Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Cenny sukces w Chróścicach

Odsłony: 3991

Namysłowski Start wiosną nie przestaje pozytywnie zaskakiwać. W premierze 2015 roku czerwono-czarni dosyć niespodziewanie wygrali na trudnym terenie w Lewinie

Brzeskim (3-2), choć w poprzednim półroczu toczyła ich wyjazdowa niemoc. Przed tygodniem rozochoceni kibice liczyli na kontynuację domowej passy, która swój początek miała jeszcze we wrześniu. Tymczasem TOR bez większych problemów zdobył „Twierdzę Namysłów” (wygrywając 1-0) po grze Startu dalekiej od oczekiwań. Wobec powyższych faktów sympatycy NKS-u z lekkimi obawami oczekiwali na wieści z Chróścic, gdzie jesienią łatwo o punkty wcale nie było. Podopieczni Damiana Zalwerta postanowili jednak ponownie zaskoczyć wszystkich, sięgając po 3 punkty. Coś, co jesienią udało się zespołowi tylko raz (tj. wyjazdowa wygrana w Oleśnie), w dwóch grach poza Namysłowem wiosną udało się już dwukrotnie! Na zdefiniowanie tak nagłej metamorfozy jest jeszcze za wcześnie, niemniej kibice już dziś zastanawiają się, jak ich ulubieńcy wypadną w Wielką Sobotę. Jeśli bowiem za przedmeczowych faworytów uznamy gości z Łubnian, to jest duże prawdopodobieństwo, że za parę dni pojawi się szansa na kolejne punkty.

Mecz w Chróścicach zaczął się od zapobiegawczej gry obu zespołów. Największym zdziwieniem był fakt, że znakomity weteran Rogowski zaczął spotkanie w roli… środkowego obrońcy. Niemrawa gra niespecjalnie mogła podobać się miejscowej publice, no bo któż lubi oglądać wzajemną asekurację? Po kwadransie na odważniejsze ataki zdecydowali się czerwono-czarni, którzy w kilkuminutowych odstępach przeprowadzili dwie składne akcje. Pierwsze realne zagrożenie bramki Victorii wystąpiło w 22’. Wówczas to po dośrodkowaniu futbolówki z prawego rzutu rożnego, nabiegający na drugi słupek Ł.Pabiniak uderzył „kulę” głową. Dobry strzał jeszcze lepiej odbił jednak poza linię końcową Walkowicz. W tym momencie namysłowianie wyczuli, że nie taki rywal straszny, jak go malują i coraz częściej zapędzali się na chróścickie przedpole. Trudno było mówić o finezyjnej grze (z obu stron oczywiście), gdyż zdarzały się też sytuacje prostych strat czy nieporadności. Trochę jednak rozgrzeszała piłkarzy stawka meczu – spora dla obu drużyn już na początku wiosny. W 37’ czerwono-czarni stanęli przed szansą otwarcia wyniku. Wtedy to na skutek pressingu, golkiper Victorii, otrzymawszy piłkę od kolegi z defensywy, zmuszony był do wybicia jej na wysokości 20-tego metra. Tam jednak stał Samborski, którego wybijana futbolówka trafiła w nogi i wysokim lobem skierowała się w okolice 8 metra chróścickiej bramki, gdzie przy dużej rotacji, opadając, odbiła się pod dużym kątem. Ciężką do opanowania piłkę Rafał próbował zamortyzować przyjęciem na klatkę piersiową, lecz to wystarczyło, aby do bramki wrócili bramkarz i jeden z obrońców. W efekcie po strzale naszego najlepszego snajpera „skóra” trafiła w korpus defensora Victorii, który wypchnął ją na korner. Gol pewnie padłby, gdyby „Sambor” zdecydował się na strzał z pierwszej piłki. Ta jednak spadała mu na lewą nogę i pewnie dlatego Rafał chciał ją poprawić, aby nie skiksować. Namysłowskie aktywa przed przerwą, to także dwie próby P.Pabiniaka z dystansu. Raz po kornerze i wybiciu piłki przed obrońców na 22 metr, a dwa, po uderzeniu z sytuacyjnej piłki. Gospodarze także próbowali nękać defensywę Startu, tyle, że nie licząc prób pressingu, po których namysłowianie ratowali się wybiciem futbolówki w pole, nie stworzyli realnego zagrożenia bramki strzeżonej przez Stasiowskiego. W szeregach rywali motorem napędowym był na skrzydle Tuński, ale po jego kąśliwych wrzutkach zabrakło wykończenia kolegom.

Drugie 45 minut Start zaczął nieco ostrożnie, choć dosyć wysoko próbował zarówno grać piłką, jak i przeszkadzać miejscowym w rozegraniu. Większa pewność siebie poskutkowała w 52’, gdy podopieczni trenera Zalwerta objęli prowadzenie. Naciskany w narożniku szesnastki przeciwnik (przez Sarnowskiego) stracił futbolówkę na rzecz Samborskiego, który od razu odegrał do P.Pabiniaka. Strzał z 18-tu metrów (z lewej nogi) Patryka był nie do obrony, gdyż futbolówka wylądowała niemal w lewym okienku próbującego interweniować Walkowicza. Tym sposobem objęliśmy prowadzenie, a syn legendarnego Zbigniewa przeszedł do najnowszej historii NKS-u, jako autor stu goli w jego barwach (89 w lidze i 11 w rozgrywkach pucharowych – przyp. aut.)! Po strzeleniu gola namysłowianie… cofnęli się, co z perspektywy dotychczasowego rozwoju boiskowej sytuacji było cokolwiek zaskakujące. Ataki Victorii trwały przez blisko 20 minut, podczas których nasz zespół momentami znajdował się w głębokiej defensywie. Rywale starali się rozgrywać piłki do boku, skąd posyłali nieprzyjemne dośrodkowania na przedpole Stasiowskiego. Na szczęście żadnej z nich nie udało im się sfinalizować, gdyż albo brakowało im precyzji, albo wykończenia. W 77’ ekipa Bogdana Kowalczyka powinna jednak pokusić się o wyrównanie. Świetnie wykonanym rzutem wolnym namysłowska defensywa została wyprowadzona w pole. Zagranie ze stojącej piłki trafiło do wbiegającego za mur przeciwnika, który momentalnie odegrał pod przeciwległy słupek (na 7-ty metr) do Węgrzyna. Jego uderzenie z lekkiego kąta trafiło jednak w nogi interweniującego Stasiowskiego i w tym momencie mogliśmy głęboko odetchnąć. Zmarnowana setka wybiła z rytmu gospodarzy, którzy choć do końca starali się atakować, to już nie z takim animuszem, jak po utracie gola. W końcówce miejscowi postawili wszystko na jedną kartę, przesuwając do ataku wspomnianego na wstępie Rogowskiego. Ale i ten zabieg nie okazał się dla nich zbawienny. Ostatecznie przetrzymaliśmy końcowe minuty we w miarę spokojnej atmosferze, choć oczywiście goniący wynik przeciwnik do ostatniego gwizdka podejmował próby (głównie dośrodkowań, które albo okazywały się przerzucane, albo padały łupem Stasiowskiego).

Zwycięstwo nie przyszło zespołowi łatwo, choć ten (mowa o Starcie) stworzył sobie zdecydowanie więcej klarownych okazji od gospodarzy. Ci z kolei (mowa o Victorii) starali się częściej operować piłką. O płynnych akcjach z obu stron trudno jednak mówić, gdyż obie drużyny miału spory kłopot, aby przeprowadzić szybką akcję z wymianą więcej niż czterech podań. To jednak po końcowym gwizdku miało drugorzędne znaczenie. Liczyło się bowiem to, co w sieci. Cichym bohaterem meczu został oczywiście strzelec gola P.Pabiniak, choć wcale nie mniejsze pochwały należą się Stasiowskiemu, kolejny raz będącemu jasnym punktem drużyny. W namysłowskie szeregi powrócił duch walki i zaciętości, z którego znamy naszą stosunkowo młodą drużynę. Oko cieszyło zaangażowanie i zostawiane na boisku serce. Żaden z chłopców nie odpuszczał kontaktu z przeciwnikiem, tocząc zaciętą bitwę o każdą piędź zielonej murawy. Drużyna w pełni zrehabilitowała się za porażkę, a przede wszystkim słabe zawody z TOR-em. Obyśmy za tydzień mogli cieszyć się z kolejnego sukcesu! [KW]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy