Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

ARCHIWUM

Naprawdę nieWesoła sytuacja

Odsłony: 20486

Każda seria ma swój koniec. Przed sobotnim spotkaniem z Górnikiem Wesoła liczyliśmy na to, że nasza niechlubna bessa ośmiu kolejnych przegranych w III-ligowych grach,

w ostatni ligowy weekend 2013 roku zostanie przerwana. Zadanie wydawało się trudne, bo goście to przecież aktualny wicelider grupy północnej. Mieliśmy jednak świadomość, że do liderującej Skry trochę przeciwnikom brakuje. Niestety, nasze nadzieje okazały się płonne. Przyjezdnym na przeszkodzie w odniesieniu efektownego zwycięstwa nie stanęły nawet problemy z autokarem (przez co mecz rozpoczął się z 15-minutowym opóźnieniem).

W pierwszych dwudziestu minutach spotkania więcej z gry mieli faworyzowani goście. Już w 69 sekundzie, przy nieco większym szczęściu, mogli objąć prowadzenie. Kąśliwą centrę z kornera tuż przed bramkę naszego zespołu posłał Stokłosa, a na bliższym słupku zagrania nie sięgnął jeden z jego kolegów. Do piłki niespodziewanie nie wyszedł też Kuleszka i „skóra” nieznacznie minęła drugi ze słupków. Kolejne zagrożenie ze strony rywali odnotowaliśmy w 9'. Naszej defensywie urwał się wówczas A.Lesik. Wpadł z futbolówką w pole karne, gdzie tuż przy linii końcowej odważnym wślizgiem został zastopowany przez Żołnowskiego.

Tak czujna nasza obrona nie była natomiast w 11'. Smarzyński znalazł się z piłką w odległości 25 metrów od namysłowskiej bramki i – przy biernej postawie defensorów – kropnął nie do obrony. „Kula” tuż przy słupku wpadła do siatki, a Kuleszka mógł ją tylko odprowadzić wzrokiem.

Po zdobyciu bramki górnicy nieco uspokoili grę. Z tego też względu przez kilka minut obserwowaliśmy głównie walkę w środku pola. Zdarzało się, że zawodnicy obu drużyn nie przebierali w środkach. Najlepszy tego przykład mieliśmy w 22', kiedy to nieźle zapowiadający się kontratak czerwono-czarnych, brutalnym wślizgiem (od tyłu na nogi Szpaka) zastopował Sarzała. Kompletnie w tej sytuacji pogubił się arbiter, który nie dość, że nie ukarał zawodnika wicelidera co najmniej żółtą kartką, to jeszcze – za protesty – „żółtkiem” obdarował Bonara. Niestety, nie była to jedyna dziwna decyzja sędziego w tym fragmencie gry.

W 25' przed szansą na podwyższenie prowadzenia stanęli goście. Z boku szesnastki Smarzyński ograł Zalwerta, po czym już w polu karnym z bardzo ostrego kąta przeniósł futbolówkę nad poprzeczką. Cztery minuty później, w środkowej strefie boiska, w nieprzepisowy sposób powstrzymywany był Zalwert. Prowadzący zawody przyznał nam rzut wolny i ukarał poszkodowanego za… niesportowe zachowanie (domaganie się kartki dla przeciwnika). W 31' kolejną okazję stworzyli sobie podopieczni Sebastiana Goldy. Już z szesnastki na 7 metr piłkę zacentrował Stokłosa, a tam niecelną „główką” akcję sfinalizował A.Lesik.

Okres pomiędzy 37', a 40' zdecydowanie należał do naszych zawodników. We wspomnianej 37' Bonar, po podaniu Zajączkowskiego, z 16 metrów kąśliwym uderzeniem z woleja sprawdził Tomaszewskiego. Etatowy golkiper Górnika zdołał odbić uderzenie do boku. Na to już czekał Samborski, który momentalnie doskoczył do piłki. Nie było mu jednak dane doprowadzić do wyrównania, gdyż arbiter boczny dopatrzył się w tej sytuacji pozycji spalonej naszego snajpera. 39' przyniosła szybką kontrę namysłowian. Rozprowadzający akcję Zajączkowski przytomnie zagrał na lewo do znajdującego się tuż przed polem karnym Bonara. Kapitan NKS-u, po otrzymaniu futbolówki, zdecydował się odegrać do obiegającego go Łątki, który z ostrego kąta huknął nad poprzeczką. 60 sekund później obok słupka piłkę z 18 metrów posłał z kolei Zajączkowski.

Biorąc pod uwagę, że niewykorzystane okazje lubią się mścić, w 44' przyjezdni po raz drugi trafili do bramki Kuleszki. Trzeba jednak w tym momencie przyznać, że ten ostatni – do spółki z Zalwertem – bardzo im w tym pomogli. Damian zdecydował się wycofać piłkę do Pawła. Zrobił to jednak zbyt lekko i (blisko linii szesnastki) czujny Smarzyński wyłuskał „skórę” spod nóg naszego golkipera. Później, biorąc pod uwagę pustą bramkę, pozostało mu już tylko dopełnić formalności. Czerwono-czarni starali się odpowiedzieć w ostatniej minucie pierwszej części gry, jednak strzał Bonara z pola karnego padł łupem Tomaszewskiego.

Na drugą połowę przyjezdni mogli już wyjść w miarę spokojnie. Dwubramkowe prowadzenie zapewniało im spory komfort. Nie musieli też forsować tempa gry. Już w 47' mogli zakończyć emocje w tym spotkaniu. Po centrze z boku Stokłosa uderzeniem głową trafił jednak w Kuleszkę. Następne kilkanaście minut nie przyniosło klarownej okazji dla którejkolwiek ze stron. Oglądaliśmy za to zażartą walkę w środku pola.

W 61' strzelecki impas przełamał P.Pabiniak, który na placu gry pojawił się trzy minuty wcześniej. Zza pola karnego uderzył po ziemi. Na posterunku był jednak Tomaszewski, który spokojnie poradził sobie z zagrożeniem. W odpowiedzi bardzo niebezpiecznie głową przymierzył Smarzyński. Jeszcze lepiej spisał się jednak Kuleszka, który zdołał nawet złapać futbolówkę. Kolejną akcję w 65' bardzo nieprecyzyjnym uderzeniem sfinalizował z kolei A.Lesik.

W szesnastce Górnika poważnie zakotłowało się w 66'. Na dośrodkowanie z bocznego sektora zdecydował się Bonar. Zagranie na dalszym słupku natychmiastowym uderzeniem zamknął P.Pabiniak. Tomaszewski odbił strzał. Do piłki doskoczył jeszcze Samborski, którego próba, po odbiciu się od defensora, opuściła linię końcową. Z kornera zacentrował Szpak, a do dośrodkowania wyskoczył Zalwert i Buchcik. Ostatecznie „kula” po odbiciu się od pleców tego ostatniego ponownie opuściła plac gry. Po kolejnym rzucie rożnym niezłą „główką” popisał się Zajączkowski, jednak Tomaszewski odbił strzał przed siebie. Wślizgiem futbolówkę do bramki starał się jeszcze wepchnąć P.Pabiniak, ale Tomaszewski był nieco szybszy i ostatecznie nasz napastnik trochę poturbował golkipera Górnika.

Zamiast bramki kontaktowej, w 70' obejrzeliśmy trafienie nr 3 dla gości. Zalwert we własnym polu karnym sfaulował Pawła Lesika. Karę precyzyjnym uderzeniem z 11 metrów wymierzył zaś Adrian, drugi z braci Lesik. W 73' powinniśmy (wręcz musieliśmy) w końcu trafić do bramki Tomaszewskiego. Łątka z lewej strony zagrał w pole karne, gdzie Samborski idealnie odegrał piłkę Smolarczykowi. Ten ostatni zaś w wybornej okazji uderzył z 7 metrów nad poprzeczką. W 77' Tomaszewski złapał futbolówkę po „główce” Zalwerta, który tym samym wykończył dośrodkowanie Szpaka z rzutu rożnego.

W 85' górnicy cieszyli się z gola po raz czwarty. Trzeba przyznać, że było to najładniejsze trafienie spotkania. Siwek z 16 metrów kropnął nie do obrony. Piłka trafiła w poprzeczkę, odbiła się murawy i wpadła do bramki Kuleszki. Rywale „poczuli krew” i jeszcze mocniej nacisnęli Start. W 88', po rzucie wolnym, Sarzała główkował jeszcze niecelnie. Minutę później Stokłosa dopełnił już jednak dzieła zniszczenia. Z pola karnego z nie najłatwiejszej pozycji (ostry kąt) strzelił po ziemi. Sytuację próbował ratować Lizak, jednak jego wślizg na niewiele się zdał i piąta bramka dla Górnika stała się faktem. O honorowe trafienie w 89' starał się jeszcze Samborski, ale jego próba lobowania bramkarza minęła poprzeczkę z niewłaściwej strony. Boiskowe wydarzenia zakończyło zaś niecelne uderzenie Stokłosy z rzutu wolnego (z 25 metrów).

Przełamania Startu Namysłów nie było. Jesień zakończyliśmy w fatalnych nastrojach. Wicelider z Wesołej wygrał zasłużenie. Tyle tylko, że zdecydowanie zbyt wysoko. Różnica pięciu bramek wskazywałaby na to, że goście przejechali się po nas niczym walec. Nijak ma się to jednak do tego, co zobaczyliśmy wczoraj przy Pułaskiego 5. Owszem, górnicy byli lepsi, ale przez większość spotkania podopieczni Bogdana Kowalczyka prowadzili z nimi wyrównaną walkę. Mieliśmy nawet kilka niezłych okazji do zdobycia bramki. Zresztą po spotkaniu przyznał to nawet trener Górnika. Błędy indywidualne w defensywie oraz brak skuteczności okazały się jednak dla czerwono-czarnych po raz kolejny zabójcze.

Efektem końcowym jest dziś naprawdę nieWesoła sytuacja ekipy Bogdana Kowalczyka. Przegraliśmy dziewięć kolejnych III-ligowych gier. Zanotowaliśmy przy tym kompromitujący stosunek bramkowy. Zdobyliśmy raptem 3 bramki, podczas gdy straciliśmy ich aż 32. Mogłoby się wydawać, że dobrze się stało, iż ligowa jesień już się dla nas zakończyła. Mamy jednak mieszane uczucia. Biorąc pod uwagę, że na każdym polu jesteśmy obecnie w stanie rozkładu (organizacyjnym, finansowym, ale też sportowym), zima dla naszego klubu może okazać się zabójcza. Oczywiście, nadzieja umiera ostatnia itd., ale przesłanek do urzędowego optymizmu jest – niestety - coraz mniej. Pobożne życzenia to jedno, ale możliwości i chęci, to druga strona medalu. Tych ostatnich zaś, poza kilkoma wyjątkami, ostatnio nie zaobserwowaliśmy. [MW]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy