Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Dzień Zwycięstwa

Odsłony: 4373

Są mecze, o których pamiętamy latami. Ale są też i takie, które z pamięci ulatują już po kilku dniach. Piłka nożna nigdy nie była grą jednowymiarową i przez to jest tak popularna.

W sobotę rywalizacja Stali Brzeg ze Startem Namysłów była świetną reklamą futbolu. Jeśli ktoś po raz pierwszy pojawił się na meczu właśnie przy okazji wspomnianej potyczki, to jest duża szansa na to, że złapie piłkarskiego bakcyla. Bo w sobotę było wszystko, co składa się na emocje i przykuty wzrok do murawy przez pełne 90 minut. 9 maja, to dzień, w którym przez lata obchodzono w Polsce Dzień Zwycięstwa (upamiętniający zakończenie II wojny światowej). I takim dniem można uznać sobotnią rywalizację w Brzegu. Choć nikt nie osiągnął boiskowego triumfu, to jednak było to zwycięstwo… futbolu. Zakończona remisem 2-2 rywalizacja była świetną reklamą piłki z naszego regionu. I nie chodzi tu o wysoki poziom (to w końcu tylko piąta klasa rozgrywkowa) – choć zawody były naprawdę niezłe - ale o dramaturgię, emocje, walkę i święto na trybunach.

Od ataku zaczęli gospodarze, którzy w 18’’ znaleźli się w pobliżu pola karnego Startu. Kulczycki zagrał do Lipińskiego, którego słaby strzał spokojnie przyjął na 8 metrze Ł.Pabiniak i oddalił zagrożenie. W odpowiedzi (35’’) Samborski samotnie szarżował na bramkę Szymochy, lecz jego uderzenie z 35 metrów było zbyt jałowe, aby mogło wyrządzić mu krzywdę. W 6’ wrzutka z lewej flanki Szpaka trafiła do Lipińskiego, a ten ostro uderzył z 25 metrów. Ostro, ale w środek bramki, więc Stasiowski nie miał problemów ze złapaniem „kuli” w rękawice. Za chwilę (8’) Ł.Pabiniak zdołał wybić wrzutkę z kornera, ale piłka wróciła w naszą szesnastkę, po tym jak Szpak dośrodkował w okolice 10 metra do Sikorskiego. Zawodnik Stal nie był jednak zdecydowany, czy uderzać głową czy też nogą i nic z tego nie wyszło. Kolejny atak także przeprowadzili gospodarze. W 9’ z prawej strony ponownie dośrodkował Szpak. Nasi defensorzy niedokładnie wybili „skórę”, z czego chciał skorzystać Lipiński, z 10 metrów (będąc po prawej stronie) ostro uderzając nad poprzeczką. To był wyraźny sygnał dla Startu, że lider będzie dążył do szybkiego objęcia prowadzenia. Minutę później (10’) wszędobylski Szpak podał prostopadle do Lipińskiego, którego na linii szesnastki uprzedził Stasiowski. Sytuacja ta po chwili nie miała jednak żadnego znaczenia, gdyż w momencie wyjścia na pozycję atakującego Stali, liniowy zasygnalizował ofsajd. W tej fazie gry „Stalówka” próbowała konsekwentnie budować akcje od tyłu, stąd i jej częstsze utrzymywanie się przy piłce. Namysłowianie zachowywali jednak spokój, nie popełniając większych błędów. 12’, to wyśmienita okazja do objęcia przez Start prowadzenia. Z kornera na 8 metr dośrodkował P.Pabiniak, a główkujący Sarnowski trafił w poprzeczkę! Odbitą piłkę próbował jeszcze uderzyć Biliński, ale jego strzał, to klasyczna „świeca” i Szymocha nie musiał się specjalnie stresować. W 16’ w roli głównej wystąpił Tistek. Najpierw zabiegł drogę atakującemu nasze przedpole Bonarowi, a za chwilę wyprowadził atak lewą stroną, dogrywając „kulę” do Włoszczyka. Ten z kolei podał do znajdującego się w środku pola P.Pabiniaka, który wypracował sobie miejsce do oddania strzału. Szkoda tylko, że mocne uderzenie z 20 metrów naszego snajpera zostało zablokowane przez brzeskiego stopera. Za chwilę (17’) po małej grze w prawym narożniku szesnastki, Samborski „wjechał” z piłką pod linię końcową, skąd oddał bardzo nieprzyjemny strzał. Szymocha zabezpieczył jednak krótki słupek, odbijając piłkę na korner. Etatowy wykonawca stałych fragmentów gry (P.Pabiniak) dorzucił futbolówkę na 11-ty metr, skąd główkę Drapiewskiego przechwycił Szymocha. Brzeżanie próbowali przejąć kontrolę nad grą, jednak Start im na to nie pozwalał. Kibice oglądali więc wyrównane zawody. W 21’ Bonar zagrał z lewej strony do Synówki, jednak dośrodkowanie spadło już za bramkę. Po kilku minutach Szpak próbował wymusić na arbitrze kartkę dla Bilińskiego, którego nabił przy wykonywaniu rzutu wolnego. Problem w tym, że „nabicie” było bardzo naciągane i to Łukasz ostatecznie obejrzał „żółtko” za niesportowe zachowanie. „Szpaku” dośrodkował w końcu ze stojącej piłki, ale Żołnowski głową wyjaśnił sytuację. W rewanżu (26’) Drapiewski wrzucił piłkę z autu do Sarnowskiego, którego przyblokowano na 10-tym metrze, a próba dobitki Tistka poszybowała w chmury. Trzy minuty później (29’) Drapiewski przeciął atak brzeżan, momentalnie odgrywając do Sarnowskiego. „Sarna” zagrywał jednak zbyt głęboko i golkiper BTP spokojnie „kulę” pochwycił. W 32’ głęboko odetchnęliśmy po wykonaniu rzutu wolnego z lewej strony boiska. Lecącej na wysokości pasa piłki (dogrywał Szpak) nie sięgnęli ani Lipiński, ani Sikorski i ta wzdłuż pola bramkowego poleciała poza linię końcową. Trzeba przyznać, że zrobiło się w tym momencie pod bramką Startu smrodliwie. Po chwili (34’) akcję prawą flanką przeprowadził Kulczycki. W finalnym momencie ostro dośrodkował piłkę przed pole bramkowe Stasiowskiego, lecz szybszy był Żołnowski, głową wybijając ją poza obrys bramki. Kolejny atak brzeżan (35’), to dośrodkowanie na raty Szpaka (z lewego kornera). Jego druga próba spadła na długi słupek, gdzie głową z 6 metrów Fabiszewski próbował zaskoczyć Stasiowskiego. „Stachu” wyczuł jednak intencje strzelca i zagrodził „kuli” drogę do siatki. Po szybkiej odpowiedzi P.Pabiniak ostro huknął z 22 metrów, tyle, że trafił w plecy próbującego uskoczyć Samborskiego… Za chwilę piłkę po nieco przypadkowym centrostrzale M.Ptaka (z lewego sektora boiska) na linii bramkowej zmuszony był chwytać Stasiowski. Z kolei w 37’ Ł.Pabiniak przeciął atak Stali dobrym podaniem, uruchamiając Samborskiego. Ten jednak zwlekał z podaniem wychodzącemu mu lewą stroną P.Pabiniakowi i ostatecznie zagrał na prawo do Sarnowskiego. Paweł już w szesnastce delikatnie podciął piłkę, trafiając nią w rękę jednego z defensorów. Arbiter uznał jednak, że ta była przy ciele zawodnika i pewnym gestem nakazał grę kontynuować. W 42’ nasi defensorzy skutecznie zablokowali strzał Kulczyckiego z 28 metrów, a za chwilę po faulu Włoszczyka na Szpaku, z 33 metrów (rzut wolny) Fabiszewski trafił w mur. W ostatniej minucie pierwszej połowy czerwono-czarni przeprowadzili dobry i płynny atak. Żołnowski zagrał na lewo do Drapiewskiego, który przedłużył do biegnącego tym sektorem Tistka. Daniel „dojechał” z piłką do linii końcowej, skąd zacentrował na 7 metr do próbującego główkować Samborskiego. Problem jednak w tym, że „Samborowi” zabrakło kilkudziesięciu centymetrów, aby piłkę uderzyć. Z kolei w przedłużonym czasie gry (45+1’) Biliński zagraniem z rzutu wolnego (prawa strona) znalazł na krótkim słupku Samborskiego, który z 7 metrów uderzył wysoko nad bramką.

Na przerwę obie drużyny zeszły przy bezbramkowym wyniku. Sympatycy futbolu zgromadzeni na trybunach nie mieli się jednak prawa nudzić, bo obie drużyny stworzyły sobie po kilka dobrych okazji. Poza tym mało było przestojów, a sporo zaciętej walki w licznych pojedynkach, zwłaszcza w środkowej strefie boiska.

Zaraz po zmianie stron (56’’) Bonar prostopadle wypuścił Lipińskiego, który po kontakcie z naszym środkowym obrońcą nieudolnie przewrócił się w polu karnym, licząc na przyznanie jedenastki. Sędzia Damian Picz nawet nie zareagował, bo rzeczywiście napastnikowi Stali realizacja chytrego planu kompletnie nie wyszła. Namysłowianie pierwszy atak – i to od razu bramkowy! – przeprowadzili w 47’. Po otrzymaniu piłki P.Pabiniak zbiegł z nią nieco w środek, a mając trochę luzu, uderzył z 17 metrów. Futbolówka odbiła się od słupka, spadając pod nogi znajdującemu się po prawej stronie Sarnowskiemu, który z 12 metrów „poprawił w okienko!

Radość Pawła z pierwszego gola Startu była ogromna, ale i… wzruszająca. Nasz młody pomocnik pobiegł celebrować sukces do narożnika boiska, gdzie padł na kolana i charakterystycznie wyciągnął ręce ku górze. Premierowa bramka zadedykowana była ojcu Jarkowi, byłemu piłkarzowi Startu, zmarłemu w 2008 roku.

Po chwili głupią kartkę złapał Włoszczyk, który wściekł się na arbitra, że ten… puścił grę po faulu na nim. W 50’ znów zapachniało golem, gdy P.Pabiniak z lewej strony posłał blisko 50-metrową centrę do zamykającego na długim słupku akcję Ł.Pabiniaka. Łukasz uderzył z 6 metrów głową, ale trafił piłką prosto w Szymochę i „Stalowcy” mogli odetchnąć. Kilkadziesiąt sekund później (51’) doszło do rękoczynów i przez moment zapowiadało się nawet na nikczemną awanturę. Przyczyną wzburzenia brzeskich piłkarzy był atak łokciem jednego z namysłowian w twarz Synówki, który padł na murawę niczym rażony piorunem. Momentem zapalnym był jednak sekundę wcześniej faul Sikorskiego na Samborskim w miejscu, gdzie po chwili mocno rozgorzało. Arbiter miał sporo problemów z opanowaniem gorącej sytuacji, ale w końcu to mu się udało. Wszyscy oczekiwali na wyciągnięcie konsekwencji wobec prowodyra zajścia, ale okazało się, że arbitrzy sprawcy nie zdołali ustalić i nakazali grać dalej, bez żadnego upomnienia… Synówka z głęboko rozciętą wargą długo na boisku nie wytrwał i ostatecznie w 57’ został zmieniony. W międzyczasie (54’) P.Pabiniak kiepsko uderzył z wolnego (27 metrów), a w 56’ doszło do stykowej sytuacji po walce o górną piłkę Żołnowskiego z Bonarem, po której rywale otrzymali rzut wolny na 17-tym metrze. Z niego Szpak zagrał krótko do Józefkiewicza, którego mocny strzał po ziemi o 2 metry minął lewy słupek namysłowskiej świątyni. W kolejnej ciekawej akcji Samborski został wzięty w kleszcze przez Sikorskiego i M.Ptaka i stąd kolejny stały fragment gry. Do piłki podszedł Biliński, lecz strzałem z 28 metrów zdołał obić jedynie brzeski mur. W 61’ oglądaliśmy trójkową akcję Lipiński – Szpak – Kulczycki, gdzie podczas niepewnej interwencji Krystiana Błacha, Lipiński sfaulował go… w głowę. Za moment (64’) brzeżanie ponownie zaatakowali. Dośrodkowanie z lewej flanki Lipińskiego, Drapiewski asekuracyjnie posłał poza linię końcową. Z rożnego zagrał Szpak, Sarnowski piłkę wybił przed siebie, a strzał Kulczyckiego został już zablokowany. Podrażnieni gospodarze atakowali w sposób coraz bardziej zdeterminowany. W 65’ po akcji prawym sektorem dośrodkowanie z tej strefy głową przedłużył Fabiszewski, a zamykający akcję na lewym skrzydle Lipiński znalazł się 12 metrów od bramki. Na szczęście najlepszy snajper Stali źle trafił w piłkę i ta po długim słupku poleciała w aut. Mecz stawał się coraz bardziej zażarty, a miejscowym zaczęło się spieszyć. W 67’ Poważny zagrał po lewej stronie do Bonara, którego groźny dorzut na 10-ty metr nie znalazł adresata. Za chwilę było już jednak 1-1. W 68’ Szpak zacentrował z prawego kornera, ale główkujący zawodnik Stal źle złożył się do strzału i futbolówka poleciała na lewą stronę. Tam Poważny zdołał oszukać Sarnowskiego (który miał już piłkę na nodze) i precyzyjnie dośrodkował na 9 metr, gdzie wyrósł jak spod ziemi Fabiszewski i efektowną główką skierował „kulę” do siatki. Namysłowianie byli tym faktem na tyle oszołomieni, że 4 minuty później (72’) stracili kolejną bramkę. Lipiński zagrał crossową piłkę na prawą stronę do Fabiszewskiego, który zdołał dogonić ją przed linią końcową i odegrać zwrotnie przed bramkę do Lipińskiego, który z 3 metrów wpakował ją pod poprzeczkę. Przy tym golu nierozważnie zachowali się nasi obrońcy, którzy mogli przeciąć zarówno podanie Lipińskiego, jak i odegranie Fabiszewskiego. Żaden jednak tego nie uczynił i w ciągu 4 minut spadliśmy z nieba do piekła. Dodatkowo w nasze szeregi wkradła się nerwowość, co niezbyt dobrze wróżyło na kolejne minuty meczu. W 78’ Kamil Błach wywalczył piłkę w lewym narożniku pola karnego, ale przy próbie mocnego strzału został w porę zablokowany. Niebawem (80’) P.Pabiniak przymierzył mocno, ale niecelnie, z kolejnego przyznanego nam rzutu wolnego (28 metrów). W 81’ kibice Startu przez chwilę zamarli, gdy Lipiński zablokował w naszej strefie obronnej Tistka, po czym zagrał wzdłuż linii pola karnego do Fabiszewskiego. Były zawodnik Startu przesunął się nieco z piłką, by za chwilę uderzyć po ziemi w słupek! W rewanżu (85’) Patryk Pabiniak zacentrował piłkę z prawego rożnego na długi słupek, gdzie główkował jego kuzyn Łukasz. Szymocha pewnie jednak złapał piłkę, kasując niebezpieczeństwo. W 88’ siła napędowa naszej jedenastki – czyli P.Pabiniak – na dwa razy dośrodkowywał piłkę z lewej strony. Za pierwszym razem jeden z główkujących obrońców zagrał mu ją z powrotem pod nogi. Z kolei druga wrzutka spadła na linię pola bramkowego do Ł.Pabiniaka, który dzióbnął ją do stojącego obok Kamila Błacha, a ten z 2 metrów wcisnął do siatki! Tym sposobem (nie bez winy był Szymocha, który powinien wyjść z bramki) czerwono-czarni doprowadzili do wyrównania, co z perspektywy 90 minut gry z pewnością im się należało. A już w przedłużonym czasie gry Start miał tzw. piłkę meczową. Do zagrania z głębi pola tuż za kołem środkowym ruszyli Samborski z Józefkiewiczem. Nasz snajper nabierał szybkości, lecz w momencie gdy dopadał piłki, został przez „Józka” bezpardonowo przewrócony. To był ewidentny faul na „Samborze”, tymczasem arbiter nakazał grać dalej! Gdyby nie ten fakt, Rafał wybiegłby na spotkanie z Szymochą i nie jest powiedziane, że nie przybiłby zwycięskiego stempla dla Startu w tym bardzo emocjonującym spotkaniu. A tak Rafał do końca utykał po boisku, gdyż został mocno trafiony w udo. Jeszcze w 90+5’ Szpak dośrodkował „kulę” z rzutu wolnego do Lipińskiego, którego główka z 10 metrów poszybowała nad poprzeczką. Z kolei w 90+6’ wspomniany Lipiński oraz Kostrzewa zderzyli się głowami i potrzebna była pomoc masażystów (Miłosz dosyć boleśnie rozbił nos). W ferworze walki nos złamał natomiast Łukasz Pabiniak, który dotrwał do końca spotkania, ale już po wyjściu z szatni był mocno opuchnięty.

Drugie 45 minut spełniło oczekiwania nawet najwybredniejszych koneserów „kopanej”. Zawodnicy Stali i Startu byli nad wyraz zdeterminowani, aby wywalczyć komplet punktów. Momentami walka była na tyle bezpardonowa, że dosłownie iskrzyło (jedna awantura zresztą wybuchła). Na prowadzenie wyszli czerwono-czarni, jednak gospodarze odwrócili losy rywalizacji w ciągu 4 minut i w ostatnich kilkunastu minutach Start nie miał już czego bronić. Determinacja naszych piłkarzy przyniosła im nagrodę w postaci bramki wyrównującej, tuż przed końcem regulaminowego czasu gry. Ostatecznie padł remis, który choć pozostawiał niedosyt (tak wśród „Stalowców”, jak i czerwono-czarnych), to jednak był najbardziej sprawiedliwym rozstrzygnięciem. Zaraz po końcowym gwizdku piłkarze z Namysłowa poszli pod sektor podziękować kilkudziesięcioosobowej grupie swoich fanów, którzy przez pełne 90 minut prowadzili kapitalny doping. Gospodarze też starali się wspierać swoich ulubieńców, ale było ich w „młynie” zdecydowanie mniej niż „Startowców”, więc w wokalnym pojedynku byli rzadziej słyszalni. Nerwy wśród piłkarzy były nawet po końcowym gwizdku. Wedle opinii arbitra głównego Krawców nie zdołał powstrzymać się od „siarczystego” komentarza i w efekcie zarobił jeszcze czerwoną kartkę. Wychodzący ze stadionu kibice żywo komentowali widowisko, którego byli świadkami. Większość tak się rozochociła, iż żałowała, że mecz nie miał jeszcze… trzeciej połowy (tercji?). Rzeczywiście coś było na rzeczy… To było prawdziwe piłkarskie święto, w którym nie zabrakło niczego. Ale często w sąsiedzkich pojedynkach (niektórzy brzesko-namysłowski pojedynek nazwali nawet „derbami”) nikt nie przebiera w środkach. Brzeżanie zachowali pozycję lidera rozgrywek, utrzymując też w nienaruszonym stanie swoją twierdzę (w tym sezonie jeszcze przy Sportowej nie przegrali). Namysłowskich kibiców cieszył natomiast fakt, że mimo utraty dwóch goli (po 6-ciu meczach w defensywie „na czysto”) zespół zdołał wyjechać z jednym, jakże cennym punktem. Punktem, na który jak najbardziej zasłużył. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy