Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Znakomita premiera wiosny

Odsłony: 4976

Wiosenne, pierwsze koty za płoty wreszcie za namysłowskim Startem. I co niezwykle istotne, choć przed wyjazdem do Lewina Brzeskiego mecz z Olimpią wydawał się

z gatunku bardzo trudnych, to jednak w premierze komplet punktów padł naszym łupem. Batalia w późnojesiennej aurze niespecjalnie zachęcała do wizyty na stadionie. Nie dość, że było chłodno, to jeszcze cały dzień padało. Na aurę mogli popsioczyć również piłkarze, choć wielkiego wyboru nie mieli, gdyż punktualnie o 15-tej arbiter wyprowadził obie ekipy na murawę. Otwartym pozostawało pytanie, jak po 4-miesięcznej pauzie zaprezentują się jedenastki Olimpii i Startu? Kibice „Lwów” liczyli, że ich ulubieńcy powtórzą wynik z jesieni i ponownie pokonają NKS. Fani z Namysłowa byli jednak innego zdania, wierząc, że tym razem łaska piłkarskiego Boga będzie po ich stronie. A tak zupełnie poważnie, niebiosa niespecjalnie sprzyjały obu ekipom, skoro te musiały walczyć nie tylko z rywalem, ale i aurą. W błotnej batalii o jednego gola lepsi okazali się czerwono-czarni i to był najlepszy prezent, jaki nasi piłkarze mogli nam tego dnia sprawić. Kibiców cieszył jednak nie tylko fakt wygranej, ale i to, że podopieczni Damiana Zalwerta strzelili aż 3 bramki, co jesienią nie zdarzyło im się zbyt często. Najważniejsze, że trafienia te pozwoliły wydrzeć gospodarzom sukces z gardła, o co wcale nie było łatwo. Lewinianie zdołali bowiem dwukrotnie umieścić piłkę w namysłowskiej świątyni i mieli chrapkę na więcej. Zdeterminowani goście jednak im na to nie pozwolili, co ostatecznie oznaczało pełen sukces! Sukces, dzięki któremu seria pięciu kolejnych porażek w meczach wyjazdowych wreszcie została zakończona.

Nim kibice zdążyli się oswoić z wydarzeniami boiskowymi, to namysłowianie prowadzili już 1-0! Po faulu w bocznym sektorze boiska, rzut wolny spod prawej linii końcowej (blisko linii oznaczającej połowę boiska) egzekwował Włoszczyk. Mocna wrzutka tuż przed bramkę Olimpii spowodowała, że jeden z gospodarzy zdecydował się odkopnąć futbolówkę przed siebie. Jego pech polegał na tym, że „kula” trafiła wprost pod nogi Smolarczyka, który mocnym uderzeniem z 8 metrów (po ziemi) dał Startowi gola! Szok na trybunach był spory, wszak w momencie strzału na stoperze widniała 54 sekunda. Oszołomieni „Olimpijczycy” próbowali się otrząsnąć w najlepszy z możliwych sposobów, czyli skuteczną odpowiedzią. W 3’ po płynnej akcji prawą flanką dośrodkowanie Twardowskiego zdołał zablokować Żołnowski, przez co miejscowi zyskali korner. Z niego jednak po dośrodkowaniu Kiczuły niewiele wynikło. Za chwilę (5’) Twardowski z rzutu wolnego (z prawej strony) posłał głęboką centrę w szesnastkę. Zieliński był jednak czujny i zagrożenie zneutralizował. Olimpia nie rezygnowała i w 6’ ponownie zaatakowała. Krosowe podanie trafiło na lewą stronę do Tramsza, który podbiegł w okolice narożnika boiska, po czym sprytnie wycofał futbolówkę przed pole karne. Tam idealnie nabiegł na nią Kiczuła, lecz jego bomba poszła po ziemi kilka metrów obok słupka. Za chwilę rywale znów znaleźli się w naszym polu karnym (7’), ale na szczęście w dobrej sytuacji Maj zgubił piłkę i mogliśmy odetchnąć. W pierwszych 10 minutach lewinianie dosyć sprawnie zdobywali teren, jednak nasi defensorzy w porę odczytywali ich zamiary. Trener Zalwert i spółka próbowali wysoko przeszkadzać gospodarzom i m.in. z tego powodu długie piłki do szybkich skrzydłowych niosły zalążek zagrożenia. Zagęszczenie środka pola pozwoliło jednak Startowi na wyhamowanie skrzydeł „Olimpijczyków”, uruchamianych głównie przez podania do boków. W 10’ ponownie zapędziliśmy się pod bramkę miejscowych. Z lewej strony dalekim wyrzutem autu popisał się Włoszczyk. Piłka spadła pod nogi ustawionego tyłem do bliższego słupka Samborskiego, który odegrał ją do P.Pabiniaka. Patryk natychmiast uderzył, lecz strzał z dosyć dużego kąta wylądował prosto w rękawicach Dudzika. Miejscowi odgryźli się w 12’, gdy po głębokim dośrodkowaniu z prawego sektora Niemca, Stasiowski wyskoczył z bramki i zdjął „skórę” z głowy Tramsza. W odpowiedzi ruszył natychmiastowy atak Startu, lecz już w polu karnym Smolarczyk przy próbie strzału został zablokowany przez defensywę Olimpii.

Kilka kolejnych minut upłynęło na bezpardonowej walce w środkowej strefie boiska. Przerwało ją w 19’ poruszenie na trybunach zajmowanych przez sympatyków Olimpii, gdy na trybunach pojawili się fani z Namysłowa. Piłkarze ich nie zauważyli, ale ferworze walki szybko usłyszeli, gdy Ci zaczęli ich wspierać dopingiem. W 23’ czerwono-czarni pojawili się na przedpolu miejscowych. Po wykonaniu autu (prawa strona) i typowej przebitce, do sytuacyjnej piłki doskoczył P.Pabiniak i momentalnie uderzył. Lecąca jednak z narożnika szesnastki futbolówka poszybowała obok dalszego słupka. „Olimpijczycy” próbowali zaskoczyć Stasiowskiego rzutem wolnym wykonywanym spod lewego kornera (28’). Problem w tym, że jego wykonawca futbolówkę mocno „przerzucił”. Start także nie rezygnował z wypadów pod świątynię konkurencji. W 29’ Włoszczyk ponownie konkretnie „machnął” piłkę z autu (lewa flanka) i ta ponownie spadła w okolice krótkiego słupka. Przejął ją Smolarczyk, ale w przepychance z obrońcą ta lekko mu odskoczyła i padła łupem Dudzika. Golem zapachniało w 34’, gdy będący w natarciu lewinianie zostali zaskoczeni przerwaniem akcji i dalekim wykopem Łukasza Pabiniaka. „Kula” poleciała dokładnie w to miejsce, do którego wystartował Samborski ze swoim plastrem. Rafał wygrał pościg ze stoperem i bramkarzem, po czym lekko podcinany, podał jeszcze piłkę do wbiegającego lewą stroną Smolarczyka. Kamil znalazł się nieco z boku bramki, ale z 12-tu metrów mógł spokojnie skierować piłkę do siatki. Strzelił jednak nieprecyzyjnie i ta poleciała obok słupka! Niebawem (36’) świetną klepką tuż przed szesnastką popisali się P.Pabiniak, Smolarczyk i Samborski. Szkoda, że ostatni z wymienionych źle futbolówkę przyjął, bo w innym wypadku miałby przed sobą tylko golkipera i 16 metrów do bramki. Olimpia odpowiedziała dopiero w 40’. Wtedy to Maj zwiódł dwóch naszych środkowych i ostro uderzył z 18 metrów… nad bramką. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry lewinianie zamknęli nas w „hokejowym zamku”, ale bez finalizacji w postaci groźnego uderzenia. Z kolei w trzeciej minucie doliczonego czasu gry (45+3’) zadrżały nam przez chwilę serca. Wtedy to Tramsz dośrodkował z lewego kornera, a przebitka w okolicach pola bramkowego spadła na 12-ty metr, gdzie do strzału złożył się Niemiec. Po jego uderzeniu „kula” zmierzała do siatki tuż przy prawym słupku, lecz czujny Stasiowski rzucił się w jej kierunku i efektowną paradą wyłapał. Na tym emocje pierwszej części gry zostały zakończone.

W drugą połowę spotkania lepiej weszli namysłowianie. W 47’ Zieliński dobrym podaniem z głębi pola chciał uruchomić Samborskiego, lecz nasz najlepszy napastnik obecnego sezonu przegrał pojedynek biegowy ze stoperem. Niestety, 5 minut później było już 1-1. W 52’ futbolówkę z naszej połowy wyprowadzał Zalwert. Umiejętnym zwodem minął dwóch rywali, ale odbił się od trzeciego, który odebrał mu piłkę i momentalnie zagrał do przodu. Namysłowska defensywa nie była na taki obrót sprawy kompletnie przygotowana, dlatego też szybką wymianę podań przy akcji „3 na 3” precyzyjnym uderzeniem w okienko (z 15-tu metrów) wykończył Marszałek. Podbudowani golem lewinianie w 55’ znów groźnie zaatakowali. Tym razem świetny kros na lewą flankę spadł pod nogi Maja, który odegrał na 18-ty metr do Kiczuły. Szczęśliwie dla nas ostatni z wymienionych uderzył tyleż mocno, co niecelnie i skończyło się na strachu. Oddech wstrzymaliśmy także w 57’, po kolejnym groźnym ataku Olimpii. Tramsz zagrał wówczas na lewą stronę do Maja, a ten w asyście Ł.Pabiniaka wbiegł w szesnastkę i kąśliwie z ostrego kąta uderzył. Stasiowski zdołał się jednak zorientować w zamiarach rywala, palcami odbijając „skórę” poza linię końcową. Naprawdę niewiele wówczas zabrakło, aby miejscowi objęli prowadzenie. Wydawało się, że łapiący wiatr w żagle „Olimpijczycy” nadal będą nacierać. Tymczasem w 60’ Start zadał im kolejny bolesny cios. Po odbiorze piłki P.Pabiniak zagrał z głębi pola do Smolarczyka, który w walce (po prawej stronie pola karnego) dzióbnął piłkę w kierunku wbiegającego środkiem Samborskiego. Rafałowi kilka piłek wcześniej uciekło, lecz tym razem przyjął ją i jak przystało na snajpera, strzałem w długi róg (z 18 metrów) ponownie dał nam prowadzenie! Radość namysłowskich fanów nie trwała jednak długo, bowiem w 63’ był już remis 2-2! Niefrasobliwe rozegranie piłki po naszej lewej stronie spowodowało jej stratę i atak. Na wysokości pola karnego futbolówkę ostro przed bramkę wstrzelił Tramsz, a próbujący interweniować Ł.Pabiniak (na 7 metrze) skierował ją niefortunnie do własnej bramki. To oznaczało tylko jedno – zabawa zaczyna się od początku. Miejscowi ponownie zwęszyli szansę na odwrócenie losów meczu i w 67’ znów oglądaliśmy ich atak. Z posłaną z daleka „zawiesiną” nie poradził sobie Żołnowski (nie trafił w piłkę), lecz czyhający na linii szesnastki Paczek został uprzedzony przez Stasiowskiego. W tej samej minucie Maj posłał niesamowitą petardę z 32 metrów, trafiając w zewnętrzną cześć spojenia słupka z poprzeczką! A żeby było ciekawiej, w momencie strzału doszło do przepychanki między zawodnikami obu drużyn, spierających się o to, czy arbiter zasadnie wrócił do sytuacji, w której faulowany był Sarnowski. A był, więc nerwy gospodarzom coraz bardziej puszczały. Zaciekłą walkę na coraz bardziej rozmoczonej murawie próbowali kontrolować namysłowianie. W 74’ Biliński sprytnym zagraniem wypuścił w uliczkę P.Pabiniaka, lecz ten na 17 metrze został skutecznie zneutralizowany przez środkowych z Lewina Brzeskiego. Ale co się odwlecze… Cztery minuty później (78’) czerwono-czarni zadali kolejny (i jak się okazało decydujący dla losów meczu) cios! Wówczas to po akcji i zagraniu w prawy sektor boiska, na dośrodkowanie zdecydował się Sarnowski. Zrobił to na tyle precyzyjnie, że „skóra” spadła idealnie pod nogi znajdującego się na 8 metrze Samborskiego, który mimo rozpaczliwej próby zablokowania go przez stopera, zdołał ją dzióbnąć i ta, obok Dudzika, spokojnie wtoczyła się do siatki! Kolejne minuty, to akcje ofensywne ze strony wściekłych gospodarzy. Olimpia często nacierała, a Start, nieco zbyt nerwowo, odpierał jej ataki. Tak było przez kolejnych, dla nas długich, 12 minut. Wreszcie w 90+1’ Rembielak miał okazję, aby rozegrać kontrę, lecz w decydującym momencie włożył w podanie zbyt wiele sił i piłka zamiast pod nogami szarżującego P.Pabiniaka, wylądowała na aucie. Lewinianie nie rezygnowali, do końca mając nadzieję na ponowne doścignięcie Startu. Decydująca okazała się 90+5’ minuta, gdy miejscowi egzekwowali z prawej strony rzut rożny. Na przedpolu Startu pojawili się niemal wszyscy zawodnicy Olimpii, włącznie z bramkarzem. Dośrodkowanie trafiło na głowę jednego z lewinian, ale jego strzał pewnie pochwycił Stasiowski, który sekundę później został staranowany przez swojego vis a vis, Dudzika. Arbiter nie miał wątpliwości, że poszkodowanym był nasz bramkarz, co z kolei oznaczać mogło tylko jedno: że po wznowieniu gry usłyszymy ostatni gwizdek. Tak się rzeczywiście stało. Na murawie namysłowianie padli sobie w ramiona, by chwilę później efektownym tańcem uczcić zdobycie 3 punktów. Sfrustrowani wynikiem „Olimpijczycy” udali się do szatni, podczas gdy ubłoceni „Startowcy” podbiegli pod sektor swoich fanów, by podziękować im za doping. Mimo fatalnej aury, żaden z namysłowian zdawał się tą okolicznością nie przejmować. Ale trudno się dziwić, skoro z ciężkiego terenu drużyna wywoziła niezwykle cenny komplet punktów.

Spotkanie w Lewinie Brzeskim miało swojego faworyta. Była nim Olimpia, która jesienią spisywała się nadzwyczaj dobrze. W sobotę nie można było odmówić gospodarzom umiejętności, lecz w konfrontacji na argumenty czysto wolicjonalne Ci musieli uznać wyższość czerwono-czarnych. To nie był mecz, który zapamiętamy przez wzgląd na finezyjne akcje czy niezapomniane gole. To było spotkanie oparte na walce i determinacji. Zwycięsko wyszli z niej namysłowianie i z tego się ogromnie cieszymy. Nasz zespół okazał się bardziej skuteczny, choć obiektywnie rzecz ujmując, lewinianie też posiadali atuty ku temu, aby nie przegrać.

Osobne słowa uznania należą się też arbitrowi głównemu. Pan Łukasz Kulesa, to stosunkowo nowa twarz w środowisku sędziowskim. Przy współudziale liniowych panował jednak nad każdą sporną sytuacją. Do tego kilka razy znakomicie rozładowywał narastające między drużynami animozje. Ktoś powie, że łatwo jest chwalić sędziego, gdy się wygrywa. Może i tak. Ale mamy na uwadze fakt, że to gracze Startu zobaczyli 5 żółtych kartoników, podczas gdy miejscowi tylko 2. Tyle, że każdą z tych kartek nasi piłkarze zobaczyli zasłużenie. Życzylibyśmy sobie więcej tak stonowanych i merytorycznych arbitrów na poziomie IV ligi. Radość z niespodziewanego (z racji zajmowanych lokat przez obie ekipy) zwycięstwa, jest w Namysłowie wielka. W końcu strzelić 3 gole czołowej drużynie, to sztuka nie lada. Liczymy, że kapitalny początek będzie miał swój ciąg dalszy i w najbliższą sobotę czerwono-czarni dadzą nam kolejne powody do radości. A tymczasem WIELKIE DZIĘKI za premierowy weekend wiosny! [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy