Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

ARCHIWUM

Skuteczna taktyka gospodarzy

Odsłony: 19776

Po trzech porażkach z rzędu, nadzieje na przełamanie impasu zespół namysłowskiego Startu pokładał w wyjazdowym spotkaniu z Polonią Łaziska Górne. Niska pozycja w tabeli

sąsiadujących z nami polonistów nie oznaczała jednak, że przedmeczowe prognozy nie wskazywały faworyta. Tym byli właśnie gospodarze, którzy po zmianie trenera (Marka Mandlę zluzował Piotr Mleczko) złapali wyraźny wiatr w żagle. Potwierdzili to też w sobotę, pokonując czerwono-czarnych 2-0. Mimo porażki, a przede wszystkim kilku absencji w składzie, namysłowian za przebieg gry można pochwalić. Futbol nie jest jednak dyscypliną sportu, gdzie o zwycięstwie decydują „walory artystyczne”. Tu liczą się wyłącznie bramki, a w tej statystyce lepsi byli miejscowi. Gospodarze stworzyli sobie więcej sytuacji podbramkowych, z których dwie wykorzystali i zasłużenie wygrali. Owszem, czerwono-czarni w przekroju 90 minut zdecydowanie dłużej utrzymywali się przy piłce, ale przełożenia na końcowy wynik nie miało to żadnego. Inna sprawa, że po czerwonej kartce dla Staszowskiego (43’), na drugą część meczu Polonia przyjęła rozsądną taktykę ryglowania dostępu do własnej bramki i szukania szans w kontratakach.

Zaczęło się od dośrodkowania z prawej flanki Antosza (3’) i zablokowania przez naszego stopera składającego się do strzału Majsnera (8 metr). Za moment kolejna akcja prawą stroną. Tym razem Kamil Błach jeszcze na połowie rywali odpuścił Antosza, który dobiegł do namysłowskiej szesnastki, ale przy próbie dośrodkowania został zneutralizowany. Niestety, dwa ostrzeżenia nie okazały się dostatecznym ostrzeżeniem przed zapędami gospodarzy, którzy w 6’ objęli prowadzenie. Kilkudziesięciometrowe podanie spod własnego pola karnego wykonał Gersok, a do wysokiej piłki jednocześnie wyskoczyli Lizak z Zalwertem. Zderzyli się w powietrzu, co umożliwiło Mieszczakowi przejęcie „skóry” w lewym narożniku szesnastki i precyzyjny strzał po „długim rogu”. Na tyle precyzyjny, że Kuleszka mimo próby interwencji, nie dał rady zatrzymać piłki i ta zatrzepotała w siatce.

Podopieczni Bogdana Kowalczyka mogli odpowiedzieć dosyć szybko. W 10’ tym razem to namysłowianie posłali długą piłkę z obrony. Samborski momentalnie przedłużył ją do P.Pabiniaka, który będąc już w polu karnym (z lewej strony) z ostrego kąta uderzył „po krótkim słupku”. Gocyk był jednak dobrze ustawiony i silny strzał odbił poza linię bramkową. W 11’ nasz zespół przez kilkadziesiąt sekund szturmował świątynię gospodarzy. Po kornerze urazu doznał bramkarz, ale widząc, że gra nie jest przerwana, Gocyk zdołał się podnieść. Nie podobało się to kibicom, którzy głośno domagali się przerwy na udzielenie ich graczowi pomocy. Z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że w tym czasie Lizak został zablokowany przy próbie strzału z 18 metrów, a chwilę później Szpak kapitalnie odszukał Samborskiego. Już w polu karnym Rafał zwiódł z lewej strony swojego opiekuna, ale mając przed sobą bramkarza, uderzył lekko i w środek bramki.

W 14’ ponownie zawrzało na trybunach. Wówczas w namysłowskim polu karnym Kamil Błach zagrywał piłkę ręką do Kuleszki. Ale zarówno arbiter główny, jak i liniowy, tej sytuacji nie zauważyli i obyło się bez „wapna”. Starający się grać szybkimi piłkami gospodarze w 19’ przedarli się lewą flanką, gdzie już spod linii końcowej świetne podanie przed bramkę dostał Mieszczak. Na szczęście atakujący Polonii uderzeniem z pierwszej piłki posłał „skórę” wysoko nad bramką Kuleszki.

W 21’ Start za sprawą Szpaka (ten z konieczności po raz drugi zagrał w roli stopera) egzekwował rzut wolny. Dośrodkowanie spadło na głowę Zajączkowskiego, lecz uderzona piłka poszybowała daleko od bramki strzeżonej przez Gocyka.

Przez dłuższą chwilę czerwono-czarni próbowali wysokiego pressingu, ale w 24’ to gospodarze byli bliżsi zdobycia gola. Najpierw po akcji środkiem boiska futbolówka trafiła do Mazurka, który z lewej strony uderzył po ziemi. „Na krótkim słupku” czujność zachował jednak Kuleszka i kąśliwą piłkę odbił na korner. Z niego dobrze dośrodkował Suchecki, „kula” trafiła na 8 metr do Mieszczaka, który też szukał szansy uderzeniem „po krótkim słupku”. Nasz golkiper i tym razem połapał się w zamiarach przeciwników, łapiąc piłkę w rękawice. Poloniści próbowali nas zaskoczyć również w 26’, gdy Mazurek lewą nogą uderzył z prawej strony. Namysłowski „Dudek” był już jednak dostatecznie rozgrzany i z tym strzałem też sobie poradził.

W kolejnych minutach do głosu doszli namysłowianie, tymczasem przyczajeni rywale w 26’ wyprowadzili kontrę. Finalizował ją z lewej flanki Wleciałowski, a futbolówka po odbiciu się od interweniujących stoperów trafiła do zaskoczonego tym faktem Mazurka, który główkował nad bramką.

W 31’ dwa kornery z rzędu egzekwował Szpak. Za pierwszym razem sprawę wyjaśnił Gersok (główkował nad bramką), natomiast za drugim Króliczek. Później z obu stron oglądaliśmy sporo twardej walki, jednak bez większego zagrożenia pod obiema bramkami. Przerwał ją dopiero w 37’ Staszowski, gdy niecelnie kropnął z dystansu. Niedługo potem, po zablokowaniu strzału Bilińskiego, łaziszczanie wyprowadzili kolejny kontratak. Majsner ścigał się ze Szpakiem przez pół boiska, ale już w polu karnym Startu strzelił fatalnie, bo w… chmury. Po kilkunastu kolejnych sekundach (41’), tym razem z prawej flanki po ziemi obok bramki uderzył Antosz.

W 43’ arbiter przerwał grę, po tym jak na boisko padł Bonar. Nasz pomocnik został zaatakowany przez Staszowskiego bez piłki i za to przewinienie sędzia Sowada pokazał mu czerwoną kartkę. W tym momencie szanse namysłowian na osiągniecie korzystnego wyniku zdecydowanie wzrosły, wszak przed rywalami pozostawało długich 47 minut gry w osłabieniu. Tymczasem niewiele zabrakło, a jeszcze przed przerwą poloniści mogli podwyższyć prowadzenie! W 45’ po płynnej akcji lewym sektorem boiska, Mieszczak w bardzo dobrej sytuacji (8 metr) nieczysto trafił w piłkę. Natomiast w kolejnym ataku (45+1’) wspomniany Mieszczak pomylił się o centymetry, gdy w świetnej okazji główkował obok słupka (z prawej strony piłkę dorzucił mu Suchecki).

Ostatnie słowo przed przerwą należało do namysłowian, którzy w 45+2’ egzekwowali korner. Dotkniętą przez Krystiana Błacha piłkę podciągnął bliżej bramki Szpak (ku zaskoczeniu niezorientowanych gospodarzy w sprytnym rozegraniu stałego fragmentu gry) i dorzucił „skórę” na długi słupek, gdzie P.Pabiniak główkował obok bramki.

Pierwsze 45 minut tempem gry na pewno nie rzuciło na kolana. Oglądaliśmy zaciętą rywalizację, choć paradoksalnie najmniej walki odbywało się w okolicach linii środkowej. Usatysfakcjonowani szybkim objęciem prowadzenia, gospodarze niespecjalnie forsowali tempo gry, natomiast dobrze czuli się w szybkich atakach i kontratakach, które często wyprowadzali. Z nich też kilkukrotnie poważnie zagrozili Kuleszce. Namysłowskie aktywa pod bramką Gocyka były znacznie skromniejsze, choć w polu od rywali nie odstawali. Mimo to nasz zespół na przerwę schodził z nadzieją w oczach, że przy grze w przewadze, będzie w stanie odrobić jednobramkową stratę.

Drugie 45 minut, podobnie jak pierwsze, zaczęło się od ataku gospodarzy. W 46’ (na stoperze widniała 46 sekunda) po dalekim dośrodkowaniu, Mazurek groźnie główkował przy słupku, ale Kuleszki zaskoczyć nie zdołał. Start jednak dobrym atakiem odpowiedział już minutę później (47’). Rozgrywając piłkę po obwodzie (od prawej strony do lewej kolejno przez Samborskiego, P.Pabiniaka i obu Błachów), Krystian Błach już spod linii końcowej dograł „skórę” przed bramkę. „Sambor” nie zdołał jej jednak czysto „dzióbnąć” na 5-tym metrze i Gocyk mógł głęboko odetchnąć. Za chwilę (48’) ze środka świetnym, półgórnym uderzeniem z 25 metrów popisał się P.Pabiniak, lecz ofiarna interwencja Gocyka spowodowała, że zamiast gola dla Startu był tylko rzut rożny.

Od początku drugiej części gry czerwono-czarni przejęli inicjatywę w środku pola, cierpliwie budując kolejne akcje. Trudno jednak mówić o zaskoczeniu ze strony gospodarzy, którzy grając w osłabieniu, nie zamierzali forsować tempa. Ci wyraźnie liczyli na skuteczne wykończenie ewentualnych kontrataków. W 53’ Majsner po otrzymaniu crossa, pobiegł wraz z dwoma kolegami przeciw trzem defensorom Startu, ale będąc w pobliżu bramki uderzył po ziemi. Kuleszka był na posterunku. Za moment gra przeniosła się pod bramkę Polonii. Na lewej stronie Krystian Błach przyjął górną piłkę i po natychmiastowym zwodzie mocno uderzył z ostrego kąta. Gocyk odbił trudną piłkę, a my zastanawialiśmy się czy nie lepszym rozwiązaniem ze strony Krystiana nie byłoby odegranie piłki do osamotnionego kilka metrów dalej Samborskiego…

Namysłowianie nie rezygnowali z budowania kolejnych ataków, choć po okresie rozgrywania w środku pola, futbolówkę przejęli poloniści i wywalczyli korner. Po nim (59’) Mazurek potężnie huknął zza 16-tki, choć obok bramki. W 60’ mocniej zabiły nam serca, gdy po kolejnej tego dnia kontrze Kuleszka efektowną paradą sparował mocny strzał Mieszczaka, a próbującego wyekspediować futbolówkę poza pole karne Kamila Błacha „kula” wyraźnie trafiła w rękę. I tym razem dopisało nam jednak szczęście, bowiem sędzia nakazał grać dalej. Piłkarze i ławka rezerwowych Polonii zareagowali bardzo impulsywnie, co skończyło się dla nich odesłaniem do szatni kierownika drużyny gospodarzy.

62’, to ciekawie rozegrana piłka przez Start, po której Zajączkowski na wślizgu uderzył już ze spalonego. Miejscowi zrewanżowali się niecelną próbą Króliczka z dalszej odległości (65’). W następnym ataku po dośrodkowaniu z lewej strony, główka Zajączkowskiego została zablokowana przez obrońców, a poprawka z 10 metrów P.Pabiniaka też nie znalazła drogi do siatki, gdyż akurat na drodze lecącej „kuli” zderzyli się „Zając” ze stoperem Polonii.

W 67’ dosyć ostro starli się Krystian Błach z Gersokiem i arbiter na chwilę przerwał grę. Nas jednak nie opuszczała nadzieja na doścignięcie gospodarzy, bowiem posiadanie piłki po stronie Startu było od kilku minut zdecydowane.

W 75’ znów widzieliśmy kombinacyjnie rozegraną akcję przed polem karnym Łazisk, po czym kąśliwe dośrodkowanie aktywnego w tym fragmencie gry Zajączkowskiego w ostatniej chwili „zbił” poza linię bramkową jeden ze stoperów. Po nim (w 76’ dośrodkowywał oczywiście wszędobylski Szpak) P.Pabiniak strzałem z powietrza pomylił się o centymetry! Za moment z szybkim atakiem wyszli gospodarze (77’). Mieszczak kopnął piłkę do startującego do niej Mazurka. Wydawało się, że Kamil Błach spokojnie wyekspediuje piłkę do boku, jednak zawahał się, umożliwiając w ten sposób „dzióbnięcie” jej przez rywala. W międzyczasie z bramki wybiegł już Kuleszka i mimo próby zagrodzenia piłce drogi do siatki, nie zdołał nieszczęściu zapobiec. Na kilkanaście minut przed końcem Start przegrywał już 0-2 z osłabionym, ale bardzo rozsądnie szafującym siłami rywalem. W tym momencie tylko cud sprawiłby, że moglibyśmy marzyć choćby o remisie. Cuda w futbolu zdarzają się jednak niezwykle rzadko.

Podłamani namysłowianie w końcówce wyraźnie spuścili z tonu. Stąd i kolejne kontry polonistów, które mogły zakończyć się golami. W 78’ właśnie po kontrataku nieskuteczny tego dnia Majsner w świetnej sytuacji uderzył z 11 metrów wysoko nad bramką. Z kolei w 81’ kontrę lewą flanką zainicjował Suchecki, po czym już na naszym przedpolu zagrał do Mieszczaka, a ten do Majsnera. Majsner próbował strzelać z 12-tu metrów, ale w porę zablokował go Biliński. W 84’ przeżywaliśmy ciężkie chwile, gdy Polonia oblegała naszą bramkę, a na próby strzałowe w krótkich odstępach czasu decydowali się Mieszczak, Majsner i Suchecki. Dodajmy, że za każdym razem gospodarzy blokowali namysłowscy defensorzy. W 88’ jedyną tego dnia żółtą kartką ukarany został Suchecki za faul przed szesnastką na Zajączkowskim. Z rzutu wolnego (17 metr) świetnie uderzył P.Pabiniak, ale jeszcze lepiej spisał się Gocyk, efektowną paradą odbijając spadającą przy słupku futbolówkę. Do niej momentalnie doskoczył Kamil Błach, jednak jego główkę ekwilibrystyczną interwencją tuż sprzed bramki wybił Suchecki. Piłka jak zaczarowana nie chciała tego dnia wpaść do siatki mądrze taktycznie grających miejscowych. W ostatniej ciekawej akcji meczu (90+3) po kolejnej kontrze Króliczek wypatrzył wbiegającego Mieszczaka, którego w porę uprzedził Lizak.

W drugiej połowie zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki mieli czerwono-czarni. Nasz zespół z dużym spokojem i cierpliwością starał się konstruować akcje, ale dobrze wyglądało to do 30 metra. Tam - na szczelnie ustawionych zasiekach Polonii - załamywały się już ofensywne działania Startu. Pasjonaci futbolu może i mogli się kontemplować wymianą wielu podań, jednak nie przekładały się one na sporą liczbę sytuacji podbramkowych. Tych zdecydowanie więcej wypracowali sobie gospodarze, którzy wobec gry w 10-ciu zastosowali jedynie słuszną taktykę. Forsowanie tempa w osłabieniu byłoby głupotą, więc pozwalali Startowi na grę z dala od własnej bramki. A gdy nadarzała się okazja, momentalnie kontrowali i w ten sposób w 77’ dobili mocno starających się do tego czasu namysłowian.

Trudno ganić nasz zespół za grę, bo na trudnym terenie w Łaziskach grali nieźle. Pewnie, że można byłoby się doczepić do tempa gry, które nie było wysokie. Ale tak się gra, jak przeciwnik pozwala. Przed przerwą, gdy obie jedenastki grały w komplecie, Start walczył z polonistami jak równy z równym. Po przerwie natomiast zdecydowanie przeważał w polu. Na nic jednak dobra gra na przedpolu, gdy w sytuacjach podbramkowych zdecydowanie lepiej prezentowali się przeciwnicy. Nie dość, że Polonia okazji golowych stworzyła sobie dużo więcej, to dwie z nich wykorzystała i jak na złość, po możliwych do uniknięcia błędach indywidualnych. A w futbolu ważne jest to, co „w sieci”, dlatego to podopieczni Piotra Mleczki po meczu mogli z czystym sumieniem wychylić po piwie za zasłużone zwycięstwo. Nam pozostaje wierzyć, że operowanie piłką na przedpolu przeciwnika wejdzie namysłowianom w krew i atak pozycyjny nie będzie już w wykonaniu Startu egzotyką. Oby tylko skutek tzw. „krakowskiej piłki” był zdecydowanie bardziej wymierny. Nie zamierzamy pastwić się nad zespołem za kolejną porażkę. To byłoby zwyczajnie nieuczciwe wobec zawodników, którzy w Łaziskach się pojawili. Oni dali z siebie wszystko. A szacunek za ich grę jest tym większy, że dali z siebie wszystko w ponownie eksperymentalnym zestawieniu. Z różnych przyczyn na Górny Śląsk nie pojechali bowiem Rozmus, Żołnowski, Łątka i Janda. A to przecież w komplecie ważne ogniwa namysłowskiej defensywy. Inna sprawa, to przystępowanie do meczu z dwoma (!) rezerwowymi na ławce, co w III lidze nie powinno się zdarzyć. Można odnieść wrażenie, że problemy organizacyjno-finansowe Startu coraz bardziej dają się zespołowi we znaki. Pozostaje mieć nadzieję, że ten defetystyczny trend szybko zostanie powstrzymany. W innym bowiem wypadku może dojść do katastrofy.

Po wyjściu z szatni chłopcy byli nie tyle załamani, co źli. A to dobrze rokuje na przyszłość, tak bliższą, jak i dalszą. Oni z porażkami zwyczajnie się nie godzą, co oznacza, że na następny mecz na pewno wyjdą z wiarą skutecznej walki o przełamanie aktualnego kryzysu. I oby im się to wreszcie udało. Panowie, głowy do góry! My jak zawsze trzymamy za Was kciuki! [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy