Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

ARCHIWUM

Waleczni, lecz nieskuteczni

Odsłony: 18223

Niedzielna potyczka w Gliwicach powinna być dla naszych piłkarzy sportowym „wyrzutem sumienia”. Tego dnia namysłowski Start w rywalizacji z rezerwami

ekstraklasowego Piasta pokazał się z dobrej strony (zresztą, który to już raz?). Wydawało się, że walka i rozsądek na boisku wreszcie przyniosą punktowy efekt. Tymczasem w końcówce spotkania nasz zespół zaprzepaścił wcześniejsze 80 minut ciężkiej pracy na boisku. Po meczu na twarzach naszych piłkarzy żal mieszał się ze złością. Chłopcy wiedzieli jednak, że pretensje o wynik mogą mieć tylko do siebie. Jeśli bowiem przy własnym prowadzeniu nie wykorzystuje się kilku „setek” na jego podwyższenie, to trudno liczyć tylko na piłkarskie szczęście. A to, jak wiemy, w ostatnim okresie ewidentnie czerwono-czarnym nie sprzyja.

Początkowe minuty sympatycy jedenastki gospodarzy oglądali z lekkim niedowierzaniem. Nastąpić miało szybkie narzucenie własnych warunków gry przez grającego technicznie Piasta, tymczasem na nierównym boisku namysłowianie nie dali się zdominować. Spokojnie podjęli walkę w środkowej strefie i jako pierwsi podeszli pod bramkę przeciwnika. W 3’ Bonar przedarł się w pole karne, lecz jego uderzenie po ziemi minęło „długi słupek”. W 8’ atak prawą flanką uderzeniem sprzed szesnastki próbował sfinalizować Biliński. Kamil został jednak zablokowany i piłka powędrowała poza linię końcową. Kilkanaście sekund później na obiekcie „Carbo” zapanowała konsternacja, po tym jak Start egzekwował rzut rożny. Sprytne rozegranie go przez Kamila Błacha spowodowało, że znajdujący się w lewym sektorze boiska Szpak miał sporo czasu i miejsca aby dośrodkować piłkę. „Szpaku” zdecydował się jednak na uderzenie z dosyć dużego kąta, a piłka – ocierając się jeszcze od pleców jednego z rywali – wylądowała w okienku bramki Freitaga! Radość z gola była wielka, bowiem poprzednio nasz zespół takiej sztuki na obcym terenie dokonał 79 dni temu (w meczu inaugurującym sezon, gdy zremisowaliśmy 1-1 w Radzionkowie – przyp. aut.).

Oszołomieni piłkarze Piasta przez moment rzucili się do ataku, ale poza niecelnym strzałem Dočekala z rzutu wolnego niewiele wskórali. Start pozwalał grać rywalowi, tyle, że gdy ten zbliżał się na 40-ty metr, chłopcy momentalnie doskakiwali do zawodnika mającego w danym momencie piłkę. W 17’ K.Żołnowski przedarł się prawą flanką, a jego dośrodkowanie głową próbował sfinalizować Hałgas. Strzelił jednak po długim słupku niecelnie, w czym pomógł mu też naciskający go Zalwert. Za chwilę (18’) pod namysłowską bramką było sporo smrodu, gdy Łątka dał się uprzedzić atakującemu K.Żołnowskiemu. Zawodnik miejscowych pomknął na bramkę, jednak w decydującym momencie (akcja „1 na 1”) górą był skutecznie interweniujący Kuleszka.

W 19’ czerwono-czarni powinni podwyższyć prowadzenie. Wówczas po szybkim wyjściu z własnej połowy i kiksie stopera, przed bramkarzem znaleźli się Samborski z Kamilem Błachem. Rafał mógł zrobić z piłką wszystko, przede wszystkim uderzać na bramkę leżącego już Freitaga. Wybrał jednak podanie do jednego z bliźniaków. A że fatalnie przy tym skiksował, to i bramkarz Piasta zdołał piłkę zatrzymać. W odpowiedzi (22’) Murawski miał dużo czasu i miejsca, aby ostro uderzyć z lewego narożnika szesnastki. Kuleszka zdołał jednak w porę zareagować, z trudem odbijając piłkę poza linię końcową. Trzy minuty później (25’) Kamil Błach oraz Łuszcz zderzyli się głowami. Moment starcia wyglądał bardzo groźnie, choć po kilku chwilach obaj zawodnicy mogli kontynuować grę.

Gliwiczanie nie mieli specjalnego pomysłu na zaskoczenie Startu. Stąd częste w ich wykonaniu próby strzałów z dystansu. W ten sposób (25’) nasi obrońcy najpierw zablokowali uderzenie K.Żołnowskiego, natomiast po chwili z tego samego miejsca (lewy narożnik pola karnego) nieudaną próbę podjął Hałgas.

Smród wyczuwalny był pod bramką Piasta w 32’. Wtedy to korner na dwa razy wykonał Szpak. Za drugim razem ładnie „nawinął” próbującego przeszkodzić mu defensora, po czym wyłożył piłkę nabiegającemu Samborskiemu. Niestety, „Sambor” na 10-tym metrze skiksował i dobra okazja przepadła.

Golem zapachniało też w 34’, choć tym razem akcja miała miejsce pod świątynią Kuleszki. Łuszcz spod linii końcowej dograł futbolówkę do K.Żołnowskiego, który będąc na krótkim słupku, z 6-ciu metrów uderzył bardzo mocno. Na szczęście dla nas, posłał ją… w chmury. Niedługo potem (36’) po zagraniu z głębi pola, Dočekal zdołał obrócić się z piłką w lewym narożniku pola bramkowego, ale źle uderzył i mógł tylko mocno westchnąć. Między 41’, a 43’ miejscowi dwukrotnie wykonywali rzut wolny sprzed szesnastki. W obu jednak przypadkach namysłowski „Dudek” ruszał w gąszcz zawodników, pewnie wyłapując „kulę”. Nasz zespół mógł poważnie zagrozić Freitagowi w 44’, lecz złe przyjęcie piłki przez Samborskiego tej szansy nas pozbawiło. Nerwowi gliwiczanie i tak jednak popełnili błąd, ekspediując „skórę” poza linię końcową. Za moment zrobiło się na murawie nerwowo. Dwa szybkie podania spowodowały, że czerwono-czarni wyszli z kontrą, po której na 17-tym metrze do piłki równocześnie doskoczyli Freitag z Krystianem Błachem, po czym obaj padli na murawę. Stykową sytuacją arbiter „zagotował” nieco naszych graczy, domagających się odgwizdania faulu i czerwonej kartki dla golkipera. Z wysokości trybun odnieśliśmy jednak wrażenie, że bramkarz Piasta interweniował ułamek sekundy wcześniej, niż złapał „kontakt” z naszym pomocnikiem.

Już w przedłużonym czasie gry (45+2’) piłkę z autu wrzucił w szesnastkę Zalwert, a na kąśliwy strzał z obrotu zdecydował się Kamil Błach. Kąt był jednak zbyt ostry, aby zaskoczyć dobrze dysponowanego tego dnia Freitaga.

Pierwsze 45 minut upłynęło pod znakiem wyrównanej gry. Z tą jednak różnicą, że namysłowianie mogli, a wręcz powinni (Samborski) podwyższyć skromne prowadzenie. Miejscowi wyglądali na nieobecnych i momentami mających problem ze zrozumieniem. Inna sprawa, że fatalna płyta boiska ani jednym, ani drugim nie pozwalała na płynne rozgrywanie piłki.

W przerwie trener Kowal dokonał jednej zmiany, w miejsce nieskutecznego K.Żołnowskiego desygnował Groborza. Jak się później okazało, gliwicki coach miał nosa nie tylko do tej korekty, ale i drugiej zmiany. Zarówno bowiem Groborz, jak i Kwaśniewski (w 63’ zluzował Kubika) zanotowali po jednym trafieniu. Mało jednak brakło, a „Grobi” zostałby antybohaterem Piasta…

Drugie 45 minut aktywniej zaczęli miejscowi. Najpierw z dystansu (46’) Murawski uderzył daleko od bramki, a niedługo potem (48’) na 11-tym metrze wysoki Dočekal trafił… w kreta. Dobrą główką popisał się za to Hałgas, który po dośrodkowaniu z wolnego Kubika znalazł się 7 metrów od Kuleszki. Dobrze, że atakujący Piasta strzelił w środek bramki, bo w innym przypadku mogło się skończyć nieprzyjemnie.

W 55’ to namysłowianie stanęli przed wyborną szansą na gola. Po szybkim ataku Biliński zagrał piłkę między gliwickich stoperów, umożliwiając szybkiemu Samborskiemu znalezienie się „oko w oko” z Freitagiem. Niestety, w decydującym momencie Rafał kropnął ile sił w nogach, tyle, że wysoko nad bramką. Rezerwowi Startu zamiast wyskoczyć z radości, mogli tylko ponownie złapać się za głowy.

Jeszcze w tej samej minucie nieprzepisowo pod polem karnym zatrzymywany był Szpak. Arbiter jednak nie zareagował i akcja błyskawicznie przeniosła się w szesnastkę Startu. Tam Zalwert jak najbardziej prawidłowo zablokował przewracającego się Hałgasa, tymczasem sędzia Kochanek wskazał na rzut karny! Różne już dziwne historie z jedenastkami widzieliśmy, ale to co odgwizdał arbiter z Opola nazwać możemy tylko skandalem. Wściekłość naszych piłkarzy nie miała granic, stąd rzekomy winowajca Zalwert i mocno zdenerwowany Samborski dodatkowo zobaczyli po „żółtku”. Do piłki podszedł Groborz (57’) i po krótkim rozbiegu uderzył w lewy dolny róg bramki. Kuleszka wyczuł jednak intencje strzelającego i złapał futbolówkę „w zęby”! Nasz zespół cieszył się w tym momencie, jakby strzelił bramkę. Ale nie można się temu dziwić, bo karny był ewidentnie z powietrza. Można nawet powiedzieć, że sprawiedliwości stało się zadość. Wydawało się, że sytuacja z wapnem dodatkowo podbuduje czerwono-czarnych, a podłamie rywali. Ci jednak nie zamierzali się poddawać, wiedząc, że tylko kolejne ataki mogą przywrócić ich „do życia”.

W następnej akcji (59’), to jednak namysłowianie byli stroną wiodącą. Najpierw Krystian Błach zapędził się z piłką aż w pole bramkowe, gdzie Freitag uniemożliwił mu oddanie strzału. Za moment piłka wróciła w szesnastkę Piasta, a golowej szansy poszukał Łątka. Z lewej strony ostro uderzył na bramkę, lecz futbolówka poszybowała nad poprzeczką.

Odpowiedź gliwiczan, to strzał Murawskiego z 18 metrów. Strzał kąśliwy, jednak skutecznie zablokowany przez Lizaka. Po kornerze i sporym zamieszaniu zaskoczyć Kuleszkę chciał też Piewko. Trafił jednak w naszego stopera, po czym piłka – niczym bilardowa kula – obiła się o nogi kilku zawodników, aż w końcu została wybita w pole. Z niepokojem obserwowaliśmy cały ten chaos, ale ostatecznie zagrożenie udało się oddalić.

74’, to kolejna golowa szansa Startu. Tym razem na spotkanie z Freitagiem ruszył z prawej strony Kamil Błach, który będąc już przed bramką dobrze złożył się do strzału. Widzieliśmy już piłkę w siatce, ale fenomenalnie zachował się Freitag, piekielnie trudną piłkę w sobie tylko wiadomy sposób odbijając poza obrys bramki! Gdyby Kamilowi udało się trafić, to w tym momencie prowadzilibyśmy 2-0, a do zakończenia meczu pozostawałby kwadrans. Tak się jednak nie stało. Gorzej, że później wszystko posypało się jak domek z kart…

Gliwiczanie odpowiedzieli dorzuceniem „skóry” na 10-ty metr (75’) i próbą nieudanej przewrotki Dočekala. Za moment ruszył kolejny atak. Przez kilka chwil namysłowianie mieli problem z wybiciem piłki poza szesnastkę, aż w końcu ta trafiła do Kwaśniewskiego, który z 20 metrów huknął nad poprzeczką.

Nadeszła 81’, brzemienna dla Startu w skutkach. Piłkę po lewej stronie otrzymał Groborz. Wydawało się, że pechowy egzekutor karnego niewiele może z piłką zrobić. Tymczasem potężnie huknął z ok. 22 metrów i ku radości miejscowych kibiców, zmieścił futbolówkę tuż przy styku krótszego słupka z murawą! Nie minęła minuta (82’), a gospodarze trafili Start po raz drugi! Zszokowani utratą pierwszego gola namysłowianie zdołali jednak zaskoczyć defensywę Piasta i w efekcie Samborski pognał przez pół boiska na bramkę miejscowych. Niestety, już w polu karnym został doścignięty przez stopera, który w momencie strzału skutecznie go zablokował. Akcja błyskawicznie przeniosła się na połowę Startu, a znajdujący się po prawej stronie Dočekal zagrał przed bramkę Kuleszki. Podanie było bardzo precyzyjne, więc Hałgas dopełnił tylko formalności i Piast objął prowadzenie. W minutę (!) wynik obrócił się o 180 stopni!

W 87’ gliwiczanie mogli nas definitywnie pognębić. Kuleszka zdołał jednak strzał znajdującego się przed nim Hałgasa zatrzymać. Natomiast za moment bombę Dočekala na 11-tym metrze zablokował Lizak. Gdy w końcowych sekundach (90+5’) arbiter podyktował dla Startu rzut wolny przed polem karnym Piasta, trener Kowalczyk nakazał całemu zespołowi przemieszczenie właśnie w szesnastkę. Dobre dogranie Szpaka po odbiciu się od jednego z zawodników trafiło do Kuleszki, lecz Paweł nie zdołał oddać czystego strzału. Gospodarze wybili piłkę na 40-ty metr, gdzie czekali już Kwaśniewski z Groborzem. Obaj popędzili na naszą bramkę, nie mając nikogo przed sobą i po chwili pierwszy z wymienionych dobił Start, strzelając trzeciego gola (90+6’).

Po zmianie stron gracze Piasta grali już dużo bardziej zdecydowanie. Przede wszystkim próbowali dłużej utrzymywać się przy piłce. Częściej też atakowali namysłowską bramkę. Przez długi jednak czas niespecjalnie im się w decydujących momentach wiodło. Przełomowym dla nas momentem mógł być rzut karny, który w świetnym stylu obronił Kuleszka. Start był wówczas mocno podbudowany szczęśliwym finałem po „karnym-widmo”, a jednak ostatecznie na nic się to zdało. W ostatnich minutach meczu Groborzowi wyszedł kapitalny strzał, a chwilę później dobił nas Hałgas. Z kolei trzeci gol nie miał już żadnego znaczenia, bo Start podjął już wtedy pełne ryzyko przy stałym fragmencie gry.

Jak wspomnieliśmy na wstępie, na twarzach schodzących do szatni namysłowian żal mieszał się ze złością. Żal straconej szansy na punkty, natomiast złość na okoliczności porażki. Niestety, według nas kluczowa dla ostatecznego wyniku okazała się skuteczność Startu, a właściwie jej brak. Jeśli bowiem przy własnym prowadzeniu nie wykorzystuje się czterech (!) okazji „sam na sam”, to trudno liczyć, że równie nieskuteczni będą przeciwnicy. Ci rzeczywiście przez długi czas nie mogli się wstrzelić. Ale jak już to zrobili, to w parę minut wybili nam dobry wynik z głowy. Można zadać sobie pytanie, czy w końcówce graczy Startu dopadł pech czy opuściło szczęście? Odpowiedź każdy z kibiców może dopowiedzieć sobie sam. Jeśli mówimy o piłkarskim szczęściu, to z nim od dłuższego czasu czerwono-czarni w ogóle nie idą pod rękę.

Piast, jako przedmeczowy faworyt, podołał zadaniu i ostatecznie z dużym trudem sięgnął po pełną pulę. Oprócz umiejętności trzeba mieć też trochę farta, aby w kilkanaście minut strzelić 3 bramki, gdy wcześniej niewiele wychodziło. Podobno jednak szczęście sprzyja lepszym…

Namysłowian na pewno należy pochwalić za kolejny mecz, w którym przeciw wyżej notowanemu przeciwnikowi walczą z wielką determinacją. Naprawdę dobrze to wyglądało do 80 minuty. Cóż jednak z tego, skoro chłopcy (znów) byli waleczni, lecz nieskuteczni? Za waleczność w żadnej lidze punktów się nie przyznaje. Nam z kolei pozostaje nadzieja, że jeśli czerwono-czarni charakter i zdrowie zostawiać będą na placu gry w każdym meczu, to jeszcze jesienią fatalną serię 6-ciu porażek z rzędu zakończą. Ale póki co, znaleźliśmy się na tabelowym dnie. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy