Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Nadchodzi nowa jakość?

Odsłony: 7346

Sobotni poranek przywitał Namysłów słońcem. Intensywnym, choć niemal do godzin południowych przebijającym się w asyście lekkiej mgiełki.

Aura jako żywo przypominała tę z angielskich klasyków filmowych (patrz zdjęcia 01-04). Wyspiarskiego klimatu próżno jednak w naszym miasteczku szukać. Choć... chyba nie do końca. Przechadzając się porankiem po mieście, można było wyczuć senność i tak typową dla Anglików flegmę. Nikt się nie spieszył, nikt się nie denerwował. Widać też było sporo uśmiechu na mijających się twarzach. A i Anglia ma silne związki z Namysłowem, bo przecież sporo piłkarzy i kibiców Startu na Wyspach od wielu lat mieszka. Ba, meczowe zapowiedzi jednego z nich czytać możecie każdego tygodnia! Do kompletu brakowało nam tylko luźnego bluesa. Takiego jak choćby w teledysku dolnośląskiej grupy „Centrala 57”, kapitalnie oddającego opisywany właśnie klimat. Zresztą zobaczcie sami. Ci co dotychczas kawałka nie znali, najprawdopodobniej od dziś będą go wielokrotnie odsłuchiwać. Bo warto, tak dla ucha, jak i (zwłaszcza dla) oka...

{youtube}JRCzAUicfm4{/youtube}

Wracamy na ulice naszego miasteczka. „Lokalsom” trudno znaleźć punkt odniesienia. Unikalność czują przede wszystkim turyści i osoby z zewnątrz, podkreślając wyjątkowość i różnorodność ciekawej architektury, wciśniętej między mury średniowiecznego Namysłowa. Oczywiście większość z nas wie, że pierwotna lokalizacja miasta, to Stare Miasto, gdzie znajduje się obiekt... regularnych wizyt kibiców.

No właśnie. Kierując się wczesnym popołudniem w północną część miasta (bo dla nas to zawsze będzie miasto – nie miasteczko), można się było mocno zdziwić. Niektórzy nawet przecierali oczy ze zdumienia, że na godzinę (!) przed meczem NKS-u ruch na stadionie był niczym w mrowisku.

- O co chodzi? – pytali Ci, którzy mieli w pamięci jesienną bryndzę organizacyjną. Faktycznie ich wzrok niespecjalnie korelował z umysłem. Jesienią stadion przed meczem ledwie ożywał i to dosłownie na 10 minut przed pierwszym gwizdkiem. Tymczasem teraz...

- Coś się tu się faktycznie dzieje – odpowiadali inni.

I rzeczywiście. Służba porządkowa była już na swoich miejscach (powtarzam, w Namysłowie godzinę przed meczem!), a w klubowym budynku trwały ostatnie przygotowania do zawodów. Zawodów, jakich w III lidze wiele. Wyglądało jednak na to, że nie będzie to jeden z meczów, w jakich wcześniej uczestniczyliśmy. I nie dlatego, że na namysłowskim stadionie miało zagrać kilku Brazylijczyków, Afrykanów i Ukraińców (zdjęcie 06). To akurat dla obserwatorów opolsko-śląskich rozgrywek zaskoczeniem nie jest. Słysząc nazwę „LZS Piotrówka” sympatycy futbolu na Opolszczyźnie mają przed oczami zastępy zawodników o innym kolorze skóry. Niektórzy z nich w futbolowym światku są całkiem znani, jak choćby sympatyczny Filipe z przeszłością w polskiej Ekstraklasie czy świeży trener Jean Paulista. Też Brazylijczyk. Do tego Mistrz Polski z krakowską Wisłą w 2008 roku (zdjęcie 27).

Zaskoczeniem były przede wszystkim podjęte kilka dni wcześniej kroki, zmierzające do maksymalnego nagłośnienia spotkania. Kroki działaczy oraz kibiców zachęcające do udziału w meczu. Podkreślamy: inicjatywa klubu i najzagorzalszych fanów, podjęta wspólnie. Efektem powrót na ulice samochodu z nagłośnieniem, który w dni poprzedzające spotkanie przejeżdżał po Namysłowie, informując o nim. I dosłownie „zaplakatowane” miasto (zdjęcie 05). Sporych rozmiarów arkusze przez kilka dni opanowały wszystkie możliwe miejsca ogłoszeniowe. Swoje efektowne plakaty o meczu rozwiesili kibice, przy okazji dokładając do nich plakaty klubowe. Wyglądało to imponująco. Czyli jednak można. Potrzebny był tylko dialog i wzajemne zrozumienie. Cieszy nas zbliżenie obu podmiotów, bo piłka nożna jest przede wszystkim dla kibiców. A kibice wiedzą jak podnieść na duchu piłkarzy. To taki system naczyń powiązanych. Brzmi jak fraza z chemicznego laboratorium. Czymże jest jednak futbol, jak nie... chemią trybun z boiskiem? Tę chemię później dało się zresztą odczuć. Ale do beczki miodu musimy dodać łyżkę dziegciu. Jaką? Ano taką, że podjęte z rozmachem działania informacyjne właściwie nie przełożyły się na frekwencję. 170 widzów na trybunach, to średnia, jaką do niedawna uzyskiwaliśmy bez wspomnianych nakładów pracy. Skromną liczbą osób byliśmy mocno rozczarowani. Ale to nie oznacza, że należy się poddawać. Odbudowa zaufania kibiców nie jest łatwa. Jeśli jednak poczynione zmiany i starania z każdym tygodniem będą docierać do większej liczby naszych mieszkańców, to pierwotne założenie osiągnięcia poziomu minimalnego 300 widzów są jak najbardziej w zasięgu.

Szkoda też, że najaktywniejsi fani Startu (zdjęcie 21) pojawili się w swoim sektorze w niewielkiej liczbie. Osoby postronne fakt ten mógł zaskoczyć. Ale samych zainteresowanych już nie. Ci nie ukrywali, że przyczyna jest powszechnie znana – lawina mandatów po jesiennym meczu z Szombierkami, które policja hurtowo wystawiła wszystkim dopingującym wówczas piłkarzy. Mandaty kilkusetzłotowe dodajmy, za – rzekomo – wulgarne okrzyki. Dziś spora część kibiców najzwyczajniej nie ma ochoty kolejny raz wystawiać się na celownik i ponownie odwiedzać komisariatu. I to kolejny drażliwy temat, z którym klub w najbliższym czasie musi się zmierzyć. Od niego nie da się uciec, a potrzebne jest rozwiązanie zadowalające wszystkich zainteresowanych.

Co było przyczyną, że jesienna wegetacja Startu, bryndza wręcz, tak diametralnie zmieniła oblicze? Odpowiedź znaleźliśmy w środku – znaczy w budynku. Tam niczym zjawa z miejsca na miejsce przemieszczał się Tomasz Kozan. Tak, tak, ten sam, znany kibicom Kozan. Dla jednych charyzmatyczny kapitan NKS-u i od roku jego prezes. Dla innych wygodna persona do krytyki. Ot, życie. Kozan vel „Kozi” nie jest miałki, stąd i opinie krążą o nim różne. Bronią go jednak fakty. Na boisku zawsze dawał z siebie wszystko. W roli prezesa początkowo sytuację obserwował. Dojrzał jednak do tego, żeby w styczniu postawić wszystko na jedną kartę. Wóz, albo przewóz, z naciskiem na rozwiązanie pierwsze. Blisko trzy miesiące intensywnych zabiegów o sponsorów i reformę organizacyjną w klubie, zaczyna przynosić efekty. Dziś dla kibiców może ledwie widoczne, niemniej coś się w tej materii ruszyło. Wciąż czynny piłkarz ma swoje plany i cele. I krok po kroku chce do nich dążyć. Co z tych wszystkich ambitnych pomysłów wyjdzie? Tego nie wie nawet prezes. Ale wierzy, że jego podjęta w styczniu misja zakończy się powodzeniem.

W czasie bezpośrednio poprzedzającym pierwszy gwizdek sędziego, prezes dopilnowywał wszystkiego – ochronę, kasy, zaproszonych gości, a nawet piłkarzy (w końcu wciąż jest czynnym zawodnikiem). Poniósł jednak tego konsekwencje, bo sam mecz oglądał wyrywkowo. Jak sam stwierdził: - Taka rola.

Piłkarze wynagrodzili starania prezesowi w najlepszy z możliwych sposobów. Zwycięstwem, które smakowało mu tym bardziej, że mógł je potraktować jak prezent urodzinowy (te obchodził 2 dni później). Jeden prezes był wniebowzięty, a drugi poirytowany (tu mowa o Panu Ireneuszu Strychaczu). Egzotyka poległa w starciu ze skromnością i pragmatyką. Taki jest właśnie urok sportu. Zupełnie jak na wojnie, gdzie jest tylko jeden zwycięzca. Bo jak mówią sami piłkarze: „Lepszy jeden zabity, niż dwóch rannych”.

Rannych nikt nie chciał brać w niewolę. Walka szła o pełną pulę. I wzięli ją gospodarze, po meczu, jak i w szatni nie kryjąc wielkiej radości (zdjęcia 28-29). Przeżyliśmy deja vu sprzed tygodnia. Jakże miłe deja vu. W drodze powrotnej z Jaworzna w autobusie mieliśmy jednego cichego bohatera. Zdziwicie się, ale nie był nim nikt ze strzelców goli. Tym był Marcin „Zając” Zajączkowski, klubowy DJ budujący atmosferę w drużynie. Tak ją przed tygodniem nakręcił, że chłopcy poszli za ciosem i sięgnęli po 3 punkty ponownie. A „Zając”?

„Zając” stał się „Jokerem” (zdjęcie 30), po tym jak wszedł po przerwie na boisko i zadał (decydujący, jak się okazało) cios przeciwnikowi. I jak tu nie kochać piłki nożnej czy generalnie futbolu? Takie historie są gotowym materiałem do filmu. Ale filmu o Starcie Namysłów nikt jeszcze nie nakręcił. Krok w krok za gośćmi z Piotrówki podążali natomiast przedstawiciele... Telewizji Polskiej (zdjęcie 14)! A to rejestrowali kolejne sekwencje emocji na ławce rezerwowych gości, to znów przyglądali się grze i pomeczowym rozmowom egzotycznych piłkarzom LZS-u. Kibice żywo reagowali na kamery, choć akurat czerwono-czarni byli w tym wszystkim tłem. To znaczy w założeniu mieli być tłem dla sukcesu przyjezdnych, ale jak to w piłce bywa, scenariusz nijak się miał do rzeczywistości. Ot, złośliwość i... urok futbolu. Dodajmy, że jeden reportaż o zawodnikach z Piotrówki znaleźć już można w sieci (odsyłamy na portal TVP Opole lub oficjalną stronę LZS-u). Na drugi, związany m.in. z sobotnim meczem w Namysłowie, przyjdzie pewnie trochę poczekać.

Kilka chwil po ostatnim gwizdku mina prezesa była bezcenna. Mieszanka radości i zmęczenia. Wsparcie żony i córeczki Zuzi na pewno się Panu Tomkowi przydało (zdjęcie 26), tym bardziej, że szefa czekały jeszcze obowiązki związane z „After Party”. Trudna rola, skrojona jednak na miarę człowieka chcącego dokonać w Starcie organizacyjnego przełomu.

Bo przełomem trzeba nazwać to, co działo się w ciągu tych stu kilkudziesięciu minut. Począwszy od organizacji, poprzez konkursy i zabawy w przerwie meczu dla dzieci i dorosłych. W międzyczasie mini-mecz zespołów młodzieżowych (których członkowie wcieli się w czasie mecz w rolę podających futbolówkę - zdjęcie 13) oraz... uśmiech zadowolenia kibiców opuszczających stadion. Kibiców, którzy jesienią w większości postawili na klubie i drużynie kreskę. Ale też kibiców, którzy po pierwszym domowym meczu wiosny chcą dać kredyt zaufania prezesowi, wierząc, że jesienny marazm już nigdy nie wróci.

Można odnieść wrażenie, że w Starcie Namysłów nadchodzi nowa jakość. Tak w wymiarze czysto sportowym, jak i organizacyjnym. Pozostaje trzymać kciuki, że dobry początek będzie miał swoją równie dobrą kontynuację.

Prezes i jego komanda mają nad czym pracować. Tej pracy jest jeszcze całe multum. Co jednak istotne, to praca organiczna na kilku płaszczyznach, nastawiona na efekt długofalowy. Już w poniedziałek klub zaprasza wszystkie dzieciaki na organizowany przez siebie nabór do drużyn w kategoriach 5-12 lat. To jeden z najistotniejszych elementów (od)budowy futbolowej układanki NKS-u. O projekcie „Akademia Czerwono-Czarnych” lada moment napiszemy więcej, niemniej już teraz zachęcamy do śledzenia portalu, a także poniedziałkowej wizyty na stadionie z dziećmi chętnymi do gry w piłkę nożną. Dajmy swoim pociechom szansę na nawiązanie nowych znajomości, zdrowy tryb życia, a przede wszystkim możliwość realizacji często głęboko ukrytej pasji.

Równie mocno zapraszamy też pojutrze na kolejny ligowy mecz. Tym razem do Namysłowa przyjedzie Swornica Czarnowąsy, najlepszy obecnie III-ligowiec Ziemi Opolskiej. Mamy nadzieję, że i tym razem kibice przeżywać będą emocje. Koniecznie przekażcie swoim znajomym, że Stadion Sportowy między godziną 16-tą, a 18-tą znów będzie tętnił życiem. Na kibiców ponownie czekał będzie catering m.in. ze smaczną kiełbaską z grilla. Dorośli i dzieci będą mieli okazję uczestniczyć w konkursie z nagrodami niespodziankami, czekającym nas w przerwie meczu. Nowością będą natomiast atrakcje dla najmłodszych, czyli dmuchana zjeżdżalnia (!), trampolina i popcorn. Zabierzcie na mecz dzieciaki i powiążcie dwa w jednym. Starsi obejrzą mecz, a młodsi wyszaleją się na swoich ulubionych mega-zabawkach.

Czego chcieć więcej? Sukcesów drużyny, postępu klubu oraz uśmiechów kibiców. Dwa mecze, to dopiero początek (miejmy nadzieję) lepszych czasów dla „Legendarnych Czerwono-Czarnych”. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
3 Komentarze | Dodaj własne
  • Fajnie to wszystko wygląda . Może znów będzie głośno o Starcie jak za dawnych czasów. Życzę wszystkim powodzenia , i wszystkim kibicom którzy wspierają lokalny klub! Należy się pochwała i duże piwo dla chłopaków którzy to wszystko zoorganizowali.. Oby tak dalej Hej Start!

    Lubię 0 Krótki URL:
  • Szczere słowa pochwały dla osób które przyczyniły się do poprawy organizacji meczu na duży plus sposób samochód zapraszajacy w tygodniu na mecz i duża ilość plakatów informujacych na mieście, drugi plus to poprawa nagłośnienia na stadionie dwóch spikerów , jeden z poczuciem humoru prowadzący zabawy i konkursy dla kibiców,kolejny plus ogródek z grillem i z piwkiem / który moze nie cieszył sie dużym zaintersowaniem ale myśle że z kazdym meczem bedzie miał coraz więcej klientów,kolejny ciekawy i zauważony pomysł to rozmieszczenie reklam naszych nielicznych na chwile obecna sponsorów sa czytelne i skierowane ku głównej trybunie.Fajnym pomysłem jest przyciaganie i atrakcje dla najmłodszych może tym sposobem część tym dzieciakom sposobem spodoba się atmosfera na stadionie i w przyszłości bedzie kibicem Start-u, lub trafi do naszej akademi dla najmłodszych.Napewno minusem jest niska frekwencja na pierwszym meczu,myśle że z każdym meczem będzie ich więcej ale do tego muszą przyczynić sie sami piłkarze wygrywając swoje mecze i żeby stałym na wyższym poziomie jak ten ostatni to wtedy kibice bedac wracać na Ul.Puławskiego.Moim pomysłem na przyciągniecie kibiców jest rozdanie darmowych voucherów do namysłowskich zakładów pracy,a w przyszłości gdyby to się sprawdziło to może zakłady pracy finansowałyby dla swoich pracowników karnety z funduszu socjalnego.

    Lubię 0 Krótki URL:
  • Świetny artykuł, aż chciało się czytać ;]
    Jeśli chodzi o jesienną sraczkę POlicji, to faktycznie, miała ona wpływ na naszą liczbę w młynie. Pozostali najwierniejsi, którzy nie raz mieli podobne problemy i nigdy się nie ugną. Miejmy nadzieję, że z meczu na mecz najzagorzalszych kibiców zacznie przybywać i znów powrócą dobre czasy :)
    Gratulacje dla Koziego za upór i zaangażowanie w sprawy Startu. Uważam, że jest to odpowiednia osoba na odpowiednim stanowisku.
    Brawa również dla piłkarzy za walkę do samego końca!
    HEJ Start!

    Lubię 0 Krótki URL: