Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

ARCHIWUM

Nokaut na wstępie

Odsłony: 19282

W I rundzie nowej edycji wojewódzkiego Pucharu Polski zespół namysłowskiego Startu wybrał się na południe Opolszczyzny. Nasi chłopcy rywalizowali z Po-Ra-Wiem Większyce,

na co dzień występującym w klasie okręgowej (grupa II). To pierwsza w historii konfrontacja obu ekip, dlatego byliśmy ciekawI, jakim potencjałem dysponować będą gospodarze.

Największym zaskoczeniem dla czerwono-czarnych okazała się… płyta boiska. I bynajmniej nie chodzi o jej stan, bo nawet w III lidze (vide aktualna nawierzchnia Górnika Wesoła) sporo placów gry nie jest najwyższych lotów. Nasz szok wywołało nachylenie boiska, które – jak poinformowali nas miejscowi działacze – między jedną a drugą bramką wynosi aż 3 metry! Wrażenie z oglądania spotkania było niesamowite, bo w praktyce jedna z drużyn atakowała pod górkę, natomiast druga miała – dosłownie – z górki!

Wobec powyższego, już przed pierwszym gwizdkiem arbitra namysłowianie odnieśli mały sukces. Tym było wylosowanie połówki, z której Start mógł atakować właśnie z górki. Kibice nie zdołali jeszcze skoncentrować się na pierwszych podaniach, a Po-Ra-Wie już przegrywało. W 55 sekundzie bardzo dziwnego gola (choć pięknego) zdobył Zalwert, któremu w pewien sposób pomogło też wspomniane nachylenie. Aut na wysokości 40 metra szybko wznowił Janda. Do kozłującej piłki na 10 metrze doskoczył wspomniany Zalwert, próbując wstrzelić ją w pole karne. Tymczasem wyszedł mu niesamowity lob, który zatrzymał się dopiero na bocznej siatce bramki Bila! To jednak nie wszytko, bowiem następny cios większyczanie otrzymali po czterech kolejnych minutach (5’)! Po wysokim pressingu namysłowian, piłkę pomocnikowi Po-Ra-Wia na 25 metrze odebrał Zajączkowski, po czym momentalnie zagrał prostopadle do P.Pabiniaka. Nasz snajper znalazł się w sytuacji „sam na sam” z większyckim golkiperem i nie dał mu najmniejszych szans na skuteczną interwencję.

Czerwono-czarni nie zamierzali zwalniać tempa. Byli aktywniejsi na tle mocno zamroczonych utratą goli gospodarzy, którzy przez długi czas nie potrafili złapać płynności w swoich poczynaniach. W tym momencie wydawało się, że kolejne gole dla gości są tylko kwestią czasu, ale jak się później okazało, więcej ich nie padło.

W 20’ nasz zespół przeprowadził niezwykle efektowną akcję, taką w brazylijskim stylu. Grana na jeden kontakt piłka – najpierw „hakiem”, a chwilę później piętką – trafiła w finalnym momencie do P.Pabiniaka, który znalazł się w pozycji strzałowej. Niestety, kapitan Startu uderzył zbyt lekko i Bil, choć na raty, z trudnym uderzeniem zdołał sobie poradzić. Trzy minuty później (23’) Patryk zdecydował się tym razem na strzał z nieco ponad 20 metrów. Huknął jak z armaty, ale Bil znów spisał się na medal i trudną piłkę odbił poza linię końcową.

Gospodarze po raz pierwszy bramce Startu poważniej zagrozili w 33’. Po stracie piłki przez naszą drużynę na połowie rywali, Ci przeprowadzili groźny kontratak prawym skrzydłem. Jeden z gospodarzy umiejętnie przedarł się na wysokość pola karnego, po czym zagrał do nadbiegającego Tracza. Napastnikowi Po-Ra-Wia wystarczyło tylko poprawnie przyłożyć nogę. Tymczasem Tracz fatalnie przymierzył i szansa na kontaktowe trafienie przepadła. W odpowiedzi (36’) o wysoką piłkę sprytnie z dwoma rywalami poprzepychał się P.Pabiniak, po czym zagarniając ją, w praktyce wyszedł „1 na 1” z bramkarzem. Szkoda, że nasz atakujący uderzył siłowo i zamiast gola, oglądaliśmy futbolówkę szybującą wysoko nad poprzeczką. Niebawem (39’) P.Pabiniak świetnie dośrodkował z „prawego” kornera na dalszy słupek. W narożniku pola bramkowego „kulę” głową skontrował K.Smolarczyk, ale do podwyższenia wyniku zabrakło mu szczęścia. „Skóra” bowiem ostemplowała poprzeczkę i wyszła w pole. Nieudolne wybicie trafiło jeszcze pod nogi P.Pabiniaka, który z 16-tu metrów znów potężnie uderzył. Ale znowu niecelnie. Był to zarazem ostatni ciekawy akcent pierwszej części gry. Gospodarze nie za bardzo mieli pomysł jak skutecznie przedrzeć się w okolice namysłowskiej szesnastki. Owszem, próbowali otrząsnąć się po dwóch błyskawicznych trafieniach, ale zaczęli to czynić około 20 minuty. Poza spartaczoną, choć świetną okazją Tracza, nie mieli jednak zbyt wielu argumentów. Dlatego po 45 minutach w zdecydowanie lepszych nastrojach do szatni schodzili czerwono-czarni.

Druga połowa mogła być bliźniaczo podobna do pierwszej. Różnica była jednak taka, że tym razem nie udało się po raz trzeci skarcić większyczan. Kilkanaście metrów od linii środkowej na indywidualną akcję zdecydował się Bonar. Będąc już blisko szesnastki, zbiegł nieco w lewo, po czym precyzyjnie zarzucił piłkę na 13-ty metr. Tam jednak atakującemu Zalwertowi zabrakło nieco zdecydowania i piąstkujący Bil zdołał go uprzedzić. Do kozłującej piłki doskoczył jeszcze Zajączkowski, ale zamiast próby lobowania bramkarza, zdecydował się na uderzenie – niecelne – z prostego podbicia.

W kolejnych fragmentach meczu, aż do 74’ włącznie, nie odnotowaliśmy choćby jednego ciekawego strzału, który nosiłby znamiona zagrożenia. Grający z górki miejscowi i owszem, pojawiali się pod namysłowską bramką. Jednak ich próby strzeleckie albo były blokowane, albo też w dużej odległości mijały bramkę Kuleszki. To nie był ciekawy fragment rywalizacji. Ot, zwykłe nudy. I właśnie w 74’ na strzał z 26 metrów zdecydował się Gorzkowski. Strzał był potężny i precyzyjny, a nasz golkiper musiał wykazać się nie lada kunsztem, aby odbić piłkę poza linię końcową. Minutę później namysłowianie odpowiedzieli swoim atakiem. Futbolówkę ze skrzydła otrzymał P.Pabiniak, który przepchnął się z dwoma defensorami i potężnie uderzył z lewej nogi. Gdyby nie kapitalna interwencja Bila, piłka niechybnie wylądowałaby w okienku jego świątyni, tuż przy krótkim słupku.

To, co najlepsze, skończyło się właśnie po uderzeniu kapitana Startu, bowiem w ostatnim kwadransie żadna ze stron nie stworzyła już sobie żadnej klarownej sytuacji. Namysłowianie kontrolowali mecz, nie próbując nawet forsować tempa gry. Rozbijaliśmy ataki rywali, sami też próbując wychodzić z akcjami. Ale była to już sztuka dla sztuki. Gdyby jednak w niektórych sytuacjach zespół zachował nieco więcej spokoju i… precyzji, to wynik końcowy byłby pewnie bardziej okazały.

Namysłowski Start wygrał z Po-Ra-Wiem 2-0, choć po szybko zdobytych bramkach, nasze apetyty na kolejne trafienia były spore. Tak się jednak nie stało. Awans naszych pupili jest jednak jak najbardziej zasłużony i to jest największy plus tego spotkania. Jakość gry w tym spotkaniu była co najwyżej średnia, ale zwycięzców się nie sądzi. Kolejny mecz pucharowy dopiero pod koniec listopada. Tym razem rywalem NKS-u będzie A-klasowa Victoria 1900 Łany. [G, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy