Zalwerta dosyć spokojnie przetrwali w 10-ciu do końcowego gwizdka i tym samym mogli cieszyć się z 3 punktów.

Druga połowa nie wniosła zasadniczych zmian w boiskowych poczynaniach. Start próbował wcisnąć drugą bramkę, lecz na przeszkodzie stawał Koczwański oraz niezbyt precyzyjnie ustawione celowniki strzelających. Z kolei gospodarze i owszem, podejmowali próby zaskoczenia namysłowskiej defensywy, lecz co innego chcieć, a co innego móc. Nie byli w swych poczynaniach zbyt przekonujący i stąd ich porażka. Dodajmy, że sukces Startu był zasłużony i o niedosycie ze strony „Orłów” raczej nie powinno być mowy.

Po wygranej w Źlinicach już tylko katastrofa mogłaby spowodować spadek Startu Namysłów do klasy okręgowej. Na obecną chwilę mamy 14 „oczek” zapasu nad miejscem objętym degradacją, a do zakończenia ligi pozostało raptem 6 kolejek. Niestety dla gospodarzy, ale wiele wskazuje na to, że porażką z NKS-em Ci przystawili stempel na swoim spadku. Bo 10 punktów straty do miejsca bezpiecznego może i do odrobienia jest. Ale trzeba pamiętać, że inne zespoły z dolnych rejonów tabeli także starają się punktować, bo każdy chce się wyrwać z „czerwonej strefy”. Takie to już piłkarskie życie, że jedni się cieszą, a inni smucą… [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy