Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

"Osiemnaście mgnień jesieni" - cz. I

Odsłony: 4909

Dokładnie przed dwoma laty, po zakończeniu jesiennej rundy w III lidze, zdecydowaliśmy się podsumować każdy mecz Startu Namysłów w tzw. pigułce.

Nasz cykl przypadł kibicom na tyle, że stał się na portalu materiałem cyklicznym. A że w zimowa przerwa, to najlepszy czas podsumowań (bo trwa najdłużej), to także i tym razem zapraszamy kibiców do lektury związanej z jesiennymi występami czerwono-czarnych.

12 miesięcy temu kręciliśmy nosami po tym, jak nasi piłkarze zakończyli jesień z dorobkiem 21 punktów. Z naszej (kibiców) perspektywy wydawało się, że nie możemy potraktować tego dorobku w kategoriach sukcesu, tym bardziej, że znaleźliśmy się na 13-tej pozycji, a więc pierwszej potencjalnie zagrożonej spadkiem. Wiosna znacząco jednak poprawiła nam nastroje, choć akurat jej końcówka dostarczyła już sporą dawkę irytacji. Zakładaliśmy jednak, że po przepracowaniu letniego okresu przygotowań, namysłowski Start wróci na zwycięską ścieżkę. Nasze oczekiwania opieraliśmy na zachowaniu status quo w kadrze, jak i sztabie szkoleniowym. Tymczasem jesień 2015 roku, to było jedno duże pasmo udręki i rozczarowania. Poza jednostkowymi przypadkami radości, przeważnie nerwowo ogryzaliśmy paznokcie. A momentami czara goryczy wśród kibiców przelewała się co tydzień. No, ale gdy na 18 meczów o stawkę, przegrywa się 12, to trudno nawet choćby o minimum zadowolenia. Punktując w jednym meczu na trzy (punktując, nie wygrywając) nie ma co liczyć, że uda się zrealizować choćby najmniejsze cele. Żeby mieć jakiekolwiek racjonalne podstawy do myślenia o utrzymaniu w IV lidze, drużyna musi znacząco poprawić skuteczność, ale i prezentować zdecydowanie większą regularność w grze. Nie może być tak, że zespół dobrze prezentuje się tylko przez 45 minut (czy to przed przerwą, czy po niej), bo to nawet na piątym poziomie rozgrywkowym jest niewystarczające. O to w zimie zadbać ma trener Bartosz Medyk wraz ze swoimi podopiecznymi. Po przejęciu przez Medyka zespołu (po 7. serii gier) sympatycy jedenastki z Pułaskiego liczyli, że zespół wreszcie się odblokuje. Nastąpiło to jednak dopiero w czwartym meczu nowego coacha, choć organizacja gry stopniowo ulegała poprawie. Dobrze, że NKS wywalczył (aż) 7 „oczek” w trzech ostatnich grach roku, bo w innym wypadku już dziś moglibyśmy snuć plany związane z wizytowaniem boisk klasy okręgowej. Tymczasem strata 6-ciu punktów do miejsca bezpiecznego jest jeszcze do nadrobienia. I w to wszyscy bez wyjątku w Namysłowie wierzą. Czerwono-czarni ostatni raz w „okręgówce” grali w sezonie 2001/02, ale wynikało to z rok wcześniejszej reaktywacji, po tym jak na początku 1999 roku seniorską ekipę przeniesiono do stolicy województwa. Nie chcielibyśmy więc po blisko półtorej dekady doświadczyć lądowania na absolutnych już (z naszej perspektywy) opłotkach futbolu. Tym bardziej, że władze miasta w 2017 roku planują wbicie pierwszego szpadla pod gruntowaną modernizację naszego oldschoolowego obiektu. To jednak dopiero przed nami. Dziś nasi piłkarze mają dokładnie pół roku na odwrócenie mocno niekorzystnej sytuacji i z tego tytułu już w piątek wracają do treningów. Zanim jednak zaczniemy pisać o przygotowaniach do meczów w 2016 roku, najpierw tradycyjne podsumowanie półrocza minionego. Drodzy kibice, przed Wami resume tego, co w czerwono-czarnym obozie piłkarzy wydarzyło się od sierpnia do listopada ubiegłego roku, czyli „Osiemnaście mgnień jesieni”:

1. kolejka – IV liga (08.08.): Start Namysłów – LZS Starowice Dolne 0-4

Namysłowska premiera sezonu 2015/16 odbyła się w iście hitchcockowskim stylu. Przy Pułaskiego nastąpiło trzęsienie ziemi, a później… nie było lepiej. Solidny początek meczu w wykonaniu starowickiego beniaminka nie był dla naszych ulubieńców dostatecznym ostrzeżeniem, choć Start w pewnym momencie przejął inicjatywę, częściej operując futbolówką na połowie rywali. Nie dotrwaliśmy jednak do przerwy z korzystnym wynikiem, gdyż chwilę przed zejściem z murawy Szpala trafił do siatki Zająca. A zaraz po zmianie stron goście za sprawą wspomnianego Szpali podwyższyli rezultat. W tym momencie z gospodarzy zeszło powietrze. Owszem, zespół Damiana Zalwerta próbował zerwać się do walki, lecz w ofensywie nie dysponował zbyt wieloma atutami, ale i determinacją, żeby zaskoczyć czujny blok obronny LZS-u. Starowiczanie zagęścili środek pola, czekając na to, co zrobi Start. A że nie zrobiliśmy nic, to w końcówce straciliśmy kolejne dwie bramki. Autorem obu był ponownie Szpala, dzięki czemu stał się absolutnym bohaterem inauguracyjnej serii gier w IV lidze opolskiej. Nie mogło być jednak inaczej, gdy strzela się 4 gole w jednym spotkaniu. Jedynym pozytywem meczu (takim promyczkiem nadziei) był debiut w seniorskich barwach dwóch młodzieżowców, Jakuba Adriana i Szymona Szczygła. Nikt jednak wówczas nie przypuszczał, że po kolejnych meczach zmartwień nam będzie tylko przybywać… Na domiar złego tuż po spotkaniu kilku miejscowych szalikowców postanowiło dać upust swojej „nadpobudliwości”, atakując pokojowo nastawionych sympatyków drużyny ze Starowic, co później odbiło się zamknięciem namysłowskiego stadionu.

2. kolejka – IV liga (15.08.): Chemik Kędzierzyn-Koźle – Start Namysłów 3-0

Drugi mecz sezonu zakończył się kolejnym „dzwonem”. Tym razem porażkę 0-3 czerwono-czarni zanotowali na popularnej „Kuźniczce”. Scenariusz znów mógł namysłowskich kibiców poirytować (a było ich w sektorze gości 75-ciu). Do przerwy to nasz zespół był stroną dominującą i to Start stworzył sobie kilka ciekawych okazji. Tyle, że skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Gospodarze pokarali nas więc za jej brak w 41’, gdy do siatki z wolnego trafił Dyczek. Po przerwie rywale wyciągnęli już wnioski z hasania NKS-u flankami i po zaryglowaniu środka pola, ograniczyli nasze szturmy do minimum. Sami natomiast w 56’ podwyższyli na 2-0. Walki w środku pola nadal nie brakowało, a małe światełko w tunelu pojawiło się dla Startu w 68’, gdy przedwcześnie pod prysznic musiał udać się Szafarczyk. Mając pewny wynik w kieszeni i grając w osłabieniu, „Chemiczni” nie zamierzali forsować tempa, ale i tak pognębili namysłowian. Uczynił to w 74’ po raz trzeci tego dnia Dyczek, a po raz drugi (!) kierując piłkę do siatki z rzutu wolnego. Po dwóch seriach czerwono-czarni jawili się jako zespół, w konfrontacji z którym jeden z zawodników drużyny przeciwnej zostaje absolutnym bohaterem tygodnia.

Fot.: Obrazek z Kędzierzyna-Koźla jest bardzo wymowny w kontekście jesiennych poczynań namysłowskiego Startu. W większości przypadków po końcowym gwizdku nasi piłkarze mogli co najwyżej z bezsilności usiąść na murawie i opuścić głowę (tak właśnie uczynił wtedy golkiper NKS-u, Wojciech Zając). A namysłowscy kibice z coraz większą irytacją obserwowali poczynania swoich ulubieńców... [zdjęcie: Agnieszka Michalska]

3. kolejka – IV liga (19.08.): Start Namysłów – OKS Olesno (1-2)

W Namysłowie zrobiło się nerwowo. Po dwóch grach mieliśmy zero punktów na koncie i równie fatalny bilans goli (0-7). Nadzieją na przełamanie była konfrontacja z oleśnianami, którzy podobnie jak my, także byli „wyzerowani” i choćby jednego trafienia. Do przerwy w zasadniczo lepszych nastrojach byli czerwono-czarni, którzy za sprawą kapitalnego trafienia Patryka Pabiniaka prowadzili jednym golem. Finezji na boisku nie uświadczyliśmy, ale w naszej sytuacji nie o to przecież chodziło. Misterny plan legł jednak po przerwie całkowicie w gruzach. Częściej operujący piłką goście doprowadzili do remisu niecały kwadrans po gwizdku obwieszczającym drugą część zawodów. Podział punktów nie był może szczytem marzeń gospodarzy, ale ostatecznie i tak zostaliśmy z niczym. Bo pełną pulę załatwił oleśnianom Bienias, który na kilka minut przed końcowym gwizdkiem pokonał Stasiowskiego z „wapna”. Co tu dużo mówić, piłkarski Namysłów zaczynała ogarniać (czerwono-) czarna rozpacz.

4. kolejka – IV liga (22.08.): Sparta Paczków – Start Namysłów 1-0

Po trzech seriach tylko dwa zespoły w stawce były bez punktów. I oba miały się ze sobą zmierzyć w Paczkowie. Pytaliśmy wówczas samych siebie: - Jak nie teraz, to kiedy? – Dobrze wyglądaliśmy jednak tylko przez pierwszy kwadrans, kiedy to znakomitych okazji nie wykorzystali Smolarczyk i Biliński… Jeśli ma się coś korzystnego wydarzyć, a się nie zdarzyło, z reguły wydarzy się coś niekorzystnego, czego nie planujemy. W 26’ w niegroźnej sytuacji Krystian Błach poślizgnął się we własnej szesnastce i padając, dotknął piłki ręką. Arbiter wskazał na rzut karny, a Bobiński się nie pomylił. A i tak mogliśmy mówić o szczęściu, bo tuż przed przerwą „przy życiu” utrzymał nas Stasiowski, broniąc sytuację „sam na sam” z Osuchowskim. To było w ogóle najgorsze 45 minut w wykonaniu Startu od początku rozgrywek. W drugiej części czerwono-czarni wyszli na murawę nastawieni już bardziej agresywnie, tyle, że „Spartanie” skoncentrowali siły w środku pola, skutecznie neutralizując nasze poczynania. W 73’ P.Pabiniak powinien doprowadzić do wyrównania, tyle, że zamiast do siatki trafił piłką prosto w rękawice golkipera miejscowych. Ci mogli nas dobić już w przedłużonym czasie gry, ale i tak nie miało to większego znaczenia, że Szwarga okazję zmarnował. Bo 3 punkty zostały w Paczkowie, a NKS został IV-ligowym rodzynkiem bez choćby jednego „oczka” w dorobku. Degrengolada trwała.

5. kolejka – IV liga (29.08.): Start Namysłów – Małapanew Ozimek 0-0

W ostatnim meczu (fatalnego w wydaniu Startu) sierpnia doszło do rywalizacji z Małąpanwią Ozimek. „Hutnicy” dopiero co pożegnali się z III ligą, więc po nienajlepszym początku, liczyli, że w Namysłowie zaczną nadrabiać utracone pozycje. Udało się im tylko połowicznie, bo czerwono-czarni solidnych rywali (w końcu!) zastopowali. Nie było to spotkanie najwyższych piłkarskich lotów, ale takich w IV lidze jest akurat zdecydowana większość. Obie drużyny z mozołem walczyły o decydującego gola, ale nic do siatki nie wpadło. Uczciwie przyznać jednak trzeba, że zdecydowanie bliżej pokonania bramkarza byli goście z Ozimka, którzy tylko do przerwy 4-krotnie próbowali groźnymi atakami zaskoczyć „Stacha”. W drugiej połowie większą aktywność na przedpolu rywala wykazywali namysłowianie, nie potrafili jednak swoich ataków precyzyjnie sfinalizować. Meczową piłkę miał w 80’ Samborski, który mając przed sobą tylko Stodołę oraz niemal pustą bramkę, uderzył po ziemi tuż obok słupka. Szkoda zaprzepaszczonej okazji, choć po prawdzie ten mecz między porażką a sukcesem dzieliła naprawdę cienka linia. Wyszło na remis, z którego cieszyliśmy się z jednego zasadniczego powodu – licząc z końcówką sezonu 2014/15, Start przerwał w końcu fatalną bessę 9-ciu (!!!) porażek z rzędu.

6. kolejka – IV liga (05.09.): Polonia Głubczyce – Start Namysłów 1-1

Wizyta na terenie wicemistrza IV ligi opolskiej z zakończonej w czerwcu kampanii 2014/15, to zawsze dla przeciwników nie lada wyzwanie. W przypadku namysłowian, to jak wyjazd do  jaskini lwa. Ale ku naszej satysfakcji, czerwono-czarni podbudowani remisem z Małąpanwią, także i w Głubczycach nie dali się pokonać. W początkowej fazie zawodów lekką przewagę osiągnęli wprawdzie miejscowi i w 17’ zdyskontowali ją golem Wiciaka. Ekipa Damiana Zalwerta nie zraziła się jednak niepowodzeniem, w kolejnych minutach próbując odmienić losy rywalizacji. O dziwo to Start starał się rozgrywać, a usatysfakcjonowani (?) prowadzeniem „Poloniści” jeśli już atakowali, to głównie poprzez przekątne zagrania długich piłek do swoich skrzydłowych, z pominięciem drugiej linii. Czerwono-czarni cel osiągnęli w 35’, po tym jak prostopadle zagrał Biliński, a z 15 metrów uderzeniem po ziemi Czerwińskiego zaskoczył P. Pabiniak. Co ciekawe (i dla nas budujące), w drugiej części obraz gry nie zmienił się. Start osiągnął przewagę w polu, stwarzając sobie kilka naprawdę dobrych okazji. Nie wykorzystali ich jednak Kamil Błach, Smolarczyk i Samborski. A głubczyczanie? Uparcie szukali długimi piłkami swoich atakujących. W ostatniej minucie meczu NKS-owi dopisało sporo szczęścia, gdy w podbramkowym zamieszaniu super-strzelec Bawół z 10 metrów ostemplował nam słupek. Dzięki temu w drugim z kolei meczu (z silnym rywalem) zanotowaliśmy remis. Wciąż jednak z utęsknieniem czekaliśmy na premierowy sukces…

Opisem potyczki Startu z Polonią Głubczyce kończymy pierwszą część naszego podsumowania. Na charakterystykę pozostałych 12-tu jesiennych spotkań czerwono-czarnych zapraszamy w najbliższych dniach. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy