Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Siedemnaście mgnień wiosny - cz. II

Odsłony: 5389

Zgodnie z niedzielną zapowiedzią, dopełniamy dziś podsumowanie wiosennych meczów Startu Namysłów. Jak już internauci wiedzą, w bieżącym roku

nasi ulubieńcy rozgrywali tylko mecze o IV-ligowe punkty. Proponujemy więc, aby przeżyć to jeszcze raz i… poddać grę zespołu własnemu osądowi (komentarze pod materiałem mile widziane). Z naszym możecie zapoznać się w kolejnych akapitach.

26. kolejka – IV liga (09.05.): Stal Brzeg – Start Namysłów 2-2

Rywalizacja z brzeską Stalą zapowiadała się na niezwykle interesującą. To był hit 26. kolejki, gdyż zmierzyli się ze sobą dwaj liderzy: przewodzący rozgrywkom żółto-niebiescy oraz prowadzący w tabeli wiosny namysłowianie. A skoro to szlagier, to i nie dziwiła duża (jak na IV-ligowe warunki) frekwencja. Na trybunach pojawiło się 480 widzów, z czego około 100 osób przyjechało wspierać Start. Spotkanie było emocjonujące i większość obserwatorów mogła być jego przebiegiem usatysfakcjonowana. Nieco mniej skorzy do okazywania radości byli po ostatnim gwizdku gospodarze, którzy walcząc o III ligę, liczyli, że uda im się pokonać rewelacyjnych wiosną namysłowian. Do przerwy zacięty pojedynek nie przyniósł goli, choć obie jedenastki stworzyły sobie parę okazji. Ale zaraz po zmianie stron Sarnowski dał prowadzenie Startowi (to jego pierwsze trafienie w seniorach), dobijając wcześniejsze uderzenie P.Pabiniaka w słupek. I zaczęły się emocje, włącznie z przepychankami i latającymi w powietrzu łokciami (po meczu okazało się, że Synówka miał głęboko rozciętą wargę, Kostrzewa pokiereszowany nos, a Ł.Pabiniak nawet złamany nos!). Między 68’, a 72’ gospodarze zdołali odwrócić wynik dzięki Fabiszewskiemu oraz Lipińskiemu. Czerwono-czarni nie zamierzali się jednak poddawać, do końca meczu próbując stworzyć sobie możliwość doprowadzenia do remisu. Sztuka ta udała się im w 88’, gdy po głębokim dośrodkowaniu przed pole bramkowe, Łukasz Pabiniak „dzióbnął” futbolówkę do Kamila Błacha, a ten z najbliższej odległości wepchnął ją do siatki. Euforia w sektorze namysłowskich fanów była zrozumiała. Podobnie jak radość po ostatnim gwizdku, bo oznaczała uzyskanie cennego remisu 2-2 w brzeskiej „jaskini lwa”.

27. kolejka – IV liga (13.05.): Start Namysłów – Racławia Racławice Śląskie 1-2

Porażka czerwono-czarnych z mającą poważne kłopoty organizacyjno-kadrowe Racławią, była ogromną niespodzianką. Zespołowi, któremu wiosną szło jak po grudzie, udało się wygrać 2-1, choć przebieg meczu wskazywał na coś zupełnie innego. Ale paradoksalnie, za to spotkanie – oczywiście poza końcowym rozstrzygnięciem – trudno mieć większe pretensje do drużyny. Chłopcy atakowali przez większość meczu, do tego stworzyli sobie niemal dwucyfrową liczbę bramkowych okazji! Piłka jednak jak na złość nie chciała wpaść do racławickiej siatki. Owszem, wpadła za sprawą Samborskiego, który na kwadrans przed końcem doprowadził do remisu. Trzy minuty wcześniej T.Hajduk dał jednak gościom sensacyjne prowadzenie. W ostatnim kwadransie namysłowianie robili wiele, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Goście z kolei ograniczali się do groźnych kontrataków. I po jednym z nich już w przedłużonym czasie gry (90+2’) zdobyli decydującego o ich sukcesie gola. Autorem ponownie okazał się T.Hajduk, który w meczu wystąpił z bolesną kontuzją mięśni brzucha. Rywale skarcili czerwono-czarnych za zbyt dużą pewność siebie, pokazując przy okazji, że futbol, to taka gra, której przebieg i wynik nie zawsze idą w parze. Ale futbol przez to jest fascynujący, że uczy też pokory.

28. kolejka – IV liga (16.05.): Orzeł Źlinice – Start Namysłów 0-1

Mecz w Źlinicach nie był na tyle hipnotyzującym widowiskiem, aby kibice mogli go po latach wspominać w sposób szczególny. Czerwono-czarni zaatakowali Orła już w pierwszych minutach, a cel w postaci gola osiągnęli w 10’. Wtedy to po podaniu Dempniaka do siatki trafił Samborski. Później nasza drużyna nieco się cofnęła, próbując rozpoznać zamiary  (i ofensywne możliwości) rywali. Ale co poza dobrą sytuacją przed przerwą, Ci niespecjalnie nam zagrozili. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie, choć Start mógł i powinien prowadzenie podwyższyć. W kilku sytuacjach zabrakło nam jednak zimnej krwi. Emocje pojawiły się na murawie dopiero w końcowych minutach, gdy po drugiej żółtej kartce boisko opuścił Ł.Pabiniak. Źliniczanie zerwali się wówczas do ataków, licząc na uratowanie punktu. Ale krzywdy ekipie Zalwerta nie byli w stanie zrobić, bo ta spokojnie rozbijała zagrożenie w zarodku. Sukces należy uznać za tym cenniejszy, że NKS wystąpił w Źlinicach bez trzech ważnych ogniw (Żołnowskiego, Zalwerta i P.Pabiniaka).

29. kolejka – IV liga (24.05.): Start Namysłów – Sparta Paczków 4-2

Miłym dla oka widowiskiem uraczyły kibiców zespoły Startu i Sparty. Spotkanie obfitowało w gole, a dla namysłowskich kibiców najbardziej radosny był fakt, że więcej strzelili ich czerwono-czarni. Grający z pomysłem NKS już do przerwy prowadził dwoma bramkami, choć uczciwie trzeba przyznać, że „Spartanie” naprawdę dobrze wyglądali w ofensywie (dużo mniej korzystnie w tyłach). Krótko po zmianie stron rywale zdobyli bramkę kontaktową i przez moment zrobiło się nerwowo. Sytuację szybko jednak wyjaśnił Samborski, w 66’ podwyższając na 3-1. Ale 3 minuty później arbiter tego spotkania podyktował kontrowersyjną jedenastkę, z której paczkowanie ponownie złapali „kontakt”. Wydawało się, że wynik znów jest sprawą otwartą i końcówkę obejrzymy w stresie. Tymczasem sprawę mocno ułatwił nam Fluder, który w 73’ opuścił boisko po obejrzeniu „czerwieni”. Od tego momentu z gości uszło powietrze, a rozochoceni namysłowianie dobili ich kilka minut przed końcem, gdy do siatki drugi raz tego dnia trafił P.Pabiniak. Wydawało się, że nasi ulubieńcy zaliczając drugi sukces z rzędu, ponownie pokuszą się o śrubowanie serii meczów bez porażki. Niebawem miało się jednak okazać, że zespół wynikowo podążył w przeciwną stronę…

30. kolejka – IV liga (30.05.): Polonia Głubczyce – Start Namysłów 1-0

Wyjazd do Głubczyc zapowiadany był jako wyjątkowo trudna eskapada. No, ale nic w tym dziwnego, skoro mieliśmy rywalizować z trzecim zespołem rozgrywek, który wciąż mocno walczył o tytuł mistrzowski (równoznaczny z awansem). Pierwszy kwadrans dosyć wyraźnie należał do gospodarzy, a kibice gospodarzy byli wyraźnie rozczarowani, że ich pupile nie wyszli wtedy na prowadzenie. Poloniści dopięli swego dopiero w 25’, po tym jak do siatki głową trafił Złoczowski. Gorzej, że 3 minuty wcześniej sami skomplikowaliśmy sobie życie, gdyż nerwowo nie wytrzymał Samborski i po nieparlamentarnych gestach został odesłany pod prysznic. Zespół gospodarzy nie poszedł jednak za ciosem, starając się przede wszystkim zabezpieczać dostęp do własnej bramki oraz czyhając na kontry. To namysłowianie częściej operowali piłką, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że niewiele z tego wynikało. Po zmianie stron obraz gry nadal przypominał ten z pierwszej części. To Start znów próbował grać piłką, a rywal chciał nas ukąsić zza podwójnej gardy. Problem głubczyczan polegał jednak na tym, że z czterech świetnych okazji żadnej nie wykorzystali. Ostatecznie i tak skromny sukces przypadł w udziale „Polonistom”.

Fot.: Pojedynek Start Namysłów - Chemik Kędzierzyn-Koźle (1-2), był absolutnym hitem sezonu w rankingu czerwono-czarnych fanów. Rekordowa widownia (520 widzów) w przeddzień Bożego Ciała była również najlepszym pod tym względem wynikiem w całym IV-ligowej kampanii 2014/15. Takich meczów chcielibyśmy oglądać jak najwięcej. [zdjęcie: Artur Musiał/StartNamyslow.pl]

31. kolejka – IV liga (03.06.): Start Namysłów – Chemik Kędzierzyn-Koźle 1-2

Bez dwóch zdań był to mecz sezonu. Bynajmniej nie chodzi o to, co działo się na murawie, ale o emocje związane z kapitalnym dopingiem i oprawą na trybunach, na których pojawiło się 520 widzów (to rekord sezonu w IV lidze opolskiej). Mecz nie był jakimś fascynującym widowiskiem. Owszem, walki i zaciętości nie brakowało, ale takie opinie pojawiają przy co drugiej potyczce na tym poziomie. Z niewielu sytuacji bramkowych namysłowianie wykorzystali tylko jedną, ale za to w szczególnym momencie. W przedłużonym czasie gry (45+2’) prowadzenie zapewnił nam P.Pabiniak. Przed drugą połową był to niewątpliwie spory handicap, tym bardziej, że „Chemicy” przed przerwą grali solidnie, choć też specjalnie nie zachwycili. Niemniej po przerwie to goście dwukrotnie cieszyli się z goli, dających im zwycięstwo. Gol remisowy padł za sprawą samobójczego trafienia Żołnowskiego (49’), a bramka decydująca zdobyta została w 84’ przez Matuszka. A na wspomnianych już trybunach oglądaliśmy pirotechniczne popisy obu grup fanów. Kędzierzynianie wspierani przez fanów częstochowskiego Rakowa (łącznie 140 osób) pokazali, że są ekipą ścisłego ultrasowskiego topu Opolszczyzny. Czerwono-czarni fanatycy wcale im jednak nie ustępowali, przez 90 minut prowadząc znakomity doping oraz prezentując oryginalną oprawę. Gdyby na namysłowskich trybunach kibicowskie święta odbywały się co dwa tygodnie, to pewnie kibice staliby się szybko sztandarową marką Namysłowa, degradując w świadomości przeciętnych obywateli nawet czołowe firmy produkcyjne…

32. kolejka – IV liga (06.06.): LZS Piotrówka – Start Namysłów 7-0

W Piotrówce doznaliśmy upokarzającej klęski. I w żaden sposób wysokiego wyniku nie można tłumaczyć tym, że wizytowaliśmy obiekt lidera i głównego kandydata do awansu. Afrykańsko-brazylijsko-polska mieszanka dała nam zapadającą w pamięć lekcję skuteczności, choć przez godzinę gry w ogóle na dramat się nie zapowiadało. Gospodarze objęli prowadzenie już w 2’, ale potem mecz był wyrównany. Nasza gra „posypała się między 57’, a 63’, bowiem wtedy Ndip Tambe dwukrotnie pokonał debiutującego między słupkami Zająca. Nasz zespół próbował jeszcze podjąć otwartą walkę, ale rozbity w tyłach, kompletnie się pogubił. I stąd kolejne 4 gole w naszej siatce, które rywale zaaplikowali nam w ciągu 13 minut. Wynik 0-7 rozszedł się po Opolszczyźnie lotem błyskawicy i nie przysporzył nam pochlebnych komentarzy. Najsmutniejszy był jednak fakt, że katastrofa w Piotrówce okazała się najwyższą porażką namysłowian w historii w naszych występów na poziomie IV ligi. Przykre, ale prawdziwe.

33. kolejka – IV liga (13.06.): Start Namysłów – LZS Mechnice 1-3

Kolejne rozczarowanie spadło na nas po domowej grze z Mechnicami. A zaczęło się naprawdę obiecująco… „Legendarni Czerwono-Czarni” zaczęli z impetem, dosyć często podchodząc pod bramkę gości. Wyszliśmy na prowadzenie już w 7’, po tym jak P.Pabiniak skorzystał z dobrego podania Kamila Błacha. W kolejnych minutach nasza gra nadal wyglądała na przemyślaną. Sporo graliśmy piłką, lecz z paru dogodnych sytuacji żadnej już nie sfinalizowaliśmy. Mechniczanie zaskoczyli nas w końcówce pierwszej połowy. Konkretnie zrobił to Gajda, który w 38’ doprowadził do stanu 1-1. I od tego momentu gra namysłowian straciła na jakości. Właściwie to przestaliśmy grać, co zaraz po przerwie LZS ponownie wykorzystał. Najpierw A.Zyla dał gościom prowadzenie (53’), a za chwilę Gajda (56’) postawił Start pod ścianą. Nasz zespół nie miał pomysłu na sforsowanie zasieków obronnych gości, a i eksperymentalnie zestawiona defensywa też nie spisywała się najlepiej. Czwarta porażka z rzędu stała się w Namysłowie faktem. A radość gości ze zwycięstwa całkowicie zepsuły wieści z Otmuchowa, bo sukces Czarnych z Orłem (2-0) i tak oznaczał degradację gości do klasy okręgowej.

34. kolejka – IV liga (20.06.): Po-Ra-Wie Większyce – Start Namysłów 3-1

Ostatnia szansa namysłowian na rehabilitację mogła mieć miejsce w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie w roli gospodarza występuje większyckie Po-Ra-Wie. Beniaminek będący rewelacją wiosny nie okazał nam jednak specjalnej atencji, gdyż też miał do ugrania konkretny cel. Większyczanie dosyć bezproblemowo zaksięgowali 3 punkty, wygrywając ze Startem 3-1. Bohaterem spotkania okazał się doświadczony Chojnowski, rządząc i dzieląc na murawie. Do tego dokładając dwa efektowne gole. Czerwono-czarni mieli nadzieję na korzystny wynik po półgodzinie gry, gdy „z wapna” trafił do siatki Samborski, doprowadzając do remisu. Wcześniej (12’) i później (45’) w roli głównej wystąpił jednak wspomniany Chojnowski. A kiedy w 54’ Makowski głową pokonał Zająca, stało się jasne, że nawet walka o 1 punkt może okazać się poza naszym zasięgiem. Wprawdzie chłopcy stworzyli sobie trzy klarowne okazje bramkowe, jednak żadnej z nich należycie nie sfinalizowali. Miejscowi też nie pozostawali nam dłużni, ale w ich przypadku brak goli nie oznaczał zawodu kibiców, gdyż wcześniej wypracowaną przewagę utrzymali do ostatniego gwizdka. W ten sposób wcześniejsza rewelacja wiosny uległa tej faktycznej, której dokonania obejmowały całe minione półrocze. Na przerwę między sezonami czerwono-czarni udali się więc z mocno uwierającym balastem 5-ciu kolejnych porażek.

Podsumowanie wiosennych gier Startu Namysłów? Te zestawić można w swoistą sinusoidę. Najpierw drużyna zaskoczyła w wyjazdowej grze z Olimpią, a następnie po porażce z TOR-em rozpoczęła marsz w górę tabeli, połączony z efektowną serią 7 spotkań bez porażki. Wpadkę z Racławią potraktowaliśmy jako wypadek przy pracy, bo przecież dwa kolejne mecze też padły łupem drużyny Damiana Zalwerta. Ale od momentu zapewnienia sobie matematycznych szans na utrzymanie, nastąpiło rozprężenie mocno skorelowane z absencjami (kartki, sprawy osobiste, kontuzje). I świetne wrażenie po wiosennym marszu w górę tabeli chłopcy skutecznie po sobie zamazali. No bo jak tu wychwalać ekipę, która nagle „stanęła” i przestała grać? To przenośnia, bo ta gra nie była taka najgorsza, lecz na tyle nieskuteczna, że nie było możliwości dalszego punktowania. I stąd 5 kolejnych porażek, którymi chwalić się nie sposób. W drugiej części sezonu Start zgromadził 26 punktów, na które złożyło się 8 zwycięstw, 2 remisy i 7 porażek. Podobnie jak jesienią, także i teraz zanotowaliśmy idealny bramkowy remis, tym razem 25-25. Mimo fatalnego występu w Piotrówce, defensywa Startu i tak okazała się piątą w lidze (pod względem strat własnych). Z kolei nasz atak uplasował się dopiero na 14-tej pozycji. Dziś jesteśmy solidnym średniakiem IV ligi z aspiracjami walki o nieco wyższe lokaty. Czy to uda się drużynie w sezonie 2015/16? Biorąc pod uwagę mijającą kampanię, punkt odniesienia aby się podciągnąć, wydaje się być idealny. Do zobaczenia na boiskach w sierpniu! [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
2 Komentarze | Dodaj własne
  • Troche nie na temat, bo z rynku transferowego wychowanek Czerwono-czarnych przenosi Michał Markowski przenosi sie do Termaliki Nieciecza.

    Lubię 0 Krótki URL:
  • :)Bardzo ciekawy mateial analizujący postawe naszych ulubiencow w rundzie wiosennej na boiskach IV-ligi. Ciekawy tez bylby np.taki jak nasi piłkarze "po sobie" oceniają miniony sezon,jak tez,jak w swojej ocenie widza wyjazdowe potyczki na boiskach rywali,gdzie np.gralo im się zdecydowanie dobrze,a gdzie wręcz odwrotnie. Wiadomo,fani NKS-u nie byli w stanie wszędzie dotrzeć na wyjazdowe mecze Startu.
    Jeśli kadrowo uda się czerwono-czarnym utrzymać obecny stan posiadania,to mysle,ze NKS osiągnie lepszy wynik w nowym 2015/2016 sezonie.:) Pozdrawiam wszystkich fanow naszej ekipy:).

    Lubię 0 Krótki URL: