Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Dwa bieguny

Odsłony: 8430

Patrząc na ostatnie dokonania zawodników czerwono-czarnych, aż ciśnie się na usta potoczne powiedzenie: „Jak nie idzie, to nie idzie”. Komplet porażek

w 6-ciu ostatnich meczach o punkty, to wynik dramatyczny. To właściwie katastrofa, która w normalnych warunkach pewnie skutkowałaby emocjami wśród członków Zarządu i nerwowym rozglądaniem się za nowym trenerem. Tymczasem w przypadku Startu Namysłów jest jedno zasadnicze „ale”. Trenera Kowalczyka trudno rozliczać za wyniki, gdy klub ledwie wiąże koniec z końcem, nie ma pieniędzy na nic, a dodatkowo piłkarze w bardzo skromnej liczbie zjawiają się na treningach. Właściwie trudno nawet mówić o prowadzeniu treningów o jakimkolwiek charakterze. Zespół nie może normalnie trenować choćby stałych fragmentów gry (od kilku tygodni sprawę utrudnia niewielkie boisko jednego z namysłowskich „Orlików”, gdzie zespół zmuszony jest trenować po zmroku), nie wspominając o pracy nad poszczególnymi formacjami i praktycznego wdrażania założeń taktycznych. Nie ma ludzi i nie ma z kim trenować. A nasz coach nie ma nawet atutów (finansowych) w ręku, którymi mógłby piłkarzy dyscyplinować. Pozostaje mu właściwie dżentelmeńska umowa z zawodnikami.

Obecny stan z każdym miesiącem jest coraz bardziej uciążliwy. W tej sytuacji cała nadzieja w Zarządzie, który być może znajdzie wreszcie sponsora zdolnego zasypać poważny „dół” finansowy w klubie. W innym wypadku najbliższa zima może być w Starcie naprawdę sroga. I nie mamy tu wcale na myśli ujemnych temperatur...

Wymowny jest fakt, że o złej kondycji organizacyjno-finansowej klubu piszemy od dłuższego czasu, a w ostatnim czasie nie ukrywają tego w rozmowach z nami także trener i piłkarze. Nie oznacza to wcale, że zespół zamierza się poddać. Owszem, obecna „bryndza” niczego konstruktywnego nie wnosi, ale chłopcy znają temat od podszewki i wiedzą, że teraz muszą liczyć przede wszystkim na siebie. Oby wytrzymali tę sytuację i doczekali wreszcie promyka nadziei na lepsze jutro.

Promyki na odwrócenie złej serii pojawiają się w każdym meczu, ale nijak nie mają przełożenia na zdobycz punktową. A przed sobotą widok ten jest tym bardziej mglisty. Zagramy bowiem z częstochowską Skrą, zdecydowanym liderem grupy północnej, jak i żelaznym faworytem do końcowego triumfu w III lidze. To dziś dwa kompletnie skrajne bieguny w wydaniu opolsko-śląskim. Obszerną zapowiedź przedstawiamy w innym materiale, natomiast tu chcielibyśmy się skupić na historii gier między jedenastkami Startu i „Skrzaków”. Choć meczów z udziałem obu drużyn nie było zbyt wiele, to jednak mamy co wspominać.

Premierowa potyczka na linii Namysłów – Częstochowa nastąpiła 15 sierpnia 1992 roku. Jako beniaminek (i zdecydowany lider) ligi międzywojewódzkiej, ze Skrą zmierzyliśmy się w 7. serii rozgrywek. Czerwono-czarni zdemolowali wówczas „Skrzaków” pod Jasną Górą aż 6-0! Hat-trickiem popisał się wychowanek Krzysztof Janus, a świetną grę naszego „Dream Teamu” oglądało – uwaga – aż 200 kibiców Startu! Dziś taka liczba odbiłaby się pewnie echem po całym kraju... Trzeba jednak wiedzieć, że był to początek ruchu kibicowskiego w Namysłowie, a na wyjazdy jeździli dosłownie wszyscy. Począwszy od dopingujących fanów, a skończywszy na kobietach i dzieciach. To były naprawdę sympatyczne, pozbawione „specjalizacji” w klimacie kibicowskim czasy.

Namysłowski rewanż nie miał wielkiej historii. Oczywiście faworyt był tylko jeden i z zadania się wywiązał. Przy Pułaskiego pokonaliśmy Skrę 1-0, a „złotego gola” zapisał na swoim koncie kolejny wychowanek, Wojciech Krzak. Dodajmy, że mecz ten odbył się w „Święto Pracy” roku 1993, a półtorej miesiąca później czerwono-czarni świętowali historyczny awans do III ligi śląskiej (wówczas klasa rozgrywkowa nr 3 – przyp. aut.).

Po tym dwumeczu we wzajemnych kontaktach nastąpiła bardzo długa przerwa. Dopiero w sezonie 2011/12 Start i Skra miały okazję do ponownych konfrontacji. Na przestrzeni 19 lat wiele się działo. Czerwono-czarni rywalizowali na zapleczu Ekstraklasy, podczas gdy ekipa ze Świętego Miasta znalazła się na opłotkach poważnego futbolu, rywalizując głównie w klasie A. Straciła też… stadion, który znajdował się tuż pod Jasną Górą. Zapał kilku zdeterminowanych osób sprawił jednak, że mozolnie odbudowano tam potencjał i krok po kroku Skra wdrapywała się na kolejne szczeble, choć już pod innym adresem. Nasze drogi skrzyżowały się jesienią 2011, z tą różnicą, że faworytami byli już biało-niebiesko-czerwoni. W sierpniu dużo wyżej notowani częstochowianie nie zawiedli, wygrywając ze Startem 2-1. Zwycięstwo nie przyszło im jednak łatwo, bowiem to nasz zespół jako pierwszy objął prowadzenie. Ciekawostką były okoliczności rozegrania meczu, który zaczął się z 47-minutowym opóźnieniem. Zamieszanie z „obsuwą” powstało dlatego, że do Częstochowy nie dojechała wyznaczona przez Kolegium Sędziów trójka arbitrów i w ich miejsce awaryjnie zorganizowano trójkę zastępczą (w roli rozjemcy głównego zobaczyliśmy prezesa Częstochowskiego Okręgowego ZPN).

Przed rewanżową grą nikt nie dawał ekipie Bogdana Kowalczyka najmniejszych szans choćby na 1 punkt. Tym bardziej, że częstochowianie znajdowali się w ścisłym czubie tabeli, wciąż będąc w grze o awans. Nasz zespół zamykał natomiast tabelę z dramatycznym dorobkiem 8 punktów zdobytych w 18-tu meczach (Skra miała ich wówczas 30). Że nie wspomnimy o tym, że w dniu zawodów czerwono-czarni pozostawali od 290 dni bez zwycięstwa w oficjalnym meczu (a na własnym boisku od 322 dni!). Gdy po przerwie goście objęli prowadzenie, wydawało się, że jest już po meczu. Tymczasem między 79’, a 88’ Start strzelił 3 bramki i sensacyjnie „Skrzaków” pokonał (3-1). Faktem jest, że nasz zespół strzelił rywalom bramki, gdy Ci grali już w 9-tkę. Z boiska usunięci zostali Mateusz Woldan (a więc aktualny lider klasyfikacji strzelców w grupie północnej – 11 goli) oraz Kamil Groborz (piłkarz, który w ostatnią niedzielę nie strzelił nam w Gliwicach karnego, ale później doprowadził do wyrównania). Wydarzeniem tego spotkania był niecodzienny gol Józefkiewicza, strzelony z... 70 metrów! W praktyce „Józek” wybijał piłkę „na uwolnienie” spod własnego pola karnego. Ale mocno uderzona piłka wpadła idealnie pod poprzeczkę bramki ekipy z Częstochowy! Zwycięstwo ze Skrą było impulsem, który w ostatecznym rozrachunku dał nam utrzymanie.

Data Historia meczów NKS Start - Skra Cz-wa
(w nawiasie autorzy goli)
Wynik Rozgrywki
19.09.1992 Skra Częstochowa - NKS Start
(Janus 3, Medyk, Budziszewski, Bonia)
0-6 klasa MW (4)
01.05.1993 NKS Start - Skra Częstochowa
(Krzak)
1-0 klasa MW (4)
27.08.2011 Skra Częstochowa - NKS Start
(Kozieł 45+1'g, Gliński 56'g - P.Pabiniak 26')
2-1 III liga (4)
14.04.2012 NKS Start - Skra Częstochowa
(Samborski 79', P.Pabiniak 84',
Józefkiewicz 88' - Gliński 53'k)
3-1 III liga (4)
03.11.2012 Skra Częstochowa - NKS Start
(Łątka 23's, Gliński 61', Sobala 76', Zajączkowski 83's - Samborski 56')
4-1 III liga (4)
19.06.2013 NKS Start - Skra Częstochowa
(Biliński 9’g, Wilczyński 33’g, Krystian Błach 90+5’ – Jean Paulista 28’g, Niedbała 60’)
3-2 III liga (4)
17.08.2013 Skra Częstochowa – NKS Start
(Sobala 24’g, 80’, Woldan 68’k, 90+4’k)
4-0 III liga (4)
02.11.2013 NKS Start – Skra Częstochowa ??? III liga (4)
 
UWAGA: po nazwie ligi podano numer klasy rozgrywkowej w Polsce (w nawiasie)


Bilans ligowych gier:
NKS START - Skra Częstochowa
Mecze Z R P Bramki
DOM 3 3 0 0 7-3
WYJAZD 4 1 0 3 8-10
RAZEM 7 4 0 3 15-13

W listopadzie 2011 r. ponownie zawitaliśmy do Częstochowy, już na popularną „Loretę” (z uwagi na remont obiektu, rok wcześniej mecz Skra – Start odbył się przy ul. Powstańców). Gospodarze udźwignęli brzemię faworyta i nie dali NKS-owi zbyt wielkich szans, pokonując go aż 4-1. Przeciwnicy objęli prowadzenie w I połowie, tymczasem niedługo po zmianie stron Samborski dał nam wyrównanie. Zakiełkowała w nas wówczas nadzieja, że uda się sprawić niespodziankę. Z remisu cieszyliśmy się jednak tylko 5 minut. Skra strzeliła w sumie cztery gole, z czego dwa, to trafienia samobójcze (Łątki i Zajączkowskiego).

Mecz w Namysłowie odbył się w przedostatniej kolejce sezonu 2012/13. I jak do tej pory, dostarczył kibicom największych emocji oraz dramaturgii. Zaczęło się bardzo nietypowo, gdyż Skra przywiozła na mecz „drugi garnitur”. Powodem był mało fortunny przepis, mówiący o tym, że zawodnik, który rozegra oficjalny mecz w wymiarze większym niż 45 minut, nie ma prawa zagrać w meczu rozgrywanym… dobę później! A że częstochowianie we wtorek rywalizowali w finale śląskiego Pucharu Polski (wygrali 1-0 z Rekordem Bielsko-Biała), to we środę zmuszeni byli przywieźć absolutnie eksperymentalny skład! Dość powiedzieć, że na ławce przebywało raptem dwóch graczy, a czterech z nich w ostatniej chwili zostało dodatkowo zgłoszonych do gry! W ten sposób pojawiła się nadzieja, że topową ekipę III ligi można jednak pokonać. Już w 9’, po precyzyjnym dograniu z kornera i główce Bilińskiego, objęliśmy prowadzenie. Wyrównał Brazylijczyk Jean Paulista, lecz jeszcze przed przerwą – znów po kornerze – Start ponownie prowadził. Po godzinie gry do remisu doprowadził Niedbała i wtedy właśnie częstochowianie poczuli, że mimo zupełnie anonimowego składu, są w stanie pokusić się o pełną pulę. Do ostatnich minut żadnej z ekip nie udawało się zadać decydującego ciosu. Gorzej, że w 89’ za drugi żółty kartonik zszedł Szpak, a w 90+4’ taka sama kara spotkała Samborskiego. Start został więc w 9-ciu na murawie, tymczasem tylko zwycięstwo przedłużało nasze szanse na pozostanie w III lidze. I stał się cud! W 90+5’ piłkę źle wybił Woszczyna i ta spadła pod nogi znajdującego się na 40-tym metrze Krystiana Błacha. Jeden z bliźniaków wymanewrował próbującego go zastopować defensora, po czym uderzył na bramkę. Wydawało się, że piłka leci całą wieczność. Nic to jednak, skoro zatrzymała się dopiero w siatce!!! Ostatecznie wygraliśmy ze Skrą 3-2, co tydzień później okazało się sukcesem na wagę upragnionego zachowania III ligi.

Siódmy i ostatni do tej pory pojedynek miał miejsce w sierpniu br. Skra wygrała pewnie i zdecydowanie 4-0, choć trzeba przyznać, że do przerwy nasz zespół napsuł hegemonowi sporo krwi. Chłopcy ofiarną grą w destrukcji przypłacili utratę sił i od 68’ gospodarze dołożyli jeszcze 3 trafienia. Warto wspomnieć, że w meczu tym arbiter podyktował aż 3 rzuty karne, co nie zdarza się często. Inna sprawa, że do żadnego z nich nie mogliśmy mieć pretensji, co ostatnio stało się swoistą „modą”. Każda jedenastka dla „Skrzaków” dosyć szeroko komentowana jest w mediach elektronicznych. A prawda jest taka, że mając szybkich i doświadczonych skrzydłowych, zespół ten bardzo często gości w polu karnym rywali. A stąd już tylko krok do popełnienia błędu. Wracając do meczu, to i tak mógł on się zakończyć wyższym pogromem, ale jednej jedenastki rywale nie wykorzystali.

Przypomnienie spotkań z częstochowianami ma przede wszystkim na celu podbudowanie naszych chłopców. Chcieliśmy im odświeżyć pamięć, że w ostatnich latach ze Skrą – mimo iż ta zawsze jest zdecydowanym faworytem – toczymy dramatyczne, ale i zwycięskie pojedynki. Fakty nie kłamią: biało-niebiesko-czerwoni trzykrotnie wizytowali Namysłów i zawsze przegrywali! Dlatego mimo kolosalnej różnicy punktowej w tabeli, nie zamierzamy skazywać Start na porażkę. Nie zamierza tego robić również trener Jan Woś, który zapytany w tygodniu o końcówkę tegorocznej jesieni, dziennikarzowi portalu SportowaSilesia.com dał wyraźnie do zrozumienia, że stadion w Namysłowie, to bardzo ciężki teren. Zresztą oddajmy głos naszemu bohaterowi:

„(…) SportowaSilesia.com: - Czy zgodzi się pan ze stwierdzeniem, że teraz czeka was lżejszy mecz ze Startem Namysłów, a później przyjdą dwa trudne z Ruchem II Chorzów i Polonią Łaziska Górne?

Jan WOŚ: - Nie zgodzę się. Właśnie tego najbliższego meczu ze Startem w Namysłowie obawiam się najbardziej. Tamtejszy stadion jest dla mnie wyjątkowo nieszczęśliwy. Jako trener Skry przegrałem tam już dwa razy. Wiosną 2012 roku kończyliśmy mecz w 9-ciu i po golach straconych w ostatnich 11 minutach przegraliśmy 1:3. A wiosną tego roku, chociaż to namysłowianie kończyli mecz w 9-tkę, wygrali z nami 3:2 zdobywając zwycięską bramkę w ostatnich sekundach. Dlatego uważam, że to jest najtrudniejszy mecz na finiszu rundy jesiennej. (…)”

Jeśli do dziś ktoś był niezdecydowany, czy zawitać w sobotę na mecz NKS-u z częstochowską Skrą, to po naszej prezentacji (a dodatkowo wypowiedziach szkoleniowca gości) nie powinien mieć żadnych wątpliwości. Zdecydowanie namawiamy wszystkich kibiców, aby w sobotę o 13-tej zawitali na Pułaskiego. Emocji i bramek z pewnością nie zabraknie. Oczywiście trzeba mieć nadzieję, że czerwono-czarni podtrzymają domową passę ze „Skrzakami” i po meczu odtańczą szaleńczy taniec radości. To będzie ekstremalnie trudny egzamin, ale w końcu w piłce „Niemożliwe nie istnieje”. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy