Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

ARCHIWUM

Przegrany jubileusz

Odsłony: 17396

Sobotnie spotkanie Startu w Namysłowie szczególne było z kilku powodów. Po pierwsze rozgrywaliśmy mecz nr 100 w III lidze opolsko-śląskiej (jako klasie nr 4).

Po drugie, nieczęsto na tym poziomie rozgrywkowym zdarza się, aby obie drużyny z trybun wspierały zorganizowane grupy kibiców. Najważniejsze jednak, że mocno liczyliśmy na to, iż uda nam się przerwać passę czterech kolejnych porażek. Zadanie wydawało się trudne, jednak nie niemożliwe. Patrząc natomiast na przebieg spotkania, nawet realne do wykonania. Ostatecznie jednak zanotowaliśmy 60-ta porażkę w historii naszych występów w III lidze opolsko-śląskiej.

Jako pierwsi bramce przeciwnika starali się zagrozić radzionkowianie. W 2' Cziba głową, po centrze z boku boiska, niecelnie przymierzył w niezłej sytuacji. Po chwili (5') swojej szansy poszukał Sadowski. Zdecydował się na strzał zza bocznej linii szesnastki. Futbolówka minęła jednak poprzeczkę. Namysłowianie starali się odgryźć gościom w 6'. Po składnej akcji naszego zespołu, P.Pabiniak zagrał prostopadle do wbiegającego w pole karne Bonara. Czujny w tej sytuacji był jednak Poturalski, który odważnym rzutem pod nogi naszego pomocnika zażegnał nadciągające niebezpieczeństwo.

W 10' po raz kolejny z dobrej strony na prawym skrzydle pokazał się Sadowski. Tym razem próba uderzenia kapitana Ruchu miała swój koniec na bocznej siatce. Czerwono-czarni odpowiedzieli w 14', kiedy to stworzyli sobie najlepszą okazję w tym spotkaniu. Faulowany tuż przy linii końcowej był Zalwert. Arbiter przyznał nam rzut wolny. Do stojącej nieruchomo piłki podszedł Szpak. Zacentrował tuż przed bramkę, a tam spod opieki defensywy przyjezdnych urwał się Żołnowski. Z 6 metrów uderzył głową, piłka minęła jednak słupek.

Wspomniany Żołnowski w 18' zaliczył kiks przed własnym pole karnym. Na szczęście czujny był Szpak, który wybiciem „kuli” zażegnał niebezpieczeństwo. Nasz zespół wyszedł wówczas z szybką kontrą. Futbolówka trafiła na prawą stronę boiska do Zalwerta, którego próba skutecznego przedarcia się w szesnastkę rywali skończyła się niepowodzeniem. Otworzyło to szansę na błyskawiczną ripostę Ruchu. „Skóra” momentalnie przeniosła się na namysłowską połowę i po chwili Cziba wbiegał się z nią w pole karne, by zmierzyć się z Kuleszką. Już z „karnego prostokąta” strzelił po ziemi, a piłka o centymetry minęła słupek bramki. W 21' swoich sił z dystansu spróbował Farkaš, ale uderzenie Słowaka padło łupem Kuleszki. 60 sekund później było pod naszą bramką jeszcze groźniej. Dośrodkowanie w pole karne trafiło na głowę niepilnowanego Cziby, który w dobrej okazji z kilku metrów trafił wprost w Kuleszkę.

Kolejne minuty upłynęły pod znakiem walki w środku pola, dlatego też w tym okresie nie odnotowaliśmy zagrożenia pod jakąkolwiek z bramek. Strzelecki impas w 34' starał się przerwać nasz zespół. Kamil Błach posłał dobrą, krzyżową piłkę w kierunku Samborskiego. Ale w tej akcji „Sambora” stać było tylko na wywalczenie rzutu rożnego, który nie przyniósł żadnego niebezpieczeństwa dla Poturalskiego. Wspomniana sytuacja nie wniosła też ożywienia w podbramkowe poczynania obu ekip. Futbolówka nadal krążyła głównie od jednego do drugiego pola karnego. Przed przerwą odnotowaliśmy jeszcze tylko uderzenie Toszka z dystansu (44'). Piłkę i tym razem chwycił jednak Kuleszka.

Drugie 45 minut od mocnego uderzenia mogli zacząć namysłowianie. W 48' Samborski z boku zagrał w szesnastkę w kierunku P.Pabiniaka. Patryk, składając się do strzału z dobrej pozycji, został jednak zablokowany i szansa spełzła na niczym. Radzionkowianie starali się odpowiedzieć w 54', jednak strzał Farkaša z 22 metrów poszybował wysoko nad poprzeczką. W 61' byliśmy świadkami solówki w wykonaniu Bonara. Tuż przy linii bocznej szesnastki minął trzech rywali, po czym z narożnika pola karnego kropnął obok słupka.

Następne kilkanaście minut przypominało drugą część pierwszej połowy, kiedy to zacięta walka toczyła się w środkowej strefie, a okazji bramkowych nie było. Ofensywne przebudzenie w 77' starał się wprowadzić Sroka, jednak jego strzał z narożnika szesnastki trafił Pan Bogu w okno.

Więcej emocji odnotowaliśmy w końcówce spotkania, kiedy to oba zespoły postanowiły zagrać o pełną pulę. Wiadomo wówczas było, że ekipa, która trafi, zgarnie wszystko. Najpierw przed szansą w 87' stanął nasz zespół. Łątka zagrał piłkę za plecy obrońców Ruchu. W polu karnym opanować zdołał ją P.Pabiniak. Z trudnej pozycji uderzył, a futbolówka, po rykoszecie, minęła linię końcową. Dwie minuty później na techniczny strzał zza pola karnego zdecydował się Bonar. Jednak bez powodzenia, gdyż piłka minęła bramkę w bezpiecznej odległości. 90' należała z kolei do gości. Sadowski znalazł się ze „skórą” z prawej strony namysłowskiej szesnastki. Dośrodkował na dalszy słupek, gdzie do strzału głową złożył się Cziba. Jego próba minęła jednak poprzeczkę. Już w doliczonym czasie gry w jednej z sytuacji akcja przeniosła się na połowę przyjezdnych. Zamiast zagrożenia bramki Poturalskiego, momentalnie przerodziła się ona – jak się później okazało – w zabójczą kontrę „Cidrów”. Czterech gości wybiegło na spotkanie z trójką czerwono-czarnych. Farkaš przez kilkadziesiąt metrów biegł z piłką. Kiedy zaś znalazł się z nią na 17 metrze od naszej bramki, uderzeniem nie do obrony zapewnił radzionkowianom trzy punkty.

Nasz zespół stoczył wczoraj z radzionkowskim Ruchem zacięty bój. W końcówce kurczowo nie broniliśmy podziału punktów, tylko postanowiliśmy powalczyć o wszystko. Ostatecznie zagranie va banque nie powiodło się. Zwycięstwo nie nadeszło, a dodatkowo straciliśmy nawet jedno „oczko”. Tę porażkę potrafimy jednak zrozumieć. Wczoraj chłopcy dali bowiem z siebie wszystko. Co prawda przegrana przedłuża pasmo naszych punktowych zer do pięciu, jednak... takie jest życie. Teza postawiona po spotkaniu z rezerwami chorzowskiego Ruchu pozostaje aktualna. Czerwono-czarnych nie stać obecnie na regularne zdobywanie punktów. Organizacyjno-finansowy rozgardiasz plus kiepska frekwencja na treningach mają przełożenie na boiskowe poczynania. Otwartym pozostaje pytanie: Jak długo taki stan rzeczy może jeszcze mieć miejsce, zanim wszystko posypie się jak domek z kart? Czas pokaże. Przyszłość – jak na razie – rysuje się jednak coraz mniej optymistycznie. [MW]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy