Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

"Twierdza Namysłów" utrzymana

Odsłony: 4343

Na ostatnie w rundzie jesiennej spotkanie o mistrzostwo IV ligi, na trybuny namysłowskiego stadionu pofatygowało się niewielu sympatyków futbolu. Ostatnie

wyniki czerwono-czarnych nie okazały się zbyt wielką zachętą dla kibiców, choć pewnie i chłodna aura też miała wpływ na fatalną frekwencję. Sympatycy beniaminka z Większyc liczyli na kolejne punkty swoich pupili, natomiast namysłowska publiczność (jak i sztab szkoleniowy NKS-u) zakładali, że rezydenci ulicy Pułaskiego przełamią wreszcie 5-meczową serię gier bez zwycięstwa. W przeciwieństwie do gości, przed pierwszym gwizdkiem sytuacja w tabeli gospodarzy nie była najciekawsza. Można nawet stwierdzić, że nie odzwierciadlała potencjału III-ligowego spadkowicza.

Od pierwszych minut inicjatywę w konstruowaniu akcji ofensywnych, jak też w prowadzeniu gry, przejęli miejscowi. Drużyna gości liczyła na błędy Startu przy wyprowadzaniu piłki poprzez szybki jej odbiór i przechodzenie do kontrataków, wykorzystując przy tym zwłaszcza ofensywnie usposobionego Makowskiego. Jednak to gospodarze ambitniej próbowali dążyć do zagrożenia bramki na polu karnym przeciwnika. W 3’ na uderzenie zza „szesnastki” zdecydował się Rafał Samborski, jednak obrońcy Po-Ra-Wia zdołali zablokować uderzenie, wybijając przy tym futbolówkę na rzut rożny. Z kolei w 6’ po akcji lewą strona drużyny szczęścia próbował Kamil Smolarczyk, ale jego strzał przeleciał tuż obok prawego słupka świątyni gości. Przyjezdni odpowiedzieli atakiem w 8’, choć uderzenie zza pola karnego nie stanowiło zagrożenia dla bramki Stasiowskiego. Mecz był twardy, ale też w wykonaniu obu stron chaotyczny. Czasami nieumiejętne, niecelne zagranie do partnera kończyło się faulem na rywalu. Akcje były rwane, nie do końca przemyślane, ale to czerwono-czarni bardziej starali się w to chłodne południe zaznaczyć na boisku swoją przewagę nad rywalem. Nie było to jednak łatwe zadanie, bowiem defensorzy gości szczelnie się bronili, a w chwili odbioru piłki długim przerzutem próbowali uruchomić swoich skrzydłowych. W 17’ przeżyliśmy mały zawód, po tym jak aktywny Smolarczyk wbiegł w swoim stylu w pole karne rywala, ładnie wymanewrował dwóch obrońców i kąśliwym strzałem po krótkim rogu o mało nie podwyższył rezultatu. Niestety, Kamil minimalnie chybił. Dwie minuty później to podopieczni Leszka Jędraszczyka poważniej zagrozili naszej bramce po rajdzie prawą stroną murawy. Tym razem nasi obrońcy nie pozwolili sobie na błąd i wciąż było 0-0.Trzeba przyznać, iż namysłowska defensywa spisywała się tego dnia bez zarzutu, blokując zagrania gości, ale też wygrywając większość pojedynków w powietrzu. Z kolei gdy nasz zespół tracił piłkę, to ambitnie odbierał ją przeciwnikowi. Wspomniane straty niosły za sobą znamiona gry chaotycznej, a w dalszej konsekwencji gry „faul”. Nie było to ładne widowisko, ale ambicji i walki nie brakowało. I właśnie w wyniku takich zdarzeń w 38’ sędzia podyktował rzut wolny z prawej strony boiska dla NKS-u. Do futbolówki ustawionej na 25 metrze od bramki Kopiczki podszedł Kamil Blach. Jego niezbyt mocne, ale techniczne uderzenie zaskoczyło całą obronę, jak i bramkarza Po-Ra-Wia, bowiem futbolówka przeleciała obok zawodników i ku wielkiej uciesze gospodarzy, wpadła przy długim słupku do siatki. Radość piłkarzy i kibiców z tego trafienia była naprawdę duża. Jeszcze w 44’ ładną akcję przeprowadzili miejscowi. Po dobrym rozegraniu futbolówki przez naszych pomocników do Smolarczyka, ten głową pięknie przedłużył „skórę” do Samborskiego. Rafał momentalnie kropnął z lewej nogi, ale piłka zamiast do siatki, trafiła wprost w bramkarza przyjezdnych

Fot.: W pożegnalnym meczu jesieni kibice oglądali zaciętą walkę od pierwszej do ostatniej minuty spotkania. Nie był to mecz wysokich lotów, choć patrząc na poświęcenie i... lot Krystiana Błacha, powyższa fotografia mogłaby wskazywać coś innego. W sobotę większą determinacją wykazali się czerwono-czarni i to nasz zespół - kosztem większyckiego Po-Ra-Wia - sięgnął po 3 punkty, wygrywając 1-0.
[zdjęcie: Artur Musiał/StartNamyslow.pl]

Po zmianie stron to Start znów ruszył do ataku. W 48’ odważnie w pole karne wbiegł z piłką Samborski, a gdy miał przed sobą tylko golkipera, nagle się przewrócił. Gwizdek arbitra milczał. Choć z boku sytuacja wyglądała na kontrowersyjną, to jednak kibice nie byli w stanie jednoznacznie jej ocenić. Mecz toczył się dalej. 3 minuty później w podobnej sytuacji z Kopiczką znalazł się Żołnowski. Z perspektywy trybun wydawało się, że nasz zawodnik był faulowany i sędzia wskaże na „wapno”. Ale ostatecznie nic takiego nie miało miejsca i mecz był kontynuowany. Namysłowianie nadal przeważali, nadając ton w grze. Goście natomiast swoją pasywną postawą rozczarowywali, co było pewnego rodzaju zaskoczeniem. Tak naprawdę do większego wysiłku zmusili Wojtka Stasiowskiego tylko dwa razy. Po raz pierwszy w 73’, kiedy to dośrodkowanie z rzutu rożnego nasz doświadczony bramkarz musiał wypiąstkować poza pole karne. Z kolei w 76’ mocno uderzoną „kulę” po ziemi z rzutu wolnego Stasiowski instynktownie obronił. Czerwono-czarni na więcej gościom nie pozwolili. W 80’ mocno z dystansu strzelił Kamil Biliński, sprawiając sporo kłopotów  bramkarzowi przyjezdnych. Ten jednak sparował „skórę” na róg. Natomiast dwie minuty później „Sambor” postraszył gości w sytuacji „sam na sam” z Kopiczką. Szkoda tylko, że jego strzał nieznacznie minął spojenie słupka z poprzeczką. W końcówce spotkania (już w doliczonym czasie gry) dokładne dośrodkowanie Pawła Sarnowskiego na głowy naszych napastników nie zostało umiejętnie wykorzystane na dobicie przeciwnika i ostatecznie mecz dobiegł końca, a skromny, ale bardzo krzepiący rezultat, już się nie zmienił.

Czerwono-czarni po raz kolejny udowodnili, że na własnym boisku potrafią skutecznie walczyć o punkty. Na własnym terenie nasz zespół jest w stanie wybiegać zwycięstwo w walce z każdym przeciwnikiem, nie wyłączając ścisłej czołówki tabeli. „Twierdza Namysłów” została utrzymana. Meczem z Po-Ra-Wiem, IV-ligowy sezon 2014/15 dobił do półmetka. W najbliższym czasie przyjdzie czas na podsumowania, ale już teraz należą się dosyć gruntownie odmienionej drużynie podziękowania za zwycięskie pożegnanie jesieni. Podopieczni Damiana Zalwerta potwierdzili też, że stać ich na zdecydowanie więcej, niż wskazuje na to niska lokata w tabeli. Dlatego wierzymy, że po solidnie przepracowanej zimie, w przyszłym roku Start Namysłów pokaże się ze zdecydowanie efektowniejszej (przede wszystkim pod względem punktowym) strony. Dziękujemy i… czekamy na więcej. [MS]       

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy