Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Cenny remis z liderem

Odsłony: 4479

W sobotnie popołudnie na stadion przy Pułaskiego zawitali piłkarze głubczyckiej Polonii, zdecydowanego lidera IV ligi opolskiej. I już choćby z tego powodu zawody zapowiadały

się ciekawie. Innego smaczku dodawał natomiast fakt, że zagrali ze sobą dwaj niedawni III-ligowcy, którym jednak – z uwagi na podział rozgrywek na dwie grupy – nie dane było ze sobą zagrać. W Głubczycach ambicje sięgają szybkiego powrotu na utracone pozycje, natomiast w Namysłowie – po gruntownym odmłodzeniu kadry – podstawowym celem jest nabranie doświadczenia i spokojne zapewnienie sobie ligowego bytu. Poloniści konsekwentnie realizują scenariusz „III liga dla Głubczyc”. Po 12-tu seriach prowadzą w tabeli, w tym czasie nie notując ani jednej porażki (w tym 9 zwycięstw i tylko 2 remisy)! Kibice czerwono-czarnych liczyli, że ich ulubieńcy zdołają pokrzyżować szyki obecnemu hegemonowi ligi, mimo, że Start plasuje się w środkowym rejonach tabeli. Swoje oczekiwania opierali jednak na statystyce – o ile na wyjazdach nasza drużyna prezentuje się nieprzekonująco, to już w meczach domowych jest groźna dla każdego.

Drużyna NKS-u bardzo dobrze weszła w mecz. Gospodarze zaskoczyli rywali agresywną grą, dzięki czemu w początkowych 4 minutach wykonywali serię stałych fragmentów gry. Po pierwszym  z nich (korner już w 1’) Drapiewski dobrze zacentrował z lewej strony boiska w szesnastkę Polonii. W zamieszaniu doszedł do piłki jeden z naszych zawodników i uderzył na bramkę. Głubczyczanie zdołali jednak wrócić z dalekiej podróży, blokując futbolówkę na linii bramkowej świątyni strzeżonej przez Woźniaka. Jeszcze w tej samej akcji zrobiło się duże zamieszanie na ich przedpolu, lecz ostatecznie podopieczni trenera Hanzela i z niego wyszli obronną ręką. Po chwili (2’) z prawej strony rzut wolny egzekwował Biliński. Dobrze dokręconą piłkę przejęli jednak poloniści, kasując w ten sposób kolejne zagrożenie. W 4’ Start ponownie wykonywał rzut rożny. I znów oglądaliśmy Drapiewskiego mocno centrującego w pole karne, choć tym razem bramkarz pewnie przechwycił piłkę. Agresywny początek w naszym wykonaniu mógł cieszyć, choć już pierwszy wypad Polonii pod naszą bramkę (5’) powinien zakończyć się golem. Oszołomieni początkowymi minutami goście szybko rozegrali piłkę w lewym sektorze placu gry, gdzie wywalczyli rzut wolny. Z dośrodkowaniem w szesnastkę problem mieli nasi defensorzy, wśród których zabrakło komunikacji. W efekcie do futbolówki dopadł Złoczowski i z narożnika pola bramkowego uderzył na bramkę. Na szczęście instynkt nie zawiódł Stasiowskiego, który mogą zagrodził „kuli” drogę do siatki i w ten sposób zażegnał niebezpieczeństwo. Rywale dorzucali jeszcze piłkę z kornera, ale w tej sytuacji żadnego zagrożenia już nie stworzyli. W 10’ to Start powinien bezdyskusyjnie objąć prowadzenie. Kozłującą „skórę” Dempniak dobrze wrzucił za linię obrony Polonii w kierunku będącego na spalonym Drapiewskiego. Młody pomocnik Startu skupił na sobie uwagę rywali, lecz nie wykonał żadnego ruchu do futbolówki, dzięki czemu liniowy nie mógł zasygnalizować spalonego. Tymczasem spokojnych – potencjalnym ofsajdem – polonistów kompletnie zaskoczył wybiegający z drugiej linii Smolarczyk, który przejął podanie. Niestety, w idealnej sytuacji („sam na sam” z bramkarzem) Kamil kompletnie stracił głowę. Zamiast mijać golkipera, względnie próbować strzelać obok niego, nasz młody snajper do końca parł na rywala, lecz wahał się z decyzją i ostatecznie będąc już blisko Woźniaka, strzelił prosto w niego. Nielicznie zgromadzeni kibice tylko jęknęli, bo lepszych okazji do zdobycia gola w futbolu po prostu nie ma. Odpowiedzią Polonii był mocny strzał Złoczowskiego zza szesnastki (17’). Tyle, że w środek bramki i pół metra nad poprzeczką. W kolejnych 20 minutach zagrożenie pod obiema bramkami wyraźnie osłabło. Na murawie bitwa toczyła się przeważnie w środkowej strefie boiska, gdzie oczywiście dominowała twarda walka o każdą piędź ziemi. Zarówno Start, jak i goście z Głubczyc, próbowali przejąć kontrolę nad wydarzeniami, lecz żadnej z drużyn to się nie udało. Dopiero w 38’ mogliśmy zobaczyć kolejną klarowną sytuację. Goście przeprowadzili trójkowy atak prawą flanką (efektowna gra na jeden kontakt), po którym w finalnym momencie Złoczowski wyszedł do prostopadle zagranej piłki. Jego strzał z 9 metrów (zawodnik znajdował się lekko z prawej strony bramki) Stasiowski jednak w kapitalny sposób zatrzymał, chroniąc w ten sposób czerwono-czarnych przed utratą bramki. Po tym zdarzeniu żadna z drużyn przed gwizdkiem oznaczającym przerwę nie potrafiła już zagrozić konkurentowi.

Start naprawdę nieźle zaprezentował się w pierwszej odsłonie. Chłopcy mądrze poruszali się po boisku, do tego agresywnie walczyli z liderem, neutralizując w zarodku akcje mogące nieść znamiona zagrożenia. Remis za tę partię był sprawiedliwy, choć w sytuacjach bramkowych odrobinę lepsi okazali się goście (setka Smolarczyka wobec dwóch świetnych okazji Złoczowskiego).

Fot.: Moment decydujący o ustaleniu końcowego wyniku sobotniego meczu Start Namysłów - Polonia Głubczyce (1-1). 79 minuta i rzut karny pewnie wykonany przez Rafała Samborskiego. W różowej bluzie zmylony Woźniak.
[zdjęcie: Artur Musiał/StartNamyslow.pl]

Drugą połowę świetnie zaczęli rywale, którzy już w 50’ objęli prowadzenie. Niestety, czerwono-czarni po raz kolejny w tym sezonie stracili bramkę po stałym fragmencie gry. Błąd w kryciu oraz brak wzajemnej komunikacji poskutkował utratą gola po rzucie wolnym. Dośrodkowana z prawej strony piłka znalazła się w szesnastce. W niej największym sprytem wykazał się Lenartowicz, który uderzeniem z pierwszej piłki (z 9 metrów) umieścił „kulę” między łupkami. Trzy minuty później (53’) oglądaliśmy najbardziej kontrowersyjny moment spotkania. Do centry na przedpole Polonii jednocześnie ruszyli Samborski z bramkarzem Woźniakiem. Na 6-tym metrze w twardej walce o piłkę obaj zawodnicy zwarli się ze sobą, choć silniejszy „Sambor” wyskoczył wyżej i skierował piłkę głową do siatki. Arbiter uznał jednak, że Rafał faulował Woźniaka i odgwizdał rzut wolny. Sytuacja była naprawdę niejednoznaczna, dlatego niespecjalnie dziwiły pretensje gospodarzy zgłaszane pod adresem głównego rozjemcy. Na nic to się jednak zdało, gdyż wynik nadal brzmiał 0-1. W 68’ Zalwert odważnie wszedł między dwie ostatnie linie rywali, po czym oddał mocny strzał zza szesnastki. Niestety, jego próba okazała się nieprecyzyjna, gdyż „skóra” poleciała pół metra wyżej niż poprzeczka. 10 minut później uporczywe ataki namysłowian przyniosły wreszcie skutek. W 78’ Samborski wywalczył bezdyskusyjne wapno, po tym jak spóźniony Woźniak zahaczył biegnącego za piłką Samborskiego (wzdłuż jedenastego metra). Rafał okazał się o ułamek sekundy szybszy, a że golkiper Polonii nie zdołał już wyhamować (i nakryć piłki rękawicami), to i przewrócił naszego snajpera na murawę. Do piłki podszedł sam poszkodowany i minutę później pewnym uderzeniem przy słupku doprowadził do wyrównania. Po utracie gola czerwono-czarni wcale się nie załamali. Wręcz przeciwnie, bardzo pozytywnie zostali zmotywowani do dalszej zaciętej walki. I tę ambitną walkę właśnie oglądaliśmy, za którą Start został wymiernie wynagrodzony w 79’. Co krzepiące, remis 1-1 nie zadowalał podopiecznych trenera Zalwerta. Zespół nie zamierzał się skupić na utrzymaniu wyniku, lecz próbował pójść za ciosem. Chłopcy poczuli, że przy odrobinie szczęścia są w stanie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i do ostatnich sekund starali się grać do przodu. To ostatecznie NKS-owi się nie udało, lecz mimo to kibice wychodzili ze stadionu zadowoleni. Nie dość bowiem, że nie daliśmy się ograć liderowi IV ligi, to drużyna zaprezentowała się z naprawdę dobrej strony. Ostatnią godną odnotowania sytuacją była ta z 85’, w której Stasiowski dobrze skrócił kąt przy strzale jednego z rywali, zażegnując w ten sposób niebezpieczeństwo. Nasz golkiper nie miał w tym spotkaniu zbyt dużo pracy, ale jak już był zatrudniany, to w wyjątkowo niebezpiecznych sytuacjach. 38-latek pokazał jednak, że na swoim fachu zna się w lidze jak mało kto, bez dwóch zdań dokładając sporą cegiełkę do remisowego sukcesu. Stasiowski okazał się cichym bohaterem meczu.

Podział punktów był całkowicie zasłużony i nie krzywdzi żadnej ze stron. Po ostatnich, kiepskich występach Startu w meczach na obcym terenie, nasi zawodnicy po raz kolejny potwierdzili, że w Namysłowie gra im się zdecydowanie lepiej. Jeśli czerwono-czarni przy Pułaskiego zbudują twierdzę, a w delegacjach zaczną częściej punktować, to przedligowe założenia drużyny o uplasowaniu się w czołowej szóstce szybko nabiorą realnych kształtów. I tego sobie oraz piłkarzom życzmy. [G]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy