Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Pod kreską

Odsłony: 5609

Runda jesienna nieuchronnie zbliża się ku końcowi. W przedostatnim spotkaniu rozgrywanym przy Pułaskiego, czerwono-czarni za rywala mieli znany sobie doskonale z rywalizacji

w III lidze LZS z Piotrówki. Ekipa prezesa Strychacza zgłasza aspiracje na szybki powrót do rozgrywek międzywojewódzkich, co potwierdza plasowaniem się w ścisłej czołówce IV-ligowej tabeli. Goście przyjechali z nastawieniem przełamania namysłowskiej bessy, gdyż w dwóch ostatnich meczach przy Pułaskiego (jeszcze na III-ligowym froncie) przegrała. Z kolei kibice Startu tradycyjnie liczyli, że po kiepskim wyniku uzyskanym w meczu wyjazdowym (1-2 w Kędzierzynie-Koźlu), prawem niepisanej domowej serii, tym razem Start zanotuje zdobycz punktową. Cichym marzeniem było wywalczenie trzech „oczek”, które pozwoliłyby oddalić się nieco od dołu tabeli. Ostatecznie udało się nam uzyskać remis, który możemy potraktować w kategorii cennej zdobyczy. Problem w tym, że w IV-ligowym rankingu obsunęliśmy się na 13. pozycję, która dziś – patrząc na dokonania opolskich drużyn ligę wyżej – oznacza lokatę spadkową. W dwóch ostatnich meczach jesieni nasi pupile muszą wyraźnie zapunktować, bo w innym wypadku zimę spędzimy w mało krzepiących nastrojach.

Mecz zaczął się bardzo spokojnie. Obie jedenastki postanowiły wybadać formę konkurencji, niespecjalnie angażując się w zdecydowaną ofensywę. Jako pierwsi zagrozili Startowi gracze gości, którzy tylko brakowi precyzji Shereni’ego strzelającego z 6 metrów (7’) nie objęli prowadzenia (po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Furgacza z lewej strony boiska). Kolejną dobrą okazję obejrzeliśmy w 18’. Długie podanie w prawym sektorze murawy jeden z rywali przedłużył głową, czym umożliwił Guilherme wyjście na znakomitą okazję. Na szczęście połapał się w tym wszystkim Zalwert, w ostatniej chwili uprzedzając czarnoskórego zawodnika. Niebawem (22’) Dziliński odebrał piłkę w środku pola Sarnowskiemu, który niepotrzebnie wdał się w drybling. Rywal ruszył odważnie z piłką, przebiegł z nią kilkadziesiąt metrów, mijając czterech (!) piłkarzy Startu, po czym oddał strzał po ziemi. Uderzenie okazało się zbyt lekkie i w środek bramki, dlatego Stasiowski nie miał kłopotów z jego zatrzymaniem. Namysłowianie pierwszą klarowną okazję wypracowali w 32’. Dośrodkowanie z kornera Bilińskiego jeden z rywali wybił przed szesnastkę. Tam na piłkę nabiegł Dempniak i dobrze uderzył, lecz ku rozpaczy miejscowej publiki, futbolówka trafiła w słupek. Zabrakło kilku centymetrów, abyśmy mogli cieszyć się z gola. Piotrówka odpowiedziała w 35’. Centra z prawej flanki Gruszki poszybowała na krótki słupek, skąd nieprecyzyjnie główkował Pulkiv (3 metry od bramki). W 37’ swojej szansy ponownie szukał Guilherme, lecz jego strzał po ziemi z 25 metrów (z rzutu wolnego) nie mógł wyrządzić żadnej krzywdy Stasiowskiemu. Do mocno kontrowersyjnej sytuacji doszło w 43’. Blokujący futbolówkę na środku boiska Zalwert został brutalnie zaatakowany wyprostowanymi nogami przez Gruszkę. Bezmyślny atak mógł skończyć się tragicznie dla naszego grającego trenera, więc zrozumiałym było wzburzenie namysłowian. Chwilę później zaskoczenie było jednak jeszcze większe, gdy arbiter pokazał winowajcy zaledwie żółty kartonik, bo faul ewidentnie kwalifikował się na czerwień. Arbiter tylko spotęgował nerwowość naszych piłkarzy i stąd dodatkowe żółtka za protesty zobaczyli Stasiowski oraz znajdujący się na ławce rezerwowych Samborski. Po tym zdarzeniu emocje pierwszej połowy w praktyce się zakończyły.

W pierwszych 45 minutach przewagę w polu posiadali goście z Piotrówki, którzy nie potrafili jednak wykorzystać stworzonych sytuacji. Zawodnikom obu zespołów nie można było odmówić walki, choć klarownych okazji kibice zobaczyli niewiele. Stąd bezbramkowy remis do przerwy.

Po zmianie stron obraz gry niewiele się zmienił. Przez długi czas nie było żadnej ciekawej sytuacji, którą można byłoby odnotować w notatniku. Zmuszeni do sięgnięcia po długopis zostaliśmy dopiero w 68’, po tym jak szarżę przeprowadzili namysłowianie. Tistek posłał dobrego, prostopadłego „passa” po ziemi, do wchodzącego w szesnastkę Samborskiego. Po skróceniu kąta przez bramkarza Rafał nie miał zbyt wielkiego pola manewru i w efekcie uderzył lewą nogą bardzo niecelnie. Rywale próbowali odpowiedzieć w 74’. Z wolnego (25 metrów) uderzył Dziliński, lecz Stasiowski spokojnie pochwycił „kulę”. Kolejny atak obejrzeliśmy w 79’. Dośrodkowanie z lewej flanki w pole karne czerwono-czarnych spadło do wbiegającego na krótki słupek Pulkiva, który z 6 metrów dołożył nogę, żeby skontrować piłkę. Wydawało się, że „skóra” nieuchronnie zmierza do siatki. Kapitalnie interweniował jednak Stasiowski, którego doświadczenie i bramkarski instynkt nie zawiodły. W 85’ goście znów zacentrowali futbolówkę w naszą szesnastkę, z którą defensywa Startu miała spory kłopot. Powstał kocioł, który po kilku długich sekundach wyjaśniliśmy długim wykopem w pole. Gdy regulaminowy czas gry dobiegał końca, kibice zaczęli powoli zbierać się do opuszczenia stadionu. Wydawało się, że nic więcej na murawie już się nie wydarzy, tymczasem ostatnie minuty meczu okazały się niezwykle emocjonujące i dramatyczne. Zaczęło się od rzutu wolnego (89’) wykonanego z lewej strony przez graczy LZS-u. Przedłużone dośrodkowanie spadło na nogę Galdino, który z 4 metrów strzelił do siatki. Radość rywali okazała się jednak przedwczesna, bowiem arbiter liniowy zasygnalizował spalonego, a główny gola anulował. Emocje spotęgowali czerwono-czarni już w przedłużonym czasie gry (90+1’). Dośrodkowanie z prawej strony Bilińskiego (również z rzutu wolnego) Płoskonka wypiąstkował poza pole karne, gdzie do kozłującej piłki doszedł Zalwert i momentalnie uderzył. Naszemu trenerowi zabrakło szczęścia i kilku centymetrów do tego, aby cieszyć się z gola. Zamiast tego widzieliśmy łapiących się za głowę namysłowian po tym, jak futbolówka odbiła się od poprzeczki i wyszła poza linię końcową. Nie był to jednak koniec emocji, bowiem na ostatni zryw zdecydowali się jeszcze zawodnicy z Piotrówki. W 90+3’ kontrę gości kąśliwym strzałem zakończył Pulkiv. Nieprzyjemne uderzenie poleciało w środek bramki, a Stasiowski zdecydował się odbić futbolówkę na korner, po którym LZS już nam nie zagroził.

Punkt wywalczony z wymagającym przeciwnikiem na pewno cieszy. Nasz zespół po raz kolejny potwierdził, że na własnych śmieciach groźny jest dla najlepszych. Problem, z którym Start musi sobie poradzić, to przełamanie w delegacji. Tam bowiem czerwono-czarni grają fatalnie. Przed dwoma ostatnimi spotkaniami trener Zalwert musi coś zmienić w podejściu drużyny do spotkań wyjazdowych, bo to ostatni dzwonek, aby wypracować kilkopunktowy zapas nad strefą spadkową, w której właśnie wylądowaliśmy. Fakty są dla nas mało sympatyczne – na dziś widmo zaciętej walki o utrzymanie głęboko zajrzało nam w oczy. I trzeba to jak najszybciej zmienić. [G]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy