Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Art of Start

Odsłony: 7178

O piłkarzach namysłowskiego Startu pisać można bez końca, tym bardziej, jeśli mówimy o wszelkiej maści podsumowaniach. Podstawowym jednak

ograniczeniem jest dla nas... brak czasu. W najbliższym okresie planujemy kilka materiałów systematyzujących kampanię 2014/15, ale żadnych konkretnych deklaracji nie składamy. Nie mogliśmy sobie natomiast odmówić przyjemności (tak, przyjemności właśnie) pochylenia się nad niedawnymi dokonaniami czerwono-czarnych fanów. Bo Ci bez dwóch zdań na osobny artykuł zasłużyli. Wiosną nasi najzagorzalsi kibice wznieśli się bowiem na poziom, którego wcześniej nie byliśmy świadkami. Nie chodzi jednak o fanatyzm sam w sobie, bo ten obserwowaliśmy już w latach 90-tych. Mamy na myśli kreatywność na trybunach. Być może pojawią się głosy, będące polemiką do tekstu i poddające w wątpliwość nasz punkt widzenia. Ale na takie właśnie sygnały czekamy, żeby zaprezentowaną tezę obronić. Najpierw jednak nasza argumentacja.

Cóż takiego zaprezentowali nasi fanatycy, że postanowiliśmy o tym napisać? Zacząć należy od kwestii podstawowej, czyli regularnym powrocie dopingu na trybuny. Jeszcze jesienią nie było to normą, ale w 2015 roku właściwie w każdym domowym spotkaniu namysłowscy piłkarze mogli liczyć na wsparcie. I żeby była jasność – nie było to wsparcie incydentalne, lecz konkretny doping trwający przez 90 minut (z naprawdę rzadkimi przestojami). Czerwono-czarni fani dokonywali niestandardowych zabiegów, aby z każdym kolejnym spotkaniem ich liczba w młynie wzrastała. I to też im się udało, co – zważywszy na poziom rozgrywkowy – było istnym majstersztykiem. Tylko oni wiedzą, ile czasu, pieniędzy i zaangażowania kosztowały ich regularne akcje informacyjno-propagandowe, zachęcające do pojawiania się co dwa tygodnie na obiekcie przy Pułaskiego. A przecież na bardzo nasz stadion (z uwagi na mocno przestarzałą infrastrukturę) nie jest obiektem szczególnie zachęcającym do wizyt. To jednak nie miało dla kibiców znaczenia. I według nas to właśnie sprawa kluczowa w całej zabawie pod nazwą „kibicowanie”. Bo nieważne są okoliczności przyrody (jasne, chcielibyśmy w końcu doczekać modernizacji obiektu, na który kibice będą przychodzić bez względu na pogodę, bo czy piekące słońce czy oberwanie chmury, zawsze będą mogli schować się pod dachem). Ważne jest tu mentalne nastawienie do tego bardzo oryginalnego „hobby”.

Fot. 1: Zdjęcie oprawy naszych kibiców podczas meczu Start Namysłów - Chemik Kędzierzyn-Koźle (1-2), rozegranego 03.06.2015 r.
[zdjęcie: Artur Musiał/StartNamyslow.pl]

Wśród namysłowskiej młodzieży ta zmiana właśnie następuje. Coraz więcej młodych ludzi widzi w kibicowaniu świetny sposób na spędzanie wolnego czasu. Nie komputery, nie laptopy, nie zbijanie bąków pod blokiem. Ale właśnie żywiołowy doping swoich lokalnych bohaterów. Na takie zjawisko w kolebce futbolu ukuto nawet stosowne określenie: „Support Your Local Football Team” (w luźnym tłumaczeniu „Wspieraj swój lokalny klub”). Bądźmy jednak uczciwi. Stanąć na trybunach i wykrzykiwać określony repertuar (gdzie trzeba go wcześniej przyswoić) potrafi większość. Ale zorganizować się w niewielkim miasteczku (dla niewtajemniczonych Namysłów, to niecałe 17 tysięcy mieszkańców) w regularnej liczbie kilkudziesięciu osób i więcej, to już jest wyczyn. Przypadek meczu z Chemikiem (o czym w dalszej części materiału) jest tylko potwierdzeniem, że potencjał w namysłowskiej młodzieży, zarażonej wirusem „futbol”, jest naprawdę duży. Nie Śląsk Wrocław, największy klub w regionie. I nie ślęczenie przed telewizorem w poszukiwaniu emocji w meczach z udziałem Realu, Barcelony czy Bayernu. Owszem, część naszych kibiców skupia uwagę na wspomnianych przykładach, ale są one raczej dopełnieniem czerwono-czarnej pasji. W korporacyjnym języku moglibyśmy powiedzieć, że nasi fani nie są mainstreamowi. To czysty przykład futbolowych hipsterów. Nasi lokalni bohaterowie trybun nie płyną z modowym prądem. Zdecydowanie bardziej cenią oryginalność, a przez to i wyjątkowość. Jak sami mówią: „Nieliczni, lecz fanatyczni”. Kibice chcą być ze swoim klubem na dobre i złe, bo taka jest właśnie kwintesencja wierności. Nie chodzi o przeskakiwanie z piłkarskiego kwiatka na kwiatek. Liczy się wierność i przywiązanie nawet wtedy, gdy piłkarzom nie idzie. Mało jest klubów w Polsce, które posiadają dobrze zorganizowanych fanów na poziomie IV ligi. Jednym z tych wyjątków są właśnie czerwono-czarni.

Fot. 2: Oprawa czerwono-czarnych fanów podczas spotkania Start Namysłów - Pogoń Prudnik (2-0), rozegranego 01.05.2015 r. [zdjęcie: Artur Musiał/StartNamyslow.pl]

Mecz Chemikiem Kędzierzyn-Koźle można potraktować jako wiosenną kulminację kibicowskiego szaleństwa. Około 200 osób w młynie przy kapitalnym wsparciu zespołu z trybun. Do tego pieczołowicie przygotowana oprawa (fot. 1), choć bez wisienki na torcie, o której sami zainteresowani czasem wspominają. Efekt końcowy zrobił wrażenie nawet na konkurentach z dużo większego Kędzierzyna i zaprzyjaźnionych z nimi fanów z ćwierćmilionowej Częstochowy. Niektórzy zdziwili się, że w tak małym ośrodku można zobaczyć tak wielkie chęci i pasję do kibicowania.

Fot. 3: Efektowne piro w trakcie rywalizacji Start Namysłów - Racławia Racławice Śl. (1-2) w dniu 13.05.2015 r. [zdjęcie: Artur Musiał/StartNamyslow.pl]

Bez dwóch zdań pod względem ultrasowskim takiego półrocza jeszcze w historii Startu nie było! W każdym meczu przy Pułaskiego mocne wsparcie, a do tego takie perełki, jak „Święte dwa kolory. Czarny i Czerwony” w meczu z prudnicką Pogonią (fot. 2) czy „Miasto Fanatyków” podczas rywalizacji z Racławią Racławice Śląskie (fot. 3). Absolutnie nie można też pominąć genialnych opraw w spotkaniach ze Spartą Paczków (kultowe „Old School Style, fot. 4) oraz ligowy finisz z LZS-em Mechnice zwieńczony dwoma pokazami, tj. „Ultras Start” (fot. 5) i „Start Namysłów! Dla tych co się znają” (fot. 6). Każda z opraw była niepowtarzalna. Na każdą kibice znajdowali nowy pomysł, a to nie takie znów łatwe. Od pomysłu do realizacji droga też daleka. Zbiórka pieniędzy na potrzebne materiały i akcesoria, dostosowanie wymiarów przygotowywanych materiałów do warunków potencjału ludzkiego. Wreszcie miejsce i czas na wykonanie niezbędnych prac. To naprawdę nie lada poświęcenie, o którym pewnie niewielu wie. Dlatego uznaliśmy, że warto przy okazji dzisiejszego materiału o tym wszystkim napisać.

Fot. 4: "Old School Style" to oprawa kibiców NKS-u nawiązująca do namysłowskich klimatów z lat 90-tych. Zaprezentowano ją 24.05.2015 r. w trakcie zawodów Start Namysłów - Sparta Paczków (4-2). [zdjęcie: Artur Musiał/StartNamyslow.pl]

To już nie jest zwykłe kibicowanie, jakie przeciętnemu zjadaczowi chleba przyszłoby na myśl. Wzorem wielkich ekip, namysłowscy fani wynieśli kibicowski spektakl do rangi sztuki. To czerwono-czarna sztuka futbolu. A że środowisko kibicowskie nierzadko operuje językiem angielskim, to i nam skojarzyła się przystająca do wiosennej rzeczywistości gra słów: „Art of Start”. Tak, to właśnie stadionowi artyści wypracowali „Sztukę Startu”, której świadkami mieliśmy przyjemność być w minionym półroczu. I której świadkami – mamy taką nadzieję – chcielibyśmy być również w sezonie 2015/16.

Grafika 1: Wiosną namysłowscy fanatycy doping i oprawy na trybunach wynieśli do rangi sztuki. To nasza unikalna, lokalna sztuka. "Sztuka Startu" czyli "Art of Start".

Cieszy nas również, że namysłowscy fani i fanatycy wędrują pod kibicowskie strzechy z czytelnym przesłaniem. Że wspieranie swojego klubu, to nie obciach czy fanaberia, a powód do dumy. Nasi fani wierzą, że uda im się w niedługim czasie zaszczepić w nowym kibicowskim narybku inny sposób postrzegania swojego klubu. Jaki? My nazywamy to mentalnością naszych zachodnich sąsiadów (absolutnie nie mylić z Namysłowem będącym przed II Wojną Światową w granicach Niemiec). Na czym miałaby ona polegać? Że to nasz klub jest najważniejszy i to on jest priorytetem. I że nie bywa się na meczach tylko ze względu na atrakcyjność przeciwnika. Liczy się tylko Start. Nasi fani potwierdzili to zresztą na powyższych przykładach, bo przecież najlepsze oprawy nie zostały przygotowane na najatrakcyjniejszych rywali (czyli z czołówki IV ligi), lecz podczas meczów z zespołami z niewielkich ośrodków, do tego z dolnych rejonów tabeli. Bezcennymi były sytuacje, w których piłkarze rezerwowi drużyn z Racławic i choćby Mechnic, zamiast obserwować swoich kolegów w akcji, co i rusz oglądali się za siebie, aby obserwować fanatyczny doping (i oprawy!) czerwono-czarnych „Chłopców z Pułaskiego”. Tak się tworzy klimat, który przechodzi do historii.

Fot. 5: Pierwsza oprawa ze spotkania Start Namysłów - LZS Mechnice (1-3) w wykonaniu czerwono-czarnych ultrasów. Mecz odbył się 20.06.2015 r.
[zdjęcie: Artur Musiał/StartNamyslow.pl]

Popisy namysłowskich kibiców nie przeszły w środowisku bez echa. Na dedykowanych forach i stronach internetowych fani innych klubów wymieniali poglądy na temat zdjęć z opraw, które obiegły kraj. Ale nie tylko. Do naszej redakcji wpływały zapytania o kibiców Startu Namysłów m.in. z Anglii, Niemiec, a nawet Ameryki Południowej! Dziś świat stał się globalną wioską, dlatego nikogo nie powinno dziwić, że np. po jednej z meczowych opraw zostaliśmy zaczepieni przez kibica z Argentyny (pomaga nam w promocji klubowy Instagram, na którym regularnie prezentujemy zdjęcia piłkarzy i kibiców NKS-u). Inny przykład? Choćby taki, że niedawno rozmawiając o Starcie Namysłów, kibic z północnej Polski, z którym konwersowaliśmy, na nazwę naszego klubu zareagował dosyć zaskakująco. Nie kojarzył, że NKS grał kiedyś na zapleczu Ekstraklasy, ale skojarzył nas mówiąc: "Aaa, to ta niewielka ekipa od fajnych opraw". Jak więc widać, dziś to namysłowscy kibice są bardziej rozpoznawalni w Polsce niż piłkarze...

Fot. 6: Druga w meczu Start Namysłów - LZS Mechnice (a ostatnia w sezonie 2014/15) oprawa fanów NKS-u. "START NAMYSŁÓW. DLA TYCH, CO SIĘ ZNAJĄ". Nic dodać, nic ująć. [zdjęcie: Artur Musiał/StartNamyslow.pl]

Niedawna Pani minister, Elżbieta Bieńkowska, przeszła do historii za zimowy lapsus językowy „Sorry, taki mamy klimat”. W Namysłowie z tego tytułu nikogo przepraszać jednak nie zamierzamy. Wręcz przeciwnie, zachęcamy wszystkich do wizyty na stadionie przy Pułaskiego 5. Zapraszamy, bo taki właśnie mamy – kibicowski – klimat! [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy