Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Sędziowskie kontrowersje

Odsłony: 5254

Przykrą niespodzianką zakończył się dla czerwono-czarnych pucharowy mecz w Krapkowicach. Nasz zespół przegrał z nowopowstałym KS-em 1-2, już w drugiej rundzie

żegnając się z tymi rozgrywkami. Sympatycy Startu liczyli, że namysłowianie osiągną fazę, w której ich pupile będą mogli się zmierzyć z czołowymi klubami Opolszczyzny. Tak się jednak nie stanie, gdyż po nierównym meczu musieliśmy uznać wyższość ambitnie grających gospodarzy. Szkoda, że niepotrzebną nerwowość wprowadził na boisku dobrze znany nam arbiter ze Strzelec Opolskich. Mamy nieodparte wrażenie, że Pan w czerni nosi w sobie urazę do czerwono-czarnych. Bo to chyba mało prawdopodobne, że ilekroć nam sędziuje, to nie ma dnia. Tak było i tym razem, gdzie swoimi decyzjami wyprowadzał podopiecznych Damiana Zalwerta z równowagi. Inna sprawa, że mylił się w obie strony.

Namysłowianie przystąpili do gry w składzie dalekim od optymalnego. Na murawie pojawiło się tylko 6-ciu zawodników na co dzień walczących o IV-ligowe punkty. Pozostali (Stasiowski, Kapłon, M.Gołębiowski, Zieliński i Dempniak) nie są graczami pierwszego wyboru naszego młodego coacha. Ten postanowił jednak, że w pucharze sukcesywnie sprawdzał będzie ich przydatność pod kątem rywalizacji o punkty. Trudno powiedzieć czy po spotkaniu Damian Zalwert ma powody do zadowolenia, gdyż cały zespół pod względem piłkarskim (zwłaszcza przed przerwą) niespecjalnie zachwycił.

Zaczęło się od go samotnego przebiegnięcia kilkudziesięciu metrów przez Wośko, który nie mając pomysłu i wsparcia kolegów, z daleka uderzył obok bramki. Za chwilę (4’) Smykała z prawej flanki dograł Nowaka, który wycofał piłkę na linię szesnastki, gdzie przejęli ją namysłowianie. Z kolei w 7’ po faulu Żołnowskiego, z rzutu wolnego przez polem karnym dośrodkował poszkodowany Smykała, lecz bez większego zagrożenia. Niebawem (10’) „Żołi” przegrał drybling przy linii końcowej z Nowakiem, który zagrał do Gąsiora. Ten jednak z prawego narożnika szesnastki uderzył daleko od bramki Stasiowskiego.

W pierwszych minutach to gospodarze atakowali, głównie prawą flanką. Namysłowianie ograniczali się do defensywy, raptem dwukrotnie w tym okresie podchodząc na przedpole przeciwnika.

Nasz zespół „ogarnął się” dopiero w 12’. Wówczas po krótkim rozegraniu rzutu wolnego, P.Pabiniak zwiódł jednego z krapkowiczan i z 28 metrów uderzył po ziemi. A że uderzył w środek bramki, to i Cyganik nie miał większych kłopotów ze złapaniem piłki. Po chwili (14’) Patryk posłał świetnego crossa na lewo do Smolarczyka, który odegrał jeszcze do Zielińskiego. Ten jednak z lewego narożnika pola karnego gospodarzy uderzył nieprecyzyjnie.

Główny problem namysłowian zdiagnozowaliśmy już po kwadransie. Przegrywaliśmy walkę o piłkę w środku pola. Gorzej, że nic do powiedzenia nie mieliśmy też w walkach o górne piłki, które seryjnie wygrywali krapkowiczanie. Niewidoczny był z przodu Samborski, w środku pola uważnie kryty przez dwóch stoperów. Żeby pomóc drużynie w ofensywie, Rafał musiał schodzić do boku, gdzie próbował rozgrywać z kolegami.

W 16’ Żołnowski umiejętnie powstrzymał szarżującego na bramkę Nowaka. W 18’ M.Gołębiowski rzekomo faulował na naszym przedpolu Wośko. Arbiter wskazał na rzut wolny, który z lewej strony wykonał Smykała, a po małym zamieszaniu Kowalczyk został zablokowany przy strzale z 18 metrów. W 21’ Start chciał się odgryźć, jednak po aucie i podaniu Samborskiego, wbiegający w pole karne Kapłon został złapany na ofsajdzie. W 22’ ładną dla oka akcję z lewej strony przeprowadzili gospodarze. Piłka jak po sznurku wędrowała przez Ramsa, Leśniczaka i Nowaka, lecz ten ostatni z 20 metrów posłał ją daleko od bramki. Tymczasem czerwono-czarni przegrywając walkę o środkową strefę boiska, zaczęli posyłać irytujące piłki do przodu z pominięciem drugiej linii…

W 25’ Kamil Błach nieprzepisowo zatrzymał Leśniczaka, za co zobaczył żółty kartonik. Na kąśliwe uderzenie z rzutu wolnego zdecydował się Nowak, jednak Stasiowski efektownie odbił piłkę do boku, kasując w ten sposób zagrożenie. W odpowiedzi (28’) po aucie z prawej strony Kapłon pobiegł z „kulą” do linii końcowej, jednak źle ją odegrał do kolegów. Za chwilę (29’) dobrą piłkę spod tej samej linii autowej otrzymał w szesnastce Samborski. Problem w tym, że w momencie przyjęcia znajdował się na pozycji spalonej. To zemściło się na nas minutę później (30’). Z pressingu próbował wyjść z piłką Zalwert, mijając we własnej strefie obronnej dwóch rywali. Trzeci zabrał mu jednak piłkę i odegrał do Leśniczaka, który natychmiast oddał ją Nowakowi. Ten znalazł się na środku i spokojnym uderzeniem po ziemi z 14 metrów pokonał Stasiowskiego.

Chcieliśmy się zrewanżować w 32’, jednak poza tym, że Smolarczyk przebiegł przy lewym aucie pół boiska i wywalczył korner, niewiele z tej szarży wynikło. Ciekawie wyglądała akcja Zielińskiego, który w 34’ przedarł się z lewej strony pod linię końcową, po czym odegrał do wbiegającego Kapłona. Paweł z woleja (z linii szesnastki) uderzył jednak nieczysto i bramkowa okazja przepadła. Ten sam Kapłon w 36’ sprytnie dograł w uliczkę do P.Pabiniaka, ale i tym razem chorągiewka liniowego powędrowała do góry. W 37’ pobudzeni namysłowianie za sprawą Smolarczyka sprawdzili umiejętności Cyganika. Strzał z 22 metrów golkiper z KS-u spokojnie jednak wyłapał. W 39’ gospodarze zmarnowali świetną okazję na podwyższenie prowadzenia. Najpierw bardzo efektownie rozegrali akcję po obwodzie. Smykała dograł do Wośko, ten poszukał Gąsiora, który niemal z linii końcowej wstrzelił piłkę przed bramkę do Nowaka. Świetnie usposobiony napastnik miejscowych z 3 metrów posłał ją jednak nad poprzeczką (źle przyłożył nogę) i mogliśmy odetchnąć. Chwilę później namysłowianie rozegrali szybki kontratak, po którym P.Pabiniak uderzył niecelnie z 16 metrów przy prawym słupku. W 42’ Zieliński strzałem z woleja (20 metr) posłał „skórę” w chmury, po wcześniejszym ataku Startu prawą stroną. W 43’ Kapłona trafił łokciem Wośko i ten padł na murawę, po czym opuścił boisko z krwawiącym nosem. Pan Orzeł był blisko i za takie zagranie bez dwóch zdań powinien pokazać rywalowi „żółtko”. Problem w tym, że postraszył nim… upominających się o karę namysłowian. Upominających się bardzo słusznie, bo gdyby arbiter uczciwie podszedł do tematu, to Wośko zobaczyłby drugie żółto i przedwcześnie powędrował pod prysznic. Kolejne kilkadziesiąt sekund, to show arbitra i jednoznaczne pokazanie naszym graczom, kto na boisku rządzi. Pan Orzeł najpierw za uwagę w jego kierunku żółtą kartką upomniał Żołnowskiego, a chwilę później Kapłona, który domagał się przywrócenia go do gry (stał za linią w okolicach ławki rezerwowych). W podjęciu decyzji głównemu wydatnie pomógł liniowy, ewidentnie czekający na jakąkolwiek nerwową reakcję naszego młodego zawodnika. A już po gwizdku kończącym pierwszą połowę, żółtą kartkę zobaczył Mateusz Gołębiowski, który zasugerował sędziemu, żeby był bardziej obiektywny. Ten jednak w polemikę nie zamierzał się wdawać, bo to do niego w końcu należało ostatnie słowo i… sięgnął po kartonik do kieszeni. Na przerwę nasza drużyna schodziła przy niekorzystnym wyniku, do tego perfekcyjnie „zgotowana” przez boiskową postać numer jeden ze Strzelec Opolskich.

Drugie 45 minut zaczęliśmy od szybkiej akcji lewą stroną Samborskiego, który odegrał do środka, do P.Pabiniaka. Nasz legendarny już snajper fatalnie jednak z 18 metrów uderzył. W 48’ dobre dośrodkowanie Nowaka z lewej strony wybił Kamil Błach, a poprawka z dystansu poszybowała nad poprzeczką. Za moment (50’) P.Pabiniak mądrze zagrał z prawego skrzydła do wbiegającego na środek Bilińskiego, któremu zabrakło zimnej krwi, bowiem „skrewił” podanie w uliczkę na 15-ty metr. W 55’ P.Pabiniak posłał kolejnego dokładnego crossa, który trafił już w polu karnym (po lewej stronie) do Drapiewskiego. „Drapek” w momencie przyjęcia miał kontakt z Gąsiorem i padł na murawę, ale główny tym razem prawidłowo zareagował i nakazał grać dalej. Karnego na pewno nie było. Minęły 3 minuty (58’) a wyraźnie podkręcający tempo namysłowianie przeprowadzili kolejny szybki atak. P.Pabiniak z prawej flanki dograł do  „Sambora”, a ten pod kryciem odegrał Patrykowi, który uderzył w środek bramki. Cyganik złapał futbolówkę „w zęby”. Nasz zespół zaczął wyraźnie przeważać, szybką wymianą podań co i rusz rozrzucając gospodarzy na ich własnym przedpolu. W grę zaczynała się jednak wkradać nerwowość, gdyż z obu stron oglądaliśmy sporo niewymuszonych strat i szarpanej gry.

W 65’ Nowak po kontrze znalazł się w bardzo dobrej okazji strzeleckiej, lecz w asyście Zalwerta fatalnie uderzył z 14 metrów. W 66’ czerwono-czarni mogli wyrównać, gdy po zagraniu z głębi Zalwerta, P.Pabiniak i Samborski (podając do Kapłona) zgubili krycie. Kapłon dograł precyzyjnie z prawej flanki pod bramkę KS-u, ale Kociarski uprzedził naszych napastników, przenosząc piłkę z 3 metrów (przypadkowo, bo chciał ją wybić) nad bramką Cyganika. To była bardzo groźna sytuacja, ale krapkowiczanie wyszli z niej bez strat. Niebawem (69’) po podaniu P.Pabiniaka, Samborski z lewego narożnika szesnastki strzelił ostro obok bliższego słupka bramki gospodarzy. W 70’ zawrzało na trybunach, kiedy po akcji Nowaka i jego dograniu piłki na 7 metr, Gąsior trafił w Kamila Błacha. Miejscowi reklamowali zagranie ręką naszego obrońcy. Kamil nie powiększał jednak ręką powierzchni ciała i nie miał szans na jakąkolwiek reakcję w momencie uderzenia. Była to sporna sytuacja, więc pewnie dlatego miejscowi kibice zaczęli posyłać niewybredne epitety w kierunku Pana Orła. Po tej sytuacji nasz zespół przeprowadził natychmiastowy kontratak, przy którym Cyganik okazał się minimalnie szybszy od Drapiewskiego (nasz gracz niepotrzebnie trącił rywala, który skorzystał z okazji i słusznie poleżał na murawie kilkadziesiąt sekund). W 73’ ponownie zawrzało, po tym jak Zieliński stracił piłkę przy wyprowadzaniu jej z własnej strefy obronnej (nieczysto w nią trafił), a będący na pozycji spalonej Smykała przejął ją i strzelił do siatki nad wybiegającym z bramki Stasiowskim. O spalonym nie mogło być mowy, bo przecież przed strzałem napastnika gospodarzy ostatni dotknął jej nasz zawodnik…

Na murawie pojawiło się dużo nerwowości, więc nie może dziwić fakt, że zrobił się nam brzydki mecz. W 76’ Rams poszukał w naszym polu karnym Nowaka, lecz w momencie podania ten ostatni był na spalonym. Wreszcie w 77’ przewaga w polu namysłowian została udokumentowana. Po krótkiej wymianie podań, Biliński zagrał do Samborskiego, a ten wycofał (też krótko) do P.Pabiniaka, który z linii 16 metrów precyzyjnie znalazł piłce drogę do siatki. Zrobiło się 1-1 i nasz zespół miał pełne prawo myśleć, że jeszcze nie wszystko stracone. Za chwilę (79’) faul Żołnowskiego na Leśniczaku spowodował, że ze stojącej piłki (z 24 metrów) uderzał Wośko. Dodajmy, uderzał w namysłowski mur. W 80’ Drapiewski dorzucił „skórę” na przedpole rywali, lecz ani Cyganik, ani atakujący głową Samborski nie sięgnęli piłki. W 82’ znakomitą piłkę z głębi pola otrzymał Nowak, jednak w momencie strzału został na 10-tym metrze zablokowany przez Kamila Błacha. Chwilę później (84’) wspomniany Nowak pokusił się o drybling w namysłowskim polu karnym na małej przestrzeni. W gąszczu nóg czterech naszych graczy Nowak wyłożył się na boisku, a arbiter wskazał na rzut karny! To była totalna farsa, bowiem nikt gracza gospodarzy nawet nie dotknął. Inaczej widział to jednak główny rozjemca i za chwilę po strzale Ramsa z wapna przegrywaliśmy 1-2. Na murawie zrobiło się nerwowo, jednak mimo tego w 90+1’ mogliśmy wyrównać. Po dalekim podaniu z głębi pola Drapiewski znalazł się sam na 13 metrze z bramkarzem, lecz źle przyjął piłkę i szansa przepadła. A gdyby ją umiejętnie przyjął, to mógłby zrobić z nią wszystko…

W pierwszej połowie NKS zdecydowanie zawiódł. Poza kilkoma akcjami, nie mieliśmy zbyt wielu argumentów, aby przeciwstawić się rozsądnej grze gospodarzy. Po zmianie stron Start wyraźnie przejął inicjatywę, lecz rozegranie pod bramką rywali zbyt często szwankowało. Mimo to udało się naszemu zespołowi doprowadzić do wyrównania. Liczyliśmy, że chłopcy pójdą za ciosem i dobiją KS, lecz efekt końcowy mocno nas rozczarował. Ostatecznie polegliśmy w Krapkowicach 1-2 i to miejscowi (w dużym stopniu za sprawą znakomicie grającego Nowaka) cieszą się z awansu (bo to jednak oni strzelili jednego gola więcej). Szkoda tylko, że we wspólnej grze nijak nie pomagał arbiter główny. Pana Orła postrzegaliśmy jako rozjemcę w tle, tymczasem nie tylko z naszej perspektywy okazał się on fałszywym gwizdkiem. Podejmował irytujące decyzje, które miały później przełożenie na nerwową atmosferę wśród zawodników. A wiadomo, jak się gra, gdy sędzia co i rusz w tej grze przeszkadza. Najbardziej irytujący jest fakt, że strzelecki arbiter nie pierwszy raz dał nam się we znaki, co z naszej perspektywy świadczy o jego wyjątkowej niechęci do Startu. W tym momencie pozostała nam już tylko walka o punkty w lidze, dlatego mecz w Krapkowicach trzeba już z pamięci wyrzucić i skupić się na sobocie i batalii z Piastem Strzelce Opolskie. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy