Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

ARCHIWUM

Skuteczne końcówki Startu

Odsłony: 18966

W ostatniej kolejce Górnika Wesoła nie pozostawił nam złudzeń i odprawił nas z trzybramkowym kwitkiem. Wówczas o sukcesie gospodarzy zadecydowało zabójcze siedem minut

w pierwszej połowie, kiedy to górnicy zdobyli trzy bramki. Po przerwie jednak namysłowianie otrząsnęli się już z dominacji przeciwników i zaczęli odważniej atakować. Właśnie w postawie podopiecznych Bogdana Kowalczyka z drugiej połowy ubiegłotygodniowego meczu staraliśmy się szukać promyku nadziei na czekający nas pojedynek ze Szczakowianką Jaworzno. Humory poprawiło nam również środowe zwycięstwo w Pucharze Polski. Po pucharowym sukcesie czerwono-czarni mogli więc z podniesionym czołem przystąpić do próby zgarnięcia kolejnego kompletu punktów w III lidze. Wczorajsze zadanie jawiło się jako trudne (ostatnie trzy mecze z tym rywalem przegraliśmy, notując przy tym stosunek bramkowy 0-8), aczkolwiek nie niewykonalne (w końcu do tej pory „Szczaksa” zdobyła dwa punkty mniej niż my).

Pierwszymi trzydziestoma minutami gry rządził chaos. Na murawie mieliśmy sporo niedokładności. Obie jedenastki po prostu bardziej kopały piłkę niż starały się ją rozgrywać. Goście szczęśliwie w 2' zdołali jednak wyjść na prowadzenie. Wówczas błąd popełnił Rozmus, który nie zdołał przeciąć, jak się wydawało, niezbyt groźnej centry z boku boiska i Przebindowski – mimo asysty jednego z naszych obrońców – głową z kilku metrów umieścił futbolówkę w bramce. Nim zawody się na dobre rozkręciły, czerwono-czarni zmuszeni byli gonić wynik. Okazja do wyrównania przyszła dosyć szybko. W 8' wyszliśmy z błyskawiczną kontrą. P.Pabiniak momentalnie długą piłką wypuścił w bój Samborskiego. Ten w pojedynku biegowym zgubił próbującego gonić go obrońcę i w polu karnym stanął oko w oko z Kojdeckim. Zamiast postawić na techniczne rozwiązanie, Rafał zdecydował się na wariant siłowy. W efekcie huknął jak z armaty. Uderzenie było jednak o tyle mocne, co i niecelne. „Kula” w bezpiecznej odległości minęła poprzeczkę, przyjezdni mogli zaś głęboko odetchnąć.

Szczakowianka starała się odgryźć w 15'. Domurat kąśliwie zacentrował z boku boiska przed naszą bramkę, a Rozmus, nie chcąc ryzykować ewentualnej pomyłki, skierował piłkę poza linię końcową. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego do pozycji strzeleckiej doszedł Żuraw, jednak jego próba głową była bardzo nieprecyzyjna. Gorąco pod „świątynią” Kojdeckiego zrobiło się z kolei w 28'. Łatka nieźle zacentrował w szesnastkę z rzutu wolnego. Golkiper „Drwali” jako pierwszy doszedł do zagrania. Jego próba piąstkowania, zamiast poszybować poza pole karne, wzbiła się jednak w powietrze. Niepewne zachowanie Kojdeckiego starał się wykorzystać Lizak, który głową skierował futbolówkę w stronę bramki. Jego strzał nie znalazł jednak drogi do siatki, gdyż sprzed linii bramkowej „skórę” wyekspediował jeden z jaworznian.

Spotkanie rozkręciło nam się w końcówce pierwszej części gry. W 37' wróciliśmy z dalekiej podróży. Kędroń z boku szesnastki dośrodkował w kierunku naszej bramki. Na dalszym słupku centrę, opanowując piłkę, zamknął Chrzanowski. Stanął przed znakomitą szansą na podwyższenie prowadzenia gości. Na medal w tej sytuacji, rehabilitując się za wcześniejszy błąd, spisał się jednak Rozmus. W trudnym położeniu zdołał bowiem nogami zatrzymać uderzenie po ziemi przeciwnika.

Niewykorzystana okazja mogła na Szczakowiance zemścić się już w 39'. Szpak dośrodkował z kornera, a stojący na dalszym słupku P.Pabiniak głową przymierzył w boczną siatkę. Jak się jednak okazało, co się odwlecze, to nie uciecze. Po chwili (43') mogliśmy bowiem cieszyć się z wyrównania. Niespodziewanie piłka wybita przez Rozmusa zdołała dotrzeć aż do pola karnego przyjezdnych. Przy niepewnej postawie Kojdeckiego i jednego z jego partnerów, do zagrania zdołał dojść P.Pabiniak. Głową skierował futbolówkę w światło bramki. A tuż przed celem, dla pewności dobijając strzał Patryka, piłkę w siatce umieścił Bonar.

Nie był to jednak koniec emocji w pierwszej części gry. Te sięgnęły bowiem zenitu w ostatniej minucie oraz doliczonym czasie wspomnianej odsłony. W 45' w polu karnym Szczakowianki zapanowało zamieszanie, którego przyczynę początkowo trudno było zidentyfikować. Cała sytuacja miała już bowiem miejsce po akcji w szesnastce przyjezdnych. Wówczas to namysłowianie zaczęli reklamować niesportowe zachowanie jednego z rywali. Arbiter po konsultacji z asystentem postanowił usunąć z boiska Franiela. Jak się po chwili okazało, miał do tego pełne prawo, gdyż defensor „Szczaksy” opluł Zalwerta. Goście nie dość, że stracili jednego zawodnika, to jeszcze w zaistniałej sytuacji sędzia zarządził rzut karny dla namysłowian! Do „wapna” podszedł Samborski. Kojdecki co prawda wyczuł jego intencje, lecz uderzenie było zbyt silne, żeby mógł je sięgnąć. Tym samym podopieczni Bogdana Kowalczyka rzutem na taśmę (tuż przed zejściem na przerwę) wyszli na prowadzenie.

Czerwono-czarni, podobnie jak pierwszą część gry, również i drugą połowę rozpoczęli od straty bramki. Nim do tego doszło, swojej szansy w 49' starał się poszukać Zalwert. Po indywidualnej akcji z 20 metrów przymierzył wprost w golkipera. Potem przyszła niefortunna 51'. Lizak starał się zastopować wbiegającego w szesnastkę Biskupa. Jaworznianin był minimalnie szybszy i po kontakcie z naszym środkowym obrońcą upadł na murawę. Arbiter w tej sytuacji wcale nie musiał podyktować „jedenastki”, jednak się na to zdecydował. Do ustawionej 11 metrów od bramki piłki podszedł Mużyłowski i pewnym strzałem po ziemi nie dał żadnych szans Rozmusowi.

Ponownie na prowadzenie mogliśmy wyjść już po dwóch minutach. Świetnie lewą stroną w pole karne przedarł się Kamil Błach. Z ostrego kąta mocno uderzył na bramkę. Futbolówka przełamała dłonie interweniującego Kojdeckiego. Następnie odbiła się od murawy, trafiła w słupek i… spadła pod nogi Samborskiego, który z metra (!) przeniósł piłkę nad poprzeczką. Goście starali się odpowiedzieć w 55', jednak Chrzanowski zza pola karnego uderzył na wiwat. W 60' po raz kolejny byliśmy bliscy zaliczenia trafienia numer trzy. P.Pabiniak z boku szesnastki mocno zacentrował tuż przed bramkę Kojdeckiego. Nadbiegający Samborski nie zdołał jednak głową przeciąć dośrodkowania kapitana NKS-u (ta „liznęła” jedynie jego głowę i powędrowała poza linię końcową). Nie minęło 60 sekund, a ponownie na bramkę Szczakowianki uderzał Samborski. Jego strzał z ostrego kąta przeciął jednak Żuraw. Po rzucie rożnym zaś P.Pabiniak z niezłej pozycji przymierzył w golkipera.

W 65' ostro w środku pola potraktowany został Żołnowski. Leżąc na murawie, sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość. Zwijając się z bólu, podciął przy okazji faulującego go wcześniej Żurawia. Na szczęście wspomniana sytuacja skończyła się tylko żółtym kartonikiem dla obu bohaterów „kontaktowej” sytuacji.

Postraszyć Rozmusa w 68' starał się Mużyłowski. Ale jego strzał z 22 metrów w bezpiecznej odległości minął bramkę. W 75' byliśmy świadkami jednego z kluczowych dla końcowego wyniku wydarzeń. Berliński na własnej połowie, niedaleko linii bocznej, ostro od tyłu potraktował Samborskiego. Sędziemu nie pozostało nic innego jak pokazać 37-letniemu zawodnikowi „Drwali” drugą żółtą kartkę. Kapitan Szczakowianki długo nie mógł się pogodzić z decyzją arbitra. Nie uśmiechało mu się w ogóle zejść z boiska. Kiedy już się na to zdecydował, jeszcze na placu gry postanowił urządzić żałosny happening. Ostentacyjnie zaczął bowiem ściągać ochraniacze i rozsznurowywać buty. Zażenowani zachowaniem doświadczonego kolegi byli nawet zawodnicy Szczakowianki. Do Berlińskiego podbiegł Kojdecki, chcąc dać do zrozumienia winowajcy całego zajścia, że czas skończyć marne „przedstawienie”. Ten, bardzo niechętnie, postanowił w końcu definitywnie opuścić plac gry i udać się pod prysznic.

W ostatnim kwadransie gry namysłowianie wydawali się mieć znacznie ułatwione zadanie. Nieczęsto bowiem zdarza się grać piłce 11-tu przeciw 9-ciu. Głównym założeniem stało się przełamanie skomasowanej defensywy gości. Sztuka ta udała się w 81'. Szpak z kornera zacentrował idealnie na głowę Żołnowskiego. Ten zaś znakomicie złożył się do strzału i nie dał najmniejszych szans Kojdeckiemu. Sukces wydawał się być już na wyciągnięcie ręki. Namysłowianie poczuli krew i poszli za ciosem. I w 83' cieszyliśmy się z czwartego trafienia. Przesunięty do defensywy Mużyłowski (w miejsce Berlińskiego), wobec atakujących pressingiem gospodarzy, wycofał piłkę do Grzywy. Ten zamiast wyekspediować „skórę” ze swojej szesnastki, zdecydował się na jej przyjęcie. Na to tylko czekał Samborski, który odebrał piłkę rywalowi, a następnie podciągnął z nią wzdłuż linii końcowej. Kiedy skupił na sobie uwagę Kojdeckiego, wycofał futbolówkę do K.Smolarczyka, który pewnym uderzeniem trafił do celu. Przyjezdni myśleli w tej chwili już tylko o końcowym gwizdku. Nasi chłopcy zaś stanęli jeszcze przed jedną szansą na zdobycie bramki. W 86' Samborski znakomicie wypuścił w uliczkę Szpaka. Ten w polu karnym został jednak zablokowany przez rywali. Nie umniejszyło to jednak radości, która zapanowała w namysłowskim obozie po ostatnim gwizdku arbitra.

Po pełnym emocji spotkaniu podopieczni Bogdana Kowalczyka odnieśli trzecie z kolei domowe zwycięstwo. To powód do sporego zadowolenia, bo III-ligowi rywale w końcu nie przyjeżdżają do Namysłowa jak po swoje. My zaś nie musieliśmy czekać na pierwszą domową, pełną pulę kilka miesięcy. Sukces nad Szczakowianką nie przyszedł jednak łatwo. Strata bramki w 2' mocno skomplikowała sytuację. Błędy oraz nieodpowiedzialne zachowanie rywali w końcówce pierwszej części gry spowodowały jednak, że na przerwę schodziliśmy prowadząc. Gościom trzeba jednak oddać, że grając w „dziesiątkę”, w drugiej połowie potrafili toczyć równorzędny pojedynek z naszym zespołem. Skrzydła przyjezdnym podcięła druga czerwona kartka. Czerwono-czarni zdołali wykorzystać przewagę dwóch zawodników i w końcówce drugiej połowy wyprowadzili dwa zabójcze ciosy. Jak na razie namysłowianie sukcesywnie zbierają kolejne punkty. Wypada mieć nadzieję, że w następnych spotkaniach nie zejdą z obranego przez siebie kursu. [MW]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy